Projekt “mieszkanie”. Sinusoida.

9
2016
wyświetleń

Dwa tygodnie temu był dołek, tydzień temu górka. To teraz chyba znowu czas na nieco wątpliwości, wiatru w oczy, komplikacji i zwykłej, żmudnej, mało satysfakcjonującej pracy, o której mało kto chce czytać :). Postaram się więc krótko przedstawić najważniejsze zmiany i postępy w naszych mieszkaniowych przygodach.

Przede wszystkim, tempo spadło z żółwiego do tego, jakie rozwija ślimak afrykański, który podobno w porywach dobija do 5 metów na godzinę (wygooglane przed chwilą) :D. Wróciłem do pracy zawodowej, a u Wolnej znowu obrodziły projekty, których obecnie ciągnie aż 4. Z przyzwyczajenia zaproszę na stronę Jej Pracowni Dobrych Wnętrz, ale jednocześnie uprzedzam, że z terminami na ten rok może już być krucho, proszę więc nie walić drzwiami i oknami ;). Wykończeniówka po pracy przez około 4 godziny i późniejsza zmiana z drugą połówką, która przyjeżdża pomachać pędzlem przed spaniem (wtedy z kolei ja spędzam z dziećmi godzinkę przed snem) to zdecydowanie nie jest nasz ulubiony układ. Ostatnio jeden z czytelników bloga pytał, jak to robię/robimy: tyle się u nas dzieje, a my ogarniamy dzieci, pracę, sport, remonty, a do tego jeszcze znajdujemy czas na regularne pieczenie chleba i realizację całkiem ambitnych planów każdego roku.

Otóż czasami po prostu nie ogarniamy i od kilku tygodni czujemy to niemal codziennie. Wczoraj chleb piekł się do pierwszej w nocy, a pobudka zaledwie 5 godzin później nie należała do najprzyjemniejszych. Bywa, że próbujemy zrobić wszystko i wychodzi trochę jak w tej bardzo zresztą prawdziwej i uniwersalnej regule:

“Dobrze, tanio, szybko – wybierz dwa z trzech.”

Jak jest aktualnie u nas? Jak zwykle tanio, skoro niemal na każdym kroku wybieramy DIY, od wspomnianego pieczenia chleba aż po wykończenia mieszkań (tutaj przeczytasz, dlaczego według nas czasami warto, mimo że się nie opłaca). Zwykle dobieramy do tego “dobrze” i nie martwimy się, że postępy w różnych dziedzinach życia są wolniejsze, niż mogłyby być. Ale aktualnie kołderka jest za krótka, godzin w czasie doby za mało, więc trzeba iść na kompromisy i wiele rzeczy robimy na szybko, a przez to niedokładnie i bez większego zaangażowania. Przez to aktualnie jest zupełnie nie tak, jakbym chciał… “tanio i po łebkach”, to nasz aktualny tryb, a to niestety przekłada się na niższą jakość, na którą czasami można przymknąć oko wykańczając mieszkanie. Gorzej, jeśli podobnie dzieje się w kontaktach z najbliższymi czy spędzaniu czasu z dziećmi. Nie mamy magicznej różdżki, czasoprzestrzeń potrafimy zakrzywić tylko odrobinkę i niestety przekłada się to na zaniedbywanie pewnych tematów. To tymczasowe, ale już trwa zbyt długo, a końca nie widać. A “ciekawe czasy”, w których żyjemy sprawy nie ułatwiają – i to mimo tego, że to mieszkanie kupiliśmy właśnie z myślą, żeby mieć ciekawy projekt na trudny, jesienno-zimowy okres, który na dobre nam się zaczął.

A gdzie podziała się ta radocha, z którą zawsze podchodzę do remontu przekonując, że chcieć to móc i nie ma nic lepszego, niż taka odskocznia od codzienności raz na jakiś czas? Ano chwilowo poszła się gwizdać… była na początku, objawia się co jakiś czas na chwilę i prawdopodobnie przyjdzie na koniec. Jako sportowiec-amator wiem, że to ultra-maraton (czy wiesz, że każdy ma swoje ultra?) a nie sprint na czterysta metrów, więc trzeba włączyć tryb “cierpliwość i konsekwencja” i mimo niechęci turlać się do mety. Zawody rozpocząłem z uśmiechem, ale teraz jestem po dobrych kilkudziesięciu kilometrach, ciało jest zmęczone, umysł przejął kontrolę ale łatwo nie ma, a do mety jeszcze daleko. Ale trzeba iść do przodu, kroczek za kroczkiem, nawet jeśli w tempie ślimaka afrykańskiego. Na końcu jest meta, będzie ciepła zupa 😉 i medal, a przede wszystkim satysfakcja z udowodnienia sobie, że człowiek jest zdolny do rzeczy, o które by siebie nie podejrzewał.

Nasz projekt…  jakoś idzie, szału nie ma, światełko w tunelu ledwie widać. W 2018 mniejsze mieszkania (w okolicy 40m2) zabierały nam w okolicach 350 roboczogodzin, które jakimś cudem wciskaliśmy w około 3-4 tygodnie intensywnej pracy podzielonej pomiędzy naszą dwójkę, czyli dream-team Wolna&Wolny. Tym razem moje ostrożne szacunki mówią o 530 godzinach, z których mniej więcej 300 mamy już za sobą. A skoro projekt wystartował równe cztery tygodnie temu, to dzień w dzień wkładamy w niego niemal 11 godzin. Dzieląc to na dwie osoby nie jest to niemożliwe, ale – biorąc pod uwagę całą masę innych aktywności – jest to po prostu cholernie ciężkie i chyba dotarliśmy do pewnej granicy, za którą zaczyna nam być wszystko jedno. Mówiąc całkowicie szczerze, aktualnie mam kompletnie “wywalone” na to, czy skończymy za miesiąc czy trzy. Czy mieszkanie wynajmie się w obecnych okolicznościach. Czy wykręcimy z niego 3 czy 6 procent netto w skali roku. Co więcej, mamy 60% remontu za sobą, a my nadal nie możemy się zdecydować, czy to mieszkanie wynająć, czy może chcemy przeprowadzić się do nowego mieszkania i wynająć komuś obecnie zamieszkiwane!

I owszem – mogę napisać, że to przecież inwestycja długoterminowa. Że ten poślizg czy tymczasowa, gorsza koniunktura na rynku najmu nie będą miały żadnego znaczenia na przestrzeni lat. Że to sposób na ochronę oszczędności przed inflacją i dołożenie kolejnej nóżki do naszych źródeł przychodów. Ale jak już wspomniałem, mało do mnie to wszystko teraz przemawia; po prostu chciałbym zamknąć ten temat i wrócić do normalnego życia, za którym cholernie tęsknię. A z czasem niech umysł wdraża te wszystkie skomplikowane mechanizmy wypierania trudnych chwil i utrwalania tego, co dobre i pozytywne. Na szczęście niniejszy “pamiętnik” zostanie i pozwoli mi przyłapać siebie samego na próbie wybielania rzeczywistości :).

Z ciekawostek: robiąc comiesięczne podsumowanie naszego budżetu domowego zdałem sobie sprawę, że zakupy do nowo kupionego mieszkania pochłonęły w październiku aż 33.000 PLN. Czy mamy szansę zmieścić się w inicjalnie zaplanowanych 45.000 PLN? To się okaże, ale Wolna zawodowo wykonuje tyle kosztorysów remontowych, że zdziwiłbym się, gdybyśmy przestrzelili w którąś stronę o więcej niż 5%.

Warto też wspomnieć, że zaplanowanie sobie czegoś na 130% dostępnego czasu wcale nie gwarantuje spokoju gdzie indziej. Popsuta płyta indukcyjna w jednym mieszkaniu na wynajem wyjęła nam jakieś 5 godzin życia, chociaż na szczęście nie kosztowała nic (właśnie przekonaliśmy się o wartości 5-letnich gwarancji na sprzęty w IKEA). Jak już wspominałem, wynajmowanie mieszkań – nawet na długi termin – to inwestycja prawie-pasywna, a jak wiemy, prawie robi różnicę.

Co więcej, będąc wynajmującym, czy – patrząc szerzej – współpracując z ludźmi z różnych branż, nasze przychody mogą zależeć od czynników, które na pierwszy rzut oka zupełnie nas nie dotyczą. Zamknięte ostatnio restauracje, bardzo ograniczona działalność hoteli… niby dla nas “wsio ryba”, skoro zarówno z jednych, jak i z drugich korzystamy sporadycznie. Sprawa nieco się zmienia, kiedy ktoś z naszych najemców jest kucharzem w hotelu :). Na wniosek “poszkodowanych” (przez pandemię? rząd? system? sam nie wiem…) od tego miesiąca zgodziliśmy się tymczasowo obniżyć czynsz w jednym z mieszkań. Jakie wnioski z tego płyną? Otóż warto pamiętać, że każda forma inwestycji niesie ze sobą pewne ryzyko i czasami w taki czy inny sposób się ono materializuje. Inwestowanie to chyba w ogóle sport polegający na zarządzaniem ryzykiem…

Mimo tymczasowej obniżki rentowności śpimy spokojnie i doceniamy, że mamy fajną rodzinę, jesteśmy zdrowi, a dotychczasowe decyzje finansowe i życie w poprzek standardom pozwala nam być trochę bardziej… niezależnym od rzeczy, na które nie mamy wpływu. Cieszę się też, że mogę nieco ulżyć innym w trudnych dla nich momentach bez większego wpływu na własny budżet. I może tym optymistycznym akcentem zakończę dzisiejszy wpis :).

9 KOMENTARZE

  1. Pokazałeś w tym wpisie ludzkie oblicze, Wolny :-).
    I nawet nie chodzi o ostatni paragraf, a o to, że dajesz radę sobie odpuścić, gdy doba okazuje się za krótka, aby zrobić wszystkie punkty planu.

  2. Gratuluje efketów pracy i pozytywnego podejścia. Aktualnie też jestem na podobnym etapie tzw. wykończeniówki. Zainteresowala mnie szafka pod TV jest możliwość otrzymania informacji gdzie taki mebel możliwość można dostać?
    Pozdrawiam

  3. Cześć Wolny,

    bardzo dziękuję Tobie za ten wpis. Pewnie najlepiej określa go słowo “dojrzały”. Inwestowanie w nieruchomości to nie jest wyścig. Ludzie robią już to od paru tysięcy lat i umówmy się, 2 tygodnie opóźnienia w remoncie lub 1 miesiąc pustostanu lub obniżka czynszu dla najemcy nie zmienią tego modelu biznesowego. Kiedyś usłyszałem, że mamy tendencję do przeceniania tego co możemy zrobić w 8h a nie doceniania tego, co możemy osiągnąć przez rok. W nieruchomościach dużo bardziej liczy się właśnie to, co zrobisz przez rok, dwa, trzy.

    Też mamy czasami wątpliwości i po prostu nam się “nie chce” – kolejny raz o 7.00 wyjazd do sklepu budowlanego lub o 22.00 sprawdzanie jak remont. Potem jednak jest ten moment satysfakcji, że ponownie coś razem zrobiliśmy. Jak w każdej dziedzinie – po prostu trzeba być konsekwentnym. “Step by step” jak mawiał Leo Beenhakker 😉 Niezależność, o której piszesz na końcu, ma bardzo dużą wartość. To m.in. możliwość podjęcia w danym momencie takiej decyzji, która jest najlepsza dla nas a nie takiej, której oczekują od nas inni. Każdy wieczór “na remoncie” jest tego wart.

    Wszystkie dobrego dla Ciebie i Wolnej.

    • Ależ proszę. Chociaż obecnie absolutnie nie czuję, żeby te wieczory “na remoncie” były dużo warte, albo żeby przynosiły jakieś efekty. Faza totalnego wypalenia… cóż, bywa i tak.

  4. O ile mi wiadomo najemcy, których dochody spadły przez pandemię mogą ubiegać się o dopłaty do czynszu. Być może z tą dopłatą nie byłbyś tyle w plecy, a nawet nie musiałbyś obniżać czynszu.

    Obniżka do zwrotu w przyszłości, czy tą część czynszu po prostu najemcom darujesz?

    • Sprawdź kryteria, jakie najemcy muszą spełnić, żeby otrzymać taką dopłatę :).
      Pewną część czynszu daruję całkowicie – ustaliliśmy takie zasady na najbliższe 3 miesiące, zobaczymy co będzie dalej.

  5. Wolny, fajnie, że znowu coś piszesz, bo przez pół roku kurcze zaglądałem i pusto 🙁

    Ale z innej beczki Gdański sąsiedzie:
    Musze teraz zadać to pytanie:
    Podasz co to za białe drzwi (widziałem je w różnych fimikach online a nie mogłem wyszukać w ofertach popularnych marketów)
    I co to za płytki w łazience? 🙂

    Z góry dziekówa !

    • Drzwi: nasz klasyk, 20+ zamontowanych sztuk. Classen Morano (często w promocji ~250zł/szt), ościeżnice innego producenta (nie pamiętam dokładnie, powiedzą w każdym markecie budowlanym). Płytki z Bricomana – Statuario, 25zł/m2 😀 2 gatunek, trochę wyzwań podczas kładzenia, ale efekt jakby sprowadzone prosto z Włoch 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj swoje imię