Podsumowanie miesiąca: maj 2019

16
2619
wyświetleń

To już drugi wpis z serii “Podsumowanie miesiąca”. Jeśli jeszcze nie wiesz, o co w tym wszystkim chodzi, zapraszam do pierwszego wpisu z tego cyklu. A tymczasem, jedziemy z tym, co wydarzyło się w maju.

Blog

Statystyki stoją w miejscu, natomiast na razie nie zniechęca mnie to ani trochę. Pisząc, układam sobie mnóstwo rzeczy w głowie, daję wartość nielicznym czytelnikom, a do tego wiem, że większość treści będzie aktualna przez długi czas i przyda się nie jednej osobie. Owszem, chciałbym podnieść frekwencję, ale chyba nie na tyle, żeby wykonywać jakieś dodatkowe działania, które by w tym mogły pomóc. Cieszę się, że jesteście i dobrze czuję się w tej niewielkiej społeczności. Dzięki!

W zeszłym miesiącu pojawiło się 8 wpisów na blogu, w tym ciekawy wywiad z jednym z Was, do którego serdecznie zapraszam, o ile jeszcze nie miałeś okazji.

Rodzina

Jak może pamiętasz, kwiecień stał pod znakiem złamanej ręki naszej 6-latki. Zaledwie 3 dni po zdjęciu gipsu, druga córcia dorobiła się gipsu… tym razem na lewej nodze. Niefortunny upadek w parku (na miękkiej trawie…) wystarczył, żeby zagipsowali ją od palców aż po same majty 🙂 No cóż… tak jak starsza miesiąc wcześniej, tak nasza 4-latka zniosła to bardzo dobrze. Jest z nami cały czas, w związku z czym dostrzegamy też plusy tej sytuacji. Zbliżyliśmy się do siebie bardziej niż wcześniej, a ponieważ Hanka nie marudzi praktycznie wcale (wręcz: robi to rzadziej niż przed złamaniem ;)), to nawet nie odwołaliśmy naszych planów wyjazdowych. Ale o tym piętro niżej.

Powiem więcej: to złamanie niesamowicie ją wyciszyło, a ona sama szybko zaakceptowała swój wyjątkowy stan i zamiast częstych do tej pory grymasów i malutkich awantur, wyciszyła się i magicznie “wygrzeczniała” 🙂 Jakby tego było mało, bardzo rozwinęła się manualnie, spędzając dużo czasu przy kolorowaniu, wycinaniu, wyklejaniu i innych tego typu czynnościach. I jak tu nie wierzyć, że wszystko w naszym życiu dzieje się po coś 🙂 Chociaż śmiejemy się z Wolną, że w Norwegii już moglibyśmy mieć ograniczone prawa rodzicielskie za taki zbieg przypadków…

Podróże

Złamana noga wcale a wcale nie pokrzyżowała nam planów podróżniczych. Stwierdziliśmy że chcieć to móc, a skoro Hania tak dzielnie znosi wszelkie niedogodności, nie ma sensu siedzieć na czterech literach…

W pierwszy weekend maja wybraliśmy się na Kaszuby, do domku letniskowego moich rodziców. Mimo, że było ledwie kilkanaście stopni, to miło spędziliśmy te kilka dni całą czwórką. Przy okazji wizyty w Bytowie (nawiasem mówiąc, fajne miejsce do życia!), obejrzeliśmy ciekawy dom i poznaliśmy interesującą starszą Panią, która mimo ponad 80 lat na karku nadal przemierza ulice małym Smartem :).

Bytów. Fajnie tu!

Na ten miesiąc przypadła też moja delegacja do Niemiec. Tym razem jechaliśmy we dwójkę z kolegą autem, co było dobrą okazją do uzupełnienia kurczących się zapasów smakołyków 😉 Podróż w obie strony mocno mnie wymęczyła, zwłaszcza że nie jestem przyzwyczajony do pokonywania takich odległości (2500 km w pięć dni). Z pozytywów, Klient nie przeczołgał nas za bardzo, a przetestowanie niemal nowej Skody Octavii w takiej trasie było całkiem wartościowe.

Nie wiem czemu, w lotniskowej wypożyczalni aut zawsze się dziwią, że przyjeżdżam rowerem 😉 

W maju rozpoczęliśmy też eksperyment, o którym pisałem na początku tego roku. Celem naszego pierwszego wyjazdu w formule “dom za dom” był Poznań, gdzie postanowiliśmy spędzić ponad tydzień. O tym, jak całość wyszła i co z tym dalej robimy, napisałem w zeszłym tygodniu.

Jakby tego było mało, od razu po powrocie z Poznania odbyliśmy jednodniową wycieczkę do Gniewina, gdzie wystartowałem w zawodach triathlonowych. Więcej o tym trochę niżej.

Jak widzisz, miesiąc był bardzo intensywny, a ja spędziłem 2,5 tygodnia poza domem. Za którym – szczerze mówiąc, nawet się stęskniłem! Na szczęście czerwiec powinien być spokojniejszy.

Przychody

  • Firma Wolnej “Pracownia Dobrych Wnętrz
    • w maju zainkasowaliśmy w sumie 4.430 zł. To wynik wypracowany z trudem, bo praca z 4-latką z gipsem, która przez cały miesiąc była z nami to niezłe wyzwanie. Wolna podołała, chociaż zdecydowanie zbyt dużo pracowała późnym wieczorem i weekendami. Nadal szukamy lepszego balansu między pracą a życiem osobistym w Jej przypadku. Trochę to nam jeszcze zajmie, ale z czasem dojdziemy tam, gdzie chcemy.
  • Mieszkania na wynajem
    • Od początku maja nowi najemcy zawitali do drugiego z naszych mieszkań na wynajem. Z tym wiąże się ciekawa historia i pierwsza w naszym życiu umowa najmu okazjonalnego, dlatego już niedługo będzie o tym osobny wpis. Co ciekawe, udało nam się podnieść czynsz z wcześniejszych 2.075 zł do 2.450 zł !
    • W pozostałych dwóch mieszkaniach problemów nie stwierdzono 🙂
    • Suma przychodów z najmu w maju wyniosła: 2.060 zł + 2.300 zł + 2.450 zł = 6.810 zł. Żadnych problemów z terminowością wpłat od najemców.
  • moja praca
    • w maju mój pracodawca rozpoczął program PPE, czyli Pracowniczy Program Emerytalny, do którego niezwłocznie przystąpiłem. Nie poruszałem tego tematu na blogu, chociaż to rozwiązanie (wybór PPE zamiast PPK) jest całkiem ciekawe.
    • Część miesiąca znowu była bardzo wymagająca, jeśli chodzi o projekt, w którym biorę udział. Wystarczy że powiem, że znowu stuknęło mi ponad 40 nadgodzin, których większość skumulowała się w czasie, kiedy byliśmy w Poznaniu. No cóż, czasami i tak trzeba.
    • przychodów z pracy etatowej nie wolno mi ujawniać.

Wydatki

Maj zamknął się kwotą zaledwie 5.300 zł. I to wliczając w to tygodniową podróż do Poznania, a także dwa wspomniane wyżej weekendowe wypady. To poziom, który bardzo mi odpowiada i wskazuje, że żyjemy normalnie, zwyczajnie, tak po naszemu. To pokazuje też, że podróże nie muszą być nadmiernym obciążeniem dla rodzinnego budżetu!

A skoro o podróżach mowa… zapraszam do rejestracji na airbnb za pomocą powyższego linku!

Książki

Pierwszą z przeczytanych w maju książek był “Nowoczesny deweloper” Daniela Siwca. Książka pozytywnie mnie zaskoczyła, dając sporo wartości również dla kogoś, kto nie planuje działań w tym obszarze, a po prostu – interesuje się tematem nieruchomości i nieśmiało myśli o własnym domu.

Drugą pozycją było polecana już kilkukrotnie “Sztuka dobrego życia”. I po raz kolejny muszę stwierdzić, że to książka absolutnie wyjątkowa. Czytałem ją inaczej niż inne: powoli, po jednym rozdziale dziennie (to jedynie 2-3 strony…), zakreślając ważniejsze fragmenty i poświęcając trochę czasu po każdym z rozdziałów na procesy myślowe 🙂 Podejrzewam, że właśnie ta mobilizacja do ruszenia szarych komórek sprawiła, że tak pozytywnie odebrałem tą pozycję.

Sport

W maju postawiłem na rower szosowy, do tej pory nieco zaniedbywany. Wiedziałem, że zbliżający się triathlon oznacza sporo czasu spędzonego na siodełku, dlatego chciałem zrobić chociaż kilka dłuższych treningów. Zacząłem od Kaszub (pierwszy weekend majowy), gdzie zrobiłem w sumie około 150km. W naszą podróż do Poznania również zabrałem moją szarą strzałę i wyjeździłem podobny dystans w płaskich jak stół okolicach tego miasta 🙂

Aż nadszedł 26 dzień miesiąca i triathlon w Gniewinie. Piękna okolica, w której miałem okazję startować również w zeszłym roku. Tym razem wybrałem dłuższy dystans: 1/2 IM. Dla niezorientowanych: oznacza to 1,9 km pływania, 90 km na rowerze i półmaraton na sam koniec. Ponad 5 godzin nieprzerwanego, dość intensywnego wysiłku. Czyli to, co tygryski lubią najbardziej 🙂

Chociaż… z samych zawodów nie jestem szczególnie zadowolony. Całe dwa tygodnie przed nimi byłem w podróży (delegacja do Niemiec, później tydzień w Poznaniu), w związku z czym mój codzienny tryb treningowy i żywieniowy poszedł się gwizdać. Na weekend okołotriathlonowy przypadło też najwięcej aktywności zawodowych, przez co niemal nie przespałem nocy przed tą imprezą. Jakby tego było mało, zawody odbyły się przy wietrze wiejącym z prędkością 50-60km/h, co mocno utrudniło pływanie (w jeziorze oczywiście) oraz etap kolarski. Wszystko to spowodowało, że osiągnięty przeze mnie czas był daleki od zakładanego, a satysfakcja z ukończenia zawodów miała się nijak do mojego ubiegłorocznego debiutu na tym dystansie. Trochę to wszystko na własne życzenie, dlatego trzeba wyciągnąć wnioski i kolejny start (wrzesień w Malborku) zaplanować lepiej.

Aplikacja, której używam do śledzenia aktywności różnorakich twierdzi, że przez cały miesiąc zrobiłem (na rowerze oraz w biegu) niemal 600 km.

Ostatni tydzień maja to czas na regenerację organizmu po zawodach. Nie ma co szarżować, skoro organizm wyraźnie mówi: zwolnij!

Rozwój

Maj to moje bardzo zdecydowane wejście w technologię Google Cloud Computing, która jest pierwszą rzeczą od kilku lat jako tako motywującą mnie do rozwoju w ramach IT. Poświęciłem co najmniej 120 godzin na naukę, częściowo w czasie przeznaczonym na pracę zawodową, częściowo wieczorami. Samo rozpoczęcie nauki wystartowało dość przypadkowo, ale już po kilku godzinach wiedziałem, że cloud computing to coś, co będzie odgrywało coraz większą rolę w przyszłości IT (a może: już odkrywa, a ja jeszcze o tym nie wiedziałem :)). Wiem jednocześnie, że może to się bardzo fajnie łączyć z moją obecną specjalizacją (SAP), a także dać możliwość zmiany technologii, o ile tego zapragnę. Poza tym, że takie skillsy na pewno będą się liczyły w przyszłości, to po prostu ciekawy temat, który chętnie zgłębiam. W niedługim czasie zamierzam się certyfikować w tej technologii, więc czerwiec również będzie wypełniony dodatkowymi godzinami przed ekranem. Trzymajcie kciuki 🙂

Wyzwania

Przez ciągłe wyjazdy wszelkie wyzwania żywnościowe (typu brak kawy, mięsa czy nabiału) były tylko pobożnymi życzeniami. Zwyczajnie nie było czasu i motywacji, żeby o tym myśleć, dlatego nieco odpuściliśmy dietę.

Ze względu na bardzo napakowany wydarzeniami miesiąc innych wyzwań nie stwierdzono 😉 No, może tym psychicznym związanym z wymianą domów – w końcu akceptacja tego, że ktoś przez ponad tydzień mieszka w naszym mieszkaniu to też swego rodzaju wyzwanie.

Jak również to, żeby upchnąć dodatkowe 120 godzin nauki w wystarczająco już napakowanym aktywnościami miesiącu…

Inwestowanie

W zeszłym miesiącu skusiłem się na małą zabawę na GPW. Od czasu do czasu kupuję akcje KGHMu i zwykle po kilku/kilkunastu dniach je sprzedaję – z zyskiem, jeśli szczęście mi sprzyja ;). Nie twierdzę absolutnie, że rozgryzłem tą spółkę, a jej akcje zachowują się w sposób przewidywalny… nie, ale mimo to uważam ją za dość wdzięczny obiekt do niewinnej spekulacji. Po dużych spadkach na początku maja, w połowie miesiąca zdecydowałem się na zakup 150 akcji po średniej cenie 93,20 zł.

Całość zrealizowałem w ramach konta IKZE. Na razie trzymam i jestem 2-4% powyżej ceny, po jakiej kupowałem. Stop loss ustawiony, dam znać jak całość się skończy po sprzedaży 🙂

Traktuję to raczej w kategorii zabawy. Nadal kumulujemy oszczędności na coś większego (być może dom dla siebie, a może jakąś inwestycję).

Zdrowie

Majowe podróże wymęczyły mnie fizycznie, a triathlon pod koniec miesiąc dopełnił dzieła. Chciałbym, żeby czerwiec był spokojniejszym miesiącem, w którym nieco odpocznę. Jakby nie było, maj był kolejnym (kilkunastym już z rzędu) miesiącem bez chorób. Nawet moje zwykle dające się we znaki uczulenie nie przeszkadzało w życiu. Fajnie 🙂

Inne

Od połowy kwietnia (kiedy to założyliśmy instalację LPG) przejechaliśmy autem 2.300 km, co jest pokaźnym wynikiem jak na nas. Nie mówiąc o tym, że ja zrobiłem dodatkowe 2.500 km w ramach delegacji…

Fajnie, że całość tak ładnie zagrała: były plany wyjazdowe, później założenie instalacji i od początku aktywne korzystanie z auta. Nadal lekko uśmiecham się tankując do pełna za około 70 zł i nadal 400 km zasięgu jest według mnie nieco przykrótkie. Cóż, trzeba się przyzwyczaić i cieszyć tym, że na przestrzeni 1,5 miesiąca zaoszczędziliśmy ponad 500 zł na paliwie. Wow.

Podczas naszych podróży obejrzeliśmy kilka kolejnych domów w ramach naszych poszukiwań. Strzelamy trochę na ślepo w miejscach, w których akurat jesteśmy i z każdej takiej wizyty wyciągamy wnioski odnośnie własnych potrzeb i preferencji. Niestety (albo i stety), idziemy w stronę coraz droższych nieruchomości (większych metrażowo domów, większej przestrzeni, większej działki…), co prawdopodobnie skończy się tym, że postanowimy odłożyć temat na później. Z czasem będziemy mieli lepsze wyobrażenie odnośnie naszych preferencji i podejmiemy bardziej świadomą decyzję.

Z ciekawostek, zaliczyłem śmieszną glebę na rowerze szosowym – pierwszą na mojej karbonowej strzale. Zaatakował mnie przejazd kolejowy i ani się nie obejrzałem jak leżałem na ziemi 🙂 Ucierpiał jedynie mój łokieć i duma, sprzęt na szczęście szybko doprowadziłem do porządku własnymi siłami.

Chyba warto jeszcze wspomnieć o przygodach z jednym z deweloperów, o których do tej pory nie pisałem. Otóż temat dotyczy pierwszego z naszych mieszkań, które kupiłem sam, będąc jeszcze pracującym studentem-singlem. Po odbiorze, wykończeniu i przeprowadzce do tego mieszkania okazało się, że wizja bankructwa dewelopera jest bardzo realna, a ponieważ aktów notarialnych przenoszących własność jeszcze nikt nie podpisał, wszyscy obudziliśmy się z ręką w nocniku. Nawiasem mówiąc, to wydarzenie odegrało sporą rolę w mojej chęci osiągnięcia wolności finansowej i uniezależnienia się (przynajmniej psychicznie) od tego typu niezależnych ode mnie wydarzeń. Koniec końców, skończyło się dobrze, chociaż deweloper nadal tupie nóżką i od kilku lat próbuje nam sprzedać (po kosmicznych cenach, a jakże) udziały w drodze, którą dawno powinien oddać (sprzedać?) miastu, próbując nam wmówić, że sprzedaje nam miejsca parkingowe. Jeszcze kilka lat temu kolejne pisma i pogróżki wpływały na mnie bardzo negatywnie. Stresowałem się, analizowałem sytuację, składałem się na jakieś opinie prawników… dzisiaj mam na to kompletnie wywalone. Właśnie w maju pojawiły się blokady na miejscach parkingowych, co ma nas zmusić do kupna udziałów w drodze, a najemca naszego mieszkania stracił możliwość bezproblemowego parkowania pod blokiem. Ponieważ był świadomy tej sytuacji, pogadaliśmy na spokojnie i ustaliliśmy, że w związku z tym utrudnieniem od czerwca czynsz będzie o 100 zł niższy. Jeśli sytuacja się przeciągnie, a utrudnienia dadzą mu się we znaki, być może stracę fajnego najemcę… ale dzięki temu, że jestem w tym miejscu, w którym jestem akceptuję to ze spokojem i bez negatywnych emocji. Będzie co ma być i niezależnie od rozwoju sytuacji nie dam się wyprowadzić z równowagi przez tego typu problemy. I właśnie taki spokój ducha chciałem osiągnąć te 10 i więcej lat temu, kiedy byłem na początku mojej drogi.

To tyle na dzisiaj. Dajcie znać w komentarzach, czy te podsumowania są dla Was ciekawe i wartościowe. Mi dają dużo, ale absolutnie nie chcę ich publikować “na siłę”. Pozdrawiam!

PS Korzystając z okazji przypominam, że tutaj znajdziesz zawsze aktualne zestawienie najlepszych produktów bankowych typu lokaty, konta czy karty kredytowe. Zapraszam i dziękuję za wsparcie, którego udzielacie temu blogowi korzystając z tych linków.

16 KOMENTARZE

  1. Ja też mam problem z developerem i sprzedażą udziału w drodze. niestety do droga wewnętrzna na osiedlu domków. co jakiś czas developer się odzywa a później cisza. mam służebność i też staram się do sytuacji zdystansować. Podsumowanie b. ciekawe.

  2. Kolejne fajne podsumowanie! Ciekawi mnie w jaki sposob zdobywasz wiedze na temat Google Cloud Computing? Masz tu do polecenia jakis serwis? Dzieki!

  3. Zdecydowanie ciekawy wpis. Publikuj dalej 🙂

    Podziwiam za spokój ducha przy akcji z developerem.
    Nam też czasami w życiu różne stresujące sytuacje się zdarzają i nie ukrywam, że jakoś ciężko mi się do nich zdystansować…

    • Wiesz co, to się już ciągnie tak długo, że chyba nastąpiło też zmęczenie materiału i naprawdę stwierdziłem, że mi to już jest wszystko jedno. Reszta się ładnie kręci – tego typu problem w jednej z naszych inwestycji to nie koniec świata, a normalna kolej rzeczy. Takie podejście pomaga 🙂

  4. Naprawdę podziwiam przychód “firmy Wolnej”. To już całkiem ładna sumka, szczególnie, że chyba zbyt wielu kosztów działalności nie ma. Może nawet lekko zazdroszczę bo mi wciąż brak dobrego pomysłu na dorobienie więcej niż kilku stówek do etatowej pensji.

  5. Wziąć szlifierkę kontową i wyciąć blokadę z miejsca ;-P.

    Nie sądzę, żeby deweloperowi się chciało za to ciągać po sądach (gdyby jakoś wykrył kto to), a nawet jeśli to maks kilkaset PLN za naprawę /wymianę i drugie tyle za sprawę sądową (przy odwołaniach pewnie uprawomocnienie ew. wyroku za 5 lat).

  6. Wolny jeśli to nie tajemnica to czy możesz napisać coś więcej o IKZE? Założyłeś niedawno czy już jakiś czas temu? A może popełniłeś już o tym wpis, ale mi gdzieś umknął albo był dawno temu?Podchodzę do tego tematu jak do jeża. Dużo czytałam o tym np. u Marcina Iwucia ale na razie od kilku lat mam tylko IKE. Jakoś nie zarejestrowałam, że w ramach IKZE można kupować akcje.
    Jeśli o mnie chodzi, to bardzo mi się podobają te wpisy podsumowujące miesiąc. Jest sporo drobnych tematów, z których zapewne ze względu na zbyt małą objętość, nie robisz odrębnych wpisów a tutaj one “wypływają”. Zastanawiam się nawet, zainspirowana tobą, czy nie robić sobie podobnych podsumowań – głównie po to aby widzieć czarno na białym, że nie stoją w miejscu i żeby dokumentować tą teraźniejszość która się szybko zmienia a o czym równie szybko zapominamy.

    • Cześć. O IKZE był wpis, poszukaj. Od kilku lat wpłacam na konto IKZE maksymalną kwotę za mnie i za Wolną. Dzięki temu oszczędziłem już kilkanaście tysięcy na podatkach. I to nawet, jeśli te środki po prostu leżałyby sobie na koncie IKZE i czekały na lepsze ceny akcji, funduszy czy innych instrumentów, w zależności od typu konta IKZE.

  7. W zeszłym miesiącu cieszyłem się na maksa z 1 000 UU, a tu widzę na screenie prawie 12 000 i “Pisząc, układam sobie mnóstwo rzeczy w głowie, daję wartość nielicznym czytelnikom” : D
    Wiem, trzeba porównywać się do siebie z przeszłości, ale i tak mnie to rozbawiło ; )

    Gratuluję wyniku na tri (tak, tak też nie jesteś zadowolony : D) i fajnie, że szosa się nie pokruszyła przy upadku : )

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj swoje imię