Koronawirus. Strach się bać?

67
11804
wyświetleń

Ze względu na coraz ciekawszą sytuację na świecie, postanowiłem przełożyć podsumowanie miesiąca na kolejny tydzień, a dzisiaj zająć się pewnym brzydalem, który ostatnio sporo miesza wszędzie, gdzie zawita. Jeśli myślisz, że ten clickbaitowy tytuł ma jedynie nabić mi kliknięć na bloga, to się grubo mylisz. Od dobrych kilku tygodni jestem mocno zaciekawiony tematem rozprzestrzeniającego się wirusa, który zatacza coraz szersze kręgi. Dzisiaj chciałbym podzielić się z Tobą moim spojrzeniem, które prawdopodobnie będzie nieco inne niż to, o którym słyszy się w mediach.

A tych z zasady unikamy, od 2013 roku stosując dietę informacyjną. Tym razem pierwszy raz o wirusie z Chin usłyszeliśmy podczas naszych ferii zimowych w Hiszpanii (tutaj znajdziesz relację). Pod koniec tego wyjazdu bliscy zaczęli się nas pytać, czy wszystko w porządku, czy na lotniskach obowiązują jakieś szczególne procedury i tym podobne. Wtedy nie wiedzieliśmy o co chodzi, a do domu wróciliśmy bez najmniejszych problemów. Zainteresowałem się jednak tematem i po naszym powrocie regularnie, praktycznie codziennie, śledzę kilka zagraniczych źródeł, na bieżąco raportujących o sytuacji na świecie.

Zaczęło się od kanału na Youtubie o nazwie “Chiński Biznes“, w którym Jarek, na co dzień żyjący w Chinach fajnie odsiewa dobrze sprzedające się, ale zdecydowanie przerysowane reakcje światowych mediów. Później doszła ta strona ze statystykami, które odświeżam praktycznie codziennie.

Potwierdzone zachorowania poza Chinami. Ciężko o bardziej dosadny obrazek… aktualne dane sprawdzisz tutaj

Do tego codzienna relacja CNN i – przede wszystkim – kanał Peak Prosperity, prowadzony przez amerykańskiego lekarza, który przy okazji fajnie wplata w całość wątki związane z gospodarką i rynkami finansowymi. Ufff… niezła dieta informacyjna, nie ma co ;). Polskich mediów unikam jak ognia, zresztą widzę, że (przynajmniej do końca lutego) ten temat ma u nas co najwyżej trzecią kategorię ważności.

Mój stosunek do zagadnienia zmieniał się z czasem. Początkowo bagatelizowałem wszelkie doniesienia i traktowałem je w ramach ciekawostki rodem z filmów sci-fi. Później jednak liczby i argumenty, które poznawałem kazały mi zrewidować poglądy i dzisiaj uważam, że większość świata zdaje się niedoceniać powagi sytuacji. Nie mam zamiaru siać paniki i rysować czarnych scenariuszy, ale uważam, że moim obowiązkiem jako głowy rodziny jest odpowiednie przygotowanie nas na wyjątkową sytuację, która ma jakieś (nie potrafię stwierdzić jakie) szanse się zmaterializować. Z kolei jako bloger chciałbym dać Ci obraz tego, co robię i napisać czemu właśnie tak reaguję na coś, co niekiedy jest sprowadzane do krótkiego komentarza “zwykła grypa, przyzwyczaimy się“. Dla porządku warto zaznaczyć, że w tym wpisie przedstawiam jedynie moje spojrzenie i działania, nie doradzając niczego i starając się nie wypowiadać w kwestiach, o których pojęcie mam znikome (np. medycznych).

Nie sposób jednak nie zauważyć, że zwykła grypa nie powoduje kilkunastoprocentowych spadków na światowych giełdach w ciągu zaledwie kilku dni. Niezależnie zatem od tego, czy to chwilowe zawirowania, czy świat przejdzie nad tym do porządku dziennego i czy różnego rodzaju zachownia (kwarantanny, ograniczenia w podróżowaniu, wyłączanie olbrzymich regionów z produkcji niemal wszystkiego) są mniej czy bardziej racjonalne, sytuacja jest wyjątkowa. A na taką postanowiłem zareagować w wyjątkowy sposób, zamiast biernie przyglądać się jej z boku.

S&P500, ostatni tydzień.

Scenariusz, który mi wydaje się najbardziej prawdopobobny na dzień dzisiejszy to mniejsze lub większe utrudnienia w różnych aspektach życia każdego z nas. Uważam, że mleko już się rozlało i nie unikniemy lawinowego wzrostu zachorowań, również w naszym kraju. Skala może być olbrzymia, co pokazują dotychczasowe statystyki – zwłaszcza, jeśli popatrzymy dość krytycznie na te z Chin (potencjalnie bardzo niedoszacowane), a do tego weźmiemy pod uwagę, że zdecydowana większość zachorowań (tych o łagodnym przebiegu) nie jest w żaden sposób wykrywana ani uwzględniania w oficjalnych liczbach. Skoro nasz nowy przyjaciel z Azji rozprzestrzenia się w tempie wykładniczym, a do tego potrafi przenosić się w okresie całkowicie bezobjawowym, to jest prawdopodobne, że duży odsetek populacji po prostu to złapie. Statystyki są na szczęście po naszej stronie i osobiście nie obawiam się zarażenia czy choroby, która przy dobrych wiatrach byłaby podobna do zwykłego przeziębienia.

Skoro zatem nie chodzi o samą chorobę, to przed czym się zabezpieczać? W ostatnich tygodniach mieliśmy już sporo przykładów na to, co może (nie musi!) również ziścić się w naszym pięknym kraju. Odcinanie całych regionów od świata, blokady dróg, tymczasowe zamykanie firm i placówek oświatowych, zatłoczone i nieprzygotowane do sytuacji placówki zdrowotne, a także problemy z dostępnością różnych mniej lub bardziej przydatnych towarów – również tych codziennego użytku. Ponieważ nie jestem w stanie przewidzieć, jakie jest prawdopodobieństwo wystąpienia tych efektów, wolę dmuchać na zimne i przygotować się chociaż do części zagrożeń. Co zatem robię?

Podróże

Z obawy przed rozmaitymi ograniczeniami w swobodnym podróżowaniu, staramy się nie wyjeżdżać, o ile nie jest to konieczne. Wielokrotnie na przestrzeni ostatnich tygodni czytałem o blokadach całych regionów, przymusowych kwarantannach i tym podobnych. Mimo, że lubimy wszelkiego rodzaju przeceny i promocje (a tych w obecnym okresie jest zatrzęsienie!), to według mnie to po prostu nie jest dobry czas na wyjazdy, niezależnie od tego, jak optymalne cenowo by one były. Wstrzymaliśmy się zatem z planowanym na koniec marca rodzinnym wyjazdem na południe Europy. Co więcej, odmówiłem wyjazdu służbowego do USA, który jeszcze kilka miesięcy temu postrzegałbym jako świetną okazję do zobaczenia kawałeczka Stanów. Były też inne powody moich oporów, ale w mniej więcej jednej trzeciej przyczyniła się do tego obawa o aktualną sytuację na świecie. Gdyby nie ona, poleciałbym – niechętnie ze względu na fuchę, które by mnie tam czekała, ale ciekawość by zwyciężyła. W obecnej sytuacji postanowiłem nie ryzykować – nie z powodu obaw o zachorowanie, ale o 2-3 tygodniowe rozstrzelenie naszej rodziny na dwa końce świata. W tym czasie może zdarzyć się wiele rzeczy, a nie chciałbym gdzieś utknąć i zostawić tu Wolną z dzieciakami. Co, gdybym był singlem? Hmmm… pewnie bym poleciał, a może i złapałbym później jakąś fajną promocję na urlop pod palmami ;). Inaczej się jednak patrzy na świat będąc głową rodziny.

Jedzenie

Co robimy poza ograniczeniem podróży? Chomikujemy 🙂 Wydaliśmy około 1.000 zł więcej niż w innych miesiącach na tak zwany “suchy prowiant”. Ryż, kasza, makaron, ziemniaki, orzechy, suszone owoce, trochę puszek czy mąka i drożdże (które porcjujemy i mrozimy).

Zawijamy ze świstakiem w te papierki 🙂

Zapasy powinny nam wystarczyć na miesiąc lub dwa, w zależności od swobodnego dostępu do świeżych warzyw i owoców. Nie zabezpieczamy się na kataklizm – raczej na  ewentualne, tymczasowe utrudnienia w swobodnym dostępie do dobrze zaopatrzonych sklepów. Jeśli mam wybór, wolę zrobić spokojne zakupy teraz niż później tłoczyć się, martwić pustymi półkami czy przebywać niepotrzebnie w przestraszonym tłumie w maskach na twarzy. Jeśli świat poradzi sobie z problemem szybciej, niż wskazują to liczby, które oglądam na co dzień, to po prostu rzadziej odwiedzę sklepy w najbliższej przyszłości.

Tak to jest, kiedy wyśle się Wolną do sklepu po spożywkę 😉

Jednocześnie – nie wiem, czy rozsądnie – nie zakładamy, że zostaniemy odcięci od prądu czy wody. Wręcz przeciwnie: w razie potrzeby mamy zamiar wrócić do samodzielnego wypieku chleba, robienia pizzy czy wypieków, a do tego wszystkiego woda i prąd są niezbędne.

Zdrowie

Kolejnym – chyba najważniejszym – punktem w tej całej układance jest zdrowie. Na kompleksowe przygotowania w tej materii czas już był, w krótkim terminie dużo raczej nie zdziałamy. My – oczywiście niczego nie przewidując – zrobiliśmy i tak dużo. Dbamy o codzienną dawkę ruchu (również na zewnątrz w warunkach zimowych) i dobrą dietę (klik, klik). Zerwaliśmy z wszelkimi antybiotykami i ze zdecydowaną większością innych leków. Nie przegrzewamy się (a wręcz przeciwnie), pijemy różne mikstury typu zielone koktajle czy zakwas z buraka, a naszym podstawowym lekarstwem jest świeży czosnek. Ogólna odporność, budowana w oparciu o naturalne metody przez całe miesiące (lata…?) jest czymś, co zapewni najlepszą obronę przed wszelkimi wirusami. Zwłaszcza, że mając małe dzieci w wieku szkolno/przedszkolnym bardzo trudno będzie uniknąć ewentualnego zarażenia tym świństwem. Dzieciaków się nie upilnuje, zwłaszcza nasza najmłodsza (niecałe 5 lat) nie rozumie zasad higieny mimo, że staramy się nad tym pracować. Wszelkie zalecenia o 30-sekundowym myciu rąk czy nie dotykaniu okolic twarzy brzmią naprawdę komicznie w odniesieniu do naszej najmłodszej pociechy. A skoro źródłem zarażenia mogą być osoby bez objawów (nawet przez 2 tygodnie możesz “siać” wirusa, czując się znakomicie!), to bez niemal 100-procentowej izolacji ciężko odseparować się od tego świństwa. Na szczęście statystyki są po naszej stronie i wiemy, że dzięki dobrej odporności powinniśmy nie zauważyć skutków ubocznych.

Te statystyki nas uspokajają.

  • Odnośnie masek… mamy kilka, takich zupełnie zwyczajnych, kupionych kiedyś, ale jakoś nie rozbudowywaliśmy tych zapasów. Nie chciałbym też odnosić się do prób zarabiania na sprzedaży tego typu przedmiotów po cenach wielokrotnie wyższych, niż jeszcze niedawno. 

Może to się wydawać mało intuicyjne, ale w przypadku choroby o względnie łagodnym przebiegu, chciałbym unikać wszelkich placówek typu przychodnie i szpitale. To tam będzie największe zagęszczenie siejących najróżniejszym świństwem ludzi, a w przypadku sytuacji lawinowo rosnących zachorowań, właśnie te placówki będą “robiły bokami” i to tam będzie się można w najłatwiejszy sposób zarazić. Oczywiście, potencjalnie ciężko będzie wyważyć, kiedy “już” warto zwrócić się o pomoc i nikomu nie życzę konieczności podejmowania takich decyzji.

Gdybyśmy jednak byli z jakiegoś powodu bardziej narażeni (podeszły wiek, choroby przewlekłe, osłabiony układ odpornościowy itp), staralibyśmy się mocno ograniczyć kontakty z innymi. Na tą chwilę cieszymy się, że pracujemy zdalnie… i to nie tylko dlatego, że dzięki temu ograniczamy ryzyko zachorowania (pewnie i tak w niewielkim stopniu, skoro nasze dzieciaki chodzą do przedszkola i szkoły). Cieszymy się, bo cała ta sytuacja mocno odbija się na całej gospodarce i z czasem może mocno wpłynąć na rynek pracy. Zamknięte zakłady pracy i przymusowy urlop mogą brzmieć jak fajna okazja do poleniuchowania, ale firma bez przychodów, w dodatku nie produkująca niczego z czasem będzie musiała… optymalizować koszty stałe, że tak się ładnie wyrażę :). Jeśli chciałbyś spróbować pracy zdalnej lub – gdyby sytuacja się pogorszyła – porozmawiać z szefem o tymczasowym wprowadzeniu telepracy, zapraszam do całego cyklu w tym temacie).

  • Nie mniej ważne jest zdrowie psychiczne! Sam odczuwam niepokój związany z całą tą sytuacją, ale dzięki mojej rodzinie i medytacji potrafię sobie z nim poradzić. Bez wiary, że wszyscy wyjdziemy z tego silniejsi ciężko będzie zachować jasny umysł, gdyby zmaterializowałyby się co bardziej ponure scenariusze.

Warto pamiętać, że zdecydowana większość firm nie ma oszczędności, które pozwoliłyby im przetrwać dłuższy (a nawet krótszy!) czas bez przychodów. Inaczej mówiąc: przy nagłym ich spadku (patrz: chociażby turystyka) dojdzie do masowych bankructw. A raczej: doszłoby, gdyby rządy kolejnych krajów nie uruchamiały masowej kreacji pustego pieniądza, który następnie – w ten czy inny sposób – przekażą borykającym się z problemami przedsiębiorstwom. Jak to zwykle bywa, najwięksi i najbogatsi wyjdą z tego bez większych strat, natomiast fala może zatopić sporą część maluszkich.

Finanse osobiste

Skoro już zadbaliśmy o podstawy ograniczając podróże, chomikując co nieco jedzenia i budując odporność organizmu, warto zadbać o finanse osobiste. Przede wszystkim, obecny okres raczej nie jest optymalny do podejmowania decyzji typu zmiana pracy, która ostatnio chodzi mi po głowie. Gospodarka reaguje na dynamiczną sytuację niezwykle nerwowo, wiele branż (transport, turystyka, produkcja zależna od komponentów z Chin) leci w dół bez trzymanki, a zeszłotygodniowy rollercoaster na większości indeksów giełdowych to coś, co ciężko było mi obserwować.

KGHM, jeden z moich ulubionych instrumentów do spekulacji 😉 25% w dół w przeciągu tygodnia… i to raczej standard, a nie wyjątek!

Zresztą nie ograniczyłem się do obserwacji, ale wykonałem trochę ruchów, które będę w stanie ocenić dopiero za jakiś czas. Nadal jednak zbieram większe fundusze i przelewam środki na konta maklerskie (IKZE + konto zagraniczne), czekając na odpowiedni moment do bardziej zdecydowanego wejścia na rynek, korzystając z sezonu przecen. Nie mam też wątpliwości, że w żaden dołek się nie wstrzelę, ale większe spadki uznaję za dobrą okazję do zakupu papierów, których będę się później trzymał latami, przy dobrych wiatrach odcinając regularnie dywidendowe kupony. Z tematów bardziej przyziemnych, warto zadbać o nieco większy niż zwykle zapas gotówki w domu.

W jaki sposób całość przełoży się na światową gospodarkę i rynki finansowe? Na razie pewne jest dalsze, wzmożone pompowanie pustego pieniądza na rynek. Prawdopodobne są dalsze obniżki stóp procentowych. To wszystko w dłuższym terminie może doprowadzić chociażby do hiperinflacji. Jak w kolejnych tygodniach zareagują giełdy, co z napompowanymi przez ostatnie lata cenami nieruchomości w naszym kraju? Nie mam pojęcia, mogę jedynie gdybać, osobiście jestem nastawiony bardzo “niedźwiedzio”, ale wcale się nie zdziwię, jeśli świat wcale się nie przejmie moimi przewidywaniami i wróci do normy, jednocześnie pokazując mi środkowy palec :).

Czy sytuacja w Polsce różni się od tej na świecie? Oficjalnie: oczywiście, bo znowu (jak po kryzysie w 2008) jesteśmy zieloną wyspą, której nie ima się żadna zaraza. A poważniej… nie mam najmniejszych wątpliwości, że już teraz mamy wśród nas chorych i będzie ich przybywało. W jakim tempie i jakie konwekwencje to wywoła; jak wpłynie na naszą codzienność: tego już nie potrafię ocenić. Nie wiem też, czy wynika to z mojego nadmiernego “nakręcania się” tematem, ale zauważam, że ani politycy, ani media nie przykładają właściwej wagi do tego tematu. Bagatelizuje się go jeszcze bardziej niż w gospodarkach, gdzie pieniądz jest jedyną wartością (np. USA), a to już jest co najmniej niepokojące.

Życzę sobie i Wam wszystkim, żeby tego typy fake newsy były wszystkim, co zapamiętamy z najbliższych miesięcy.

Podsumowując: rodzina Wolnych nie panikuje, a zamiast tego skupia się na rozsądnym przygotowaniu do poważniejszej niż obecna sytuacji. Owszem, ja się pewnie nieco nadmiernie nakręcam tematem, ale mimo to stawiam na racjonalność, mimo że coś z tyłu głowy mi podpowiada, żeby wykonać bardziej zdecydowane kroki. Jeśli “się zacznie”, będziemy starali się myśleć konstruktywnie zamiast ciągle śledzić doniesienia mediów, które będą zwykle zdecydowanie przejaskrawione. Nie mamy też zamiaru podejmować decyzji na podstawie decyzji polityków, które z kolei będą zdecydowanie opóźnione i prawdopodobnie niewystarczająco zdecydowane. Gdyby doszło do eskalacji problemu, politycy będą musieli grać w niebezpieczną grę polegającą na balansie pomiędzy dbaniem o zdrowie obywateli, a zapewnieniem sprawnego działania gospodarki. A to niełatwe zadanie, przypominające stąpanie po linie nad przepaścią. Czy osoby na różnych szczeblach zarządzania strukturami naszego kraju mają do tego odpowiednie kwalifikacje… na to pytanie już musisz sobie odpowiedzieć sam.

Jakby nie było, w ciekawych czasach przyszło nam żyć… Mam wielką nadzieję, że ten wpis jest i tak przejaskrawiony i za jakiś czas będę się śmiał, że niepotrzebnie dałem się ponieść i zmarnowałem czas na chłonięcie przesadzonych opinii. Jestem ciekawy, czy dzisiejszy temat zaciekawił Cię i jak postrzegasz go swoimi oczami, o ile w ogóle się nim interesujesz? Czy moje podejście wydaje Ci się racjonalne, czy może uważasz, że jest przesadzone? Czy sam podjąłeś jakieś decyzje w związku z obawami o przyszłość? A może zmieniłeś coś w Twojej strategii inwestycyjnej?

Życzę dużo zdrowia!

PS Ponownie zachęcam do zapisania się na newsletter, będący gwarancją otrzymywania informacji o nowych wpisach na moim blogu. A jeśli nie masz ochoty zostawiać swojego komentarza pod wpisem, zapraszam Cię do wzięcia udziału w dzisiejszej ankiecie.

Koronawirus? Uważam, że:

View Results

Loading ... Loading ...

67 KOMENTARZE

  1. Noo, myślę że się trochę nakręcasz 🙂 z tą giełdą to bym szczególnie uważał. Wszelkie ruchy, „bo przecena” to granie na scenariusz pt „wirus zaraz bedzie opanowany”. Gospodarczo myślę, że jeszcze nie mamy realnych efektów przerwania wielu łańcuchów dostaw, chociaż giełda już to dyskontuje.

    Panika jest moim zdaniem najwiekszym efektem tego wirusa, bo realne zagrożenie zdrowotne nie jest wcale takie duże (chyba że jesteś emerytem).

    • Wydaje mi sie ze wlasnie istnieje juz istotny wplyw na lancuchy dostaw i gospodarke. Cytujac popularny sklep internetowy w Szwajcarii:

      “Until recently, coronavirus hadn’t impacted stock levels in European warehouses. Thanks to early direct orders from the Far East, we too were able to fill up our warehouses in time. The situation has now intensified: more and more manufacturers and retailers have reported that their storage is coming to an end. The result: delivery bottlenecks, delays and increased prices” (https://www.digitec.ch/en/page/coronavirus-causes-supply-bottlenecks-15469)

      I tak np Iphon’y: “Apple iPhones are virtually unavailable: we’re selling the devices we have in stock, but getting new supplies is virtually impossible at the moment. Distributors who have devices in stock have increased their prices by 5 to 10 percent compared to before the outbreak of the coronavirus disease.”

      Rowniez turystyka we Wloszech i innych krajach bedzie lezec, a stanowi ona ok 10% swiatowego PKB.

      • Z tego co wiem, większość producentów aut we wschodniej Azji zamknęło fabryki. Tak to jest z bardziej zaawansowaną produkcją: jeśli łańcuszek jest skomplikowany i składa się z setek (tysięcy?) różnych komponentów, to wystarczy że nie dojedzie jeden, a końcowego produktu nie ma jak złożyć. Również myślę, że dopiero zobaczymy poważniejsze konsekwencje przerwania łańcucha dostaw, a jeśli – oby nie – w Europie sytuacja również doprowadzi do paraliżu wielu gałęzi przemysłu, to będzie już naprawdę nieciekawie.

    • Może i się nakręcam, nie twierdzę że nie. Moje ruchy to raczej granie na negatywny scenariusz: umocniłem moją ekspozycję na złoto (podczas piątkowej przeceny o niemal 5%, zobaczymy co będzie dalej…) i kupiłem co nieco certyfikatów na dalesze spadki naszego indeksu oraz pojedynczych spółek. A ponieważ zrobiłem to korzystając z niewielkiej dźwigni, to w przyszlym tygodniu albo będę ładnie zarobiony, albo będę pluł sobie w brodę ;). Różnie może być… natomiast ja to widzę negatywnie i jeśli moje przewidywania się sprawdzą, to na początku tygodnia rząd potwierdzi pierwsze przypadki wirusa w Polsce. Gdyby tak się stało, to – nawet niezależnie od giełd światowych – nasza GPW powinna zaliczyć dodatkowy, chwilowy zjazd spowodowany panicznymi reakcjami inwestorów. To oczywiście mój scenariusz, moja opinia i moje ryzyko – mogę się baaaardzo mylić i wolałbym zaliczyć straty finansowe, gdyby to miało oznaczać uniknięcie czarnego scenariusza rozwoju wydarzeń.

    • Dobre pytanie, na które chyba nie ma “właściwej odpowiedzi”. Łatwiej napisać, czego omijać i według mnie to są banki 🙂
      Ja w piątek skorzystałem z niemal 5-procentowej przecenie na złocie (ciężko mi powiedzieć, czym spowodowanej). Kupiłem też więcej walut, chociaż ze względu na bardzo dynamiczną sytuację, z tym może być bardzo różnie. Korci mnie wejść w CHFy, chociaż mam pewne opory przed kupowaniem ich w obecnej cenie…

      • Ceny złota nie śledzę, ale walut owszem, w tym CHF. Kurs walut w ostatnich 2 tygodniach poszedł w górę, wiec średni to był pomysł z zakupem waluty teraz jako sposobu na zarobek. A mogę zapytać co skłoniło Cię, żeby akurat teraz kupić waluty?

        • Może nie do końca precyzyjnie się wyraziłem. Złotow kupiłem pod koniec zeszłego tygodnia, na niemal 5% przecenie (od szczytów, więc może być różnie). Waluty kupowałem już od połowy grudnia, przede wszystkim USD (w okolicach 3,84), CHFy… dopiero malutką paczkę wczoraj (w okolicach 4,02). To zresztą nie są sposoby na “zarobek”, ale na zabezpieczenie wartości pieniądza w czasie, o ile ziści się któryś z bardziej pesymistycznych scenariuszy. Te wszystkie zakupy nie mają jednak stanowić znacznej części mojego portfela, a jedynie pewien założony procent.

    • Cześć,
      Tradycyjnie (moim zdaniem) dobrym rozwiązaniem w takich przypadkach jest kryptowaluta. W czasach zawieruchy (patrz Wenezuela) to najlepszy dostęp do środka płatniczego poza żywą gotówką. Złoto jak najbardziej srebro chyba mniej ponieważ jest mocno skorelowane z gospodarką. A do tego: na chłodno. Zdrowotnie to nie powinien być kosmiczny problem chociaż skala zarażeń jest duża. Mam nadzieję że ten optymizm się potwierdzi 🙂 Ale wpływ na gospodarkę będzie spory: raz że spekulacja, dwa sposób na obniżki na napompowanych rynkach („nie z winy finansjery tylko wirus”) no i realny wpływ na firmy o których już Wolny pisał.

      • Dzięki za komentarz, podejście bardzo zbieżne z moim. Oprócz kryptowalut, na których niestety się nie znam. Co polecisz laikowi? Z tego co widzę, można kupować przez Revoluta, ale tylko w płatnych pakietach i bez… chyba portfela fizycznego (jeśli dobrze to w ogóle nazywam). Mam też konto w Degiro i tam są ETNy na BitCoina i Ether. Ale to też chyba średnie rozwiązanie. Gdybym chciał zainwestować niewielkie środki w Bitcoina (który – by the way – spadł również kilkanaście procent w ostatnich dniach), czy jest jakiś względnie prosty i tani sposób na sensowne (=odpowiednio zabezpieczone) zakupy?

        • Jeśli chodzi o kryptowaluty to nie ma sensu bawić się w nic innego niż Bitcoin oraz Etherum. Powody różne i dużo by pisać ale argument płynności jest istotny. Revolut to niestety tylko “papierowe” kryptowaluty. Revolut realnie ich nie kupuje. Krypto przez Revolut można porównać do ETF na złoto – jednak nie jest to fizyczne posiadanie. Niestety jeśli chcesz realnie kupić kryptowaluty to konto na znanej giełdzie (darmowe) typy Coinbase, przelew w EUR lub USD, kupno i następnie transfer z giełdy na portfel fizyczny typu Ledger. Większych środków nie wolny trzymać na platformie giełdowej. Fajne podejście ma tutaj Trader21 – warto posiadać trochę krypto chociażby z uwagi na dywersyfikację. Nie bez przyczyny banki centralne o tym myślą, podobnie jak Facebook. Krypto nie stanowią u mnie więcej niż 7-10% portfela. I tak raczej zostanie. Chciałbym jak ty mieć duży udział w nieruchomościach ale przy tych cenach strach wchodzić. Problemem i priorytetem jest więc nie tyle zarabianie a ochrona kapitału. W każdym razie u mnie w chwili obecnej.

      • Tak. Szczególnie jak zabrakłoby prądu i nie byłoby internetu…
        A tak na poważnie to w takich sytuacjach kryzysowych “rzeczy” których nie można dotknąć i schować w sejfie są totalnie bezużyteczne. Tylko fizyczne pieniądze, zapasy etc mają jakikolwiek sens.

        Co do metali to jestem sceptyczny. Kupisz sobie uncję złota i co w razie kryzysu pójdziesz do Lidla i ktoś Ci to przyjmie w zamian za bochenek chleba? jest to absurdalne. nawet gdyby ktoś przyjął to ten chleb byłby dość drogi, około 5000 – 6000 zł…
        A jeśli to nie sklep miałby przyjąć to kto i w zamian za co?
        Jedyny sens jaki widzę to jak najmniejsze nominały aby “nie przepłacać”.

        A co do meritum to uważam że to wszystko strachy na wyrost. Sam piszesz ze to nie kwestia zdrowia tylko właśnie tej paniki. W tym jest problem. im więcej osób tak zacznie reagować tym panika oraz idące za tym braki w zaopatrzeniu będą wykładniczo coraz większe.

        “Nie sposób jednak nie zauważyć, że zwykła grypa nie powoduje kilkunastoprocentowych spadków na światowych giełdach w ciągu zaledwie kilku dni”

        Cóż tak naprawdę to w obecnych czasach byle co może spowodować takie spadki. Wystarczy że prezydent jakiegoś kraju napisze na Twitterze że jutro zaatakuje inny kraj i już mamy taką zadymę na giełdzie że hej.
        Giełda idzie a to w górę a to w dół często bez żadnego racjonalnego wytłumaczenia.
        Obecnie mamy do czynienia z cywilizacją Tweeterowo – fejsbukową i bardzo łatwo manipulować całymi grupami ludzi. Informacje polegają tylko na straszeniu.

        W Polsce w wielu miejscach pojawiły się urządzenia do odkażania rąk i uważam że to dobrze… może paru osobom wejdzie w krew żeby po toalecie myć ręce bo wg moich obserwacji wynika że w poważnych biurowcach bardzo z tym różnie…

        • W pierwszym akapicie chodziło mi oczywiście o bitcoiny.

          “Tak. Szczególnie jak zabrakłoby prądu i nie byłoby internetu…”

          • i się zaczyna powtórka z rozrywki…

            https://biznes.interia.pl/finanse/news-w-sklepach-oblezenie-polacy-robia-zapasy-zywnosci-na-wypadek,nId,4358199

            Wystarczy że ktoś zacznie zamiast 1 kg kupować 10 kg danego produktu i już kolejni to widząc rzucą się na półki jak szaleni jak to było swego czasu z cukrem w 2004 roku tuż przed wejściem do UE. Ale któż to pamięta ?

            Tuż przed wejściem do UE poszło hasło w eter, że po wejściu do UE cukier znacznie zdrożeje to zaczęli kupować całymi worami, kosze aż się uginały, co spowodowało lawinowy wzrost ceny cukru zanim (sic!) jeszcze Polska do tej Unii weszła. Im szybciej drożał tym szybciej kupowali a sklepy racjonowały sprzedaż cukru do kilku kg per capita.

            “(…)28 marca ceny cukru zaczęły drastycznie piąć się w górę. Jeszcze w lutym cena kilograma cukru kształtowała się na poziomie między 1,30 a 1,70 zł. Od lutego cukier drożał już nieprzerwanie. W kwietniu średnia krajowa cena wynosiła prawie 3,3 zł za kilogram. Najniższa zanotowana w tym czasie cena to 2,79 zł, a najwyższa – 4,6 zł. Pojawiały się informacje o cenie cukru wynoszącej nawet 7 zł za kilogram! – Te osoby, które kupiły cukier po 4-7 zł, przepłaciły, gdyż po wejściu do Unii Europejskiej, w dłuższym okresie, jego cena spadnie(…)”

            I faktycznie po wejściu do Unii cena cukru zamiast rosnąć top spadała…
            Czysta psychologia tłumu, jak ludzie widzą że sąsiad kupuje 5 kg cukru to znaczy że trzeb kupić 10 kg.

            https://www.rmf24.pl/fakty/news-cenowe-szalenstwo-na-miesiac-przed-wejsciem-do-ue,nId,199989

            https://biznes.interia.pl/gospodarka/news-cenowy-przekret-na-cukrze,nId,3480514

            Była swego czasu śmieszna sytuacja gdy ekspedientka w sklepie powiesiła kartkę o ograniczeniu sprzedaży do 10 kg na osobę zamiast nad cukrem to nad mąką… duże zdziwienie było personelu gdy nagle ludzie w sklepie rzucili się na mąkę zamiast cukru…

        • “A co do meritum to uważam że to wszystko strachy na wyrost. Sam piszesz ze to nie kwestia zdrowia tylko właśnie tej paniki. W tym jest problem. im więcej osób tak zacznie reagować tym panika oraz idące za tym braki w zaopatrzeniu będą wykładniczo coraz większe.”

          Dokładnie! Ludzie niepotrzebnie panikują, a media niepotrzebnie nakręcają sytuacje. Zastanówcie się dlaczego mówi się tylko o ilości zakażonych i zmarłych, a w ogóle pomija się ilość osób, które wyzdrowiały. Z linka podanego przez Wolnego (https://covid19info.live) zobaczcie sobie na trzeci wykres (ten nad nagłówkiem Mainland China Statistics by Province) – wyraźnie widać, że ilość nosicieli w Chinach drastycznie spada (żółta linia “Infected”). Na teraz jest to 30 tyś, a jeszcze niedawno było prawie 60 tyś. Idzie to w parze z niedawną informacją, że zlikwidowali już jeden z 19(?) zorganizowanych prowizorycznie szpitali, więc sytuacja wyraźnie się poprawia.

          Zatem jaki jest sens bombardowania ludzi ogólną liczbą zakażonych (90 tyś na ten moment), skoro 50 tyś już nie ma tego wirusa? (źródło https://gisanddata.maps.arcgis.com/apps/opsdashboard/index.html?fbclid=IwAR0oKIKJlc-zeNZGFBVEN0-O-58daoCDaKicXwC10cjFWgCZqTPgavseTfI#/bda7594740fd40299423467b48e9ecf6). Proste – pogoń za sensacją. A ludziom się wydaje, że wirus ich osacza, bo przecież niedawno było tylko 10 tyś zarażonych, potem 40 tyś, teraz już 90 tyś, więc niechybnie sytuacja wymyka się spod kontroli! 😉

          “Nie sposób jednak nie zauważyć, że zwykła grypa nie powoduje kilkunastoprocentowych spadków na światowych giełdach w ciągu zaledwie kilku dni”

          To co napisałem powyżej tłumaczy te spadki. Im więcej negatywnych informacji i strachu, tym większe spadki. Mechanizm jest zawsze ten sam – jedna zła wiadomość, pare osób sprzedaje akcje, cena lekko spada. Kilka złych wiadomości, pare następnych osób sprzedaje akcje i cena spada jeszcze bardziej. Włączają się stop-lossy, więcej osób sprzedaje, cena leci dalej w dół. To wywołuje panikę u reszty niedoświadczonych inwestorów i zaczyna się masowa wyprzedaż – krach na giełdzie, podsycany przez media i “analityków” giełdowych. A zastanawialiście się kto kupuje te akcje? Podpowiem Wam – doświadczeni inwestorzy. Tak się właśnie zarabia na giełdzie – dokupując, a nie sprzedając. Zobaczcie sobie na wykresy indeksów giełdowych od kryzysu 2008/2009 do teraz i przypomnijcie sobie wszystkie nagłówki wieszczące rychły upadek systemu ekonomicznego jaki znamy. Kto zarobił, ten zarobił. Panikarze stracili.

          Jak ktoś jest zainteresowany dowiedzieć się więcej o moim podejściu do inwestowania to dajcie znać.

          • @Piotr
            Dokładnie tak to działa.
            Wogole irytuje mnie co 2 lata ogłaszanie jakiejś “pandemii” (sic!) podczas gdy zarażonych jest kilka – kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy osób na całym świecie.

            Pandemia to jednak zdecydowanie coś innego. Wystarczy wspomnieć o cholerze, dżumie etc, umierających były miliony ludzi, tylko należy porównać ówczesne warunki (brak higieny i pomyje wylewana wprost na ulice !, oraz cmentarze w środku miasta (vide Paryż) do współczesnych warunków, które są zdecydowanie inne.

            Tego typu działanie sprawi ze ludzie uodpornia się na ten bełkot dziennikarzy i jak faktycznie kiedyś będzie problem to nie zareagują tak jak powinni.

          • Ja już nie komentuję, sam nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Chyba najlepiej będzie, jak zafunduję sobie kwarantannę… od newsów na temat Koronawirusa 🙂 Media które oglądam wieszczą miliony chorych, a tymczasem giełdy na całym świecie zielenią się mimo ciągłego napływu złych informacji, generując u mnie coraz większe, księgowe straty. Dlatego powstrzymuję się przed kolejnymi ruchami i żyję normalnie. Rano basen, dzieci w szkole i przedszkolu, jutro Wolna ma zaplanowane badanie w szpitalu… może jednak machnąć na to ręką i wrócić do planowania kwietniowego wyjazdu…

          • Odpowiedź do Konkret z 3 marca 2020 at 09:28 (bo nie ma linka do odpowiadania bezpośrednio pod):

            Całkowicie się z Tobą zgadzam. A media jak to media, muszą serwować newsy. To że ktoś się zaraził jest nieporównywalnie bardziej medialne niż to, że ktoś wyzdrowiał.

            Odpowiedź do Wolnego 3 marca 2020 at 10:16:

            Giełdy się zielenią, bo wytrawni inwestorzy pompują pieniądze w giełdę, aby się obkupić przy okazji promocji 🙂 Pomyśl, czy jak ceny nieruchomości zaczną spadać, to raczej sprzedasz mieszkanie czy będziesz się szykował do kupna następnego? Myślę, że to drugie. Giełda działa tak samo, ale większość ludzi działa na giełdzie wbrew logice – jak ceny idą w górę to w panice kupują, po czym od razu jak ceny zaczynają spadać to w panice sprzedają, aby “chronić” swój kapitał. Ja w ciągu tygodnia “straciłem” na giełdzie prawie 20% i co zrobiłem? Tak jak na początku każdego miesiąca, dokupiłem udziałów. Za pare tygodni lub miesięcy straty się odrobią. W zeszłym roku indeks w który inwestuję (MSCI World Index) czterokrotnie zaliczył spadek większy niż 3%. Ale sumarycznie wynik za zeszły rok to +30%. Gdybym sprzedawał po każdym spadku, nie ma szans, żeby udało mi się uzyskać 30%. Ale żeby tak działać, trzeba inwestować pieniądze, które nie będą potrzebne w najbliższym czasie i uodpornić się na spadki, bo to jest normalna część inwestowania na giełdzie. Oraz inwestować szeroko (w indeks a nie w pojedyncze spółki) i przy małych kosztach.

            A jeśli chodzi o wirusa, to wydaje mi się, że w tym konkretnym przypadku nie jest tak źle, żeby się zbytnio nakręcać. Aczkolwiek podróże w rejony gdzie jest dużo nosicieli bym sobie na razie odpuścił. Z czasem, chociaż jak widać na przykładzie Chin to już się chyba teraz dzieje, lekarze ustalą jak najlepiej leczyć chorobę wywołaną tym wirusem i jego złapanie nie będzie tak groźne jak w pierwszych dniach/tygodniach.

          • Rozumiem i się w sumie zgadzam. Tyle, że według mnie (chociaż na tą chwilę już sam nie wiem co myśleć), to jeszcze nie jest właściwa promocja, bo sytuacja jest nieciekawa i na razie brakuje argumentów / dowodów / doniesień że niedługo będzie lepiej. Nie mam wątpliwości, że za jakiś czas będzie, ale raczej czeka nas jeszcze apogeum zachorowań (i śmierci) w nadchodzących tygodniach i miesiącach. Inaczej mówiąc: zarówno spadki z zeszłego tygodnia wynikały z paniki a nie racjonalnych przesłanek, jak i odbicie które teraz obserwujemy nie ma podstaw merytorycznych. No, chyba że nie interesuje nas gospodarka i fundamenty, a jedynie idziemy do przodu, bo ktoś (banki centralne…?) popycha całość kolejnymi miliardami i krótkowzrocznymi działaniami typu obniżanie stóp procentowych.

          • Jeszcze jedno. Według szacunków WHO, na grypę umiera rocznie na świecie od 290 do nawet 650 tys. osób.
            https://www.who.int/en/news-room/fact-sheets/detail/influenza-(seasonal)

            Dlaczego ludzie nie boją się w takim razie grypy która jak widać zbiera co roku potężne żniwo tylko tak obawiają się wirusa który który zaraził jak na razie dość małą liczbę ludzi jeśli brać pod uwagę liczbę ludzi na świecie czy zarażonych zwykłą grypą?

    • poniżej wiele komentarzy, bardzo ciekawych,
      Ja jeszcze wrócę na chwilkę do swojego pytanie, troszkę inaczej, w czym w takim razie mrozić pieniądz? Mamy złoto / kryptowaluty (dwie najbardziej znane), co jeszcze?
      A co własnie jak ktoś już wspomniał, gdyby na chwilkę zabrakło prądu? albo jak na podkarpaciu, upadł bank?

      dzieki i dobrego dnia!

  2. W Szwajcarii, gdzie mamy potwierdzone 19 przypadkow:

    * nie ma juz maseczek oraz plynow do dezynfekcji rak w aptekach
    * zakazano organizacji wszystkich eventow powyzej 1 000 osob
    * wczoraj robilismy zapasy – zona mowi ze nigdy nie widziala tak wielu brakow artykulow
    * z relacji znajomych: na lotnisku jest wyjatkowo malo ludzi
    * sklepy z elektronika raportuja braki (https://www.digitec.ch/en/page/coronavirus-causes-supply-bottlenecks-15469)

    Na szczescie jeszcze paniki nie widac, ludzi w maseczkach raczej nie ma 😉

    Sam nie obawiam sie choroby a bardziej ze moge byc nosicielem i przeniesc ja na kogos innego. W CH jest bardzo duzo osob starszych – prawie wszyscy nasi sasiedzi.

    Jeden z przypadkow zarazenia dotyczy pracownika z mojej firmy, wiec zobaczymy ile osob przyjdzie w poniedzialek do pracy.

    • Dzięki za info. Twoje doniesienia potwierdzają to, co obserwuję w zagranicznych mediach: w wielu miejscach (Singapur, Szwajcaria itp) reakcja jest bardziej zdecydowana niż gdzie indziej, a świadomość wydaje się o niebo wyższa niż w Polsce. Czy to właściwe, czy może raczej chodzi o kolejną sensację… osobiście nie sądzę, żeby tak było, ale trzymam za to kciuki.

  3. Wydaje mi się Wolny że trochę za bardzo panikujesz 🙂 Co Ci da codzienne śledzenie informacji o koronowirusie? Chyba tylko to że jeszcze bardziej się nakręcasz 🙂 Owszem ograniczyłbym podróże jeśli takie planujecie ale czy kupowanie żywności na zapas na sens? Wkrótce przyjdzie wiosna, lato i po tym wirusie ślad zaginie 😉 Tak przypuszczam bo jednak na grypę to najczęściej choruje się w styczniu, lutym, marcu. Jakoś gdy jest ciepło przychodnie świecą pustkami. Jeszcze dane odnośnie grypy za 2019 rok – zachorowało 3,5mln Polaków, zmarło 150 osób. Czy tyle ludzi w Polsce zachoruje na koronowirusa? Obecnie na świecie zachorowało 85 tys. ludzi a zmarło 2,5tys. Czy 85 tys. na te 7,5mld to dużo? Ludzie nie dajmy się zwariować, trzeba ograniczyć podróże w te rejony, zachować higienę i żyć normalnie 🙂

      • Sytuacja rozwija się wolniej, niż podejrzewałem. Wcześniej napisałbym: “wróćmy do statystyk za 2 tygodnie”. Teraz napiszę: wróćmy do statystyk za miesiąc lub półtora. Jednocześnie, trzymam kciuki żebym mocno mylił się w moich obliczeniach. Będzie dobrze! Tyle, że najpierw może być źle. Oby nie!

  4. A tak po części z innej beczki – Wolny, możesz zdradzić jak się ma zmiana Twojego stylu życia (głodówki, aktywność fizyczna, unikanie kawy i glutenu) wpłynęła na Twoje zdrowie? Chodzi mi o głównie o chorobę autoimmunologiczną – cały czas czekam że zdradzisz coś w tym temacie 🙂

    • Wpłynęła bardzo pozytywnie. Zawsze może być lepiej, ale cieszę się z tego co jest, funkcjonuję praktycznie normalnie, czasami “płacę” za nieuwagę lub przymknięcie oka na zasady, którymi powinienem się kierować bez wyjątków. Tyle w temacie, nie jestem gotowy na dzielenie się szczegółami, ani nie czuję potrzebny robienia tego. Pozdrawiam.

  5. Dzięki za opisanie Twojego podejscia do sytuacji z wirusem. Wywiązała się trochę dyskusja o finansach. Kiedyś pisałeś, że masz akcje na GPW w Warszawie (chyba KGHM, który działa globalnie). Jaka jest Twoja strategia wyjścia w obliczu wirusa? Starty mogą być nieuniknione. Czy juz wszystko sprzedałeś? Jeśli nie to dlaczego i co planujesz?

    • Cześć. Na KGHM miałem stop lossa i 3/4 akcji poszło w okolicy 97 zł (= z kilkunastoprocentowym zyskiem). 1/4 została i siłą rzeczy przerodziła się w long-terma 😉

      • Dzięki za odpowiedź. Mam jeszcze pytanie dlaczego nie sprzedajesz reszty akcji? Zakładając że wirus się będzie rozprzestrzeniał to chyba byłoby to racjonalne natychmiast sprzedać i najwyżej tanio odkupić w okolicach np. 20-30 zł za jakiś czas. Tak jednak (przy założeniach co do wirusa) akceptujesz potencjalnie bardzo dużą stratę.

        • Panika nie jest dobrym doradcą. Znając życie, sprzedałbym akcje w dołku w piątek po ~70 zł. Dzisiaj są już nieco wyżej… a czy będą zaraz po 80 czy po 50, tego już nie wiem, skoro nie uciąłem strat w okolicach kilku procent, jakoś łatwiej mi zaakceptować przejście tej inwestycji w długi termin niż zaakceptować dobre kilkanaście procent faktycznej (a nie – na razie – księgowej) straty. Zamiast tego zrobiłem co innego: kupiłem instrumenty odwrotnie skorelowane z kursem KGHM, w dodatku z niewielką dźwignią, które mniej więcej wyzerowały moją ekspozycję na ten walor. Chwilowo “zamroziłem” więc ten walor i jeśli stracę na jednym, to zarobię na drugim i odwrotnie. Jak się sytuacja ustabilizuje, sprzedam ten z zyskiem i będę czekał aż ten odwrotny odrobi straty. Taka jest przynajmniej teoria.

          • Nie chciałbym żebyś pouczył że się czepiam, bo bardzo lubię zaglądać tu na bloga i widzieć co dobrego u Ciebie i bardzo Ci i Twojej rodzinie kibicuję.

            Przyznam jednak że Twoja ostatnia wypowiedź mnie zaskoczyła. Jaki jest sens precyzyjnie neutralizować KGHM odwrotnie skorelowanym walorem? Przecież to identyczny skutek jak byś teraz sprzedał KGHM za bieżącą cenę. Przy tym co podałeś nic nie zarobisz i nic nie stracisz ponad to co już straciłeś, blokujesz tylko zarobiony kapitał.

          • Powód w zasadzie jeden: psychologiczny. Łatwo powiedzieć “utnij 20% stratę”, trudniej wykonać, przynajmniej w moim przypadku. Stąd wiele nie do końca zamierzonych na długi termin decyzji inwestycyjnych w przeszłości przeradzało się w takie. Zwykle wychodziłem na tym nienajgorzej, chociaż bywały też przypadki, kiedy przez wiele lat taki “zonk” siedział mi w portfelu i straszył.

      • Zostało naukowo dowiedzione, że człowiek nie jest w stanie długofalowo z dobrą skutecznością przewidzieć ruchy na giełdzie. Więc prędzej czy później źle wybierzesz momenty wyjścia/wejścia i netto stracisz więcej niż gdybyś nic nie robił.

        Jak to powiedział znany amerykański inwestor Peter Lynch: “Far more money has been lost by investors preparing for corrections, or trying to anticipate corrections, than has been lost in corrections themselves.”
        (Inwestorzy stracili znacznie więcej pieniędzy przygotowując się na korekty lub próbując je przewidzieć, niż (stracili) na samych korektach.)

  6. rozmawiałem już z wieloma lekarzami znajomymi i mówią, że ludzie nie biorą tego totalnie na logikę… grypa zwykła też jest śmiertelna jeśli się nie zadba o siebie i nie leczy jak należy… korona też będzie groźny jeśli sobie zlekceważymy i nie będziemy leczyć pojawiających się objawów… ale to nie jest coś z czym nie można dać sobie rady

  7. Jeszcze a propos tak szybkiego zarażania się osób w Chinach. Wystarczy spojrzeć na ich zwyczaje dotyczące jedzenia.
    Pomijając już kwestię jedzenia rożnych zwierząt których się w Europie nie jada to generalnie osoby z Azji wszystkim się dzielą.
    W Polsce wiele razy widziałem ludzie z Azji (Chiny, Korea etc) którzy zamawiali dania do podziału, i nawet zupy ! jedli z jednego talerza.
    Teraz wystarczy założyć że jedna osoba jest zarażona i je z 4 innymi to ilu dni potrzeba na zarażenie całkiem sporej społeczności ?
    W Europie tak się raczej nie jada.

  8. Byłem ciekaw opinii odnośnie tego jak inni postrzegają sytuację. Jeśli chodzi o to czy się ktoś nakręca wystarczy zobaczyć jak o tym mówi/pisze. Z obiektywnego opisu (wirus, koronawirus, COVID-19) przeszedłeś do nazwy emocjonalnej – “tego świństwa” które parę razu użyłeś w tekście. To tytułem uwagi w jakim kierunku mogą iść twoje myśli nawet jeśli podświadomie – racjonalności czy emocji w tym temacie.

    Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt który jest całkowicie pomijany. Moim zdaniem wiele rządów i organizacji WYCZEKIWAŁO takiej okazji 🙂 Od lat mają scenariusze i działania przygotowane na wypadek epidemii. Dzisiaj gdzie dostęp do laboratoriów, sprzętu i wiedzy jest łatwy zagrożenie “wypsnięciem” się śmiertelnego wirusa lub broni biologicznej jest bardziej prawdopodobne niż atak nuklearny. Koronawirus jest mega okazją do przetestowania jak takie scenariusze się sprawdzają i czy da się to opanować i to na niskim poziomie realnego zagrożenia (niska śmiertelność). Jak widać łatwość komunikacji/transportu zweryfikowała wiele scenariuszy a kolejne działania mają na celu testowanie różnych rozwiązań. Myślę, że wyniki tej nauki poznamy przy kolejnej takiej sytuacji i zobaczymy jak szybko będzie całkowicie zamrożony transport.

    Dla mnie osobiście nie ma wpływu na moje życie i robię swoje. Psy szczekają, karawana jedzie dalej. Czy to się nazywa grypa, koronawirus itd. nie ma znaczenia skoro większe jest prawdopodobieństwo śmierci w wypadku samochodowym 🙂

    Wolny wyłącz neta, idź na trening. Wiosna idzie, trzeba słońca nałapać 🙂

    • Nie zgodzę się. “Świństwo” i inne określenia mają raczej na celu złagodzić suchą i obco brzmiącą nazwę, nic więcej.
      Ja tu bym jeszcze wskazał mało poprawny politycznie temat “oczyszczenia” społeczeństw z nadmiernej ilości emerytów, co też rozwiązałoby sporo obaw o budżety państw za X lat. Tyle, że nieładnie w ten sposób myśleć ani niepotrzebnie rysować teorii konspiracyjnych.
      Wiosny niestety dzisiaj nie doświadczyłem, pada cały dzień, ale trzykrotnie byłem na zewnątrz, trochę głowa odparowała. Fakt – emocje niepotrzebne, a mam świadomość że trochę mi się udzieliły. Słusznie czy nie, zobaczymy.

      • To moja opinia ale uważam, że takie nazywnictwo jest nacechowane emocjami. Jakoś nie brzmi dla mnie łagodniej niż grypa czy wirus. A brzmi trochę dziwnie kiedy rozpatruje się w kontekście zagrożenia życia. Gdybyś zobaczył takie określenie w jednym z mediów gdzie śledzisz informacje o epidemii to uznałbyś za obiektywne i przedstawiające fakty źródło?

        Z tym oczyszczaniem to już dla mnie jakaś teoria spiskowa. Ja mówię o strategicznym przygotowaniu państ i organizacji w przypadku wystąpienia epidemii. Ja wręcz oczekuję od Państwa bycia przygotowanym na taką sytuację. Oczekuję, że Państwo będzie miało gotowe SPRAWDZONE działania a nie sztab kryzysowy będzie się drapał w głowę i zastanawiał co zrobić…
        – to może jakaś blokada na granicy, panowie?
        – No, nie wiem…. A co piszą w podręczniku?

        Do puki nie ma realnej sytuacji to niestety scenariusze i manewry na niewielką skalę dają tylko cząstkowe pojęcie. Jestem przekonany, że jeszcze przez wiele lat ta epidemia będzie analizowana, pisane będą doktoraty i ulepszane scenariusze na taki wypadek. Dlatego uważam, że wiele osób przez pryzmat naukowy jest podekscytowanych, że może się uczyć na realnej sytuacji gdzie mówimy o nowej odmianie grypy a nie uczymy się na dżumie….

        • Nie tak dawno było kilka innych możliwości testowania: ptasia grypa, świńska grypa, ebola. Jakoś nie widzę znacznej poprawy w efektowności działań, coronavirus rozprzestrzenia się równie łatwo, jeśli nie łatwiej. Więc jestem trochę sceptycznie nastawiony do Twojej pewności, że to jest okazja do nauki i następnym razem zostanie np. zamrożony transport.

        • “Oczekuję, że Państwo będzie miało gotowe SPRAWDZONE działania a nie sztab kryzysowy będzie się drapał w głowę i zastanawiał co zrobić…” – ekhmmm, chyba w innych krajach żyjemy ;). Ja nawet za bardzo nie oczekuję, żeby “darmowa” opieka zdrowotna działała w Polsce jak trzeba na co dzień, a co dopiero w takich wyjątkowych okolicznościach. Podziwiam wiarę w sprawne działanie służb, w szczególności na szczeblach wyższych, gdzie zapadają decyzje. Oby tym razem nie zabrakło roztropności i odwagi. Osobiście obawiam się, że gdyby było trzeba, w naszych (polskich, a nawet patrząc szerzej – europejskich) warunkach ciężko będzie o podobnie zdecydowane i skuteczne decyzje jakie zapdały w Chinach ponad miesiąc temu. A mniej więcej w takim momencie jesteśmy.

  9. dokładnie tak jak mówicie – w chinach ludzie totalnie mają w nosie higienę, jedzenie jest podawane na ulicach i tak mocno zanieczyszczone… te wirusy tam mają ogromną siłę przebicia tak czy siak. u nas jest uważam bezpiecznie i wszędzie jest bezpiecznie jeśli się tego przeziębienia nie lekceważy tylko leczy jak należy. nie trzeba umierać tylko trzeba się o siebie zatroszczyć jeśli już coś się zaczyna dziać i to widzicie

  10. Reasumując Maciek, fajny wpis, jestem zaskoczony że Wolny uległ owczemu pędowi i medialnej sraczce. Gdzie ta wolność i stoicyzm ??

    W Chinach jest totalny syf podobnie jak i Włosi zawsze jakoś wydają mi się niedomyci i ulepieni no cóż ich problem.
    W Polsce umiera rocznie od 380 do 400 tys ludzi rocznie to średnio 1068 osób dziennie z tego 15 na własne życzenie, a ponad 70 z powodu palenia przez sąsiada w piecu gównianym węglem. w innych krajach to też pozostaje w określonej proporcji do zgonów “normalnych” poza korona wirusem. Gdyby wirus wykańczał ponad 1000 osób dziennie to faktycznie można by mówić o epidemii.

    Moim zdaniem to powód do przyspieszenia i tak już wydłużonego cyklu koniekturalnego w gospodarce i manipulowanie opinią publiczna przy pomocy paniki i internetu o i tyle. Chciano dokopać Chinom i proszę bardzo, Ponieważ od 2015 roku po licznych zamachach i szarogęszeniu się emigrantów UE opadł entuzjazm w przyjmowaniu wszelkiego rodzaju euro spamu emigranckiego to żeby się z tego pomysłu wycofać korona wirus jest idealnym powodem.

    Dla Rządu to rewelacyjny temat maskujący wszystko ceny, podwyżki wynagrodzeń oraz wpadki kampanii prezydenckiej oraz przepychanki ws sądownictwa z UE.

  11. Ja już stresowałam się świńską grypą i drugi raz się nie dam nakręcić.Zapłaciłam za to zdrowiem.Media sieją panikę i mówią,żeby nie panikować.Nie znam zachowań higienicznych Chińczyków ,ale Polakom pod monopolowym można też dużo zarzucić.Z pozytywnych stron widzę więcej czasu dla rodziny ,gotowanie w domu,większa higiena,roztropniejsze zakupy i może co niektórzy usiądą w końcu na 4 literach i przestaną latać po świecie,a docenią piękno Ojczyzny.Wolny za św.Janem Pawłem II życzę Ci”Nie lękaj się!’

    • Dziękuję, chociaż szczerze przyznam, że czasami mi się udziela. Na szczęście mam koło siebie rodzinę i teraz spędzimy ze sobą duuuuużo czasu 🙂

    • Cześć. Sytuacja jest bardzo niejednoznaczna, rynki same nie wiedzą, w którą stronę iść. Na przestrzeni ostatnich tygodni kupowałem waluty – od tygodnia już tego nie robię, bo się zrobiło drogo. Co nie znaczy, że nie będzie drożej… Domówiłem złota, jeszcze nie przyszło. Być może dobiorę więcej, znowu jest “na promocji” z niewyjaśnionych przyczyn. Według mnie to wynik obecnej paniki i skoro leci wszystko, to złoto również, ale jak kurz troszkę opadnie to wróci trend wzrostowy. Ale to TYLKO MOJA OPINIA, nie radzę na jej podstawie podejmować jakichkolwiek decyzji. Dużo się mówi o srebrze, które “powinno odpalić”, ale na razie tego nie widzę i nie zdecydowałem jeszcze, czy w to uwierzyć :). Jeśli się uda (dopóki nie będę miał papieru to nie zapeszam), w poniedziałek podpiszemy akt notarialny na kupno działki pod budowę domu. Ten temat wyszedł nam trochę przy okazji, ale nie ukrywam że będę się czuł w obecnej sytuacji dobrze z tym, że wydam trochę pieniędzy na rozpoczęcie projektu pod tytułem “własne gniadzko”. Co jeszcze… myślałem o kupnie krypto, akurat od wczoraj można handlować przez Revoluta… na szczęście dopiero od wczoraj, kiedy już widzę, że krypto nie jest dobrym aktywem na złe czasy 😉 i chyba na razie całkiem mi przeszło. Obligacje kupuję regularnie od kilku miesięcy i zamierzam dalej to robić, ale na spokojnie, do limitu 2×500+ (kupuję obligacje rodzinne). Kumuluję środki na kontach maklerskich mając nadzieję, że po oczyszczającym okresie czeka nas największa hossa w historii… ale kiedy będzie właściwy moment, żeby zacząć poważniej wchodzić na rynek, tego nie wiem i nie mam nadziei na wstrzelenie się w dołek. Na razie nadal aktywnie obstawiam spadki i do tej pory dobrze na tym wychodzę. Uważam, że większość inwestorów jeszcze nie zdaje sobie sprawy ze skali tego, co (być może) nas czeka i to jeszcze nie jest w cenach. Chociaż wolałbym się mylić i stracić trochę kasy niż potwierdzić swoje przewidywania. Niestety, na razie niemal wszystkie się sprawdzają, chociaż czasami mylę się z timingiem. Do tego giełdy są tak oderwane od fundamentów, że wszelkie próby przewidywania na podstawie jakiegoś konkretnego scenariusza i tak są wróżeniem z fusów. Ale osobiście myślę, że podłoga jest znacznie niżej niż to, co aktualnie widać. Ale mogę się bardzo mocno mylić.
      Odnośnie nieruchomości… nie mam jeszcze zdania. Turystyka poszła się tymczasowo gwizdać a z nią złote do tej pory biznesy pod tytułem “nieruchomości wynajmowane na doby”. Okazuje się, że tu znowu mieliśmy sporo szczęścia wchodząc w klasyczny długi najem, ale co będzie dalej z rynkiem… zależy od tego, jak się rozwinie sytuacja. Z jednej strony, kredyty powinny potanieć a co za tym teoretycznie ceny nieruchomości jeszcze wzrosną… ale to teoria, w którą nie za bardzo wierzę. Myślę, że może zdarzyć się sporo rzeczy, które zburzą ten prosty mechanizm i jednak przeceny dotkną również nieruchomości. Ale czy wtedy będzie warto w nie wchodzić, na jakim poziomie, z jakim planem… nie wiem, na razie jest za dużo niewiadomych.
      Generalnie mamy globalne problemy natury medycznej, które próbuje się rozwiązać pieniędzmi (olbrzymimi zresztą, biorącymi się z nikąd, ale co tam…) i mam wrażenie, że to po prostu nie zadziała. Dobra… nie filozofuję, nie roztaczam katastrofalnych wizji. Przygotowuję się na najgorsze i mam nadzieję na najlepsze. Nadal mocno wierzę, że jako ludzkość wyjdziemy z tego silniejsi. Pozdrawiam.

  12. Czekam na dalsze Twoje przemyślenia.Od stycznia śledzę cala akcje…bardzo podobne spostrzeżenia do Twoich miałam…może nieco bardziej katastroficznie

    • Hej. Nie wiem, czy powinienem kontynuować temat. Robi się coraz “ciekawiej” i chyba nie ma co niepotrzebnie napędzać strachu, bo to ostatnie, czego teraz potrzebujemy. Przez ostatnie tygodnie nadal się przygotowywaliśmy do tego, co ogłoszono dzisiaj, chociaż jeszcze kilka dni temu nie podejrzewałem, że aż do tego dojdzie na tak wczesnym etapie. Myślałem też, że to wszystko rozegra się dużo szybciej, nie uwzględniłem aż takiego “opóźnienia” w naszym kraju względem miejsc, gdzie od dawna już dużo się dzieje. Niestety, nie sądzę żebyśmy doczekali się jakiegoś cudu dzięki wprowadzonym środkom zapobiegawczym – raczej wszystko opóźnimy, rozciągniemy w czasie, co jest oczywiście właściwym działaniem, ale jak mleko już dawno się rozlało. Zachowajmy spokój, nie wychodźmy niepotrzebnie z domu… my jeszcze mamy jeden temat w poniedziałek, ale oprócz tego to już chyba rozpoczynamy dłuższy okres (strzelam: nawet 2 miesiące) w czasie którego będziemy się “kisili we własnym sosie”, unikając spotkań z innymi.

  13. No i gdzie są teraz ci wszyscy mądrzy od “co roku jest epidemia grypy i nikt nie robi sensacji”, albo “grypa jest dużo groźniejsza?”.

    Nie chodzi by siać panikę, żyć tylko oglądając całą dobę tvn24 i informację o koronawirusie. Statystyki są jedna takie, że tylko wczoraj w Europie zachorowały 9342 osoby, a zmarło 568. Zauważyć też trzeba, że statystyki te każdego dnia rosną skokowo i tak łatwo nie wyhamują.

    Wcześniejsze większe zakupy były po prostu przejawem rozsądku. Nie chodzi by nagle obkupić się w 50 kg ryżu i pół tony mięsa, ale żeby mieć w szafkach więcej niż zwykle, odnowić kończące się zapasy. Ja zrobiłem podobnie jak Wolny, dzięki czemu uniknąłem zakupów w tłumie, gdy koronawirus jest już w Polsce. Owszem, nadal będę od czasu do czasu odwiedzał sklepy, ale po prostu minimalizuję ryzyko.

    Osobiście tak mocno zachorowania się nie boję, bardziej zaniepokojony jestem odgórnymi ograniczeniami. Jestem właśnie w trakcie zakupu mieszkania na kredyt w innym mieście, Boję się, czy banki będą pracować normalnie i wydadzą decyzję, boję się czy przez ewentualne opóźnienia nie będę miał problemu z wpłaconym już zadatkiem. Sądy są zamknięte, kto mi dokona wpisu do księgi wieczystej? Do tego mieszkanie wymaga kapitalnego remontu, a jeszcze w sierpniu bierzemy ślub… No i nie mam samochodu, więc jestem zdany na transport publiczny, zaś każda podróż to teoretyczne ryzyko.

    Pozostaje liczyć, że jednak jak cała Europa się w końcu zamknie w domach, to wirus osłabnie. Może wiosna też w tym pomoże. A tymczasem idę do lasu, dobrze że chociaż przebywanie na łonie natury jest bezpieczne. No chyba, że nagle w Rezerwacie Strzyży znajdzie się pół miasta 😀

  14. Ja jestem ciekawa jakie są statystyki umieralności w kraju w lutym i marcu tego roku i ubiegłego… Czy są drastyczne różnice.? Nie wiem gdzie to szukać. Może ktoś podpowie?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj swoje imię