Podsumowanie 2020. Plany na 2021. Część 2.

13
5492
wyświetleń

Kiedy tydzień temu podzieliliśmy się wynikami finansowymi za 2020 i naszkicowaliśmy nasze ambitne plany inwestycyjne na nadchodzące (prawdopodobnie niełatwe) lata, wywołaliśmy lekkie zamieszanie wśród czytelników 🙂 Dlatego tym razem skupię się na spokojniejszych tematach, żeby nieco ostudzić atmosferę. Dzisiejszy wpis tworzę przede wszystkim dla siebie, ale jestem pewien, że uważny czytelnik znajdzie sporo inspiracji oraz dowodów na to, że konsekwencja w działaniu przynosi ciekawe rezultaty. A także – że czasami warto nieco odpuścić i wychylić wahadło produktywności w drugą stronę, żeby ciało i dusza złapały oddech :).

Ale zanim wrócimy do lżejszych tematów, wróćmy na moment do nieruchomości. Przede wszystkim, ankieta z zeszłotygodniowego wpisu wyszła bardzo interesująco.

Wyniki zeszłotygodniowej ankiety na dzień 1.01.2021

Sam nie wiedziałem, jak się rozłożą głosy, ale trend pod tytułem “czekanie na spadki cen” był chyba najbardziej prawdopodobnym. A jednak okazało się, że aż połowa z Was uważa, że nie mamy żadnej bańki, a czas na rozsądne inwestowanie z myślą o czerpaniu zysków z najmu jest dobry jak każdy inny. My chyba też coraz bardziej skłaniamy się do takiego spojrzenia, zwłaszcza że inwestujemy w horyzoncie wielu lat i to, co będzie się działo na przestrzeni kolejnych miesięcy (a nawet 2-3 lat) ma znaczenie drugorzędne, o ile zminimalizowaliśmy ryzyko niewydolności finansowej na ten czas. Ot, co najwyżej może się okazać, że przepłaciliśmy… wielkie mi co, jakbyśmy do tej pory podejmowali same optymalne finansowo decyzje i wstrzeliwali się w każdy dołek i górkę ;). Decydującym argumentem za wykonaniem kolejnego ruchu właśnie teraz jest jednak to, że dla nas to najlepszy moment ze względu na obecną sytuację zawodową. Po planowanych zmianach (szczegóły niżej), nasza zdolność kredytowa na co najmniej rok (potencjalnie dłużej) zanurkuje, a ewentualne okazje rynkowe i tak nas ominą. Nie mówiąc o tym, że okazje łapią ci, którzy są przygotowani nie tylko finansowo (walizka z kasą “just in case” w bagażniku :)), ale także: mentalnie, pod względem znajomości (okazje zwykle nawet nie trafiają do internetów…) i nie bojący się skomplikowanych sytuacji formalno-prawnych. Nam bliżej do potulnych szczeniaczków niż takich wilków-wyjadaczy, więc zadowalamy się standardowymi ofertami, realizując swój plan i myśląc w jednej, jedynej kategorii: longterm. I właśnie dlatego… ostatniego dnia 2020ego roku zrobiliśmy sobie prezent, realizując pierwszy etap projektu “kupno kolejnego mieszkania na wynajem w Q1 2021”. To, w jaki sposób to wszystko “wyszło” było samo w sobie na tyle ciekawe, że zasługiwałoby na osobny wpis…

Nie mam pojęcia, czy zrobiliśmy właściwy ruch. Pokażą to kolejne miesiące i lata, ale wiem jedno: działamy, mimo że jesteśmy pełni wątpliwości i absolutnie nie mamy pewności, że całość się odpowiednio zepnie w obliczu dynamicznych zmian, które zapewne jeszcze przed nami. To będzie dla nas nowa przygoda z rynkiem wtórnym i zdecydowanie większym udziałem tematów takich jak szukanie i oglądanie nieruchomości, podpisywanie umów, dopinanie kredytu niż – jak do tej pory – prac remontowych. Jedno jest pewne: jesteśmy cholernie skuteczni w realizacji naszych planów i sam nie wiem, czy to powód do dumy czy strachu. Jakby nie było, w 2021 na pewno nie będziemy narzekać na nudę i brak nowych wyzwań! Nie przedłużając… zapraszam na drugą część naszego podsumowania roku 2020!

RODZINA

Obie nasze pociechy rozwijają się tak szybko, że ani się nie obejrzymy, a wyprowadzą się z domu (który dopiero zamierzamy wybudować) :). A poważniej – od tego roku jesteśmy rodzicami dwójki dzieci w wieku szkolnym.

Przez szczególny charakter tego roku jeszcze bardziej odpuściliśmy z dodatkowymi zajęciami naszych pociech. A do tego – siłą rzeczy (nauka zdalna…) spędzamy ze sobą większość czasu niemal każdego dnia. Jak wiedzą wszyscy rodzice, jest to ciekawe wyzwanie ;). Doceniamy ten wspólny czas, chociaż z racji na obowiązki i dodatkowe projekty nie zawsze gospodarujemy nim tak, żeby rodzinę i relacje między nami postawić na pierwszym miejscu. Powiedziałbym raczej, że – jak większość w podobnej sytuacji – staramy się balansować w tej nieco dziwnej rzeczywistości, co czasami wychodzi lepiej, innym razem nieco gorzej. Na pewno przejęliśmy co nieco obowiązków, które zazwyczaj ciążą na szkole i staramy się dbać o rozwój naszych pociech we własnym zakresie na tyle, na ile to możliwe.

Plany 2021

Mamy nadzieję, że sytuacja szkolna ustabilizuje się i wrócimy do jakiegoś rytmu, dającego nieco więcej przestrzeni każdemu z nas. Na rozwój, na kontakty z rówieśnikami, na stęsknienie się ;), a także na więcej czasu z Wolną, tylko we dwójkę.

PRACA ZAWODOWA

W teorii – petarda. W połowie roku zostałem dokładnie tym, kim chciałem, obejmując stanowisko architekta SAP projektującego systemy i rozwiązania chmurowe w oparciu o usługi Google Cloud Platform. To niesamowite, że niemal dokładnie 2 lata temu to wymyśliłem, zaplanowałem, a później zrobiłem co trzeba, żeby ten plan zrealizować… w skrócie: ogrom pracy plus tona cierpliwości. W ile ścian przez ten czas uderzyłem, ile rozmów odbyłem o projektach, które nigdy nie ujrzały światła dziennego, ile razy nakręcałem się, żeby potem stwierdzić: “no tak, znowu dupa blada”… w końcu jednak wypaliło. Czemu więc nie skaczę z radości? Bo – jak zwykle – rzeczywistość nieco się rozmyła z oczekiwaniami, a 7 lat w jednej firmie, w dodatku w obecnych, Covidowych okolicznościach nie pozwala mi patrzyć na to przez różowe okulary. Im dłużej funkcjonuję w dużej organizacji i im wyżej wdrapuję się po szczebelkach “kariery”, tym więcej widzę polityki, marketingu, kolorowania trawy na zielono i niepotrzebnej rywalizacji. A to niekoniecznie jest coś, w co chcę grać na tak technicznej ścieżce rozwoju, którą wybrałem.

W skrócie: zmiana był bardzo dobra (wręcz konieczna, żebym nie zwariował), ale niekoniecznie wprowadziła ten powiew świeżości, którego tak potrzebowałem. Mimo wszystko jest dobrze (przynajmniej wtedy, jak nie jest trochę gorzej… ;)), a ja “odhaczyłem” wszystko, co planowałem zrealizować w mojej “karierze zawodowej”. Ma się rozumieć formalnie, realizując w 13 lat ścieżkę od helpdesku do architekta. Patrząc technicznie, wskoczyłem na szczyt, z którego bez wstydu mógłbym zejść, gdybym z jakichś powodów postanowił zakończyć moją przygodę z IT i zająć się czymś ciekawszym.

Wolna natomiast wypracowała naprawdę fajne wyniki w ramach Pracowni Dobrych Wnętrz, rozwijając się mocniej niż zakładaliśmy. I to mimo sporych turbulencji w czasie wiosennych, covidowych miesięcyNasza strategia pod tytułem “wyższa jakość, wyższa cena” zdaje egzamin i zamiast początkowych projektów za 300-1000 zł, teraz podpisujemy umowy na prace wyceniane w szerokim przedziale 1200 – 5000 zł, a to wyraźnie przełożyło się na wynik finansowy za ostatnie 12 miesięcy. Są to też współprace ciekawsze, bardziej kompleksowe i dłuższe, pozwalające Wolnej wykazać się nieco bardziej, a jednocześnie – więcej od Niej wymagające. To na pewno ruch w dobrym kierunku!

Jedna z wizualizacji Wolnej

Plany 2021

Kontynuacja tego, co robię od pół roku to i tak całkiem ambitny plan. Ze względu na planowany kredyt i budowę domu, kolejne kilka miesięcy raczej nie przyniesie rewolucji (zdecydowanie lepiej starać się o kreskę, pracując na mowę o pracę niż będąc świeżo upieczonym przedsiębiorcą…). W tym czasie kilka tematów powinno się wyklarować i mam nadzieję, że będzie mi łatwiej podjąć ewentualne decyzje o zmianach. Ponieważ w 2020 nie wypalił mój plan prowadzenia szkoleń z Google Cloud Platform, być może w kolejnym roku będzie mi dane sprawdzić się w roli trenera? To nie do końca zależne ode mnie, więc raczej traktuję to jako coś, co może (ale nie musi) się wydarzyć.

Wolna… wejdzie w 3. rok prowadzenia Pracowni Dobrych Wnętrz, a ponieważ po prostu lubi to, co robi, nie planuje rewolucji. W 2021 wypłyniemy na nieco głębsze wody ze względu na rosnące koszty (w połowie roku wpadniemy na pełny ZUS), ale na tą chwilę mogę stwierdzić, że całkiem nieźle wykorzystaliśmy długi pas startowy, jaki otrzymują świeżo upieczeni przedsiębiorcy.

SPORT

W tym obszarze pandemia wyjątkowo mocno odcisnęła swoje piętno. Większość zawodów poszło w buraki, na basenie nie byłem chyba rok, a jakby tego było mało – przez pewien czas nie można było nawet po lesie pobiegać :). Planowanych 100 kilometrów nie dane mi było przebiec (odwołane zawody). Na szczęście nie wszystko poszło na straty i mimo utrudnień, byłem w stanie przygotować się chyba do jedynych zawodów w tym roku. Ale za to jakie to były zawody! Triathlon na dystansie pełnego Iron Mana to było moje święto i zwieńczenie kilkuletnich przygotowań. Może nie było to zdobycie Korony Ziemi, ale cel był bardzo ambity jak na kogoś, kto przez ponad 30 pierwszych lat swojego życia miał ze sportem do czynienia tyle, co nic. Co zabawne, po raz kolejny okazało się, że to droga (nie cel) jest esencją tego, co robimy.

Mój pandemiczny zestaw do treningu w domu.

Zgodnie z wcześniejszymi założeniami, po tych zawodach odpuściłem. Wykończenie mieszkania na wynajem, które pochłonęło nas na 2 miesiące sprawiło, że na ten czas wręcz wyzerowałem aktywność sportową. Teraz powoli wracam, ale – przynajmniej chwilo – na innych zasadach. Bez ciśnienia, bez ambitnych celów, a zamiast tego – na spokojnie, dla siebie, tak jak czuję. Będę pewnie co nieco eksperymentował (na razie: ćwiczenia izometryczne), szukając czegoś, co mnie na nowo nakręci do rozwoju. Też fajnie, zwłaszcza po wyjątkowo ciężkim okresie osiągania, realizowania i wytężonej pracy.

Plany na 2021

Aktywność sportowa na luzie, dla zdrowia i dobrego samopoczucia. Nic więcej, mam chwilowo dość forsowania swojego organizmu i wiecznej żądzy “więcej, dalej, szybciej”. Być może trochę więcej treningów siłowych niż wytrzymałościowych.

ZDROWIE

Niemal idealnie. Niemal, bo jak u każdego (oprócz osób, których jeszcze nie zdiagnozowano ;)), “coś mi dolega”. Kolejny rok upłynął względnie dobrze i wypada mi tylko to docenić i nadal pracować nad tym, żebym mógł jak najdłużej cieszyć się wysoką jakością życia.

To jednak, jak standardowo rozumiemy “zdrowie”, wypadło w 2020 perfekcyjnie. Praktycznie nie chorowaliśmy (mam tu na myśli całą naszą czwórkę) przez całe 12 miesięcy, jeśli nie liczyć dosłownie 1-2 mini-infekcji ze stanem podgorączkowym czy “glutem pod nosem” ;). Było naprawdę dobrze, do tego praktycznie wyzerowaliśmy wizyty u lekarzy czy przyjmowane leki. To już kolejny rok, który pokazuje nam magiczne skutki ćwiczeń fizycznych i dobrej diety (dzień bez zielonego koktajlu i zakwasu z buraka to dzień stracony :)). 12 głodówek (jedna miesięcznie) w tandemie z Wolną też fajnie na nas wpływa (zainteresowanych tematem zapraszam tutaj). Oby tak dalej!

Chleb, pasztet warzywny plus tło: resztka zielonego koktajlu, trochę sałatki warzywnej i owoce, czyli nasza codzienność.

PODRÓŻE

Szału nie było, co tu dużo mówić. Rok zaczęliśmy w Hiszpanii, później miało być tylko ciekawiej. Okoliczności jednak nie sprzyjały nikomu, więc większość planów musieliśmy odwołać. Skończyło się na szukaniu słońca i natury w Polsce. Parę wyjazdów na Kaszuby i wymiana domów w Bieszczadach dała nam sporo radochy i pozwoliła docenić to, co nasze, polskie!

Co ciekawe, zapowiadana przez nas wymiana domów z rodzinką Francuzów spod Paryża doszła do skutku tylko połowicznie. Otóż my – zamiast do Francji – wybraliśmy się na Kaszuby (złożyło się na to kilka powodów, z czego decydującym była pandemia), natomiast nasi “wymiennicy” nie zmienili planów i spędzili ponad tydzień w Polsce, nocując w naszym mieszkaniu (kiedy my przebywaliśmy na Kaszubach). Żeby tego było mało, spędziliśmy wspólnie z nimi jeden dzień, pokazując im uroki Polski i zabierając na rodzinny spływ kajakowy. To było bardzo fajne przeżycie!

Bieszczady, lato 2020. Już za parę dni sprawdzimy, jak to wygląda w zimowej scenerii 🙂

Plany na 2021

Już za kilka dni wybieramy się w Bieszczady, żeby spędzić tam część ferii zimowych. Wszystko w formule Home Exchange (swoją drogą – ciekawy sposób na zamknięte hotele ;)), z zachowaniem obowiązujących reguł i dystansu społecznego od niemal wszystkich poza naszą czwórką. Mamy wielką nadzieję na śnieg, sporą dawkę nic-nie-robienia i ładowania baterii przed kolejnym, trudnym rokiem. Nie będę ukrywał, że po prostu nie możemy się już tego wyjazdu doczekać!

Co dalej? Na tą chwilę wszystko raczej w sferze marzeń (czyli – zgodnie z przyjmowaną przeze mnie definicją: niesprecyzowanych celów). Okoliczności nadal są bardzo niejasne, a planowane rozpoczęcie budowy domu może mocno wpłynąć na wszelkie podróżnicze zachcianki, które nam świtają w głowach. To kolejny obszar, w którym musimy zaakceptować ograniczenia i zaaplikować sobie dużą dawkę cierpliwości. Cóż… czasami nie przeskoczysz. Gdybyś jednak chciał w przyszłym roku Gdańsk i wypróbować w praktyce ideę Home Exchange (tutaj kilka wpisów w tym temacie), już teraz zapraszam do kontaktu.

ROZWÓJ

Tutaj mam mieszane odczucia. W obszarze zawodowym mocno poszedłem do przodu – i taka też była spora część roku jeśli chodzi o naukę niemieckiego. Niestety, z nauką tego języka jest u mnie trochę jak z przysłowiowym rzucaniem palenia. Miałem już tyle podejść do systematycznej nauki i za każdym razem dawałem radę przez kilka tygodni lub miesięcy, żeby później wypaść z torów całkowicie. Tak było i tym razem, kiedy nasz projekt mieszkaniowy wyłączył mnie z nauki na ponad 2 miesiące… a teraz jakoś znowu nie umiem do tego wrócić. Cóż – widać nawyk się jeszcze nie wykształcił. Wierzę jednak, że kiedyś “zaskoczy”, a ja muszę po prostu próbować.

Gra w szaszki z córcią to również rozwój – i to po obu stronach!

Plany odnośnie medytacji też się rozmyły – czego kompletnie nie rozumiem, bo to przecież takie proste! Wystarczy 10 minut dziennie… ba, nawet raz na kilka dni, a ja przez cały rok medytowałem może z 20 razy. Taki pikuś, który osobiście uważam za coś ważnego, a mimo wszystko mam olbrzymie problemy z wdrożeniem go w życie.

Plany na 2021

Niemiecki – to chyba numer jeden. Medytacja na drugim miejscu. Czyli rolujemy plany z poprzedniego roku… co pewnie nie wróży najlepiej, ale co tam – kiedyś musi zatrybić, chyba że dojdę do wniosku, że nie jest to dla mnie na tyle istotne, jak myślałem.

_______________________________________

Podsumowując, 2020 był dla nas dobrym rokiem. Brzmi to nieco dziwnie, bo przecież: było trochę groźnie, trochę strasznie, było sporo blokad i ograniczeń. Tyle codziennych czynności i przyzwyczajeń uległo zmianie! A mimo to mnóstwo tematów “weszło”. Paradoksalnie – być może utrudnienia pomogły w szeroko rozumianym osiąganiu, bo skoro nie mieliśmy przestrzeni do aktywności typu podróżowanie, to było jej więcej na mozolną pracę. Mój Iron Man czy zmiana stanowiska na architekta SAP; fajny rozwój Pracowni Dobrych Wnętrz Wolnej… wreszcie kupno działki pod budowę domu i niespodziewany, ambitny projekt mieszkania na wynajem. A teraz kolejne na horyzoncie. To bardzo dużo jak na tak trudny rok.

Jak dla mnie – nawet za dużo. Pracy, ciśnienia, ambicji. Równowaga poszła się gwizdać i chyba zgadzam się z Miłoszem (bardzo polecam posłuchać!) w tym względzie.

Jeśli chcesz osiągać, nie ma mowy o równowadze.

Co mam na myśli? Trzeba urobić się po pachy aż do porzygania – wtedy widać efekty, które przerastają oczekiwania. Pomyśl nad tym… kiedy “wydarzałeś” duże rzeczy w swoim życiu? Wtedy, kiedy miałeś czas na hobby, sport, rodzinę i przyjemności, czy może właśnie wtedy, kiedy nie wyrabiałeś na zakrętach z przepracowania i czułeś, że jeśli jeszcze trochę dłużej to potrwa, to wyniosą Cię nogami do przodu? Ja wiem, że jestem nieco wykręcony i lubię robić sobie pod górkę, ale czy to nie naturalne, że po porządnym przetyraniu się aż do przesady wszystko smakuje lepiej, poczucie spełnienia dodaje mocy, a odpoczynek – nawet ten, który śmiało można nazwać marnowaniem czasu – przychodzi bez wyrzutów sumienia i smakuje lepiej? Zamiast balansu: wahadło, które raz wychylamy w jedną, raz w drugą stronę.

Ciekawe, co myślisz o tej koncepcji. Mi się BARDZO ładnie zgrała z dotychczasowym doświadczeniem i w końcu przestałem mieć wyrzuty sumienia, że piszę o tej mitycznej równowadze, niby dążę do niej, a tak naprawdę jestem bardzo daleki od osiągnięcia jakiegokolwiek balansu. Zapraszam do dyskusji i udziału w ankiecie i jeszcze raz życzę wszystkiego, co najlepsze w czasie kolejnych 365 dni nierównej walki ;).

Równowaga w życiu...

View Results

Loading ... Loading ...

13 KOMENTARZE

  1. Część.
    Nie wyobrażam sobie życia w równowadze.
    Mój organizm jak i jego psychika nie są wstanie funkcjonować nieustannie na 200 procent normy.
    A pobyt w sferach 200 procent wspomnianej normy jest mi konieczny i niezbędny do życia.
    Dlatego zamiast balancu od zawsze wolę miesiące wycisku, osiągania niemożliwego , później regeneracja i jedziemy dalej 🙂 pozdrowienia dla Was gorące w nowym roku przygód.

  2. Ta równowaga to chyba jakaś przereklamowana trochę jest 😉 Czasami trzeba zakasac rękawy i maksymalnie się na czymś skupić niż totalnie rozciągać w czasie dla równowagi. Koniec końców lepiej się na tym wyjdzie. Ale niektórzy tak wolą, np. popracują nad czymś godzinę czy 2 i jada na ryby 😉 i coś co w zasadzie można zrobić w miesiac robią w rok. Ja wole przez ten miesiąc zasuwać i później na 11 miesiecy powrócić do normalnego życia niż tak to rozwlekać i mieć to cały czas na głowie.

  3. Cześć Czy mógłbyś stworzyć listę pytań jakie zadajesz developerowi/ sprzedającemu nieruchomość/ pośrednikowi, chodzi mi również na co zwracasz uwagę i takie niestandardowe/ nietypowe pytania jakie padły.

  4. Super! Nie obawiasz się że nie zdążysz wykorzystać całej zdolnosci kredytowej bo np. przy trzecim kredycie spadnie wam scoring i nie dostaniecie kredytu mimo że zdolność jeszcze będzie? My mamy w planie na 2021/2022 zakup domu i wydzielenie kawalerek. Pozwoli to optymalnie wykorzystać zdolność, oraz ułatwi potem zarządzanie. 8-12 mieszkanek w jednej lokalizacji będzie łatwiejsze do ogarnięcia od jeżdżenia po całym Krakowie.

    • Cześć. Naszego planu wcześniej nie ćwiczyłem, więc wiele rzeczy wyjdzie w praniu. Ale właśnie dlatego planuję i działam odpowiednio wcześnie, rozkładam całość na lata, a w dodatku współpracuję z ekspertem od kredytów, z którym planuję przejść przez cały proces.
      Co jeszcze… na różne lokalizacje nieruchomości można patrzeć bardzo różnie i oba podejścia mają swoje wady i zalety. Ale sam pomysł wielu kawalerek w jednym miejscu… fajnie, o ile jest popyt. To, co by mnie trochę studziło przy takim pomyśle jest świadomość, że jeden dom na ~10 mieszkań to co najmniej 10 (realnie… 15?) aut, które gdzieś trzeba pomieścić. Nie chciałbym, żeby sąsiad z naprzeciwka rozkręcił taki biznes, bo odbyłoby się to poniekąd moim kosztem. Pewnie są sposoby, żeby zrobić to z głową, a do tego etycznie i bez psucia krwi mieszkańcom okolicy i wierzę, że właśnie w taki sposób ogarniecie temat. Powodzenia!

      • Dom wybrany. Poszły wnioski o 800k kredytu. Aktualnie 3 mieszkania. Kasa została wiec jak się zwolni piętro to prosta przeróbka na 5 mieszkań. Jak kiedyś będzie mi mało to możliwa nadbudowa i wyciśnięcie kolejnych jednostek.

        W Krakowie jest trochę inaczej. Osoby wynajmujące kawalerki często nie mają auta lub mają max. 1. Druga sprawa, że sąsiad 2 domy dalej ma 6 mieszkań w domu, a sąsiad na lewo (jeden z większych deweloperów i zarazem generalnych wykonawców) za ogrodzeniem wybudował ‘blok’ jednorodzinny. Jeszcze nie gadałem z nim ale na oko 12 dość dużych mieszkań. Raczej nie tylko kawalerki. Nie będą się pluć o moje skromne 5 mieszkanek.

  5. Wiem, że to może nienajlepsze miejsce na tego typu wpisy, ale to nie spam – jestem czytelnikiem bloga od pierwszego wpisu, nawet chyba podwójnym 😉 Ale ogólnie wiem, że jest tu sporo ludzi dobrze ogarniętych i ogólnie mających dzięki temu trochę dodatkowej kasy, z której częścią chcemy czasem komuś pomóc. Ostatnio trafiłem na film “Ostatni ludzie Czarnobyla 3” czyli już trzeci film z akcji pomocowej dla ludzi, już dziadków około 90-tki, którzy mieszkają sobie w strefie zamkniętej ponieważ wrócili niegdyś do swoich domów. Teraz już nikt się praktycznie nimi nie interesuje, ale jest ekipa chłopaków z Polski, która rok do roku jeździ im w zimie pomoc. Nie zarabiają na tym, co roku robią film z akcji, była już trzeba część ale są też poprzednie. Proszę bardzo obejrzyjcie ten film na youtube: https://www.youtube.com/watch?v=d9C-ebqyL84
    To jest godzinka na prawdę dobrego i wzruszającego materiału, wdzięczność tych ludzi po prostu wychodzi poza ramy największego monitora na którym to puścicie. W opisie filmu jest link do zbiórki na czwartą wyprawę, zostało chyba 6 dni już tylko, ale jeżeli ktoś chce się przyłączyć to będę wdzięczny, choć nic z tego nie mam że to piszę. Obejrzyjcie film a potem zdecydujecie czy chcecie pomóc. Na prawdę warto dla samego siebie zobaczyć ten film bo daje do myślenia…

    • Dzięki Wolny, że nie wyrzuciłeś wtedy tego komentarza. Jeśli ktoś się dołączył do zbiórki to informuję, że z minimalnych 10 tyś uzbierało się chyba 40 🙂 Także odzew był ogromny w tym roku, chłopaki z napromieniowani.pl już są po wyprawie pomocowej. Z pewnością powstanie czwarty film z tegorocznej właśnie wyprawy, pewnie będzie miał tytuł ostatni ludzie czarnobyla 4. Zachęcam do obejrzenia, zwłaszcza, jeśli ktoś się przyłączył w tym roku do pomocy : )
      Myślę, że wdzięczność mieszkańców strefy jest tam bardzo widoczna, tak bardzo potrzebują kontaktu z drugim człowiekiem i tego, że ktoś się jednak nimi interesuje. Oni wręcz nie mogą w to uwierzyć, że w Polsce temat jest dość głośny i jest ogromna chęć pomocy im 🙂 Myślę, że to także łamie stereotypy i przybliża nasz Słowiański ród do siebie. Więc jeszcze raz dzięki, oczywiście czekam na kolejne wpisy na blogu i dzięki wielkie za to co zrobiłeś przez te kilka lat tutaj, to na prawdę zmienia pogląd na świat i otwiera oczy. Co prawda już wystrzeliłeś w górę, ja chyba dalej jestem na etapie tych pierwszych kroków z oszczędzania i jakoś nie mogę z tego wyjść wyżej. No ale nie poddaję się bo dajesz przykład, że się da, że wszystko w naszych rękach ! 🙂

  6. Konkretne plany! Życzę, żeby wszystko poszło po Twojej myśli. Też mam ich sporo na 2021 rok, ale głównym z nich jest zadbanie o dom i przede wszystkim stworzenie pięknego ogrodu, miejsca do wypoczynku. Pozdrawiam!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj swoje imię