Firma z misją.

67
2691
wyświetleń

Końcówka roku to naturalny czas na wszelakie podsumowania. Dlatego dzisiaj poświęcę kilka akapitów odnośnie naszej Pracowni Dobrych Wnętrz i dobroczynności. Jak to się łączy i do czego zmierzam? Już wyjaśniam.

Po ciągnącym się w nieskończoność okresie, kiedy tylko deklarowaliśmy chęć pomocy innym (lub pomagaliśmy bardzo niewielkimi kwotami), i u nas przyszedł czas na działanie. Od pewnego czasu odkładamy regularnie kilka stówek każdego miesiąca, które dopisujemy do kategorii “dobroczynność” (dla zainteresowanych: nadal korzystamy z systemu funduszy celowych, opisanego tutaj). Do tej pory ta górka rosła i istniała tylko w naszym excelu z budżetem domowym, a w związku z tym, bidula nie potrafiła zdziałać nic dobrego. W konsekwencji i my nie do końca czuliśmy, że rzeczywiście komuś pomagamy.

Tak wygląda stan naszych funduszy celowych na koniec 2018 roku (a raczej wyglądał, przed wykonaniem przelewu, o którym piszę niżej). Po zaledwie 14 miesiącach uzbieraliśmy niemal 44 000 zł na różne cele, które realizujemy na bieżąco, lub z którymi czekamy na właściwy moment. Te pieniądze trzymamy na koncie oszczędnościowym, ale w obliczeniach zakładamy, że to wszystko jest już wydane. Dzięki temu, nawet duże, jednorazowe wydatki nie wpływają negatywnie na naszą wartość netto. Więcej o tym pisałem w tym wpisie.

Mimo to, miesiąc w miesiąc dorzucaliśmy do pieca wierząc, że nadejdzie dzień, w którym spożytkujemy te oszczędności w sensowny sposób. A jednocześnie taki, który nam samym da poczucie, że robimy coś dobrego dla innych; że dajemy, zamiast tylko brać. Przyznaję też, że jedną z naszych motywacji jest również nasze dobre samopoczucie jako darczyńców, wynikające ze świadomości czynienia dobra. Uważam, że to tak samo dobra motywacja jak każda inna – o ile zmobilizuje Cię do wyciągnięcia ręki do drugiego człowieka! Mamy już po 30-kilka lat i coraz bardziej przestawiamy się w tryb dawania i tworzenia, o czym ostatnio pisałem. Otrzymaliśmy już wystarczająco dużo, wykorzystaliśmy wiele okazji i odpowiednio przepracowaliśmy całą górę pozytywnych zbiegów wydarzeń – teraz jest czas na to, żeby wyciągnąć rękę do innych i stworzyć im warunki bardziej sprzyjające do rozwoju na różnych płaszczyznach.

Z pomaganiem innym jest jak z oszczędzaniem: najlepszy moment, żeby zacząć był dawno temu. Kolejny najlepszy moment jest właśnie teraz. Ponieważ konsumujemy relatywnie mało, to z jednej strony – nie pędzimy po więcej, a z drugiej – skoro nasz pociąg na razie gna bez zająknięcia, to czemu nie wykorzystać tego w nieco lepszy sposób, niż dotychczas? Przecież ani nie przejemy, ani nie zabierzemy do grobu efektów naszej pracy na tym świecie – czemu więc nie pomóc komuś, kto ma w życiu mniej szczęścia? Takie właśnie proste, racjonalizatorskie podejście poskutkowało tym, że właśnie wykonaliśmy pierwszy poważniejszy w naszym życiu przelew na konto programu Pajacyk.

Czemu akurat tam? Nie będę czarował, namawiał, zachwalał: nie robiłem wielkiego rozpoznania i nie prześwietlałem setek fundacji, które spełniłyby jakieś wysublimowane kryteria. Mi osobiście wystarczyło, że Michał wykonał kawał dobrej pracy i wybrał Pajacyka jako beneficjenta swoich ciężko zarobionych pieniędzy. Jego wywiad z Janiną Ochojską i Magdaleną Szymczak oraz wpisy odnośnie rozsądnego pomagania innym (klik i klik) – to wszystko przekonało mnie, że zaufałem programowi Pajacyk oraz działaniom Polskiej Akcji Humanitarnej. Mam jednocześnie świadomość, że jest mnóstwo innych, równie (a może i bardziej?) sensownych alternatyw (w zależności od kryteriów, którymi się kierujemy). Nie mówiąc o tym, że istnieją też tysiące rodzin, którym regularne wsparcie w wymiarze kilkuset złotych pozwoliłoby na wyjście na prostą – a przecież taka bezpośrednia pomoc, której efekty widzisz na własne oczy, cieszy najbardziej. Ale miałem świadomość, że z różnych przyczyn nie zmobilizuję się do takiego bezpośredniego działania (chociaż wcale go nie skreślam w przyszłości). Dlatego postanowiłem działać już teraz – tak, jak mogę i potrafię. Jestem dość dobry w zarabianiu pieniędzy, dlatego dzielenie się częścią z nich wydaje mi się najlepszym na tą chwilę sposobem na pomaganie drugiemu człowiekowi. Zwłaszcza, że mam świadomość, że inni mieli miej szczęścia w życiu i zwyczajnie, z najróżniejszych powodów, nie są w najlepszej sytuacji finansowej. A świadomość, że powyższy przelew to aż 1000 ciepłych posiłków, które mogą trafić do brzuchów piątki dzieci przez cały rok (200 posiłków na dziecko, czyli wystarczająco na cały rok szkolny), daje poczucie realnej pomocy potrzebującym.

Jakby tego było mało, te 5000 zł podarowane Pajacykowi przełoży się na 1600 zł zaoszczędzone przez nas na rozliczeniu z fiskusem za rok 2018! To jest naprawdę efekt “wow”: wykonałem przelew na 5000 zł, a realnie wydam 3400 zł! No dobrze, trzeba nadmienić, że te pieniądze były już opodatkowane, a do tego weszliśmy w drugi próg podatkowy, więc nie każdy osiągnie taki rezultat. Ale skoro jestem w tym gronie, to mam jeszcze większą motywację do pomocy!

Właśnie w ten sposób “poproszę” Urząd Skarbowy o odpuszczenie mi 32% z 5000 zł za rok 2018. 

Jak to wszystko ma się do naszej Pracowni Dobrych Wnętrz? Ta działalność ma na celu dalszą aktywizację zawodową Wolnej – a dokładniej, przejście z etatu na “swoje” i robienie tego, w czym moja lepsza połówka najbardziej się realizuje. To silna motywacja, ale absolutnie nie jedyna. Ponieważ finansowo wiedzie nam się lepiej niż dobrze – postanowiliśmy, żeby z każdego wykonanego projektu odprowadzać 10% na działalność dobroczynną. Z jednej strony – niedużo, z drugiej: mówimy o przychodzie, a więc kwotach przed opodatkowaniem, oZUSowaniem czy uwzględnieniem innych kosztów. Innymi słowy – nieważne, czy sami wyjdziemy na plus na koniec miesiąca; przelew na Pajacyka i tak pójdzie. Jestem pewien, że to da nam jeszcze większą motywację do działania i sprawi, że praca, którą wykonujemy będzie bardziej użyteczna. Nie tylko dla naszych klientów, ale również – dla dzieciaków, które dzięki nam i naszym klientom dostaną ciepły posiłek, na który w domu nie zawsze mogą liczyć. To takie sprzężenie zwrotne, które daje nam dodatkowy zastrzyk energii i mobilizuje do pracy: nawet jak się nie chce, nawet jak można odpuścić.

Na koniec – skoro już piszę o naszej działalności – krótkie podsumowanie 2 miesięcy prowadzenia naszej pracowni. W tym czasie zrealizowaliśmy 3 projekty o różnym stopniu skomplikowania, zarabiając na tym 1950 zł. Koszty były minimalne (działamy na podstawie działalności nierejestrowanej, co dodatkowo ogranicza bieżące obciążenia) i wiązały się głównie z wydrukowaniem wizytówek, ulotek czy zakupem domeny. Wydaliśmy w sumie około 150 zł, czyli – jakby na to nie patrzeć – jesteśmy na plus 🙂 Chociaż odprowadzenie podatku od tego przychodu jeszcze przed nami…

Efekty naszych działań na razie nie są spektakularne, ale działamy na spokojnie, metodycznie, w dodatku równolegle z pracą zawodową, którą oboje wykonujemy. Nasza praca jest twórcza i nie wymaga na razie niemal żadnych nakładów inwestycyjnych – to ważne, bo już od pierwszego dnia widzimy, że jesteśmy w stanie wyjść na swoje, nawet uwzględniając dodatkowe obciążenia, które za jakiś czas przyjdzie nam płacić.

Z ciekawostek: przełożenie bloga na wyniki naszej działalności jest niemal zerowe. Było kilka zapytań, był jeden mini-projekt (~ 10% udziału w dotychczasowych przychodach), ale ewidentnie widać, że klienci trafiają do nas z innych źródeł.

Zakończę wnioskiem oczywistym: warto pomagać. Na różne sposoby, w różnych sytuacjach, tak jak potrafisz i chcesz. Zachęcam do wyciągania ręki do innych, niezależnie od pobudek i motywacji. Ważne, że czynisz dobro. Które ma w zwyczaju powracać 🙂

PS Czemu akurat 5000 zł? Bo tyle nastukaliśmy do naszej wirtualnej skarbonki-dobroczynki 😉 Nie jestem w stanie przewidzieć, co będzie dalej, ale myślę, że to całkiem niezły początek, na którym będziemy budować dalej.

PS2 Jeśli ktoś odbierze ten wpis jako chwalenie się tym, jacy to jesteśmy niesamowicie wielkoduszni, to… zachęcam do ponownej lektury, tym razem ze zrozumieniem 😀

67 KOMENTARZE

  1. “przełożenie bloga na wyniki naszej działalności jest niemal zerowe”

    Ha! Wiedziałam 😛 Nie ten target. Podejrzewam, że większość twoich czytelników to zosie-samosie 😉

    • Spokojnie, to na razie 2 miesiące. Ale nawet, jeśli ten trend się utrzyma, to nie ma w tym nic złego. Pisałem ostatnio, ile dało mi blogowanie samo w sobie – bez tego pewnie w ogóle byśmy nie pomyśleli o czymś takim, jak własna działalność!

    • Zosie-samosie zrobią same. A jak ktoś będzie chciał zatrudnić architekta wnętrz, to zatrudni profesjonalistę, a nie amatorkę bez imienia i nazwiska.

      • Czy ty, chcąc się najeść, widzisz tylko 2 opcje: wyhodować samemu lub pójść do najlepszej restauracji w mieście? Jeśli już musisz coś pisać, chociaż chwilę to przemyśl. Chyba, że piszesz tylko po to, żeby obrazić – w takim wypadku nie pisz wcale.

        • Nikogo nie obrażam – na stronie nie ma nawet imienia i nazwiska pani Wolnej – najpierw tylko był telefon, teraz pojawił się adres. Przecież to jest niepoważne, na prawdę.

          • Ale czepiasz się dla samego czepiania, bo z komentarzy poniżej wynika, że usługi architekta wnętrz są jednak poza Twoim zasięgiem, więc na dobrą sprawę po co tracić czas na rozglądanie się po stronie z usługami Wolnej i doszukiwać się potknięć? Też nie mam kasy na tego typu luksusy, ba, mnie się wręcz marzą meble wprost ze śmietnika, i nawet nie zagłębiam się w usługi oferowane przez Wolną, bo, brzydko mówiąc, wisi mi temat dekoracji wnętrz 😉 Widziałam ich DIY, fajne, pomysłowe, wychodzi tanio, jeśli poświęci się na to czas i ma odpowiednie narzędzia. Doceniam inwencję i zaangażowanie, a jak chcą sobie ciągnąć stronę i biznes – ich sprawa. Niech błędy wytykają potencjalni klienci, których uwagi faktycznie mogą wnieść coś sensownego do działalności, a nie czepliwi komentujący.

          • Mam kilka koleżanek, które najpierw urządziły swój własny dom i stwierdziły, że to fajny pomysł na pracę zawodową i poległy, jak się zaczęły prawdziwe kłopoty z wykonawcami na budowie. Wykonawcy są bezwzględni i bezpardonowo oszukują ludzi bez wiedzy i doświadczenia. Koleżankom jednak zabrakło sześciu lat studiów na politechnice, kilkunastu lat praktyki w biurze projektowym i na budowie.

        • Z bólem serca przyznaję Katarzynie Rz. rację. Strona wygląda bardzo aktorsko, brak jakichkolwiek danych nie wzbudza zaufania.
          Ze swojej strony dodam, że strona nie sprzedaje. Nie ma tam prawie niczego, co mogłoby ludzi przekonać do waszych usług. Kiedyś, jak będę miał dużo wolnego czasu, to napiszę ci jakby to poprawić, bo na twoim blogu przeczytałem teksty, które bardziej zachęcają niż te na dedykowanej stronie.

          • Rozumiem, że miało być “amatorsko” a nie aktorsko 🙂 Hmmm, to jest raczej wizytówka, a dane na stronie są od jakiegoś czasu kompletne. Brakuje NIPu, ale w tym miesiącu zakładamy DG, więc też się pojawi.
            Zdaję sobie sprawę, że na blogu jest masa materiałów z lepszym przekazem niż tam. Ale to inny projekt, nie chcemy tam kopiować czy przekierowywać ze strony na bloga. Robimy to w drugą stronę i w tym miesiącu wykonujemy już kilka projektów pozyskanych właśnie z bloga. Chwilowo jesteśmy też na granicy obłożenia, więc nie zależy nam na jakiejś wielkiej liczbie zleceń i milionach z tego. Jemy małą łyżeczką, na spokojnie.
            Oczywiście, jeśli będziesz miał jakieś konkretne wskazówki, będę wdzięczny za nie. Jeśli nie masz zbyt dużo czasu, wystarczy skrótowo 😉
            Pozdrawiam!

  2. Super, że wspieracie PAH, tylko szkoda, że z braku realnej alternatywy. Ponieważ jesteście fanami DIY może byście rozważyli takie koncept. Macie spore doświadczenie jak tanio i ładnie zrobić wnętrza. Myślę, że jest sporo instytucji od domów samotnej matki po domy dziecka gdzie Wolna mogła by wykorzystać swoje umiejętności a ty Wolny swoje budowlane. Te 5000 zł to spokojnie kwota która daje jakieś możliwości. Już pomijam, że mogła by sobie to wrzucić w portfolio. Nie wiem jak wy ale ja odczuwam dużo większą satysfakcję z realnie tworzonych rzeczy gdzie efekt jest długofalowy. Dużo bardziej niż bezimienne 1000 posiłków szkolnych. Być może się mylę ale jako tata dwójki dzieci jedzących obiady w szkole jestem świadomy ile tych obiadów się marnuje. Czasem odnoszę wrażenie, że nawet jak dziecko jest głodne to i tak nie zje tego czego nie lubi.

    • Spokojnie, to początek, daj nam się zaklimatyzować w nowej roli przedsiębiorców/twórców/tych, co dają zamiast brać. Otrzaskamy się trochę z tematami i ruszymy na głębsze wody, ale na to potrzebujemy czasu. Metoda małych kroczków – tak zwykle działamy, tak jest i tym razem. A świadomość ufundowania 1000 posiłków jest naprawdę ciekawa. Odnośnie marnowania… owszem, to trzeba wkalkulować w ‘ryzyko’, chociaż z drugiej strony tak sobie myślę… chyba bardziej marnują się posiłki tych, którzy po szkole pójdą sobie na frytki i colę – a na to już trzeba mieć nieco gotówki 😉

    • Jeszcze tak myślę nad Twoim komentarzem i dochodzę do wniosku, że w zasadzie odniosłem się do niego we wpisie. To, co proponujesz to zaangażowanie własnego czasu i umiejętności w bezpośrednią pomoc. Koncepcja fajna, natomiast na dzień dzisiejszy wiemy, że byśmy się czegoś takiego nie podjęli. Sam nie wiem czemu… brak doświadczenia, nie wiadomo gdzie uderzyć, co z tego wyjdzie, jak to dostosować do codzienności. Dlatego zaczęliśmy właśnie w ten, a nie inny sposób. Myślę, że w przyszłości będziemy odważniejsi, ale – jak wspomniałem, na to potrzebujemy jeszcze trochę czasu.

      • Chyba nie do końca się zrozumieliśmy. Odebrałem twój wpis i takie podejście i decyzję wsparcia PAH bardziej wynikającą z chęci wyzerowania tego funduszu. A sam wybór PAH z braku rozeznania i realnej alternatywy w twoim odczuciu. Dla mnie spoko. Super, że wsparłeś.

        Moja propozycja wynikała z tego, że sam we wpisie wspomniałeś o większej satysfakcji z bezpośredniego (widocznego, namacalnego, mierzalnego) podejścia oraz świadomości, że jest ileś tam alternatyw których nie rozeznałeś. Sam stwierdziłeś, że takiego podejścia nie wykluczasz. Z mojej strony to był luźny pomysł, bez aluzji, podtekstów, presji, oczekiwań itd.

        Możesz być z siebie dumny. Michał jest, PAH jest, ja też. Jak się kiedyś spotkamy to masz u nie szpinakowe smoothy, a co!

    • Z tym marnowaniem obiadów to poniekąd prawda. Myślę jednak, że dziecko, które stale jest głodne i nie ma nadziei na posiłek w domu, zje nawet jeśli czegoś nie lubi. Tak zachowują się dzieci, które wiedzą, że jak nie zjedzą w szkole, to w domu dostaną to, co lubią.

  3. Kiedyś Marcin Gortat powiedział w jakimś wywiadzie, ze jak ktoś wdrapał się już na szczyt to jego obowiązkiem poniekąd jest spuścić windę innym, by tez mieli szanse.
    Dobrych Świąt!

    • Tak dużych słów w odniesieniu do siebie bym nie użył, ale coś na pewno w tym jest. Szkoda tylko, że tak niewielu ludzi “sukcesu” idzie tą ścieżką.

  4. Nie każdego stać na tego typu gesty żeby takimi sumami wspierać innych. Słowa uznania dla Was.

    We wpisie wspomniałeś o działalności nierejestrowej – czy mógłbyś przybliżyć jak to działa? Czy trzeba gdzieś to zgłaszać na początku? Czy można wystawiać faktury itp? Czy w ogóle nie płaci się ZUS? Bo podatek dochodowy to rozumiem że normalnie się płaci?

    • Poczytaj o tym. W skrócie: nie rejestrujesz nigdzie, dochodowy oczywiście rozliczasz, można wystawiać rachunki/faktury. Najważniejszy jest limit: 1050zł przychodu miesięcznie (w 2018). Jak chociaż raz przekroczysz, niemal automatycznie zakładasz zwykłą działalność. Dla nas to coś na sam start, podejrzewam że za miesiąc-dwa ruszymy normalnie.

      • Lekki szok że w Polsce udało się coś takiego prowadzić. Z tego co widzę to jest to genialne rozwiązanie dla osób które albo zaczają rozkręcać biznes albo mają na tyle małe przychody że nie przekraczają tych limitów np. ktoś kto sobie czymś dorabia po pracy czy emeryturze. Jednak coś się zmienia w tej Polsce.

  5. Cześć! Piszę w imieniu Polskiej Akcji Humanitarnej czyli organizacji, która od 1998 roku prowadzi program dożywiania dzieci Pajacyk. Wielkie dzieki za wasze wsparcie! Każda wpłata to realne wsparcie dla dzieci w potrzebie – finansujemy posiłki w szkolnych stołówkach, świetlicach środowiskowych i innych placówkach, które prowadzą dożywianie również w czasie wakacji. Wszystkiego pięknego i dziękujemy raz jeszcze!
    Dodatkowe uściski dla Michała Szafrańskiego, który ma super moc inspirowania innych. Brawo Michale!

  6. Witam. Długo nie czytałam, bo dużo się działo. Wracam – a tu taki pozytywny wpis! Gratuluję sukcesów i umiejętności dzielenia się z innymi. Pozdrawiam!

    • Hej, na razie nic nie planujemy. Obraliśmy kurs na Pajacyka i na tą chwilę wyzerowaliśmy skarbonkę na dobroczynność. Także nic większego na WOŚP raczej z naszej strony nie pójdzie. Ale zachęcamy czytelników do wspierania, a jakże 😉

  7. Ja się wyłamię i napiszę wprost: moim zdaniem dobroczynność w bardzo dużym stopniu jest nie tylko niepotrzebna, ale wręcz szkodliwa i demoralizująca. Podam trzy przykłady z mojego podwórka. Pracuję w Wielkiej Brytanii na dwie zmiany, więc chodzę do pracy rano i wieczorem. Otóż wieczorem zawsze mijam śpiącego w śpiworze bezdomnego. Obok na kawałku tektury napisane jest, że prosi o pomoc. Czasem widzę go jak siedzi i czyta książkę, a czasem błąka się po prostu bez celu. Mamy na rynku pracy dramatyczny niedobór pracowników, a on siedzi sobie jakby nigdy nic czekając na mannę z nieba. Dość obrzydliwe. Drugi przykład – mam znajomego, który jeździ na wózku i jest częściowo sparaliżowany. Wyemigrował tu jako dziecko, teraz jest pod 30-tkę. Zna doskonale język angielski, bo tu dorastał, a jednocześnie zna albański, bo stamtąd pochodzi i w tym języku mówi się w domu. Absolutnie doskonały materiał na tłumacza angielsko-albańskiego, ale nie robi NIC. Cały dzień ogląda filmy na YouTube albo Netflix. Utrzymuje się dzięki państwu i hojnym zasiłkom. Jakiekolwiek sugestie, że może by się zaktywizował zawodowo kwituje grymasem na twarzy. Trzeci przykład. Mam koleżankę, która jest samotną matką i wykonuje tzw. gówno-pracę na pół etatu. Ciężko jej związać koniec z końcem, więc pobiera zasiłki na swoje dwoje dzieci. Ostatnio zaszła w ciążę po raz trzeci, ale ojciec nie zamierza się z nią wiązać. Gdy dotarły do mnie jej ciążowe nowiny, przerażony zapytałem, co zamierza teraz zrobić. A ona na to: „Jak to co? Złożę podanie o wyższy zasiłek”. I to takim tonem, jakbym to ja był jakiś dziwny że w ogóle o takie oczywistości pytam. Żadnego wstydu, żadnego zażenowania. Gdy skończy mi się w domu mleko, pójdę do sklepu. Gdy skończy mi się zasiłek, wezmę większy.

    Myślę, że dla dobra dzieci powinno im się wpajać zasadę: „Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz”. Zabrać je na nocną wycieczkę edukacyjną na dworzec albo do kiepskiej dzielnicy. Pokazać narkomanów, pokazać alkoholików, pokazać dresiarstwo i całą tę patologię. Potem zabrać do opery, na uniwersytet, do dzielnicy willowej. Nauczyć, że jesteśmy kowalami własnego losu.

    • Masz niestety rację, najgorsze w bezczynności dorosłych jest dawanie złego i destrukcyjnego wręcz przykładu dzieciom, to jest strata niepowetowana i nie do naprawienia.
      Rozdawnictwo dla dorosłych na pewno NIE, ale co innego z dziećmi, sam jestem ojcem nawet można powiedzieć że samotnym stąd może moja nadwrażliwość na krzywdę dzieci. A akcja Pajacyk właśnie bez wdawania się powody funduje obiady głodnym dzieciom i to jest jej główny cel bez podtekstów. Jeżeli dzieci, które skorzystają z takich obiadów to na chwilę przestaną być głodne i doświadczą dobra i być może kiedyś również coś dobrego zrobią dla innych i to chodzi.

      • Zgadza się – dlatego napisałem, że dobroczynność jest szkodliwa w większości przypadków, ale nie w każdym. Rozumiem pomoc dzieciom które nie ponoszą winy za sytuację w której się znalazły, ale już na przykład pomocy powodzianom nie popieram. Jeśli ktoś buduje dom na nizinie, wiedząc że jest to teren potencjalnie narażony na zalanie, to odbudowywanie go demoralizuje. Uczy, że można podejmować głupie decyzje, a w razie czego ludzie i tak pomogą.

        • Mam wrażenie, że w Polsce kwestia ubezpieczenia domu na terenach zagrożonych tym lub innym nieszczęściem to zbytnia ekstrawagancja. Ludzie najpierw żałują na to kasy, bo po co, a co się może stać, mnie to nie spotkać, itp. itd. a potem w TV lament, bo dach mi zerwała wichura i co ja mam teraz biedny robić, dom zalało, ale ubezpieczenia nie wykupiłem, bo mi było szkoda pieniędzy na to.
          Myślę, że za dużo jest tutaj spychologii, oczekiwania i wołania pomoc od innych, a za mało dbania o swój interes, swoje dobro, swoją rodzinę i przede wszystkim robienia tego z własnych, a nie cudzych zasobów.

        • Połowa warszawiaków to idioci – łącznie ze mną:) – bo mieszkają na terenach zalewowych. Całe Powiśle, Wilanów, Saska Kępa, Kępa Potocka.

    • Zasiłki w bardzo bogatej Anglii nijak się mają do zasiłków w Polsce. Jestem osobą niepełnosprawną w stopniu umiarkowanym i cała pomoc od pańtwa to 50%-towa zniżka na komunikację miejską. Jak dochód w rodzinie przekracza 500 złotych na głowę, to nie dostaniesz ani złotówki. Zaś różni “kowale własnego szczęścia” okradali mnie zatrudniając na umowy śmieciowe, więc teraz nie mam nawet złotówki żadnej renty ani nawet ubezpieczenia zdrowotnego.

      • I bardzo słusznie. Nie wiem na czym polega twoja niepełnosprawność, ale sądząc po postach, nie dotyczy głowy (nie jesteś upośledziona). Istnieją tysiące zawodów, które opierają się na pracy głową i sprawność fizyczna nie ma przy ich wykonywaniu znaczenia. Dzięki temu, że w Polsce zasiłki są stosunkowo niskie, niepełnosprawni mają motywację by kombinować jak by tu zarobić więcej pieniędzy, zamiast kombinować jak by tu wyciągnąć wyższy zasiłek.

        • Jak byłbyś osobą niepełnosprawną, to zobaczyłbyś, czy do wykonywania pracy umysłowej nie jest potrzebna siła fizyczna. Jak ktoś jest zdrowy, to mało co rozumie. Może jeszcze zrozumiesz w swoim życiu.

          • Nie jest. Dlatego pracownicy biurowi mają problemy z kręgosłupem i otyłością – zero ruchu, jedynie przerzucanie dokumentów i gapienie się w monitor.

          • Kasia Rz – mam w rodzinie osobę po udarze, z niesprawną prawą ręką. Pracuje w ochronie obiektu biurowego. Przez udar ma naprawdę wiele ograniczeń. Niesprawna prawa ręka, ograniczony zakres ruchów prawej nogi, a jednak żyje i pracuje. Co prawda pracy szukała długo, ale obecnie pracuje za 2000 zł netto i ma się dobrze.
            Znam też faceta bez nóg, który zajmuje się składaniem elementów w kilku osobowej firmie. Ma 60 lat, nie dostał pracy po znajomości. Chodził i pytał. A dokładniej to jeździł na wózku i pytał. Znam też faceta, który nie ma lewej nogi, poza tym jest sprawny i z głową jak najbardziej ok, ale mam tak jak Ty – widzi tylko bariery, blokady, do sklepu sam nie pójdzie, bo nie ma nogi, gania w tym celu sąsiadów, a on tylko się nad sobą użala, bo jak to tak bez nogi samemu do sklepu. Rynek pracy nie jest kolorowy, ale myślę, że warto zapukać do naprawdę bardzo wielu drzwi zanim wyda się wyrok, że niepełnosprawność fizyczna to już nic, tylko do piachu w tej naszej biednej Polsce.

          • Ludzie zupełnie nie są zabezpieczeni przed nieszczęściami, w żadnej postaci ani państwowej (np. renta, zasiłek) ani prywatnej (ubezpieczenie, oszczędności własne). Bieda w Polsce straszna – być zmuszonym do pracy będąc po udarze albo nie mając nóg, bardzo to wszystko przykre.

  8. Pajacyk super, wiadomo, ale ja dalej utrzymuję, że im bardziej lokalna pomoc i im bardziej świadoma (bo 1000 jakichś obiadów dla kogoś gdzieś nie wiadomo gdzie w Polsce to dla mnie za duża niewiadoma), tym lepiej. Na pewno macie w okolicy wspomiane wyżej domy samotnej matki, domy spokojnej starości, hospicja, schroniska dla zwierząt itp. To byłaby dla mnie lepsza opcja, ale wiadomo – dla mnie. Lubię odpowiadać na realne potrzeby wybranej przeze mnie osoby/grupy osób. I lubię widzieć efekt. Wtedy mam pewność, że to miało sens i nie muszę zastanawiać się, czy aby na pewno moje pieniądze trafiły na psa czy może raczej na reklamę adopcji. Taka niepewność trochę blokuje mnie w kwestii pomocy, dlatego właśnie celuje w pomoc sąsiadom i najbliższemu otoczeniu typu hospicjum niedaleko mojego domu

    • W planach na pierwsze dni 2019 mam zakup swetrów dla okolicznej noclegowni dla bezdomnych, do której często trafiają osoby z interwencji i te ubrania są bardzo potrzebne. Nie będzie to jakaś szałowa kwota, bo 300-400 zł na swetrowe łupy z SH + pranie po zakupach, ale mogę sobie na to pozwolić w tym momencie mojego życia i oszczędzania. Gdyby ktoś miał w najbliższych zimowych tygodniach czas to polecam wyszukać najbliższą noclegownie, kupić swetry w sh po kilka zł, te ciepłe, wełniane a nie ładne z poliestru/akrylu i podrzucić właśnie tak. Przyda się naprawdę wielu.

        • W moim przypadku bardzo nowa. Od kiedy zmieniłam miejsce pracy i dzień w dzień mijam naście bezdomnych osób i widzę, że zwyczajnie przybywa tych śpiących na dworcu a nawet na chodnikach, to jakoś tak bardziej zwracam na to zjawisko uwagę. Niby nam się lepiej żyje, bezrobocie ponoć maleje, a coraz więcej jest takich osób, które lądują na dworcu lub w innych poczekalniach i całe zainteresowanie ich osobami polega na tym, że straż miejska zgarnia ich co rano w inne miejsce. Niezwykle przykre jest też to, że wszyscy ludzie mijają ich tak po prostu – jak stały element dekoracji, bez większego zainteresowania. Gdzieś tak z tyłu głowy kłębi mi się myśl, że chciałabym pomagać w jakiejś noclegowni albo jadłodajni, ale niestety nie znam nikogo, kto miałby coś wspólnego z takimi miejscami i mógłby mi sensownie i szczerze przedstawić ich sytuację od wewnątrz.

  9. Wolny mam takie nietypowe pytanie. Czy chodzisz do fryzjera czy w domu strzyżesz sie maszynką? Może powstałby taki post co można zrobić samemu w domu zamiast zlecać komuś. Takie w duchu diy ale bardziej patrząc na ludzkie potrzeby bo ceny wszystkiego rosną a w skali roku nazbierałoby się tego…

    • Nie wierzę, że tak się wstrzeliłeś… jakaś totalna inwigilacja czy co? Od jakichś 20 lat strzygę się sam… ale ostatnio coraz bardziej wkurza mnie ta sama fryzura przez całe życie i dzisiaj był ten dzień, kiedy o pójść do fryzjera! Trochę ze stresem (bo po 20 latach…), ale się przełamałem i podreptałem do najbliższego, osiedlowego fryzjera, gdzie usłyszałem, że… terminy owszem, są, ale po nowym roku 🤣 zdziwiło mnie to, bo pakietem że strzyżenie mnie to zawsze było 15 minut. Bo ale czasy się zmieniły i człowiek taki nieogaenięty jak z lasu wyjdzie 😋
      Dlatego właśnie oglądamy na jutubie filmiki typu ‘diy haircut’ i będziemy jechali z kokosem 😎 trzymaj kciuki!

      • Ja mogę się pochwalić, że od około półtora roku podcinam włosy w domu. Koszt? Jednorazowy zakup nożyczek w rossmannie. Co prawda każdy ‘ekspert’ mówi mi, że nożyczki muszą być ostre i na pewno szybko się stępią, ale nie wierzę, że używając ich 3-4 razy do roku grozi im stępienie się od takiego ‘wysiłku’ 😉

        Pewnie dalej chodziłabym do fryzjerów, ale od kiedy moje włosy z długich przeszły w kategorię bardzo długich to notorycznie spotykam się z fryzjerami, którzy obetną mi dużo za dużo, bo zniszczone albo dwa centymetry to dla nich dziesięć lub co gorsza dwadzieścia…. Ponadto fascynuje mnie fakt, że ogrom fryzjerów tnie włosy w taki ultra prymitywny sposób ciach ciach 3 minuty 10 cm mniej i wołają 30-50 zł albo jeszcze więcej, bo długie włosy, a efekt finalny jest bardzo słaby. Irytujący jest także fakt, że w wielu salonach dominuje trend – im dłuższe włosy tym droższe cięcie, a przecież to nie ma znaczenia czy tnę 3 cm z włosów do ramion czy 3 cm z włosów za tyłek. Płacę więcej, bo fryzjer musi się bardziej odsunąć czy co??
        Moja oszczędność tylko z tego roku to 200-250 zł za samego fryzjera. Zazwyczaj płaciłam 50 zł za obcięcie kilku cm włosów i jakieś takie nadanie im formy. Chodziłam do tańszych, ale tam każdy chciał mi włosy ściąć do ramion, bo takie za tyłek to na pewno muszą mi życie utrudniać (WTF??????).
        Myślę, że przekraczając pewną długość włosów, kobitki mogą same podcinać sobie włosy, jeśli są one ok i nie wymagają jakichś cięć na objętość czy innych urozmaiceń. To bardzo dobrze wpływa na zapuszczanie włosów, bo podcięcie kilku milimetrów włosów zajmuje mi kilka chwil, są odświeżone, ja bogatsza i bardziej zadowolona. Trzeba tylko się przemóc, bo fryzjerzy jak lekarze – ich usługi pozostawiają wiele do życzenia.

        • To ja się tylko pochwalę, że w międzyczasie się obciąłem (tym razem z pomocą Wolnej) i wyszło naprawdę dobrze 😄 czuję się zdecydowanie lepiej niż wcześniej, wygląd też na plus, a przede wszystkim: jakaś zmiana po 20 latach (niewielka, ale zawsze). Czyli tak właśnie miało być z tym dzisiejszym terminem! Cieszę się, że nie mieli dla mnie czasu, mogę dalej oszczędzać parę stów rocznie 😎

          • I bardzo dobrze 😉 Wydaje mi się, że w przypadku, gdy szukamy oszczędności na już, dobrze jest przez pewien czas sprawdzić domowe odpowiedniki płatnych zabiegów i innych czynności wymagających nakładów finansowych. Sporo pieniędzy zostanie nam w kieszeni, a może nawet sami zrobimy coś dla siebie lepiej 😉 Kolega dwa razy w miesiącu goli się na zero w domu. U fryzjera płaciłby jakieś 10-15 zł za każdą wizytę, czyli rocznie około 240-360 zł. A to tylko dyszka z groszem za jedno obcięcie…

        • Jakieś inne pomysły poza rezygnacją ze strzyżenia? Bo to że należy jeść w domu a nie na mieście to raczej oczywiste. Zastanawiam się nad innymi rzeczami które zlecamy innym osobom, podczas gdy moglibyśmy zrobić je sami w wolnej chwili i z pomocą Youtube’a.

          • Karmienie kotów i psów metodą BARF zamiast standardowych karm suchych i mokrych 😉 ten sposób zakłada m.in. to, że właściciele przygotowują jedzenie dla zwierząt. To taka dość nowatorska metoda żywienia, ale pozwala zaoszczędzić ogromne ilości pieniędzy, wymaga jednak przestawienia kota ze sklepowych karm suchych/mokrych własnie na własnoręcznie robione barfne mieszanki. Wymaga to niestety sporo czasu.

          • Hmmm, za długo by wymieniać 😉 remonty wszelakie, naprawy sprzętów/obuwia/ubrań, szycie, wymiana opon, serwisowanie rowery … i tak można wymieniać dalej. Generalnie, tak jak kupując cokolwiek myślę, czy jest sens rozejrzeć się za używką, tak samo zlecając coś, myślę najpierw, czy mogę+chcę to zrobić sam i czy to się kalkuluje (np. czy mam sprzęt). Niezwykle opłacalne i budujące własne poczucie wartości podejście.

          • Robótki na drutach – bardzo opłacalne – można kupić włóczkę z 100% wełny i mieć ciepłe, przepuszczające powietrze, lekkie i bardzo wytrzymałe ubrania. Szczególnie opłacalne wszystkie małe rzeczy jak czapki, szaliki, chustki. Jak ktoś bardzo zmarzluch, to nawet można zrobić spodnie.

  10. Wolny, robicie dużo dobrego i nie słuchaj “głupich” komentarzy, chociaż niektóre przedstawiają konkrety 🙂
    Fakt, że wpłata na tą organizację wydaje się pójściem na łatwiznę ale nie o to chodzi, oni tą kwotę dobrze wykorzystają a wy pomagacie 🙂
    Ja nie mam takiego celowego konta ale włączam się w aukcje charytatywne czy zbiórki na “siepomaga” najczęściej w jakieś zbióki lokalne.
    W tym roku postanowiłam się włączyć w Szlachetną Paczkę, pierwszy raz i nie dokońca wyszło tak jak chciałam ( w przyszłym roku będzie lepiej) ale właśnie, w takie akcje aby się włączyć często opróćz pieniędzy trzeba mieć też czas więć jeżeli ktoś ma więcej pieniędzy niż czasu to lepiej aby po prostu przelał pieniądze na odpowiednią organizację i oni się zajmą odpowiendim ich wydatkowaniem 🙂

    • Dzięki za komentarz. My daliśmy sobie spokój z siepomaga – między innymi dlatego, że wybieranie celów powodowało u nas oznaki depresji 😣 tyle tragedii naokoło, tyle chorych dzieciaków 😭

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj swoje imię