Migawki #6: Dom za dom, część druga.

16
3487
wyświetleń

Oj, daliście mi ostatnio do myślenia… w połowie stycznia zaproponowałem iście zwariowaną koncepcję, zgodnie z którą mielibyśmy wymieniać się domem/mieszkaniem w czasie wakacyjnych (i nie tylko) wyjazdów. Dla mnie samego to brzmi jak małe szaleństwo… a mimo to, zdecydowałem się na publikację tego wpisu, licząc na to, że z fali komentarzy w duchu “to bez sensu” wyłowię pojedyncze propozycje wymiany, z których być może coś się wykluje. Nawet nie marzyłem, że więcej niż 10% wybierze w ankiecie opcję “Super, wchodzę w to”. A tymczasem wyszło tak…

Wow. Ponad 40-procentowy udział tej opcji i jedynie 10% głosów, według których cały pomysł jest po prostu słaby. Z jednej strony, oznacza to zdecydowanie większe niż się spodziewałem zainteresowanie zagadnieniem i jego możliwościami. Z drugiej… zdaję sobie sprawę, że kiedy przyjdzie do działania, prawdopodobnie spora część deklarujących swoje poparcie po prostu się wykruszy. Tak to działa i nie ma się czemu dziwić – deklaracje na gorąco nigdy nie przekładają się w pełni na efekty, których można by się było po nich spodziewać. Niemniej jednak to wszystko skłoniło mnie do zgłębienia tematu, efekty czego prezentuję poniżej. I to właśnie dzisiaj jest ten dzień, w którym powiem: “sprawdzam!”.

Otóż po odwiedzeniu największych portali, instalacji kilku aplikacji mobilnych, przeczytaniu kilkunastu artykułów i zajrzeniu na portale społecznościowe i blogi stwierdzam, że temat czasowej wymiany domów jest niesamowicie… niszowy. Ciężko zdobyć informacje z pierwszej ręki, ciężko przeczytać o konkretach, a ktokolwiek porusza ten temat w mediach, powiela ten sam schemat, pisząc “owszem, jest kilka portali, to fajna koncepcja, pozwalająca sporo zaoszczędzić”. Kropka. Jak jest w rzeczywistości, jak wygląda praktyka, jakie są zasady, dobre zwyczaje, zagrożenia… tego już się nikomu nie chce zgłębiać. Być może i dobrze, bo Ci, którzy praktykują ten sposób podróżowania wolą po prostu to robić, zamiast nagabywać rzesze nowych osób pisząc rozwlekłe artykuły 🙂 Więc i ja postaram się streszczać – zwłaszcza, że praktycznego doświadczenia w temacie nie mam.

Potencjalnie, ta inicjatywa może mieć znacznie szersze zastosowanie, niż zaspokojenie podróżniczych zachcianek. Ale na razie tak daleko nie wybiegam, bo zrobi się nam z tego niezły kosmos 😉

Jest zaledwie kilka międzynarodowych organizacji zrzeszających większą społeczność praktykującą ideę home exchange. Ich portale działają od kilkunastu/kilkudziesięciu lat (sam pomysł podobno narodził się w okolicach 1950 roku), a przystępując do nich, rzeczywiście można czegoś oczekiwać. W zależności od danej instytucji, będziemy otoczeni mniejszą lub większą opieką, rozwiązaniami ułatwiającymi wymiany lub czyniącymi je bardziej bezpiecznymi, a przede wszystkim: umożliwiającymi dotarcie do ludzi podobnych do nas. I to jest największa wartość, którą dają te portale: kontakt ze specyficzną grupą osób. Takich, którzy nie mają większych oporów przed dzieleniem się swoim miejscem zamieszkania z obcymi w czasie, kiedy ich samych nie ma w domu. Wydaje mi się, że takie podejście wymaga naprawdę osobliwego spojrzenia na rzeczywistość i umiejętności odpięcia się od swojego domu jako prywatnego miejsca, do którego zawsze można wrócić. Myślę, że trzeba mieć dość luźne podejście do wszelkich ruchomości znajdujących się we wnętrzu i czuć się bardziej włóczęgą niż domatorem. Kiedy o tym myślę, zastanawiam się, czemu w takim razie nam przyszedł do głowy ten pomysł… ah, oszczędności i ogrom możliwości, byłbym zapomniał 😉

Patrząc z finansowego punktu widzenia, to się po prostu opłaca. W zależności od standardu, metrażu, liczby osób i miejsca, w które się wybieramy, możemy wyliczyć potencjalne oszczędności. Dla nas: 4 osób (w tym dwójce dzieci), wybierających racjonalne cenowo noclegi i podróżujących raczej po sezonie, koszty noclegów wynoszą średnio 250-300 zł za dobę. Myślę jednak, że większość rodzin wybierających się na wakacje obiera podejście “należy mi się, w końcu jedziemy gdzieś raz-dwa razy w roku”, które potrafi mocno podbić powyższą kwotę. W przybliżeniu, tydzień zakwaterowania w czasie urlopu kosztuje nas około 2 000 zł.

To nie jest jakaś zawrotna kwota. Ani dla nas, ani dla większości osób, które przyzwyczajone są do podróżowania od czasu do czasu. Ale w tym momencie docieramy do drugiego aspektu, o którym wspomniałem: ogromu możliwości. Jeśli zdecydowana większość kosztów naszego urlopu będzie się sprowadzała do zwiększonych kosztów transportu, a do tego – będziemy w stanie zarabiać również z dala od domu – to opcje, które dostrzegam wręcz przyprawiają mnie o zawroty głowy. Wielokrotna zmiana miejsca zamieszkania w roku. Znajdywanie autentycznych miejsc, nie zbrukanych masową turystyką i zalewem obiektów na wynajem. Przebywanie w danym miejscu dłuższą ilość czasu, poznając je na spokojnie i żyjąc w domowych warunkach – podobnych do tych, jakie mamy u siebie. Właśnie: żyjąc, a nie tylko nocując w jakimś hotelu, w którym ciekawe spędzanie czasu wymaga ogromu kreatywności (zwykle jej jednak brakuje i wygrywa telewizor, prawda?). A to wszystko za ułamek kwoty, którą musielibyśmy wydać. Przyjmując koszt zakwaterowania na 2 000 zł / tydzień dojdziemy do wniosku, że 2-4 tygodnie w roku spędzone poza domem to max, na co możemy i chcemy sobie pozwolić – przynajmniej w naszym wypadku. Jeśli ten koszt będzie bliski zeru, co stoi na przeszkodzie, żeby spędzić i 10 tygodni w roku w ciekawych miejscach, spędzając czas i doświadczając świata wspólnie z rodziną?

Jak to nie działa na Twoją wyobraźnię, to już nie wiem, co zadziała 😉

Dlatego właśnie chcemy spróbować. Nie twierdzę, że rzucimy się w wir podróżowania (chociaż: kto wie, to wciąga :)), ale jesteśmy mentalnie gotowi na weryfikację tego sposobu korzystania z ekonomii dzielenia się. Pracowaliśmy długo, żeby uniezależnić się od konkretnego miejsca pracy. Czekaliśmy jeszcze dłużej, aż nasze dzieci nieco podrosną i podróże z nimi będą przyjemniejsze niż w pierwszych latach (okropna choroba lokomocyjna, niestety). Zarabialiśmy, oszczędzaliśmy i inwestowaliśmy jeszcze dłużej, żeby dzisiaj mniejszą uwagę zwracać na to, co trzeba, a większą na to, co można i czego chcemy.

Długo myślałem, w jaki sposób zrealizować tą koncepcję w praktyce, w obrębie naszej blogowej społeczności. Pomysłów było kilka, natomiast drogą eliminacji wybrałem dwa, które dzisiaj jestem w stanie zaproponować:

  • realizacja najprostsza z możliwych: skorzystanie z gotowych usług istniejących już portali. My zrobiliśmy pierwszy krok. Zarejestrowaliśmy się w portalu homeexchange24.com (link do naszej oferty: klik). Czemu tam? To proste: zero opłat. Niestety, zero opłat oznacza jednocześnie zero regulaminu czy odpowiedzialności tego pośrednika – w zasadzie jedyną jego usługą jest przekazanie sobie namiarów na osobę, w której nieruchomości chcielibyśmy zamieszkać. Bardziej cywilizowane i bezpieczniejsze rozwiązania kosztują 100$+ rocznie, dlatego na tym etapie odpuszczam i obserwuję, co wykluje się z mojej propozycji. Jeśli w to wchodzisz: również zapraszam do rejestracji i kontaktu z nami. Minusem tego podejścia jest brak możliwości łatwej identyfikacji ogłoszeń “przyjaciół tego bloga”, więc nie za bardzo widzę, w jaki sposób pozwolić czytelnikom na wymianę również między sobą. Myślałem o dodaniu jakiegoś hasła do opisu oferty, które pozwalałoby nam się w łatwy sposób rozpoznać, ale przy braku możliwości szukania ogłoszeń po słowach kluczowych, poddałem się. Dlatego wdrożyłem w życie drugą opcję, która…

  • bazuje wyłącznie na naszej, blogowej społeczności. Stworzyłem formularz, który można uznać za pierwszą wersję rejestracji do nowego, wolnościowego portalu wymiany domów 🙂 Jeśli podtrzymujesz swoją chęć dołączenia do tej inicjatywy, odezwij się do mnie MAILOWO. W odpowiedzi otrzymasz link do formularza z kilkunastoma pytaniami, na podstawie których dołączysz do listy chętnych do wymiany. Będzie ona dostępna do wglądu dla wszystkich, którzy się do niej zapiszą. Być może zrzeszymy się dodatkowo w ramach jakieś facebook-owej, prywatnej grupy, albo pójdzie to jeszcze w innym kierunku… ale najpierw potrzebuję deklaracji mailowej (nie w formie komentarza) od zainteresowanych osób. Nie wchodzę tutaj w dalsze szczegóły – te ustalimy już w ramach tamtej inicjatywy.

Uważam, że od początku musimy przyjąć, że zaufanie jest absolutnym kluczem w całej tej zabawie. Już samo podanie swoich danych jest krokiem, który i u mnie powoduje pewien opór (dlatego też w formularzu nie będę pytał o nazwisko, PESEL, numer telefonu czy numer konta w banku ;)). Uważam jednak, że warto spróbować i zakładam, że w tym roku zrealizujemy co najmniej jedną tego typu wymianę. Jestem realistą, dlatego na razie raczej ograniczam się do wymian w obrębie naszego kraju, dalsze wyjazdy odkładając na kolejne lata. Jeśli temat będzie się kręcił, będzie też można pomyśleć o dalszych krokach i większej formalizacji całości. Na razie to raczej opcja dla zaufanych i aktywnych czytelników, również chętnych przeżyć tego typu przygodę. Uwaga – przyjmujemy tylko pozytywnych ludzi z dobrymi intencjami, a nasze algorytmy wyłowią wszelkie złe zamiary, więc nawet nie próbuj 😉 Bez luźnego podejścia do świata i pewnej akceptacji rozmaitych ryzyk, lepiej nie dołączaj do nas, renegatów 😉

Mimo wszystko, trzeba podjąć pewne ryzyko. Nie tylko w ramach naszej społeczności: nie wyobrażam sobie, żeby jakakolwiek organizacja wzięła ewentualne ryzyka wystąpienia szkód, które – w teorii – mogą iść w setki tysięcy złotych. Wierzę jednak, że zdrowy rozsądek jest kluczowy, a dodatkowa weryfikacja uczestników wymiany (być może właśnie poprzez grupę FB?) pozwoli na uniknięcie poważniejszych problemów. Poza tym, dotychczasowe życie raczej pokazało mi, że ludzie są pozytywni, otwarci i warto się na nich otwierać, co od jakiegoś czasu coraz bardziej robię.

Kontynuację tematu przenieśmy do komentarzy oraz naszego wewnętrznego, tajemniczego od dzisiaj kręgu :D. Tak całkiem szczerze, to wręcz zżera mnie ciekawość, czy z 55 zgłoszeń w ostatnim wpisie chociaż 1/4 przekuje się na realne deklaracje, a przynajmniej kilka okołoblogowych wymian dojdzie do skutku. Wciąż widzę, jak moc tego bloga przekłada się na zainteresowanie ofertą naszej pracowni, dlatego przeczuwam, że i ta inicjatywa przerodzi się w coś podobnego. Jeśli temat wypali, możesz być pewny dokładnej relacji na tym blogu!

PS A skoro już jesteśmy przy naszej Pracowni Dobrych Wnętrz, to właśnie pojawił się trzeci (fju, fju ;)) wpis na tamtejszym mini-blogu. Tym razem opisujemy typową usługę aranżacji mieszkania i pokazujemy, co klient otrzymuje od nas w ramach takiej współpracy. Jeśli masz ochotę na kilka kolejnych akapitów, zapraszam do lektury 🙂

16 KOMENTARZE

  1. Jedna osoba z tych 55 odpada z powodu remontu o którym pisałem w poprzednim poście, dlatego zostaje już tylko 54 do zadeklarowania 😜

    Pozdrawiam serdecznie i życzę rozwoju tego projektu!

    • Tiaaaaa… to niestety wcale takie śmieszne nie jest :(. Analizuję obecnie temat w odniesieniu do naszej firemki. Dlatego tutaj nie chciałem zbierać tych danych w “moich” zasobach. Link jest wystawiany do zewnętrznego serwisu, w którym dane są przechowywane. Dzięki temu i ja mam nieco mniejsze obawy, a także miałem motywację, żeby zminimalizować ilość danych wrażliwych, o które pyta formularz.

      • Wydaje mi się, że to nie jest takie łatwe – gdyby było, to każdy korzystałby z zagranicznej firmy do trzymania danych i sprawa byłaby zamknięta. Moim zdaniem to, ze korzystasz do zbierania i przetrzymywania danych z zewnętrznego dostawcy nie oznacza, że wszystkie twoje obowiązki jako administratora zostały przejęte. Trzeba by pewnie nawet informować ludzi, że w twoim imieniu danymi zarządza inna firma.

        • Taka informacja zawarta jest w formularzu, który przesyłam zainteresowanym. Z drugiej strony: mówimy tu o kilku/nastu/dziesięciu osobach, które chcą przetestować prostą koncepcję, ograniczając formalności do minimum. Jeśli to stanie się czymś poważniejszym, z pewnością wrócę do tematu.

  2. To jak już odnośnie wymiany to taki temat który uważam, że sprawdziłby się idealnie.

    Każdy w swoim domu na wymianę powinien mieć nazwijmy go “przewodnik”. Taka zestandaryzowana książeczka zawierająca: ciekawe miejsce do odwiedzenia, knajpki z jedzeniem, podstawowe info o transporcie, to co sami chcielibyśmy dostać gdybyśmy wylądowali w jakimś miejscu. Zarówno na dobrą jak i złą pogodę.

    • Oczywiście, pełna zgoda. Plan jest nawet szerszy: jest całkiem sporo uniwersalnych reguł dla tego typu wymiany, więc – jeśli temat się ruszy – planuję mini-kampanię informacyjną dla wszystkich, którzy weszli w temat. Jednym z jej punktów będzie stworzenie takiego przewodnika. Ale na razie cierpliwie czekam, bo na obecnym etapie to by była raczej sztuka dla sztuki.
      PS nie wiem, czy wiecie, ale innym dobrym zwyczajem jest pozostawienie czegoś dla gości przed wjazdem na zamianę. Butelka wina, coś do jedzenia, jakiś mały upominek. Tak na dobry start.

  3. ja również dopiszę się do listy chętnych na wymianę domu po ukończeniu remontu. Niby nie zostało wiele, ale przedłuża się to okropnie

  4. Wymiana -dom za dom- w czasie podróży z pewnością pozwala zaoszczędzić sporą część pieniędzy, którą zamiast wydać na nocleg można spożytkować w zupełnie inny sposób. Jednak, jeśli o mnie chodzi to z pewnością miałabym spore opory przed taką wymianą. Na dzień dzisiejszy zupełnie nie wyobrażam sobie, aby użyczyć mieszkanie, w którym żyję na co dzień, zupełnie obcym osobom 😉

  5. Ja nie mam aż takiego zaufania do nieznanych ludzi bo z zawodu wykonywanego jestem od wielu lat głównym księgowym i generalnie cierpię na chroniczny brak zaufania do ludzi. To jest wkodowane w ten zawód niestety. Ale Maćka znam i chętnie bym sie z nim zamienił na jakiś czas. W sumie do zaoferowania mam dom 4 sypialnie 2 łazienki niespełna 25 km od PKiN w W-wie. Poza stołecznymi atrakcjami okolica jest super do biegania i rowerów bo Gmina Nadarzyn ostatnio się komunikowała drużkami rowerowymi a i lokalnych fajnych atrakcji jest sporo. Zapraszam serdecznie. Dla mnie podstawą takiej wymiany jest wzajemne zaufanie inaczej to o kant d.. potłuc.

  6. A jak można się dołączyć do Waszej grupy? Pisałam maila do Wolnego korzystając z opcji kontakt na stronie, ale nie doczekałam się odpowiedzi. No, chyba, że nie przeszłam wstępnej selekcji 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj swoje imię