Własna firma, część 2

21
1224
wyświetleń

Skoro kurz po ostatnim wpisie zdążył opaść, czas na nowo rozniecić emocje i sprowokować Was do komentowania. Dzisiaj będzie równie ciekawie, dlatego nie przedłużam i zapraszam na kontynuację tematu, będącego podsumowaniem kilkunastu miesięcy drogi zawodowej Wolnej i krótkiego czasu, od kiedy prowadzimy własną działalność gospodarczą.

Przychody i koszty

Zacznę na grubo, pokazując nasze wyniki finansowe. Możecie je śledzić na bieżąco tutaj, chociaż nie obiecuję, że po przekroczeniu celu przychodu na 2019 nadal będę je aktualizował.

Powyższe wartości można różnie interpretować. Nie zdziwiłbym się pełnym zakresem emocji z Waszej strony: od “padaka, przecież od tego jeszcze odchodzą ZUSy, podatki, koszty, 10% na Pajacyka i mało co zostaje”, aż po “całkiem nieźle jak na pierwsze podrygi”. Przyznam się, że uderzenie miało być mocniejsze i kwota za luty miała przekraczać 5.000 zł, ale jeden z projektów zaliczył obsuwę i wylądował na liście marcowej, skutecznie podcinając rosnący z miesiąca na miesiąc trend wzrostowy. Myślę jednak, że tragedii nie ma, a jeśli uwzględnimy równolegle prowadzony projekt dla najbliższej rodziny, za który nie pobieramy żadnego wynagrodzenia, chyba jest całkiem dobrze, zwłaszcza jak na start. Mam jednocześnie świadomość, że gdybyśmy byli na pełnym ZUSie, wynajęli biuro czy zainwestowali w sprzęt, byłoby mniej optymistycznie. Jeszcze słabiej by to wyglądało, gdybyśmy nie mieli innych przychodów i musieli zapłacić ratę kredytu czy bardziej ogólnie: przeżyć za to, co zostanie. No cóż – na szczęście nie mamy noża na gardle i możemy poświęcić trochę czasu na powolny rozruch.

Widzę spory potencjał tej działalności i możliwość pomnożenia powyższych kwot razy 2-4, oczywiście jeśli wybiegniemy dalej w przyszłość i włożymy w to odpowiednią ilość pracy ;). Ale to tylko gdybanie… ważniejsze jest to, że od samego początku roku Wolna ma klientów, idzie do przodu i uczy się po drodze. A ja z nią 🙂

Kiedy zaczęliśmy oferować swoje usługi, nie oczekiwaliśmy spektakularnych efektów. Mieliśmy za to poczucie dawania sporej wartości za jakieś 50% stawek rynkowych. Pierwsze zlecenia miały wręcz śmieszną wartość. Nasz pierwszy ‘strzał’ to było 150 zł za – jak się na koniec okazało – jakieś 20 godzin pracy. Z kolei jeden z potencjalnych projektów wyceniliśmy tak wysoko, że później sami się z tego śmialiśmy (oczywiście, nic z tego nie wyszło). Wyciągamy z takich zdarzeń wnioski, idziemy dalej. Nasze aktualne projekty “na tapecie” mają wartość od 400 do 3500 zł.

Jedna z realizacji naszego projektu. Zresztą bardzo ciekawa, ze względu na mikroskopijny budżet. Tutaj szczegóły.

Jak już pisałem, początek działalności to taki magiczny czas, kiedy zwykle ponosimy trochę kosztów, przychody jeszcze nie są znaczące, a jeśli odejmiemy jedne od drugich, dość łatwo unikniemy płacenia jakiegokolwiek podatku dochodowego. Tak jest i w naszym przypadku. Naszym głównym kosztem jest 342,32 zł ZUSu (a w zasadzie składki zdrowotnej), około 20 zł na program księgowy inFaktu (który zresztą polecamy – szczegóły poniżej), paliwo na okazjonalne wizyty u klienta i inna drobnica. Przy okazji przypominam, że 10% z naszych przychodów przekazujemy na Pajacyka, dzięki czemu nasza praca wydaje nam się jeszcze bardziej znacząca. Podatek dochodowy (na razie) nie występuje, a całość projektów wykonujemy z wykorzystaniem aktualnie posiadanego sprzętu i darmowego oprogramowania. Prawdopodobnie zaczniemy co nieco inwestować w firmę w najbliższej przyszłości, ale zanim dojdziemy do tego momentu, chcemy mieć pewność, że jesteśmy w stanie utrzymać ciągłość pracy i przychodów.

Zdecydowaliśmy, że już od pierwszego miesiąca będziemy wypłacać Wolnej pensję. To dość umowne i nawet nieco sztuczne na tym etapie, ale chcieliśmy mieć poczucie, że to, co robimy przekłada się na jakiś namacalny efekt finansowy, choćby skromny. I tak Wolna wylądowała z pensją prezesa na poziomie 1.500 zł netto ;), które przelewamy z Jej konta firmowego na osobiste. To zdrowe podejście na oddzielenie finansów firmowych i osobistych, o którym szerzej pisał chociażby Michał Szafrański.

Dalsze plany

Początkowo zakładałem 20.000 zł przychodu za rok 2019, które później podbiłem do 30.000 zł. Można więc powiedzieć, że jesteśmy na jak najlepszej drodze do realizacji tego scenariusza. Zakładam też, że w bieżącym roku będziemy starali się minimalizować (a wręcz: wyzerować) dochód księgowy, odpowiednio planując firmowe inwestycje. Chcemy wyrobić sobie pewną markę i nadal oferować dobrą jakość za konkurencyjne stawki. Staramy się ciągle pamiętać, po co zaczęliśmy i jaka jest misja naszej firmy. W dzisiejszych czasach zbyt łatwo dać się ponieść pieniądzom i gnać wszędzie tam, gdzie je widać.

A skoro już jesteśmy przy pieniądzach… to pamiętasz, żeby przekazać 1% ze swoich podatków na wybrany cel?

Plan na ten rok – oprócz poziomu przychodu – uwzględnia realizację kolejnych projektów w taki sposób, żebyśmy mieli nie tylko klientów ‘na już’, ale też takich, którzy zapewnią nam ciekawe wyzwania również za tydzień i miesiąc. Na razie pracujemy w sposób dość rwany: czasami jest dość luźno, innymi dniami nie wiemy, za co się chwycić. Jeszcze brakuje nam tego… flow. Chcemy też pogłębiać doświadczenie, jednocześnie skracając czas realizacji projektów i podwyższając ich jakość. To możliwe na początku drogi – później te dwa aspekty zwykle nie idą w parze. Już teraz widzimy, że nie ma co się bać projektów w 3D, a nawet fotorealistycznych wizualizacji; to wszystko jest do zrobienia i nie zajmuje wcale tony czasu. Dlatego aktualnie przechodzimy z promowanych do tej pory moodboardów właśnie na rzuty 3D.

Odnośnie naszych stawek: kiedy zaprezentowaliśmy nasz kalkulator wyceny projektów na jednej z facebookowych grup zajmujących się projektowaniem wnętrz, reakcje były bezcenne:

Cóż możemy powiedzieć… korzystajcie, póki tanio – chyba to jedyny sensowny wniosek z powyższych komentarzy. Intratne projekty za grube miliony to nie nasz świat i raczej nie będziemy aspirować do tego poziomu. Ciekawe, optymalne wnętrza dla ludzi – to nasz cel na najbliższy czas. A że trochę smutno się robi, kiedy na pytanie “czy taki kalkulator może być przydatnym narzędziem” dostajemy wypowiedzi, w których pierwsze skrzypce gra kasa i zarzuty o psucie rynku… no cóż, na pewno nie napisali tego czytelnicy www.wolnymbyc.pl! Swoją drogą, to bardzo ciekawe, że przeprowadzona tydzień temu ankieta (wyniki poniżej) mówi jedno, a absolutnie każdy projektant czy handlowiec, który usłyszał o tym pomyśle uważa, że to strzał w stopę. Decyzja jeszcze w 100% nie podjęta, natomiast coraz bardziej skłaniamy się z wycofania z tego sposobu wyceny naszych prac i powrotu do standardu. A on mówi na tą chwilę, że wyceniamy projekty w okolicach 70 zł/m2, oferując dodatkowe rabaty dla części klientów. To nadal poziom 50-60% tego, co żądają biura o ugruntowanej pozycji i z listą klientów oczekujących na swoją kolej.

Wyniki zeszłotygodniowej ankiety

Ale nie ma tego złego… bo dla czytelników bloga zawsze znajdzie się rabat! Już po tak krótkim okresie działalności widzimy, że nasi blogowi klienci różnią się od pozostałych – dlatego wyraźnie dawajcie znać, jeśli właśnie z tego kanału do nas trafiacie. Z Wami aż chce się współpracować, a przecież jedną z zalet bycia na swoim jest właśnie wolny wybór współpracowników oraz klientów! Tu nie ma mowy o gierkach stosowanych przez biznesowych wyjadaczy, komunikacja jest na wysokim poziomie, a przede wszystkim: da się wyczuć tą chemię po obu stronach, której często brakuje w zwykłych kontaktach biznesowych. Szybko przechodzimy na ‘ty’ i znajdujemy wspólny język, co pozwala na bardziej naturalną i pozytywną współpracę. Dlatego właśnie chcemy z Wami pracować, chcemy dawać Wam wartość i chcemy wyceniać projekty w taki sposób, żeby były więcej niż konkurencyjne w stosunku do oferty rynkowej! To spójne z naszą misją, przekazem tego bloga i naszego podejścia do życia w ogólności: chcemy dzielić się z Wami naszym know-how i pomagać Wam osiągać finansowe (i nie tylko) cele. A kiedy to rzeczywiście ma miejsce, otrzymujemy takie referencje jak poniżej (dzięki Maćku, na pewno przeczytasz ten wpis ;)):

Oczywiście, większości klientów z innych źródeł też nie ma co zarzucić, ale ci z bloga to 100-procentowe strzały w dziesiątkę. Dlatego – oprócz 10-procentowego rabatu za usługę całkowicie zdalną – na hasło wolnymbyc koszt projektu obniżymy o kolejne 10%. Ten kod rabatowy można również wpisać w naszym kalkulatorze, który przedstawiałem ostatnio, ale ten sposób wyceny będzie prawdopodobnie niedługo wygaszony.

Przykładowy moodboard, na podstawie którego przedstawiamy koncepcję wnętrza. Powoli tą metodę będą zastępowały (lub chociaż uzupełniały) rzuty 3D.

Księgowość

To taki wyjątkowy temat, który według stereotypów jest nudny jak flaki z olejem, a jednak osobiście odebrałem go jako ciekawe wyzwanie. Przez jakiś czas nie robiłem niemal nic innego, jak tylko czytałem i dowiadywałem się “jak, po co i kiedy”, żeby wszytko było zgodne z regułami. Po kilku wytężonych tygodniach dochodzę powoli do wniosku, że i tutaj DIY nie jest złą opcją, o ile masz kogoś, kogo możesz się poradzić w przypadku wątpliwości. Na początku mocno mnie to męczyło i mnóstwo czasu spędziłem na wyjaśnianiu tematów, które dla części przedsiębiorców i wszystkich księgowych są oczywiste. Wiedziałem jednak, że wynajęcie biura rachunkowego absolutnie nie wyręczy mnie od liczenia, pilnowania i dbania o nasze interesy. W przypadku prostszych działalności (a nasza się do takich zalicza), samodzielne prowadzenie firmy ma wiele zalet. Lubię mieć świadomość, że jestem kimś w rodzaju dyrektora finansowego 😉 i analogicznie do budżetu domowego, tak samo planuję ten firmowy. Tutaj również trzeba dbać o obie strony równania; kategoryzować, podsumowywać, wyciągać wnioski, ciąć straty, przyjrzeć się najbardziej dochodowym współpracom. Jeśli więc dobrze radzisz sobie z finansami w domu, nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś spróbował tego samego po wystartowaniu z działalnością, o ile wchodzisz w najprostsze jej formy, a Twoje produkty lub usługi nie są szczególnie skomplikowane (prawnie, podatkowo itp).

Owszem, zdaję sobie sprawę, że to zabiera najcenniejszą z walut: czas. Ale już po kilku tygodniach zgłębiania wiedzy widzę, że to owocuje lepszą kontrolą naszej firmy i zaczyna być coraz mniej absorbujące. Akceptuję też fakt, że sam nie jestem w stanie dobrze zrobić wszystkiego i już na obecnym etapie wiem o jednej wpadce, przez którą potencjalnie będziemy przynajmniej kilka stówek w plecy. No cóż, taka cena nauki – trzeba wyciągnąć wnioski i iść dalej. Na początku jest mnóstwo tematów, które okropnie absorbują, dlatego nie wyobrażam sobie, żeby to Wolna je analizowała, mając na tapecie kolejne projekty. Przecież nie po to zakładamy własną firmę, żeby stać się ekspertem od podatków i księgowości, prawda? Mnie to jednak nieco kręci i cieszę się, że mogę pomagać Wolnej w tym wszystkim, co dzieje się naokoło właściwej działalności firmy. Myślę, że samodzielne prowadzenie księgowości jest opcją, którą warto rozważyć, o ile ma się kogoś do pomocy. Nie musi to być regularnie opłacana księgowa – może Twój mąż lub żona podejmie się tego wyzwania, a może masz wśród znajomych księgowego, który może poświęcić Ci kilka godzin swojego czasu na początek i popchnąć Twoją łódź w dobrym kierunku? Pamiętaj tylko, żeby mu się odpowiednio odwdzięczyć… na przykład, oferując duży rabat na usługi, które sam świadczysz, albo wykonując je za darmo. Barter jest najlepszy ;).

Warto pamiętać, że w razie wątpliwości zawsze można skorzystać z telefonicznej (lub mailowej) porady w Krajowej Informacji Podatkowej. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy dodzwoniłem się akurat do tej pani ;), ale dwukrotnie otrzymałem tam bardzo merytoryczną i pomocną odpowiedź, która rozwiała moje wątpliwości.

Jeśli masz ochotę spróbować samodzielnie prowadzić księgowość w Twojej firmie, zwróć uwagę na program inFaktu. Po analizie tematu i testach 3 różnych aplikacji uznałem, że właśnie ten produkt jest najbardziej przyjazny takim lamom, jak ja 🙂 Jest prosty, intuicyjny, dostępny jako aplikacja z poziomu przeglądarki oraz mobilna, na smartfona. Zawiera co najmniej 90% potrzebnych funkcjonalności (na razie musiałem poza nim wysyłać tylko zgłoszenie ZUS DRA), pozwalając je na co dzień obsługiwać w banalny sposób (oczywiście po tym, jak już załapiemy, o co chodzi – w końcu mając doświadczenie, wszystko może stać się banalne ;)). Gdybyś się zdecydował spróbować, będę wdzięczny za rejestrację z tego linka. W ograniczonym zakresie program jest całkowicie darmowy, ale w praktyce wystarcza to jedynie do zapoznania się z jego funkcjonalnością i oswojenia z podstawowymi funkcjami. Dzięki temu możesz podjąć świadomą decyzję, czy korzystać z niego dłużej. A jeśli tak zrobisz, powinieneś być pozytywnie zaskoczony jego ceną. Na tą chwilę, po dwóch miesiącach używania, zdecydowanie polecam. Zobaczymy, jak będzie dalej.

 

Dotychczasowe wnioski

Czas na podsumowanie tych kilku miesięcy. Na razie jestem dość powściągliwy, jeśli chodzi o dalekosiężne wnioski i myślę, że krótkie podsumowania naszej działalności co kilka miesięcy będą lepsze, niż wielkie kreślenie planów na początku jej prowadzenia.

Jednak już teraz z całą stanowczością stwierdzam, że widzę dużą, praktyczną wartość tego, co robi Wolna. Być może potwierdzi to w komentarzu któryś z naszych blogowych klientów (zapraszamy, nie wstydźcie się ;), ale sam już wielokrotnie zauważyłem, że współpraca z nami się po prostu opłaca. Jeśli ktoś nie siedzi w tematyce aranżacji wnętrz, nie śledzi aktualnych promocji i nie jest gotowy, żeby poświęcić masę czasu na stworzenie czegoś, czego nie do końca czuje, to naprawdę ciężko stracić na oddelegowaniu prac w nasze ręce. Niemal za każdym razem widzę, że klienci są zaskoczeni tym, jak fajne rozwiązania można mieć za rozsądną cenę. Wielokrotnie też czuliśmy satysfakcję, kiedy pokazując pewne rozwiązania czy sygnalizując promocje (czasami dość dobrze ukryte…), byliśmy w stanie praktycznie wyzerować dla klientów koszt naszego projektu dzięki oszczędnościom wypracowanym na etapie późniejszych zakupów.

Ale żeby nie było, że ciągle… przepraszam za wyrażenie… rzygamy tęczą ;). Wiele potencjalnych projektów nie przeszło poza etap naszej wyceny i nie zakończyło się podpisaniem umowy czy nawet odpowiedzią zwrotną. Jedna (potencjalnie duża) współpraca, która niemal doszła do skutku, nagle się posypała i przez chwilę było mało sympatycznie. Nasz największy projekt, który mamy teraz na tapecie też nie idzie tak gładko, jakbyśmy chcieli i sporą część pracy trzeba było zaczynać od nowa, a płatności, które miały wpaść w lutym, przejdą na marzec (a kto wie, może i na kwiecień). Nie narzekamy też na natłok nowych zapytań i czasami ciężko stwierdzić, czy za 2 tygodnie będziemy mieli co wziąć na tapetę. Samo życie… tak chyba wyglądają początki i nie ma co się tym zrażać.

Mam też wrażenie (graniczące z pewnością ;)), że całkowicie dajemy ciała z promocją naszych usług, szczególnie w mediach społecznościowych. Nie umiemy tego robić i z jakiegoś powodu mam wręcz opory, żeby się za to zabierać w sposób bardziej profesjonalny. Jesteśmy też absolutnymi żółtodziobami w temacie sprzedaży i to po prostu widać. Ale… gdyby wszystko szło jak po sznurku, byłoby to wręcz podejrzane, prawda? 🙂 Tym bardziej doceniamy to, że możemy rozkręcać biznes bez absolutnie żadnej presji finansowej, dzięki czemu możemy być też nieco bardziej wybredni, jeśli chodzi o klientów, z którymi współpracujemy. Ważne, że pieniądze, które z tego przychodzą są z gatunku nice to have, zamiast: ‘albo zarobię, albo będzie dramat’. A jeszcze ważniejsze, że uczymy się prowadzenia firmy na czymś małym i bezpiecznym – na razie to taka piaskownica, z której pewnie kiedyś zrodzi się coś poważniejszego.

Już na tym etapie dostrzegamy, że własna firma to cała masa zalet i możliwości. A także wyzwań, które bierzemy na klatę. Prowadząc działalność, jesteśmy bardziej wiarygodni, a także mamy zdecydowanie większe pole do popisu. Sami decydujemy o kierunku rozwoju, uczymy się biznesu (biznesiku ;)), wyciągamy z tego wnioski i uniezależniamy się: od pracodawcy, sztywnych godzin pracy, toksycznych ludzi i klientów, z którymi niekoniecznie chcemy współpracować. Jesteśmy panami własnego czasu, chociaż w praktyce na początku wcale nie ma go za dużo 😉

A przede wszystkim, bierzemy własny los w swoje ręce. Utkany jakieś 1,5 roku temu plan, żeby Wolna całkowicie zmieniła swoją specjalizację i zajęła się czymś, co rzeczywiście lubi robić, zaczyna nabierać kształtów. Przez ten czas konsekwentnie robiliśmy małe kroczki, dzięki którym dzisiaj możemy spojrzeć wstecz i stwierdzić: wykonaliśmy kawał dobrej roboty! Oczywiście, widzimy przed sobą wielką górę, na którą będziemy się z mozołem wspinali w najbliższych latach, ale to nas motywuje i cieszy. Nie zamierzamy osiąść na laurach i korzystać z wypracowanej niezależności finansowej, a raczej: swobodnie korzystać z tego, co ona umożliwia i rozwijać się w takich kierunkach, jakie nas pasjonują. Zwłaszcza, że możemy się pochwalić laurkami jak poniższa, którą wystawił nam czytelnik bloga, z którym współpraca była czystą przyjemnością!

Na koniec chciałbym ponownie wyrazić uznanie dla mojej drugiej połówki, która przeszła w ciągu ostatniego roku naprawdę długą drogę. Podczas której była konsekwentna i cały czas wierzyła, że praktycznie w dowolnym momencie można się przebranżowić, zmienić specjalizację i zacząć robić to, co naprawdę ją interesuje. Jeśli ma się takie możliwości (na przykład, dzięki poukładanym finansom osobistym), można spojrzeć na “karierę” w zupełnie inny sposób: odkładając na bok słowa takie jak “muszę” czy “bo przecież pieniądze”. Wyuczony zawód to nie wyrok śmierci, a świat jest pełen możliwości. Brawo Wolna! Kto wie, może i ja wyciągnę z tego odpowiednie wnioski… 😉

PS Jeśli chciałbyś otrzymywać informację o nowościach, promocjach i kolejnych realizacjach w ramach naszej Pracowni Dobrych Wnętrz, już teraz zapisz się do świeżo powstałego newslettera. Uwaga – to nie jest ten sam newsletter, który prowadzę dla bloga www.wolnymbyc.pl.

21 KOMENTARZE

  1. Kurcze, szkoda że my już po etapie wykończenia domu (i siebie przy okazji 😉 ), bo byśmy się zgłosili 🙂
    Będziemy pamiętać przy okazji ewentualnych reorganizacji i będziemy polecać znajomym.

    Trzymam kciuki!

  2. Ten kalkulator jest czymś, dzięki czemu bardzo wyróżniacie się na rynku. I to w pozytywnym sensie. Dla mnie oszczedność czasu i wstępne obliczenie kosztów to ważne elementy. Bardzo, bardzo, bardzo mocno zachecające do współpracy. Nie poddawajcie się za szybko 🙂 Z mojego punktu widzenia, jako potencjalnego klienta, to tym kalkulatorem i czasem realizacji Wolna pokona konkurencję. Negatywne komentarze na grupie facebookowej zawsze się pojawią….pamiętam jak moje ogłoszenie o poszukiwaniu niani z podaną stawką godzinową wywołało burzę i mnóstwo epitetów pod moim adresem.

    • Dziękuję za ten komentarz. Przemyślimy jeszcze sprawę. Na razie jesteśmy w rozkroku: ani go nie upubliczniliśmy szerzej (nie ma do niego żadnych linków na naszej stronie), ani nie usunęliśmy go całkowicie.

    • W pełni się zgadzam 🙂 Dla mnie bardzo liczy się znajomość wyceny jeszcze przed podjęciem decyzji – po prostu lubię wiedzieć na czym stoję. A ten kalkulator to po prostu ułatwia. Ja, jako klient nie tracę czasu w oczekiwaniu na wycenę a Wy nie tracicie go na pracę dla kogoś kto może później zrezygnować z Waszych usług. Wilk syty i owca cała 😉

  3. Zdecydowałam się na prowadzenie własnej działalności jakieś 1,5 roku temu, więc z zainteresowaniem czytam Wasz nowy cykl i wspominam własne początki. 🙂
    Super, że rozdzielacie pieniądze firmowe od prywatnych i wypłacacie pensję, ja zaczęłam się tego sztywno pilnować dopiero po kilku miesiącach. Osobiście przyjęłam zasadę wypłacania sobie pensji uzależnionej od wartości przychodu (u mnie jest to 15%) – skutkuje to tym, że bardziej staram się realizować cele i faktycznie dzięki temu nastawiłam się bardziej sprzedażowo osiągając lepsze wyniki i większy przychód.
    Księgowość też robię sama i też korzystam z programu InFakt – jestem z niego zadowolona i również rekomenduję!
    Powodzenia w działaniu, na pierwsze wymierne efekty zwykle trzeba trochę poczekać, przydaje się konsekwencja i cierpliwość 🙂

  4. 1. Kalkulator – ani mi się waż z tego rezygnować, mówię poważnie. To jest bardzo duża przewaga z której nie zdajecie sobie sprawy. Nie wiem jakie są statystyki dla branży ale po tym wpisie widzę, że bardzo duży odsetek zapytań nie kończy się zleceniem. To bardzo nieefektywne bo będzie Wolnej odbierać bardzo dużo czasu zamiast na prace nad projektami to na gadaniu z ludźmi o wycenach. Kalkulator spowoduje, że odzywać się będą tylko osoby na serio zainteresowane, które już mniej więcej znają poziom kosztów. To co możecie zrobić to wraz z ilością projektów aktualizować kalkulator aż będzie dobrze odzwierciedlał wasze wyceny.

    2. Ceny – moim zdaniem popełniliście dwa błędy. Pierwszy – nie sprecyzowaliście kto jest waszym klientem, dlatego na FB grupie po was pojechali. Wy macie podejście inwestorskie i do takiej grupy celujecie projekty. (tanie projekty, tanie w wykonaniu, ładne, funkcjonalne). Grupa do której skierowaliście zapytanie robi inne projekty – dla zamożnego, modne, na droższe mieszkania. Taki projektant ładuje lampę za 1500 zł i mówi, że tanio. Ich klienci dysponują budżetem na remont i wyposażenie wartości kawalerki  a mieszkania mają dużo większe od średniej . Wasza grupa docelowa nie inwestorska to przeciętny kowalski który ma 30-50 tysięcy na remont całego swojego apartamentu o oszałamiającej powierzchni 45 m2 , prawdopodobnie nie korzystał wcześniej z projektantów. Dla niego liczy się by było tanio i ładnie. Dla tych ludzi jest wasz kalkulator, on ratuje życie kowalskiemu kiedy przychodzi do projektanta i słyszy wycenę na 10 000 a to 1/3 jego całego budżetu. Takiemu Kowalskiemu głupio, że w ogóle aspirował, a projektant go pewnie jeszcze pojechał, że z takim budżetem to może myśleć co najwyżej o łazience. Drugi błąd polega na tym, że wy nie prowadzicie działalności by zarabiać na chleb. Wasze ceny nie odzwierciedlają tego stanu. Grupa do której się zwróciliście z tego żyje. Na tym ma zarobić pieniądze na życie, na wakacje, na emeryturę. Ich ceny to odzwierciedlają. Dlatego mowa o zaniżaniu rynku bo oni tego nie rozumieją. Przed wami ciężka decyzja czy wyznaczacie ścieżkę czy idziecie za tłumem. Czy idziecie z misja projekty dla kowalskiego czy „projekty” dla lansiarzy.

    3. Firma – ja bym raczej mówił o samozatrudnieniu bo to lepiej odzwierciedla stan rzeczy. Wiem, DG to już „firma” ale to tylko słowo. Gdyby nie korzyści podatkowe to Wolna robiła by to na zlecenia lub o dzieło z 50% KUP. Nie wiem czemu w tym kierunku nie poszliście, prościej i łatwiej. To moje spojrzenie i nie mam nic przeciwko jeśli się nie zgodzicie. Po kilkunastu latach prowadzenia firmy mogę śmiało powiedzieć, że nie ma sensu jej prowadzić jeśli wszystko robisz w niej sam. Nie ma też sensu biznesowego (może mieć sens emocjonalny, hobbystyczny itd.) jeśli przełożenie czas-efekt jest 1:1. Prędzej czy później staniecie przed dylematem działalność i projekty jako sposób na życie dla Wolnej albo jako sposób na biznes. Jeśli to pierwsze – pieniądze, ceny projektów, ciągłość pracy nie powinny mieć dla was specjalnego znaczenia. Jeśli to drugie to w tym modelu biznesowym to będzie kierat znacznie gorszy niż etat.

    4. Pensja – rozumiem intencje ale to najgorsze co możecie zrobić. Dzięki bogu, że nie musicie z tego żyć bo ta przygoda szybko by się skończyła. Firma ledwie stoi a wy ją drenujecie… Nie macie nawet jednego roku by ocenić średni obrót miesięczny. Na jakiej podstawie oszacowałeś pensje ? Czemu 1500 a nie 2000 albo 500? Czy jesteś wstanie powiedzieć czy w waszej nowej branży jest sezonowość? Ja jestem przekonany, że tak. Kiedy jest szczyt a kiedy dołek? Ledwie 2 na 5 miesięcy działalności przychody były wyższe niż pensja…. Potraktujcie firmę jak osobny byt, powinna być samowystarczalna, odporna na zawieruchę. Sugerowałbym kumulowanie majątku firmy minimum przez 6 miesięcy a najlepiej pełny rok. Po odłożeniu części zysku na poduchę resztę podzielił na 12 i taką kwotę wypłacał przez kolejny rok. Pobierając pensję będziecie wstanie ocenić czy kolejny rok jest lepszy czy gorszy i łatwiej reagować. To, że nie musicie z tego żyć nie znaczy, że możecie zapomnieć o higienie finansowej.

    Jak by nie było życzę powodzenia.

    • Mocny komentarz, ale bardzo wartościowy. Odnośnie “dlaczego nie umowa o dzieło”, to dla mnie to oczywiste: naszymi klientami są osoby fizyczne, które przecież nie zapłacą za nas składek związanych z taką umową i uciekną daleko, jeśli tylko usłyszą o jakichś obowiązkach jako nasi tymczasowi “pracodawcy”.
      Jeśli chodzi o wypłatę dla Wolnej, to tak jak wspominałem, jest to nieco sztuczne i tak naprawdę ani tego nie czujemy, ani kwota nie jest wzięta na podstawie czegokolwiek 😉 Ot, pomyśleliśmy że dobrze będzie w jakiś sposób widzieć, że nie tylko wkładamy, ale też coś wyjmujemy. Myślę, że z ewentualnymi zmianami wstrzymamy się kolejny miesiąc kiedy zobaczymy, jak będą wyglądały przychody za marzec. Dopóki nie musimy inwestować w firmę większych pieniędzy, możemy sobie na to pozwolić.
      Myślę, że bardzo trafnie poukładałeś mi w głowie powody, dla których spotkaliśmy się z taką właśnie reakcją innych projektantów na FB. Mocno się zastanowię nad kalkulatorem… być może rzeczywiście odpalę go i postaram się nieco wypromować dla próby. Muszę jeszcze dojrzeć do tej decyzji. Dzięki!

  5. Wolny tu się kłania brak konsultacji z księgowymi (kilkoma) przed założeniem działalności i samodzielne prowadzenie księgowości. Jeśli magicznie przepisy się nie zmieniły kiedy spałem to od umów o dzieło nie ma składek ZUS, jedynie podatek dochodowy który rozliczasz sobie sam. ( osoba fizyczna do osoby fizycznej). Ponieważ w ustawie WPROST opisane jest, że architektura wnętrz podlega pod 50% KUP to w waszym przypadku Wolna płaciła by jedynie 9 gr od każdej zarobionej złotówki (9%). Jednocześnie nie miała by całych obostrzeń związanych z prowadzeniem działalności. Być może w waszym przypadku DG ma sens z uwagi na odpisy podatkowe ale jeśli tylko przychody wzrosną to podatki zapłacicie i to wyższe. Jeśli chodzi o ZUS to jako etatowiec możesz mieć podpiętą Wolną i dzieci pod swoją umowę. Będą miały takie same świadczenia jak ty.

    Ja wiem, że księgowo składkę zdrowotną odpisujesz, podatki też itd. Problem polega na tym, że ODPISUJESZ ale płacić musisz. Jak nie masz przychodu od którego możesz odpisać to i tak PŁACISZ. Sama tylko zdrowotna to 4100 zł rocznie które MUSISZ zapłacić. To lekko ponad miesiąc pracy Wolnej tylko po to by przelać to do ZUSu, w ramach ulgi po kieracie będzie mogła sobie ODPISAĆ wydatek jeśli zarobi więcej. No świetny deal.

    Patrz jaka magia przy osobie fizycznej vs fizycznej, umowa o dzieło 50% KUP. Nie ma ZUSu i składek. Całą kasę dostajesz na konto i co? A no na koniec roku wpisujesz w PIT, że miałeś taką umowę wyliczasz całe 9% podatku i płacisz go do kwietnia kolejnego roku. Co to konkretnie oznacza. Nie obowiązują cię terminy jak w DG, nie masz wyższych kosztów jak przy działalności. Owszem nie możesz sobie odliczyć od podatku auta i paru innych rzeczy ale sam mówiłeś, że nie macie kosztów. Przy osobie fizycznej płacisz podatek dopiero w kolejnym roku to spokojnie należnym podatkiem możesz obracać. Tym samym US otrzyma kwotę mniejszą o Inflacje w tym czasie a wy zatrzymacie zysk z tej kwoty np. odsetki od lokaty. Wiem, że to są mikro kwoty ale i tak fajnie.

    Tak już na sam koniec. Czemu nie skorzystaliście z dotacji na otwarcie DG? Wolna mogła by bez problemu zgarnąć od 25-40 tysięcy. Jest taki deficyt kobiet w takich programach, że dają jak leci praktycznie. W ramach tej dotacji można kupić auto. Tak, Wolny mógłbyś wpisać kwotę lub jej część do wydania na auto od taty… nie ma ograniczeń do nowych aut, czy zakaz zakupu od osób fizycznych.

    Wiem, że dopiero raczkujecie. Nie chce was maltretować. To co staram się przekazać to fakt, że na etacie macie narzucone ramy. W biznesie ich nie ma! Ogranicza was jedynie wasza wyobraźnia. Podejmując działania nie ograniczajcie się do 1 czy 2 opcji. Wymyślcie więcej, szukajcie, testujcie. Na tym polega biznes. Jeśli celem biznesmena nie są pieniądze a jakiś cel czy misja to nie ma dla niego granic. Najfajniejszym przykładem jest Musk. Chciał elektryków? Są! Chciał w kosmos? Lata! Chce na marsa? Moim zdaniem poleci! A jak by chciał lekarstwa na raka to pewnie też by dał radę.

    Jak by nie było sukces jest. Zarabiacie, więc możecie być z siebie dumni. Wolna powinna ze swojej pensji “prezesa” zabrać cię na kolację 🙂

    • Tutaj już się nie mogę do końca zgodzić. Według mnie prowadzenie takiej działalności jak nasza bez założonej DG to nieporozumienie, przynajmniej na dłuższą metę. Ludzie biorą to pod uwagę przed podjęciem współpracy, niektórzy już chcieli fakturę. Być może to formalnie legalne (na pewno? w końcu nasze działania są “jak w mordę strzelił” działalnością gospodarczą, zgodnie z ustawą), ale raczej nie chciałbym iść tą ścieżką. I to mimo, że jednoosobowa DG jaką założyliśmy to też nie żadna wielka “firma”, a coś względnie prostego, to nadal przez społeczeństwo postrzegane jest to jako swojego rodzaju gwarancja dostarczenia danej usługi na odpowiednim poziomie.
      Odnośnie dotacji, to odpowiedź jest prosta. Nie chcieliśmy się schylać po pieniądze, których nie potrzebujemy, a które mogą być wykorzystane przez kogoś innego. Gdybyśmy musieli ponosić jakieś większe nakłady na początek, które rzeczywiście byłyby konieczne do świadczenia przez nas usług, to byśmy się zastanowili nad dotacjami. Ale w naszej sytuacji subiektywnie oceniliśmy to jako mało… moralne?

      • Wolny, patrz szerzej. US ani ZUS nie wymusza założenia działalności od razu. Nie ma ograniczeń jeśli chodzi o ilość umów o dzieło. Limit dotyczy ich łącznej wartości -85 528 zł czyli drugi próg podatkowy. To jak sam zauważyłeś 1/3 tego co zaplanowałeś w tym roku… To o czym pisałem dało by wam dużo większą swobodę przetestowania czy warto zakładać działalność. Dla firmy rachunek z umowy o dzieło działa tak samo jak faktura kosztowa…. Znowu wracamy do braku konsultacji waszego konceptu biznesowego z księgowymi….

        Możesz mi nie wierzyć na słowo ale dla potencjalnego klienta dużo bardziej przekonujące jest: (wybierz sam)
        – Projekt od Wolnej jest tani bo nie ma firmy tylko robi to na dzieło po godzinach… a wygląda tak samo ładnie jak z pracowni.
        – Projekt od Wolnej jest tani mimo, że ma firmę… coś jest nie tak z nią. Pewnie ma kiepskie projekty albo coś, bo normalnie ludzie nie robią tak tanio… bo by zbankrutowali, chyba nie będę ryzykował.

        Gdyby twoja teoria miała rację bytu, że firmy są lepiej postrzegane niż wolni strzelcy to remonty robiły by tylko firmy a nie pan Kaziu z Mietkiem. Ale tak nie jest i to tylko twoje przeświadczenie. Sorry ale musisz patrzeć szerzej.

        Co do dotacji….. bierzesz 500+? Czy moralnie zrezygnowałęś myśląc, że przekażą komuś bardziej potrzebującemu? Pula na dotacje jest albo wykorzystywana albo zwracana. Tych środków nie można przekazać bardziej potrzebującym. Programów jest tak dużo a chętnych brak, szczególnie kobiet. Kierowany dobrą intencją pozbawiliście się kapitału na start który mógłby wam pomóc. Wasza decyzja nie pomogła nikomu a bardziej zaszkodziła. Jeśli program nie ma dość chętnych to obetną mu fundusze…

        • Możemy się tak przerzucać argumentami, ale to chyba bezcelowe. Zrobiliśmy jak zrobiliśmy i nie żałujemy. Według mnie dotacje wcale nie leżą na ulicach nie należą się tym, którzy równolegle pracują na etacie, ale może się mylę.

      • Co do dotacji z Powiatowego Urzędu Pracy, to moim zdaniem jest ona bardzo przydatna w przypadku pracy zdalnej. Sam skorzystałem z takiej możliwości, zakładając działalność związaną z copywritingiem. Była to dotacja na kwotę 18 tysięcy złotych. Kupiłem wszystko, co jest potrzebne w takiej pracy – m.in. laptopa, drukarkę, klawiaturę, a także ergonomiczny fotel i biurko z możliwością naprzemiennej pracy w pozycji siedzącej i stojącej. Komfort pracy jest teraz nieporównywalny do tego, co było wcześniej, przed założeniem działalności. A na pewno ze swoich pieniędzy nie pozwoliłbym sobie na takie wydatki.

        Nie wiem, czy mogę tutaj wkleić link do artykułu na swoim blogu, w którym dzielę się swoją historią dotyczącą ubiegania się o dotację z PUP-u? Może komuś się przyda, kto też o tym myśli przed rozpoczęciem pracy zdalnej w ramach własnej DG 🙂

        http://web-writing.pl/copywriting/jak-otrzymac-dotacje-na-otwarcie-firmy/

        • No i fajnie. Ja jednak nie czułbym się dobrze z proszeniem o takie dofinansowanie w naszej sytuacji. Szczerze… to nawet wolę zbudować wszystko od początku, skromnymi środkami, własnymi siłami, cierpliwie. Nie wiem czemu, ale to daje mi większą radochę. Pozdrawiam!

          • Rozumiem to. Wasza sytuacja znacznie się różni od mojej i – jak przypuszczam – od większości osób planujących otwarcie własnego, małego biznesu. Cieszy mnie to, że są jeszcze w tym kraju przedsiębiorcy, którzy kierują się moralnością, a nie tylko chęcią zagarnięcia jak najwięcej dla siebie w jak najkrótszym czasie. To się chwali 🙂 Ma nadzieję, że bez pomocy dotacji będziecie stopniowo rozwijać swój biznes, trzymam kciuki 🙂

  6. Ja tez nadal uwazam, ze kalkulator to swietna sprawa. Te oburzone glosy na grupach dotyczą glownie tego, ze macie za niskie ceny i psujecie rynek a nie tego, ze kalkulator to zło. Moim zdaniem to jest bardzo nowatorskie narzedzie, ktore pozwoli mocno wyroznic sie na tle konkurencji, jesli oczywiscie odpowiednio sie wypromujecie. Widac branza projektowania wnetrz jeszcze do tego nie dojrzala, zeby jasno i klarownie szacowac wartosc zamowienia. Moje obserwacje to potwierdzaja, bo jak juz pisalam pod poprzednim wpisem, zanim podano mi cene za usluge wykonania projektu, musialam sporo czasu poswiecic. Wy mozecie dac poczatek czemus nowemu. Dzieki waszemu nietypowemu podejsciu, transparentnosci, uczciwosci, swiezosci i dzieki wlasnie braku doswiadczenia (a raczej skażenia:) w branzy, stworzyliscie cos swietnego, na co do tej pory nikt nie wpadl. Trzeba pamietac o tym, ze wasze uslugi to wlasnie nie jest zwykle, typowe projektowanie wnetrz, gdzie liczy sie gruby portfel wlasciciela i piekne wnetrze z efektem wow. Projekt wnetrza to generalnie usluga dla tych zamozniejszych, ktorych stac, taki jest stereotyp. Wy, z tego co wywnioskowalam na podstawie wpisow, chcieliscie stworzyc cos innego- niedrogie, uzyteczne projekty prostych, funkcjonalnych wnętrz, na ktore prawie kazdy moze sobie pozwolic. To tacy klienci powinni i pewnie bedą do was trafiac. Mi takiej uslugi brakowalo. Jak ktos chce miec super projekt i swietną wizualizacje i ma 200 tys na wykonczenie apartamentu za milion to raczej nie przyjdzie do Wolnej tylko poszuka jakiegos nazwiska znanego w branzy i wtedy taki kalkulator to rzeczywiscie moze popsuc sprawe, bo tam sie bedzie liczyc przede wszystkim zbudowanie relacji, wyjatkowe indywidualne podejscie, dobór odpowiednio drogich, luksusowych mebli znanych marek ktore zrobią efekt wow i dopiero pozniej cena za projekt, ktora dla takiego klienta ma drugorzedne znaczenie. Wasze projekty nie sa dla takiego klienta.
    Tak jak pisał Calipso, najpierw przede wszystkim trzeba wybrac swoja grupe docelową dla ktorej usluga bedzie skrojona. A pozniej umiec sprzedac swoje uslugi jak najwiekszej liczbie klientow z grupy docelowej. O umiejetnosciach sprzedazy, walce o klienta, konkurencji z innymi firmami polecam poczytac m.in. na blogach Coraz Lepsza Firma, Bartka Popiela, Marcina Osmana. Polecam tez ksiazki m.in. Briana Tracy np. Psychologia sprzedazy. Jesli teraz nie jestescie przekonani co do kalkulatora, to mysle ze po kilku tygodniach lektury zapewne bedziecie juz wiedziec wiecej i bedzie wam latwiej podjac decyzje czy ten kalkulator moze wam pomoc czy tez wrecz przeciwnie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj swoje imię