Wybory samorządowe 2014 – karty na stół!

40
1534
wyświetleń

Z reguły unikam politykowania, bo ani się na tym nie znam, ani nie miałem zbyt dobrego odbioru podczas jednej z prób. Tym razem będzie bardzo konkretnie, bo bez zdradzania moich wyborczych preferencji czy nakłaniania do głosowania tak czy inaczej, zaproponuję Ci dodatkowe kryterium, które w dużym stopniu zdecydowało o tym, gdzie zamierzam postawić krzyżyk 16 listopada tego roku, a więc już za niecały tydzień!

Mógłbym zacząć od banałów pod tytułem “decydujesz o przyszłości Polski”, “uczestnictwo w wyborach to Twój obowiązek” czy “masz realny wpływ na kierunek rozwoju swojego regionu, miasta czy powiatu”. Tak oświeconym ludziom jak czytelnicy mojego bloga nie muszę jednak tego przypominać czy udowadniać, a kto nie zagłosuje – niech już żałuje 🙂

Jak zapewne wiesz, niemal 2 lata temu zrezygnowałem z najbardziej popularnego medium, w którym zapewne w ostatnich tygodniach zagościły uśmiechnięte i (jak to się może niezbyt ładnie, ale całkiem trafnie mówi) wypacykowane twarze tych, którzy chcą pracować dla lepszego jutra swojego regionu. Albo nachapać się co nieco, wykorzystać lub zawiązać znajomości, trochę odpocząć… jeszcze sporo powodów by się znalazło, zarówno mówiących o pozytywnej motywacji kandydatów, jak i o ich oportunictwie. Jak wyczytać, czym kieruje się dana osoba, kiedy jedyne co mamy przed sobą to upudrowana twarz, których dziesiątki spoglądają również na mnie z plakatów wyborczych, rozwieszonych nawet wzdłuż ścieżek rowerowych (skandal, prawda? :)). Ano nie da się – nie znaczy to jednak, że należy machnąć ręką na całe to przedsięwzięcie zmiany sztafety, zwłaszcza że idzie o ludzi, którzy są blisko nas i powinni aktywnie działać, żeby w Twojej okolicy postawili ławki, wyremontowali drogi czy zbudowali nową szkołę.

W skrócie (bo nie o tym traktuje wpis): założyłem, że dana osoba ma się już czym pochwalić jeśli chodzi o realizację wcześniejszych obietnic wyborczych. Że co nieco zna tą grę i wie, jak się dobrze sprzedać – chociażby odwiedzając domy wyborców lub publikując serię peanów na swój temat w Internecie. Że chociaż kreuje się na ciepłego, rodzinnego człowieka, który nie miał do tej pory na pieńku z prawem. Kiedy – bazując na tych założeniach – zredukowałem listę kandydatów do zera :), zacząłem wybaczać nieco więcej, ale dodałem coś, co utwierdziło mnie w podjętym wyborze: spojrzałem, jakie karty ma w ręku ten, na którego chcę obstawić.

wybory_2_miniTakie karty podbijają stawkę! Kliknij, aby powiększyć.

Każdy samorządowiec (w szczególności: radny, wójt, burmistrz czy prezydent  miasta) jest zobowiązany do corocznego składania oświadczenia majątkowego, które jest publiczne i dostępne – najczęściej w formie elektronicznej – dla zainteresowanych. O ile zaglądanie do portfela sąsiadom (to również poniekąd możliwe, odkąd upubliczniono Księgi Wieczyste) jest niegrzeczne, o tyle prześwietlenie osoby, która będzie decydowała o ważkich sprawach lokalnej społeczności uważam za w pełni uzasadnione. Doskonale rozumiem, że obracanie dużymi pieniędzmi wymaga wprawy, a sama definicja “dużych pieniędzy” mocno zależy od tego, jaką kto ma wartość netto. Osobiście będę znacznie spokojniejszy o reprezentanta moich interesów, jeśli zdążył on dowieść skuteczności w zarządzaniu swoim własnym budżetem domowym i zdołał zbudować solidne fundamenty finansowe dla swojej rodziny. Będę bardziej ufny, jeśli kandydat jest przedsiębiorcą, który zna się na prowadzeniu firmy, którą w pewnym sensie jest też miasto czy powiat. Jeśli jednak sprawozdanie obnaża nieefektywność w zarządzaniu swoimi własnymi pieniędzmi, lub nieumiejętność poszukiwania innych źródeł utrzymania (dieta radnego to raptem około 24.000 zł rocznie – wystarczy tylko na podstawowe potrzeby rodziny), to dlaczego miałoby być lepiej w sprawach na wyższym poziomie trudności?

wybory_3Z czym do ludzi?

Jeśli przemawiają do Ciebie powyższe argumenty, zachęcam Cię do prześwietlenia wybranych kandydatów (wybory za kilka dni – zakładam, że masz już faworytów?), o ile wybrałeś już kogoś “z przeszłością”. Jak to zrobić? Przede wszystkim, musisz znaleźć interesujące Cię oświadczenie – często nie jest to sprawa banalna, bo nie ma jednego centralnego repozytorium oświadczeń (chociaż niekiedy wystarczy wpisanie w przeglądarce “imię nazwisko oświadczenie majątkowe”). Zwykle jednak trzeba się trochę nagimnastykować, ale jeśli jesteś mieszkańcem jednego z 10 największych miast w kraju, poniżej znajdziesz małą ściągę. Każda ze stron jest nieco inaczej zbudowana, a niektóre wręcz zniechęcają do odwiedzin przez swoją toporną strukturę i brak jakichkolwiek ułatwień w wyszukiwaniu, ale nie pozwól, żeby Cię to zniechęciło. Jeśli już znajdziesz dokument, wystarczą podstawy finansów osobistych (a więc chociażby: regularna lektura tego bloga :)) do zgrubnej oceny kandydata. Na zasadzie: ma kredyty konsumpcyjne? Źle. Zarabia 150.000 zł rocznie i deklaruje 10.000 zł życiowych oszczędności i jedno mieszkanie na kredyt? Też coś śmierdzi. A może po stronie rocznych przychodów znajduje się zaledwie kilkanaście tysięcy złotych za zajęcia prowadzone w szkole? To z kolei każe przypuszczać, że zaradność życiowa takiego kandydata nie jest zbyt duża, a próba zdobycia mandatu może wynikać ze starań o podreperowanie własnego budżetu.

wybory_4_miniEkhmm… a wie Pan, że spłata będzie Pana słono kosztowała?

A teraz konkrety: oświadczenia majątkowe dla piastujących urzędy (radnych, prezydentów itp) w 10 największych miastach Polski.

1) Warszawa – nawiasem mówiąc: przejrzysta, skuteczna wyszukiwarka to wzór do naśladowania dla pozostałych miast.

2) Kraków – tu też nie mam się do czego przyczepić.

3) Łódź

4) Wrocław

5) Poznań – Poznań robi trochę pod górkę, bo oświadczenia dostępne są tylko po uprzednim wybraniu kandydata. Radni z poprzednich kadencji (oraz ich oświadczenia) widoczni po mało intuicyjnej zmianie kadencji:

wybory_1

6) Gdańsk

7) Szczecin

8) Bydgoszcz

9) Lublin

10) Katowice

Mi osobiście oświadczenie rozwiało wątpliwości, które miałem względem kandydata, a cała autopromocja, którą byłem w stanie wygooglać wcale nie straciła na wiarygodności po tej lekturze – a to już dużo. Sama koncepcja publikacji oświadczeń majątkowych przez ludzi, którzy nie tylko powinni być czyści jak łza, ale od których oczekujemy pewnych kompetencji finansowych przemawia do mnie. Motyw jest prosty: “chcesz decydować o sposobie wydawania dużych pieniędzy – pokaż, że masz szansę sobie z tym poradzić”. Takie prawo, tyle że dotyczące blogerów z branży finansowej pewnie spotkałoby się z aprobatą wielu czytelników 🙂

Tak sobie jeszcze myślę… ciekawe, jaki procent wyborców zadaje sobie jakikolwiek trud lepszego poznania kandydatów, na których zagłosują? To niewątpliwie kosztuje znacznie więcej niż wybranie jedynki z konkretnego ugrupowania… czy zatem decyzje podjęte przez statystycznego Kowalskiego są świadome? Sam wiem, że moje krzyżyki w poprzednich wyborach miały więcej wspólnego z grą w statki niż z prawdziwym wyborem… Jeśli jednak chcesz na poważnie podejść do tematu, polecam odwiedzenie tej strony, przeklikanie się po mapie i znalezienie listy nazwisk dla Twojego własnego okręgu wyborczego – to będzie dobry początek poszukiwań.

PS Widzę, że gazety (przynajmniej te internetowe) również z namiętnością analizują zarobki obecnie piastujących urzędy – jedno z ciekawszych zestawień dotyczy prezydentów miast, a znajdziesz je tutaj.

PS2 Dla ciekawskich: oświadczenia posłów na sejm oraz posłów do PE. Miłej lektury 🙂

Poprzedni artykułNadperfekcja.
Następny artykułDług, który zaciąga każdy.
UDOSTĘPNIJ

40 KOMENTARZE

  1. Jak zwykle rewelacyjny wpis! Nigdy dotąd nie pomyślałem o tym, by polityka prześwietlić pod kątem jego życiowej zaradności na podstawie rozliczeń rocznych – toż to przecież jest fantastyczny sposób na poznanie, czy będzie taki polityk pracował dla Polski (i ludzi) czy dla siebie (na spłaty kredytów i nowe zachcianki).
    Wielkie dzięki Wolny za otwarcie oczu, niebawem zabieram się za “lustrację” 😉

  2. U mnie w mieście (Warmia, 11 tysięcy mieszkańców) roczna dieta radnego to od 23.380 (przewodniczący rady) do 11-12 tysięcy – “szeregowy” radny. Wbrew pozorom sporo roboty, odpowiedzialność też jakaś jest. Ale spojrzeć pod tym kątem faktycznie warto.

    • Hej, a możesz zdefiniować “roboty sporo”? Pytam z ciekawości – chciałbym wiedzieć na ile to ” dodatkowa fucha”, a na ile coś, czemu wypada się całkowicie poświęcić.

    • Piszę tak “nieuporządkowanie”:
      – co najmniej raz w miesiącu sesja (przeciętnie 3 razy na 2 miesiące), trwająca kilka godzin
      – żeby mieć pojęcie i być przygotowanym, a nie tylko “podnosić rękę”, przed sesją trzeba przeczytać albo chociaż przejrzeć) stosik dokumentów/materiałów z urzędu miasta
      – przeciętnie 3 razy w miesiącu posiedzenie komisji (np.oświaty/kultury/zdrowia, rewizyjnej itp.) – co najmniej 2 godziny z ludźmi z MOPS-ów, z dyrektorami szkół i przedszkoli, z sołtysami, z radnymi powiatowymi, z zwykłymi mieszkańcami – wysłuchiwanie, że dach dziurawy, że dzikie koty rozwalają posegregowane śmieci, że ciemno na ulicach itp.
      – przeciętnie raz w miesiącu komisja w terenie – oglądanie dziur w drogach, pobitych lamp, potencjalnych mieszkań socjalnych, zniszczonych mieszkań socjalnych (to trudno, że właściciel nie dbali – trzeba wyremontować, bo w rodzinie są dzieci)
      – decydowanie, żeby pieniądze podzielić tak, żeby starczyło na przedszkola, szkoły, basen, mieszkania socjalne, chodnik, światło na przejściu dla pieszych, na anonimowych alkoholików i pilnowanie, żeby to było zgodne z prawem
      – wysłuchiwanie niezadowolonych komentarzy, bo często jest tak, że gdy dasz jednemu, drugiemu trzeba zabrać albo dać mniej
      – wysłuchiwanie podziękowań i pozytywnych komentarzy, gdy uda się coś załatwić i pomóc
      – raz na 6 tygodni dyżur radnego w urzędzie miasta – 1,5 godziny – bycie dostępnym dla mieszkańców.
      Taka fucha. Kandydować może prawie każdy.

      • Licząc bardzo “na oko” to taka 1/4 etatu. Co do “kandydować może prawie każdy”, to w moim okręgu na stanowisko radnego kandyduje w tym roku 55 osób. Jakoś nie wydaje mi się, żeby ktoś, kto nie ma odpowiedniej przeszłości (a raczej: partii za sobą) mógł w takich warunkach powalczyć.

        • 55??? Brzmi strasznie 🙂
          U nas od 4 do 6 osób na jedno miejsce. List 19, partie dwie (wiodące), a reszta to lokalne komitety. W “pipidówach” partia ma marginalne znaczenie, patrzy się raczej na “stosunki/układy” (w sumie to też jakieś “plecy”).

          Tak jak teraz o tym myślę, to w niewielkiej miejscowości taka dieta radnego może być regularnym zastrzykiem finansowym – i to przez kilka lat. Hm…

    • Patrząc na siebie: rzeczywiście czasami z braku czasu nie daję z siebie 100% jeśli chodzi o własne finanse, ale to dlatego, że w przeszłości wykonałem ogrom pracy i teraz czasami mogę nieco odpuścić bez większych konsekwencji.
      Co do “doradców”, to najczęściej to zwykli sprzedawcy, którzy najlepiej znają się nie na tym, co dobre dla klienta, ale na tym, sprzedaż jakich produktów przyniesie im samym jak największe prowizje.

  3. Nie zgodzę się z tym, że mamy taki wielki wpływ na los swojego miasta (gminy). U mnie w większości okręgów jest tylko jeden chętny na stanowisko radnego. W kilku pozostałych dwóch. Nie wiem jak wygląda walka o stanowisko wójta, ale odkąd pamiętam jest nim ta sama osoba. Namawianie ludzi do zaglądania w zeznania kandydatów, moim zdaniem, przyniesie odwrotny skutek. Wszystko przez tzw. ból… siedzenia i zawiść.

    • Myślę, że tego bloga nie czytają ludzie, którzy dostaliby zawału z zazdrości po przeczytaniu jednego czy dwóch oświadczeń. Poza tym u mnie w okręgu kandydatów do rasy miasta jest chyba z 40tu, więc żeby podjąć bardziej lub mniej świadomy wybór trzeba poświęcić na to trochę czasu. Pozdrawiam.

      • Osobiście podzielam Twój pogląd. Uważam nawet, że prezydentami miast, wójtami powinni być zawodowi managerowie i za swoją pracę powinni być świetnie wynagradzani (odpowiednio do wyników). Za to w radach powinni zasiadać ludzie, ogólnie mówiąc, mądrzy. Stanowisko to nie powinno być płatne w ogóle, co odfiltrowałoby wszelkiej maści darmozjadów, a pozostawiło jedynie osoby dla których możliwość reprezentowania lokalnej społeczności byłaby wystarczającą nagrodą.

        • Ciekawy pogląd, niestety mało praktyczny – chociażby z tego względu, że ścieżka kariery od radnego na wyższe stanowiska byłaby praktycznie zamknięta. Ale jeśli już gdybamy, to ja też po raz kolejny powiem “kiedyś było lepiej” 🙂 i jako przykład podam czasy (bodajże) cesarstwa rzymskiego, kiedy polityka była prawdziwą nominacją i nie miała wiele wspólnego z zarobkami, bo jeszcze przed wstąpieniem do “partii” należało zbudować swoje osobiste imperium finansowe.

          • Nie rozumiem co z wymienionych przeze mnie poglądów i dlaczego miałoby ograniczać możliwość “awansu”?

          • Myślę, że droga człowieka mądrego, pozbawionego zapłaty za to, co robi (to zasugerowałeś) do stania się doświadczonym i cenionym managerem (kogoś takiego widzisz na stołku prezydenta) byłaby aż nazbyt wyboista…

          • Ja tę drogę widzę odwrotnie. Najpierw robimy karierę (manager na stanowisku prezydenta, wójta), a potem zyskując doświadczenie (nie tylko zawodowe) “awansujemy” do rady. Z tego co pamiętam ze szkoły, to rada jest nad prezydentem, nie odwrotnie. Miejsce w radzie, sejmie powinno być zarezerwowane dla osób wolnych finansowo. Taka osoba mogłaby bardziej poświęcić się działalności społecznej oraz była mniej podatna na łapówkarstwo. Oczywiście wiem, że to marzenie ściętej głowy.

  4. Ciekawe podejście.
    Nie jestem jednak przekonany, czy takie kryterium u nas w Polsce już działa.
    Znaczna części ludzi zamożnych i bogatych (może 20%, ale może aż 80%?) to ludzie, którzy w jakiś sposób przejęli majątki z PRL, w którym dorobili się na rzeczach mało szlachetnych, żeby nie powiedzieć – obrzydliwych. Tak więc często to Ci sami albo ich potomkowie.
    Nie wiem, jak Wy, ale ja do polityki jestem już naprawdę zniechęcony. Szczerze mówiąc (ja – sknerus) wolałbym już zapłacić jakąś grzywnę (gdyby głosowanie było obowiązkowe), niż iść głosować. Jest w tej mierze wszystko jedno, za dużo razy się zawiodłem. 🙁

    • Zresztą: wśród tych zaradnych, którzy się dorobili po ’89 roku też znaczna część to ludzie, którzy robili różne machloje.
      Moja intuicja jest taka: wśród bogatych i zaradnych życiowo ludzi jest sporo oszustów, którzy mają gdzieś dobro społeczne, a jak się dorwą do michy, to staną się jeszcze bardziej zaradni (dla siebie i swego grona) i jeszcze bardziej bogaci (śmierdząco wręcz); z kolei wśród biednych i niezaradnych jakąś cześć tworzą Ci, którzy są właśnie tacy, ponieważ bardziej myślą o dobru innych, niż o własnych korzyściach (dusze społecznikowskie, epigoni dawniej XIX wiecznej czy nawet jeszcze przedwojennej inteligencji). Jak ich rozpoznać? Kiedyś myślałem, że potrafię. Dziś sądzę, że to ponad moje siły.
      .
      Tak, tak: kalam swe gniazdo w tym dniu dzisiejszym, uroczystym.

      • Adam – piszesz ciągle o zamożnych i bogatych. Mi natomiast chodzi o zdrowy rozsądek w finansach osobistych i uporządkowaną sytuację finansową, którą można zbudować w chwilę i której wystarczy nie zaprzepaścić błędnymi decyzjami. Niczego więcej nie oczekuję.

    • Moja wiara w politykę lokalną nieco się odrodziła, od kiedy nie mam absolutnie żadnej styczności z gębami z sejmu i nie wiem nic o aferach i innych oszczerstwach rzucanych na prawo i lewo.

  5. politkowania -> politykowania
    16ego -> 16 (http://www.ekorekta24.pl/aktualnosci-jezykowe/5-pisownia/135-liczebniki-porzadkowe-3-go-maja-3-ego-maja-czy-3-maja) Czy końcówka -ego to nie przejaw chęci bycia hiperpoprawnym?
    oportunictwie -> oportunizmie (oy.oy17 już wytknął, argument słowotwórstwa do mnie nie przemawia)
    Lódź -> Łódź
    poprzenich -> poprzednich

    À propos niedoskonałości stron internetowych miałem napisać “na Twojej rozjeżdża się układ po powiększeniu (ctrl +)”, ale przyjrzałem się bliżej css i wychodzi na to, że to zamierzone działanie jakiegoś ‘speca’ od RWD.

    Wracając do tematu wpisu:
    W mojej wsi do rady gminy jest 2 kandydatów (na 1 mandat), których znam osobiście, prześwietlanie ich oświadczeń majątkowych nie zmieni mojej opinii o tych osobach.
    Przydałaby się strona, na której byłyby wzory kart do głosowania z każdego okręgu – wtedy mógłby sprawdzić jakie mam opcje i spróbować się czegoś dowiedzieć, o tych, którzy kandydują na nieco wyższe stołki. Pod każdym nazwiskiem powinien być link do oświadczenia majątkowego danej osoby (to już chyba marzenia :/).

    Polecam komentarze pod podlinkowanym artykułem w gazeta.pl (w ogóle polecam czytanie komentarzy).

    My się cieszymy, że kandydaci muszą składać oświadczenia, a tymczasem “Co roku w październiku urząd podatkowy w Norwegii publikuje w internecie listę nazwisk z informacją, ile kto zarobił, ile odprowadził podatku i jaki ma majątek.”

    • Hej, dzięki za wyłapanie błędów – muszę w końcu coś z tym zrobić (i to chyba raczej kwestia przeglądarki, a nie samego WP). Co do ctrl +, to w ostatnich dniach rzeczywiście trwają pracę nad wersją bloga bardziej przyjazną dla urządzeń mobilnych – ciekawe, że to zauważyłeś.

      Jeśli chodzi o wiadomość z Norwegii, to czy dotyczy ona wszystkich tam zarabiających, czy wyłącznie polityków?

  6. I tu objawia sie przewaga małej miejscowości nad dużą…
    W małej znasz takiego “ktosia” osobiście i jakby co, zawsze możesz mu gębę obić na ulicy 🙂
    I to nie jest teoretyzowanie 😀

      • Seneka nie zabrania karać złoczyńców 🙂
        Nakazuje robić to jednak po namyśle, rzekłbym wręcz, że “na zimno” 🙂
        Sam żadnemu “urzędnikowi”pyska nie zdefasonowałem jeszcze 🙂
        Wszelako kilka takich osób znamosobiście 😀

    • Są takie badania dotyczące gmin do 5 tys. mieszkańców. Wójt w takiej gminie kontroluje – bezpośrednio lub pośrednio – do 300 stanowisk: w urzędzie gminy, jej spółkach oraz w różnego rodzaju podmiotach uzależnionych od gminy, także gospodarczo. Jak się tę liczbę stanowisk pomnoży przez członków rodzin, to zatrudnianych przez wójta wyjdzie z tysiąc osób. Do głosowania w takiej gminie jest uprawnionych ok. dwóch trzecich mieszkańców, przy frekwencji 40 proc. głosuje 2 tys. osób. W tej grupie jest ten tysiąc uzależniony od wójta. Ta grupa tworzy taki ludzki kokon zorganizowany wokół wójta, który nie jest zainteresowany żadnymi zmianami, a już w żadnym wypadku zmianą wójta. W tym upatruję największą klęskę samorządu.

  7. Niby fajnie, ale… Pierwsza rzecz, to sugestia, że lepszy będzie kandydat, który już jest radnym – bo możesz go prześwietlić, a kogoś kto jeszcze w samorządzie nie był, nie możesz.

    A drugi problem z tą metodą podam na przykładzie pewnego prezydenta, który słynie z tego, że ma sporo mieszkań. Nie wszystkie “na siebie”.

  8. jak prześledziłem, kto w moim mieście kandyduje to po prostu się za głowę złapałem tyle powiem… ci ludzie kompletnie nie wiedzą po co tam idą, znaczy właściwie wiedzą doskonale- po kasę, po nic więcej, a na pewno nie po to żeby zrobić coś pożytecznego… pozdrawiam autora bloga i całkowicie zgadzam się z tym aby prześwietlać 😉

    • Właśnie ja sam nie wiem, co chodzi – kasa przecież nie jest jakaś kosmiczna – 20-kila tysięcy rocznie. Chociaż mieć a nie mieć, a do tego za część (ok 1/4) etatu…

  9. Wolny, nigdy nie wpadłam na taki pomysł, by prześwietlać w ten sposób osoby kandydujące. Warto mieć to na uwadze.
    Ale myślę, że ludzie, którzy tak chętnie chcą dbać o dobro moje, mego miasta, otoczenia, rozwój i zmiany poprawiające komfort życia, powinni to robić za darmo lub za przysłowiową złotówkę. Ciekawe, ilu chętnych by się wówczas znalazło? 😉

    Ja idę jutro na wybory, ale jestem w kropce. W stolicy tyle chętnych jest, że sprawdzenie ich jest czymś wręcz niewykonalnym. Sprawdzenie samych kandydatów na prezydenta pochłonęło mi 2,5 godziny. A ja czas mam ograniczony przy licznych obowiązkach. I Bulba nie da posiedzieć w spokoju przy komputerze 🙂 Pominę już fakt, że Warszawa nie jest mym rodzinnym miastem i nie umiem odnaleźć się w tym politycznym chaosie.
    Wolałabym głosować w mej mazurskiej mieścinie, gdzie zna się wszystkich przynajmniej z widzenia 🙂 I o wiele prościej można działania delikwenta przejrzeć i najważniejsze z tych działań rozliczyć.
    I po co meldowałam się w stolicy? Po co?!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj swoje imię