Remont kawalerki za 13.000 zł. Niemożliwe? A jednak!

251
7951
wyświetleń


Kochani – kilka minut temu podsumowałem od strony finansowej remont kawalerki, którą kupiliśmy w kwietniu tego roku w celach bliżej niesprecyzowanych 🙂 A dokładniej: chwilowo jako lokatę kapitału oraz „noclegownię” dla mnie (to w związku z częściowo zdalną pracą, którą niedawno rozpocząłem), a w perspektywie kilku miesięcy – jako lokum na wynajem, które ma generować bardzo konkretne, regularne zyski. Ale do rzeczy, bo wynik wspomnianego podsumowania każe mi czym prędzej podzielić się z Wami niewiarygodną nowiną: remont świeżo zakupionej kawalerki pochłonął jedynie 12.528 zł!!!

W tym wpisie starałem się obliczyć, ile „powinien” kosztować remont od stanu deweloperskiego do finalnego, kiedy spokojnie możemy przykładowo wystawić ogłoszenie o wynajmie gotowego do zamieszkania mieszkania. Wyliczone wtedy 30.400 zł dla kawalerki, i to bez kosztów robocizny brzmiało bardzo rozsądnie – potwierdzić to mogą komentarze, w których brak jakichkolwiek zarzutów o przestrzelenie wyliczeń. Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie chciał tego wyniku nieco zoptymalizować 🙂 Dlatego wspólnie z żoną postanowiliśmy, że urządzimy mieszkanie w sposób atrakcyjny, mogący się podobać potencjalnemu najemcy, ale jednocześnie tak, żeby nie uszczuplić zbytnio stanu naszych kont. Niemożliwe? Oceń sam: wynikiem tej mieszanki jest to, co możecie zobaczyć na dołączonych do wpisu zdjęciach wykonanych na różnych etapach remontu. Twoja ocena będzie oczywiście subiektywna i nie spodziewam się samych komplementów – zamiast tego chciałbym potraktować ten projekt jako przykład na to, jak można optymalnie (przede wszystkim od strony kosztów) urządzić mieszkanie. Postaram się podsumować koszt wyposażenia poszczególnych pomieszczeń i podpowiedzieć, gdzie oszczędziliśmy najwięcej, a kiedy nie oglądaliśmy się na koszty, żeby zachować pewien standard.

kawalerka_salon3

Rozdźwięk pomiędzy 30.400 zł a faktycznie wydanymi 12.528 zł jest olbrzymi i poraża szczególnie wobec faktu, że niejeden inwestor wydał na samą robociznę znacznie więcej, niż nas kosztowała całość. Jak to możliwe? Sam jestem ciekawy – zatem przejdźmy się po kolejnych pomieszczeniach (spokojnie – to tylko kawalerka – nie będzie tego dużo :)):

1. kuchnia (a dokładniej: aneks)

kawalerka_kuchnia

8.000 zł (bez robocizny) przyjęte tutaj było i tak dość ostrożną kalkulacją. Za same meble kuchenne w naszym mieszkaniu w Gdańsku wydaliśmy 6 lat temu 7.500 zł… do tego doszły sprzęty dobrej klasy, sufit podwieszany, kafle na podłogę i 15.000 zł pękło jak nic. Wtedy jednak nie rozumieliśmy pojęcia „optymalizacja„, a oszczędzanie to był raczej sport dla dziwaków – teraz mogę się pocieszać jedynie tym, że po 6 latach kuchnia nadal jest w stanie niemal idealnym i przez co najmniej drugie tyle nie powinna wymagać nakładów finansowych. Ale wróćmy do przedmiotu wpisu: jak to możliwe, że aneks kuchenny w naszej kawalerce kosztował całościowo 3.971 zł ?  No cóż – postępowaliśmy zgodnie z kilkoma prostymi zasadami:

kawalerka_kuchania4

podłoga z paneli. Na modzie się nie znam, ale podobno to rozwiązanie jest na czasie – zwłaszcza w dobie wszędobylskich aneksów kuchennych, które mają chyba tyle samo zwolenników, co przeciwników. Od kiedy jednak zadomowiły się one na stałe w polskich domach, pociągnięcie paneli z salonu nieco dalej – również na aneks kuchenny – stało się niezwykle praktycznym rozwiązaniem, do którego żona nie musiała mnie długo przekonywać. Kafle to nie tylko koszt materiałów (płytki, klej, fugi, coś na granicę z panelami), ale przede wszystkim robocizna (lub w moim przypadku: własny czas), która pochłania znacznie więcej funduszy niż położenie kilku metrów kwadratowych paneli więcej. Efekt wizualny jest przynajmniej zadowalający, a koszt w naszym przypadku wyniósł jedynie 220 zł (5 m2 x 40 zł/m2 paneli + folia + podkład) i około godziny na położenie całości (fachowiec weźmie za to dodatkowe ~ 50zł). Dla kafli kosztujących również 40 zł/m2 cena byłaby wyższa o co najmniej kilkadziesiąt złotych, a ich położenie kosztowałoby przynajmniej 300-400 zł (lub jak kto woli: 6h mojego czasu). Mając w kieszeni pierwsze kilka stówek, idziemy dalej…

kawalerka_kuchnia1

meble. To źródło największych oszczędności w kuchni. Do tej pory pamiętam nasze bieganie po salonach kuchennych kilka lat temu. Wyceny materializacji naszych wyobrażeń oscylowały od 9.000 zł do 15.000 zł za same meble, z którymi absolutnie nie zaszaleliśmy. W końcu zdecydowaliśmy się na mini-geoarbitraż i za „jedyne” 7.500 zł ekipa z miasta oddalonego o ponad 100 km przywiozła i zamontowała to, co chcieliśmy. „Taniocha” – mówiliśmy porównując to z lokalnymi cenami… teraz się z tego śmieję, bo mam dowód na to, że za niecałe 2.000 zł też można mieć pełnowartościowe, ładnie wyglądające i funkcjonalne meble kuchenne. A to za sprawą dużych marketów budowlanych (alternatywą jest IKEA), których prowizja jest nieporównywalnie mniejsza niż gdzie indziej, a koszty robocizny zerowe, bo wszystko działa na zasadzie „zrób se pan sam”. Jak doskonale wiecie, patrzę łaskawym okiem na wszelkie inicjatywy typu DIY, więc niewiele się zastanawiając dobraliśmy szafki i zmontowaliśmy je samodzielnie. Powiecie, że wyszło dość… „oszczędnie” – zgadza się, nie inwestowaliśmy w szafki górne (w kolejce do zamontowania czekają zwykłe półki), ponieważ to inwestycja a nie „nasze” gniazdko, ale i one nie podrożyłyby mocno całości. W sumie zapłaciliśmy 1.607 zł wliczając w to blat kuchenny. Jak na dłoni widać, że meble kuchenne to pole do olbrzymich oszczędności, a salony z kuchniami oficjalnie uważam za jednych z największych krwiopijców na tej planecie. Tym razem na całkowicie samodzielny projekt się nie zdecydowałem, ale może ktoś z Was może się pochwalić własnoręcznie wykonanymi meblami kuchennymi?

blat_1Kupno blatu to dopiero początek zabawy!

blat_2

sprzęty. W tej materii też można nieźle „popłynąć”. Porównując 2.300 zł za lodówkę 6 lat temu z 400 zł teraz (2-letnia z zaufanego źródła) widać skalę potencjalnych oszczędności. Płyta grzejna: wcześniej 1.500 zł, teraz 470 zł nówka (IKEA), piekarnik: wcześniej 1.000 zł, teraz ~500 (jeszcze nie kupiony). O jakości i trwałości tańszych sprzętów wypowiem się za jakiś czas, a na razie podpowiem tylko, że można oszczędzić kilka tysięcy złotych – przynajmniej w krótkiej perspektywie. Czy w dłuższej wyjdzie podobnie – niekoniecznie, bo jestem raczej za kupowaniem jakości, ale czas pokaże jak to wyjdzie w praktyce. W mieszkaniu na wynajem nie inwestowałbym w zbyt drogie rozwiązania – to się po prostu nie kalkuluje.

oświetlenie. Zwykła lampa zamiast drogich jeśli chodzi o robociznę sufitów podwieszanych – krótko i na temat.

SUMA OSZCZĘDNOŚCI: 4.029 zł względem wcześniejszych obliczeń, a dobre kilkanaście tysięcy biorąc pod uwagę nasze wcześniejsze doświadczenia – swoje i znajomych.

2. łazienka

kawalerka_lazienka

To wiecznie mokre miejsce wymaga „okafelkowania” od podłogi do sufitu – niczym bunkier musi opierać się wszelkim zniszczeniom i zalaniom. Ten „stary” punkt widzenia odłożyliśmy do lamusa – żyjemy w cywilizowanym kraju, już bardzo tanie pakiety ubezpieczeń mieszkania chronią nas od wielu zdarzeń, a kulturalny człowiek naprawdę nie zostawia po kąpieli kałuży wody, która będzie godzinami penetrowała fugę. Dlatego też po raz kolejny postawiliśmy na proste rozwiązanie i:

kawalerka_lazienka1

kafle znalazły się tylko tam, gdzie trzeba, a więc w tak zwanych strefach mokrych. Mniej więcej połowa powierzchni ścian jest pociągnięta farbą do kuchni i łazienek, co zaoszczędziło nam sporo kosztów w postaci kafli, kleju i fugi, a przede wszystkim: robocizny. Mimo, że podjąłem się (na początku z ojcem, który nauczył mnie podstaw) kafelkowania, pomysł zminimalizowania powierzchni wyłożonych kaflami wybitnie mi się podobał. Idea DIY jest piękna, ale robiąc wszystko kilkukrotnie wolniej niż profesjonalista, nie chciałem utknąć z tym zadaniem na wieki. Podsumowując, wprowadzenie farby tam, gdzie można ograniczyło koszty materiałów o kilkaset złotych, a robocizny o kolejne kilka stówek. Jednocześnie, na samych materiałach nie oszczędzaliśmy: kafle po 50-80 zł/m2 i klej, którego worek kosztuje prawie 70 zł sprawiły, że łazienka wygląda dobrze i jest spora szansa, że przetrwa trochę lat mimo wybitnie „niełazienkowej” technologii, która została użyta (płyta G-K + OSB na podłodze).

kawalerka_lazienka2

instalacje. I tutaj można zaoszczędzić dobre kilkaset złotych. To naturalne, że może nam nie pasować układ zastany w kupionym mieszkaniu, ale pamiętajmy, że jego zmiana to już raczej wizyty specjalistów i sporo kucia w ścianach. Mimo, że sami nieco inaczej rozplanowalibyśmy rozmieszczenie poszczególnych sprzętów, wygrał rozsądek i postanowiliśmy się dostosować do rozwiązania, które otrzymaliśmy. Idealnie nie jest, ale czy warto z tego powodu robić rewolucję? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam Tobie – podejmując ją, miej na względzie, że ujrzeć zmiany oczami wyobraźni jest łatwo – wykonanie jest niestety bardziej skomplikowane.

kawalerka_lazienka_6Uwierz mi – takie zmiany w instalacjach to pikuś, i to taki malutki 🙂

– sprzęty w łazience to również kompromis. Prysznic, który ma podnosić walory tego pomieszczenia kosztował nas całe 1.500 zł – wersję budżetową spokojnie moglibyśmy mieć za połowę tego. Ubikacja to jedyny w dzisiejszych czasach akceptowalny wybór – skoro ma być sensowny standard, to wybór padł na stelaż podtynkowy. Umywalka z szafką z IKEA – kosztowała grosze, ale z powodu wymiarów nie mieliśmy większego pola manewru.

kawalerka_kafle

– sufit podwieszany w łazience to niemal standard w nowym budownictwie – może ktoś bardziej obeznany oświeci mnie, dlaczego tak jest? Kilka lat temu zastosowaliśmy to rozwiązanie i wiemy, że koszt materiałów i robocizny to kilka stówek. A to jeszcze nie uwzględnia oświetlenia, które jest praktycznie jedynym kosztem przy klasycznym podejściu, na które sami się zdecydowaliśmy.

kawalerka_lazienka5A początki były takie…

3. przedpokój

kawalerka_przedpokoj

Czyli zero filozofii. To „mini-pseudopomieszczenie” nie zasługiwało na wiele więcej niż tanie kafle i farbę na ścianie (uwzględniona w kosztach salonu).

kawalerka_3Przedpokój? A jest tam… no… w głębi, tyle że rower trochę zasłania 🙂

– Duża szafa w rogu (nie ma jej na zdjęciu powyżej) to tania wersja „zabudowy”, na którą decyduje się wielu, a która kosztowałaby co najmniej 2-krotnie więcej. W tym pomieszczeniu wielkiego pola manewru nie widzę, więc po prostu apeluję o rozsądek i przemyślenie sprawy szaf: czy rzeczywiście rozwiązanie szyte na miarę warte jest tych pieniędzy?

4. salon

kawalerka_salon

Prostota po raz kolejny. Panele na podłodze, farba na ścianach, lampa, sofa i kilka mebli. Niemal wszystko z IKEA – trzeba im przyznać, że ich produkty wyglądają dobrze, a ceny nie zniechęcają. Kanapa z wyprzedaży, stała tydzień jako ekspozycja w salonie, co zniwelowało jej cenę do wręcz śmiesznej kwoty ~1.300 zł. Całość kosztowała 3.044 zł i była niemal o połowę tańsza od planów.

salon_1

Na koniec rada ogólna, która w naszym przypadku pozwoliła na oszczędność ponad 1.000 zł: korzystaj ze sklepów internetowych! A przynajmniej: porównuj ceny, zanim zdecydujesz się na kupno. Wiele produktów lepiej kupić na miejscu, ale jest sporo wyjątków, które pozwalają na dużą oszczędność. Przykłady? Stelaż podtynkowy z miską ustępową – ponad 150 zł taniej niż w markecie. Panele podłogowe: 40 zł/m2 zamiast „marketowych” 67 zł/m2 – podobną różnicę osiągnęliśmy na części kafli łazienkowych. Zauważ, że wymienione produkty są z rodzaju tych delikatnych (a jednocześnie ciężkich!), a więc teoretycznie raczej nie powinno się ich kupować na odległość, bez obejrzenia i sprawdzenia. Kilkadziesiąt procent różnicy w cenie sprawia jednak, że ponoszę to minimalne ryzyko i to już drugi remont, w którym ten system sprawdził się doskonale. Złota reguła przy zamawianiu na odległość brzmi: planuj i zamawiaj z wyprzedzeniem. Tutaj bowiem nie dostaniesz towaru tego samego dnia, więc po raz kolejny zyskują Ci, którzy wybiegają myślami nieco do przodu. Przy okazji mała podpowiedź: część sklepów realizuje darmową dostawę przy większych zamówieniach (np. powyżej 1.000 zł, co łatwo osiągnąć zamawiając panele czy kafle), dzięki czemu nie musisz płacić za kuriera.

salon_2

Skoro już wiesz, jakim cudem wydałem na remont mieszkania ułamek tego, co wydać „powinienem”, czas na podliczenie tego, co równie ważne: czasu, który włożyłem w ten remont. Niemal wszystko wykonałem samodzielnie – jedyna fucha wykonana przez ekipę pracującą w pobliżu to położenie gładzi za 305 zł razem z materiałem – gdyby nie pracowali obok, nawet by nie spojrzeli na tak „intratne” zlecenie. Poza tym skorzystałem z pomocy rodziny i gdybym miał szacować, to najbliżsi poświęcili mi około 30 godzin pracy. Czas mój i żony ciężko policzyć, ale mimo wszystko spróbuję. Moja druga połówka, odpowiedzialna za aspekt aranżacyjno-wizjonerski 🙂 spędziła co najmniej 50 godzin planując, szukając, wybierając i pomagając w zakupach. Ja natomiast… daj mi kilka minut – niech policzę (chociaż trochę się tego boję)… już mam: coś około 230 godzin, z czego 200 na faktyczny remont (reszta to również planowanie, zakupy itp). Czyli nieco więcej niż miesiąc naprawdę wytężonej pracy na pełnym etacie, wszystko rozłożone na cały maj i czerwiec. Wychodzi na to, że w tych miesiącach pracowałem na ponad 1,5 etatu, i to nieźle płatnego, bo zgodnie z wyliczeniami z tego wpisu, zaoszczędziłem co najmniej 6.000 zł na samej robociźnie. 6.000 zł „zarobione” w 200 godzin oznacza, że pracowałem za stawkę netto 30 zł/h. Nieźle – zwłaszcza w kontekście tych wyliczeń, do których koniecznie wróć, jeśli jeszcze nie wiesz, ile warta jest godzina Twojej pracy! Ale nawet biorąc to pod uwagę, mam dość mieszane uczucia. W końcu przez dwa miesiące widywałem moją rodzinę rzadziej i dopiero teraz odpoczywam od tego wszystkiego – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Ale z drugiej strony mam poczucie zrobienia kolejnego kroku w stronę niezależności finansowej, przy tym nauczyłem się bardzo dużo i jestem pewien, że trud włożony w ten projekt nie pójdzie na marne. Ta kawalerka jest niejako zwieńczeniem naszego pobytu w Bydgoszczy i czymś, bez czego czułbym się teraz trochę jak uciekinier. Podsumowałbym to tak: cholernie ciężka praca (podziwiam tych, którzy zajmują się remontami na co dzień!) i gotów byłbym podjąć się takich projektów raz – góra dwa razy w roku. Kto wie – może właśnie kilka takich niewielkich, stosunkowo niedrogich mieszkań zapewni mi regularny dopływ środków finansowych i upragnioną niezależność finansową?

kawalerka_salon2

Wracając do czasu poświęconego na remont: delegując go na ekipę nie uciekniesz przed masą decyzji, odpowiedzialności i zaangażowania. Nadal to będzie na Twojej głowie i pochłonie Cię to na dłuższy czas: przecież plan aranżacji sam się nie zrobi, materiały się nie kupią, a setki wyborów same się nie podejmą 🙂 No chyba, że zdecydujesz się na dekoratora wnętrz, który znacznie ułatwi Ci sprawę… albo i nie. Znam 2 przypadki korzystania z usług takich jegomościów i na tej podstawie stwierdzam, że ten zawód bardzo przypomina doradcę finansowego, z jakim pewnie kiedyś miałeś (nie)przyjemność rozmawiać. Jeśli nie trafisz na kogoś absolutnie zaufanego i godnego polecenia, to istnieje spore prawdopodobieństwo (na podstawie 2 znanych mi przypadków wynoszące 100% :)), że „wyskoczysz” z co najmniej 5-7 tysięcy złotych, będziesz czekał 2-3 miesiące na projekt, który okaże się tak kosztowny, że w końcu zdecydujesz się  tylko na część pomysłów (na które prawdopodobnie sam również byś wpadł) i własnoręcznie wszystko wybierzesz. O takich wpadkach można by pisać książki! Aha – chyba nie muszę mówić, że wydanych pieniędzy za tą unikalną usługę nikt Ci nie zwróci?

We wpisie dotyczącym samodzielnych remontów zastanawialiśmy się na tym, czy idea DIY aby na pewno ma sens ze względu na wydłużenie czasu remontu. Zwykle przecież w czasie tych kilku miesięcy jesteśmy zmuszeni utrzymywać dwa mieszkania – a jeśli jedno z nich jest wynajęte, to każdy miesiąc zwłoki w przeprowadzce oznacza dodatkowe, niemałe koszty, które być może lepiej byłoby przeznaczyć na ekipę remontową, szybko i sprawnie realizującą to, z czym my męczylibyśmy się tygodniami. Dzisiaj mogę powiedzieć: jeśli jesteś gotów nieco się poświęcić, samodzielny remont nie musi się przekładać na duże opóźnienia! Przecież remont trwający 2 miesiące to nic nadzwyczajnego – znam przypadki, kiedy oczekiwanie na projekt aranżacji mieszkania trwało dłużej! Nie mówiąc o tym, że sam kilka lat temu przeprowadziłem się do mieszkania, gdzie remont trwał w najlepsze, a na podłogach próżno było szukać czegoś poza betonem i kurzem 🙂 Dodatkowo, ekipy remontowe trzeba znaleźć, wpasować się w ich terminy, zgrać je czasowo z kolejnymi etapami remontu i dostępnością materiałów… słowem – to niełatwe zadanie organizacyjne, z którym znacznie łatwiej poradzić sobie, kiedy sami jesteśmy jedynym zarządzalnym zasobem w projekcie 🙂

Zdecydowałem, że będę maksymalnie transparentny jeśli chodzi o ten projekt – dlatego za jakiś czas ujawnię, jaką stopę zwrotu osiągnąłem z tej inwestycji, a już teraz podzielę się całościowymi kosztami, które pochłonęła inwestycja w kawalerkę o powierzchni ~24m2. Mieszkanie w stanie deweloperskim (o ile można tak powiedzieć o kompletne odnowionym budynku, łącznie z instalacjami, elewacją itp) kupiliśmy za oszałamiające 86.000 zł (to mniej więcej 3.500 zł/m2). Po opłatach notarialnych i PCC dobiliśmy do 90.000 zł. Remont, który pochłonął 12.528 zł podniósł końcową kwotę do 102.528 zł.

kawalerka_kuchnia3Zgadnij, jakie jest moje ulubione narzędzie pracy 🙂

Mieszkańcy największych polskich miast powiedzą, że to jak za darmo, natomiast ci z małych miasteczek zgodnie stwierdzą, że przepłaciłem. Żeby sprowadzić całość do wspólnego mianownika, policzmy to inaczej: biorąc pod uwagę potencjalne zyski z najmu tego lokum. Przeglądając ogłoszenia i mając pewne wyobrażenie o cenach najmu w Bydgoszczy dość bezpiecznie mogę założyć miesięczne wpływy z najmu w wysokości 800 zł (+ opłaty, które ponosi najemca). 800 zł miesięcznie to 8.800 zł rocznie zakładając 11 miesięcy najmu (1 miesiąc w roku pusty). Dla inwestycji, w którą włożyłem 102.528 zł to cieszące oko 8,6% brutto. Jak będzie w praktyce – okaże się za kilka miesięcy, kiedy rzeczywiście będę chciał wynająć to mieszkanie. Do tej pory pozwólcie mi wierzyć, że ta inwestycja to dobry początek, na przykładzie którego będę mógł dalej budować bezpieczny portfel inwestycyjny przynoszący bardzo sensowne, powtarzalne zyski.

Mimo, że nadal nie jestem w 100% przekonany o trafności inwestycji mieszkaniowych na wynajem, to z wielu względów dokonaliśmy powyższego zakupu i na własnej skórze (a jednocześnie z bardzo niewielkim ryzykiem) przekonamy się, czy to rzeczywiście ma sens. Moja coraz mniejsza wiara w rynki kapitałowe sprawia, że szukam dalej – czegoś bardziej namacalnego, realnego. A Ty? Jakie masz podejście do „mieszkaniówki”? Czy uważasz, że to perspektywiczna branża, a dokonując ostrożnych wyborów można liczyć na solidną, a przede wszystkim powtarzalną stopę zwrotu?

 

[Wpis edytowany 12.08.2014] Po kilku kolejnych godzinach pracy projekt „kawalerka” oficjalnie uznaję za zakończony. Pozwól, że jeszcze raz pochwalę się aneksem kuchennym, z którego wykonania jestem chyba najbardziej zadowolony. Jako ciekawostkę dodam, że z resztek blatu wyszło aż 7 bardzo gustownych, porządnych desek do krojenia – idealne na prezenty dla najbliższych! I znowu okazało się, że wszystko jest proste… wystarczy tylko chcieć 🙂

kawalerka_kuchnia

Spotkałem też sąsiada z mieszkania pode mną – identyczny rozkład, identyczny metraż. Sam pociągnął mnie za język: „ile”. No to pogadaliśmy i sam się przyznał, że wydał około 2-krotnie więcej za wykończenie, które – moim skromnym zdaniem – tyłka nie urywa. Na zakończenie rozmowy wszystko stało się jasne – po pytaniu „ile mnie skasowali za złożenie mebli” nie miałem żadnych wątpliwości, do jakiego pieca sąsiad wrzucił ciężko zarobione pieniądze 🙂

Jeśli interesują Cię inwestycje w nieruchomości na wynajem, serdecznie zachęcam do zapoznania się z książką Sławka, który niewątpliwie jest autorytetem w tej dziedzinie na naszym krajowym rynku.

wolnosc_nieruchomosci_muturi

[Edytowany 12.07.2016] Jeśli jesteś zainteresowany kolejnym przykładem na ciekawie (i samodzielnie!) wykonany remont, zapraszam na lekturę tego wpisu.

251 KOMENTARZE

    • Kafle w kuchni – Castorama (producent to chyba Paradyż, ale nie jestem pewien), kosztowały sporo (~70 zł/m2), ale mała powierzchnia sprawiła, że było to zupełnie pomijalne. Dodatkowo, dwa rozmiary (10×20 i 10×10) sprawiły, że bardzo łatwo się je kładło w taki wzór. Pozostałości oddałem (zostawiłem sobie tylko po kilka sztuk – i to jest niesamowite w marketach, które przyjmują zwroty pojedynczych kafli. Tutaj było to o tyle ważne, że kafli 10×10 było ~90 w paczce, a zużyłem ich tylko kilkanaście.

      Lustro – kolejny market: Jysk, była promocja na te 100-kilka złotych. Wygląda dobrze, a to najzwyklejszy, pomalowany plastik 🙂

      • Jak plastik to odpada, niestety. Generalnie mam dużą awersję do plastiku.
        A co do kafli, to my będziemy mieli większą powierzchnię, bo kuchnia jest oddzielna – mieszkania z aneksem odpadały w przedbiegach.

          • Dokładnie tak. Ja dużo gotuję, piekę, a aneksy są, moim zdaniem, dla tych co jadają namieście, a w domu gotują co najwyżej wodę na herbatę.
            A z innej beczki – na stronie jyska wyczytałam że to jednak nie plastik tylko jakaś paulownia – rodzaj drewna. Muszę sobie pooglądać to lustro.

          • to ma byc mieszkanie na wynajem?jestem w szoku. kilku moich znajomych wynajmuje mieszkania w 2 roznych 100.000 miastach i jest to tragedia…. ludzie po prostu nie szanuja cudzej wlasnosci i zanim sie obejrzysz twoja praca zostanie zniszczona. tak, tak wiem, kaucja. poza tym jestem w jeszcze wiekszym szoku jesli chodzi o cene mieszkania w bydgoszczy! jestem z 80.000 miasta na wschodzie polski, 100 km od warszawy wiec dosc daleko i kawalerka w starym, meliniarskim bloku, w stanie „prlu” kosztuje minimum 120.000 zł. za 90.000 zł mozna znalezc co najwyzej rudere w starej, smierdzacej kamienicy z drewnianymi schodami, obdrapanymi scianami i baaardzo nieciekawym sasiedztwem. powaznie zastanawiam sie nad zmiana miejsca zamieszkania.

          • Hehe – przede wszystkim, sprawdź, jak wyglądają sprawy zawodowe w Bydgoszczy w Twoim fachu, zanim podejmiesz taką decyzję 🙂
            W tym mieście pełno jest mieszań na wynajem, które wyglądają właśnie tak, jak to opisałeś. Mało jest takich, jak moje i w tym upatruję swoją szansę. Pozdrawiam.

          • Ja powiem tak: znam rynek najmu i od strony najemcy i odstrony wynajmującego. Ludzie chcą w tym kraju zarobić sporo kasy na wynajmie nic w zamian nie oferując albo powiem wprost -oferując PRL – tragedia i jeszcze płaczą że najemcy tacy i owacy. Po prostu jak się nie znasz to się nie zabieraj za ten biznes.
            A poza tym – Wolny-kawał dobrej roboty. Gratuluję i życzę uczciwych najemców.
            Sabina

          • Z tymi wynajmami jest tak, że i z jednej i z drugiej strony są pretensje. Wynajmujących trzeba pilnować, nie dbają bo to nie ich mieszaknie itd. Zawsze zależy od tego na kogo się trafi,ja wynajmowałem mieszkanie 21 latkowi przez 3 lata i płacił na czas, wiadomo rzeczy się zużywają więc było kilka widocznych śladów ale remont je przykrył, który zresztą sam robił a ja płaciłem za materiały 🙂 Można ? Można 🙂

          • Autorze bloga, z uwagą przeczytałam Twój świetny opis remontu.
            Jako właścicielka kilku mieszkań na wynajem przyznaję rację – wiele osób traktuje urządzanie mieszkań na wynajem, jakby mieli w nich sami zamieszkać…
            Natomiast sofę za 1300zł (na Gumtree kupiłam podobną za 550zł) zamieniłabym na większą powierzchnię płytek (kafli) w łazience. Z moich doświadczeń wynika, że najemcy – nawet tacy, o których myślałam inaczej – nie dbają o wynajmowane tak, jak o swoje, czemu w sumie nie ma się co dziwić…

            Życzę sukcesów i pozdrawiam!!

      • Mam takie same kafle w kuchni. Właśnie chciałem zacząć od tego, że nie tanie, ale jednak ładne 😉 Bardzo gustownie, jak na mieszkanie do wynajęcia. Też myślę o zakupie kawalerki do wynajęcia, ale mam 30 tys. oszczędności i kredyt mieszkaniowy, więc raczej ciężko póki co. Co myślicie o zakupie garażu do wynajęcia?

        • Nie warto:
          Koszt garażu ok 30.000 (zależy od miasta), miesięczne opłaty ok. 100 zł, wynajmiesz za góra 200 zł. Zysk 100 zł/mc, więc 1200 zł/rok: zysk 4%. Wpłać do banku, prawie to samo bez kosztów i nerwów.

          • I właśnie dlatego wolę wypracowywać taki zysk „własnymi rękoma”, a nie bankowymi…
            Bo tak naprawdę nie wiem w jakie „szemrane interesy”, bank może włożyć moje pieniądze – no uparci jak osły nie chcą nic mówić 🙂

  1. Bardzo inspirujący wpis! Podziwiam wytrwałość i trzymam kciuki za spełnienie założeń. Z drugiej strony nie jestem do końca przekonany, czy w tym przypadku idea DIY była słuszna z finansowego i „czasowego” punktu widzenia (bo nabyte umiejętności są oczywiście bezcenne).

    Sam przeszedłem wykończenie mieszkania nieco ponad rok temu i teraz wiele, wiele rzeczy zrobiłbym inaczej, taniej i szybciej.

    • Dzięki! Muszę przyznać, że nauczyłem się niesamowicie dużo i miałem sporo frajdy podczas tego remontu. Ciężka, ale satysfakcjonująca praca. I tak jak piszesz – kolejny remont powinien być szybszy i tańszy.
      Co do DIY… masz rację, że te ~6.000 zł nie zmieniłoby zbyt wiele, a czasu trochę zjadło. Trzeba by na podobnym projekcie sprawdzić, jak to wychodzi czasowo – bo jestem pewien, że nie byłaby to prosta zamiana 6.000 zł na 200 h.

  2. Wolny gratuluję! Oglądając te zdjęcia aż się uśmiecham do monitora, bo efekty Twojej pracy są estetyczne, oszczędne i mam nadzieję, że kiedyś uda mi się wykorzystać te wszystkie pomysły 🙂

    Jednak muszę się też pochwalić – właśnie pracuję nad wpisem o tym w co warto inwestować w wynajmowanym mieszkaniu i naszą „kuchnię” 😉 udało nam się urządzić duuuużo taniej. Meble (szafki stojące i wiszące) kosztowały 300 zł za komplet + kilka poprawek DIY za 25 zł 🙂 Prawdziwą perełką jest lodówka, używana, ale ze sprawdzonego źródła – 100 zł.

    Chcieć – to móc 🙂 Jeszcze raz gratulacje!

    • Dzięki 🙂 A jakim cudem udało Wam się urządzić kuchnię tak tanio? Jakaś wielka wyprzedaż, czy może kupiłaś używane? Szczerze mówiąc, nigdy bym nie przypuszczał, że warto wymieniać meble kuchenne w używanym mieszkaniu… ale 300 zł??? To całkowicie zmienia postać rzeczy 🙂

      • Te meble, które zastaliśmy były tragiczne i nie było szans na nowe, więc byliśmy niejako zmuszeni… Trafiliśmy akurat na promocję na ten konkretnie model. Widocznie nikt go nie chciał 🙂 W zestawie była dwudrzwiowa szafka pod zlew, jednodrzwiowa stojąca, dwudrzwiowa wisząca z miejscem na suszarkę (bez dołu), wisząca jednodrzwiowa i wisząca nad okap. Do tego dokupiliśmy płytę, żeby dobić tył szafki i półkę, z której zrobiliśmy dół w szafce, która go nie miała. Meble mają już ponad rok i wciąż wyglądają świetnie, a za dwa lata nie będzie żalu, żeby je wyrzucić (jeśli będą zniszczone) lub sprzedać za 50 zł innym oszczędnym ludziom 🙂

          • W drogich meblach płaci się głównie za systemu typu BLUM lub odpowiedniki, rzeczy takie jak cichy domyk, cargo, zawiasy szafek górnych. Kwestią jest oczywiście opłacalność inwestycji w mieszkaniu na wynajem.

          • I to było coś, co mnie najbardziej zadziwiło: meble w kuchni za 7.500 zł: domykaczy brak (no dobrze: jest jeden BLUM w najczęściej używanej: na śmietnik). Meble za 1.300 zł (1.600 zł z blatem): domykacze są w każdej szafce 🙂 Jak to możliwe? Nie mam pojęcia!

          • Na cenę mebli wpływa też materiał z którego zostały wykonane, szczególnie fronty: okleina, fornir czy drewno. Dodatkowo cena blatu. My mamy kamienny od kamieniarza – miał być praktyczny. Nie sprawdził się, w następnej kuchni go nie będzie. Niestety swoje kosztował…

          • Wspomniana kuchnia za 7.500 zł to fornir i na dzień dzisiejszy jakoś nie potrafię dostrzec jakiejś wielkiej różnicy w porównaniu z dopiero co kupionymi meblami za ułamek tej ceny. Chociaż swoje robi też pewnie efekt „nowości”… tak tak – mi też zdarza się wpadać w tą psychologiczną pułapkę 🙂

    • Właśnie stoję przed urządzeniem kuchni w garsonierze (a więc najtańszy zestaw z Casto już nie zda egzaminu w pokoju, który równocześnie pełni funkcję kuchni…) Daj linka do zdjęć:)

  3. Fajny wpis szczególnie dla kogoś kto stoi przed kupnem i remontem lub wykończeniem mieszkania. Akurat cena wykończenia nie jest zależna od lokalizacji, więc niech wszyscy się uczą że się da, bo wydawanie np. 50-100 tys. na remont jest chore.

    • Ja sam włożyłem dobre 3-4 razy więcej w remont poprzedniego mieszkania… teraz bym to zrobił nieco inaczej, nawet dla siebie. Mi samemu otworzyło to oczy – zakładałem w duchu 20k, a wyszło ile wyszło 🙂

    • Dlaczego chore? Mieszkanie dla siebie mimo wszystko się inaczej urządza niż pod wynajem. Jeśli kogoś stać na wyłożenie takich pieniędzy na remont i dobrze się później w takim mieszkaniu czuje i wygodnie mieszka to dlaczego nie?

  4. Co do rentowności – nie uwzględnia podatku. Ewentualnym dodatkowym kosztem będzie ubezpieczenie mieszkania oraz marża pośrednika nieruchomości przy szukaniu najemcy, jeśli zdecyduje się pan na biuro nieruchomości oczywiście.

    • Tylko nie Pan proszę 🙂 Rentowność jest brutto – tak jak zaznaczyłem. Lepiej mieć jednak w miarę asekuracyjnie (11 miesięcy najmu) wyliczone 8,6% brutto, niż „lokatowe” 3,5% brutto, prawda?

      Ubezpieczenie mieszkania to koszt pomijalny – dla tej kawalerki było to ok 100 zł za rok (bez elementów ruchomych, ponieważ była w remoncie, ale chyba wcale się nie zdecyduję na doubezpieczenie).

      Pośrednika z założenia nie będzie – zwłaszcza, że to małe i przynoszące stosunkowo niewielkie zyski mieszkanie. Zobaczymy, jak to wyjdzie w praktyce.

      Pozdrawiam i dziękuję za pierwszy komentarz na blogu 🙂

  5. Oczywiście, oczywiście, że dużo lepiej niż lokaty 🙂 Czy 100 zł to suma do pominięcia, przy rzetelnych wyliczeniach? hmmmm

    Dobra, już nie kręcę nosem 😉 Świetna robota, remont jak i cały blog. Pomógł mi już nieco przeorganizować i przemodelować moje urojone i rzeczywiste potrzeby 🙂

  6. Podziwiam i uczę się 🙂

    W zeszłym roku robiłam remont łazienki (i przy okazji balkonu) i uważam za swój zysk to, że niedrogo kupiłam płytki (kafelki) w takim sklepie zaraz obok „Salonu łazienek”. Sklep prowadził wyprzedaż końcówek serii, resztek, ostatnich kilku paczek z kafelkami jednego typu. Porównałam ceny i płytki, które kupiłam za 30 – 40 zł/m2 w tym sklepie, w „Salonie” sprzedawane były po 110 zł/m2.
    Może nie dla wszystkich takie rozwiązanie, bo potrzebowałam wykafelkować niewielkie powierzchnie (woda na ściany w łazience pryska tylko do wysokości 1,50 m od podłogi ;).
    Do poprawki przy kolejnych etapach remontu (ja muszę etapami, bo na remont w danym roku mam maksimum 2.000 zł) jest sprawa logistyki zakupów. Najwięcej czasu pożera wyszukiwanie najlepszej oferty i jeżdżenie po to tylko, żeby dokupić coś, co się za szybko skończyło, wbrew wyliczeniom. Lepiej dwa razy sprawdzić, czy na liście jest wszystko, co bedzie potrzebne, niż dwa razy jeździć.

    • I tu przewagę mają właśnie markety, które przyjmują zwroty np. niezużytych kafli. Ty i tak jesteś w dobrej sytuacji, bo masz czas na szukanie dobrych ofert – my mieliśmy 2 miesiące na całość i nie ma zmiłuj. Prysznic, który kupiliśmy za 1.500 zł jest teraz w jakiejś gazetce marketowej za 1.100 zł…

    • Oj nie nie nie – staram się nie pijać siuśków 🙂 Pomyliłeś Carlsberga z browarem Fortuna – jeśli dobrze odczytuję, co miałeś na myśli.

  7. Kurczę, fantastycznie! Nie dość, że wykonaliście kawał dobrej roboty, to teraz ta inwestycja ma sporą szansę się dość szybko zwrócić! Smart passive income :D!

    Jako że również jestem z Bydgoszczy – zdradzisz, gdzie mniej więcej znajduje się ta Wasza kawalerka? 🙂

  8. Nieźle, jestem pod wrażeniem. Minimalizm i jak najniższe koszty przy remoncie mieszkania pod wynajem są jak najbardziej wskazane. Pytanie tylko jak z trwałością np. sprzętów, czy nie okaże się że trzeba je dosyć często wymieniać. Ale to wyjdzie w praniu 🙂

    • Tylko że sprzętów na razie tam jak na lekarstwo. Nie wydaje mi się, żeby dla przykładu taka IKEA sprzedawała płyty ceramiczne za 470 zł czy piekarniki za niewiele więcej, które miałyby się rozsypać dużo szybciej niż ich droższe odpowiedniki. Ale tak jak piszesz – wyjdzie w praniu.

  9. A co z narzędziami RTV jak choćby telewizor? Z tego co wiem przy wynajmie można za jego posiadanie doliczyć parę zł…

    • To chyba nie standard, prawda? Uważam, że to sprawa mocno indywidualna i jeśli ktoś będzie mocno zainteresowany kawalerką z TV, to kupię coś używanego, albo… poczekam na innego chętnego 🙂

      Swoją drogą – bardzo ciekawe, że zauważyłeś brak TV, a o braku pralki to już nikt nie wspomina 😀

      • Ha, ha Wolny, wlasnie czytalam komentarze zeby zobaczyc czy juz ktos wspomnial brak pralki… Ciekawa jestem czy, I ewentualnie jak, planujesz to rozwiazac bo nie widze pralki w planowanych zakupach. Czy w Polsce mieszkania bez pralki zaczynaja byc, czy moze juz sa, popularne?

        • No dobrze – może i wypadałoby pralkę dorzucić 🙂 Ale właśnie na takie niespodzianki w tytule jest o remoncie za 13.000zł, więc jeszcze mam mały bufor na coś używanego. W mniej więcej 300 zł powinienem się spokojnie zmieścić. Na razie ten sprzęt mi zupełnie niepotrzebny, ponieważ nocuję tam tylko od czasu do czasu.

          Poza tym nie znam standardów i nie jestem pewien, czy takie „ruchomości” powinny być wliczane w koszt remontu. Założyłem, że tak, skoro liczę zysk z najmu, to muszę mieć też całościowy koszt.

          Ale brawo za spostrzegawczość 🙂

    • Na razie z kilku powodów nie mogę tego zrobić. Poza tym co by mi to dało? 120.000 zł na konto (o ile bym za tą sumę sprzedał!), minut podatek, i znowu bawienie się w lokaty. Kusiłoby mnie, żeby znowu zrobić podobny ruch, a chwilowo jestem na to zbyt zmęczony. Chcę przetestować, jak wyglądają realia mini-kamienicznika 🙂 i być może generować stabilny zysk, mając jednocześnie coś namacalnego, zamiast cyferek na koncie.

        • Jasne, że byłby to ciekawy zysk. Ale to dla mnie pewnego rodzaju eksperyment – czy można mieć coś bardziej namacalnego niż wirtualne pieniądze na rachunkach, co trzyma wartość i jednocześnie przynosi regularne zyski? Jeśli tak, to kilka tego rodzaju mieszkań i można powiedzieć, że jestem ustawiony. Wtedy wystarczy sobie rozpisać plan, rozłożyć to w czasie i konsekwentnie realizować. W moim subiektywnym odczuciu byłoby to bardziej pewne niż posiadanie konkretnej kwoty na rachunkach bankowych.

          Poza tym nie jestem przekonany, czy sprzedałbym to mieszkanie w krótkim czasie za te 120.000 zł. Niemniej jednak kusząca propozycja… kupujesz? 🙂

          • Za daleko ode mnie 🙂

            Mnie tez kusi taka inwestycja i z uwaga bd śledził postępy 🙂

            Co do pomysłu sprzedaży, to Michal z pokrewnego tematycznie bloga – mieszkanie które kupił w podobnym celu jednak sprzedał gdy pojawiła się okazja 🙂

  10. Oby się ziściło wszystko jak należy, a najemcy dopisywali! 🙂
    .
    Dwie uwagi:
    1) Panele w kuchniach. Niezależnie od tego, czy to najem, czy dla siebie – uważam, że to zły pomysł. Kuchnia (aneks) to miejsce „chlapliwe”. Tu się ukruszy, tu coś upadnie, tu się obrudzi lub wyleje – szmata mokra będzie w ruchu często – a panele tego nie lubią. No a obcy – to już w ogóle mogą tam nieźle naciapciać.
    2) Koszty inwestycji. Uważam, że powinieneś włączyć do nich własny czas przeliczony na godziny pracy po Twojej stawce. Wtedy okaże się, że to nie będzie 102,5 tys., ale znacznie więcej i rentowność spadnie, oj, spadnie. Ponadto po jakimś czasie od potencjalnych zysków będzie jeszcze trzeba odjąć koszty napraw i pomniejszych remontów.
    Innymi słowy, uważam, że wyszukiwanie tańszych rozwiązań w mieszkaniu, porównywanie ofert sklepowych, kładzenie paneli itp. – to po praostu praca. Czasem się to opłaca zrobić, a czasem nie. I tu paradoksalnie jesteś czy też byłeś w kiepskiej sytuacji. Zarabiając dobrze czy nawet bardzo dobrze, nie miałeś aż takiej możliwości, by na tym zyskać. Paradoksalnie lepiej na takim swoim remoncie wychodzi osoba, która zarabia mniej.
    Sam pisałeś niedawno o tym, że przycinasz ilośc godzin pracy, zaterm pracy Ci nie brakuje. Chyba, że aż tak bardzo polubiłeś remonty, a znielubiłeś komputery. 🙂
    .
    Myślę, że „zgrzeszyłeś” przeciw optymalizacji, ale chyba miałeś w tym wględzie inne także cele do realizacji, a nie tylko oszczedzenie, bo oszczędziłeś akurat kiepsko. (Te inne cele to zapewne uczenie się rzeczy, które będzie można wykonać również i w przyszłości – w innych okolicznościach; czerpanie satysfakcji z pracy itp.) Tak więc summa summarum – czuj się „rozgrzeszony” 🙂
    .
    Ostatnio staram się wciąż pamiętać o tym, ile zarabiam na godzinę (po odjęciu wszelakich kosztów), by:
    1) nie wydawać niepotrzebnie pieniędzy na duperelki, które kosztują wiele minut czy kwadransów mojej pracy (i to robię od dawna)
    2) ale z drugiej strony przestaję uganiać się za mało wartymi oszczednościami, których wytropienie lub zrealizowanie zabiera mi dużo czasu (to jest nowość u mnie)

    • Przeliczając czas na moją stawkę godzinową zakładałbym, że mogę po pracy dorabiać sobie na podobnym poziomie, co nie jest prawdą. Te 30zł/h netto to i tak bardzo dobre zarobki – ok. 5.000 zł w skali miesiąca przy utrzymaniu tej stawki i przepracowaniu standardowych 168 godzin.

      Ja również staram się nieco przełamać i nie patrzeć tak dokładnie na drobne oszczędności – chociaż i mi nie przychodzi to łatwo 🙂

      Przeciwko optymalizacji w kontekście czasu grzeszę od jakiegoś czasu… w skrócie „robię bokami”. Ale temat kawalerki zamknięty, teraz jeszcze muszę przeżyć weekend w pracy (taaaakkkk…) i będzie mniej na głowie. Musi, bo inaczej niedługo rzeczywiście przerzucę się z komputerów na coś innego…

      • Ok. Ale ja przyjąłem inne założenia. Otóż przyjąłem do hipotetycznych wyliczeń Twój etatowy czas pracy i porządny za nią zarobek. Pracy Ci (na całe szczęście) nie brakuje i teraz dobrowolnie zmniejszasz ilość godzin… Ale nie ma chyba co dalej w to wchodzić, bo zrobi sie z tego spór (?) całkiem akademicki. Zresztą: Ty wiesz najlepiej, jak to w Twoim wypadku policzyć. 🙂
        Mozna zresztą liczyć różnie. Dajmy na to kiedy ja tapetowałem mieszkanie, robiłem to wspólnie z żoną, rozmawialiśmy sobie miło, słuchaliśmy muzyki, więc to był inny trud, niż ten w pracy ściśle zawodowej. Niemniej – same tapety się nie przykleiły… Ileś to kosztowało.
        Na moje rozumowanie wpływ ma z pewnością i to – że praca, którą wykonuję, umożliwia mi „dobranie” sobie ilości potrzebnych mi godzin bez pytania nikogo o zgodę. (Ewentualnie zawiadamiam tylko klienta i przepraszam za zmianę.) Mogę pracować w danym dniu 2h, ale mogę i 6h, a mogę też wziąć wolne i odpuścić. A jeśli miałbym sobie dorobić, dorabiałbym właśnie tą pracą. W praktyce jednak rzadko odpuszczam i pracuję na wysokim procencie możliwości. Ostatnio podwyższyłem nieco stawkę, czym wystraszyłem nieco klientów, ale Ci co są i płacą (jak dla mnie) porządnie – wystarczają mi. 🙂

    • @ Adam: Od trzech lat mam panele w kuchni, zgodnie z ideą wolności finansowej (ten blog, early retirement extreme, money mustache itd) całkowicie zywię się z rodziną na własną rękę, intensywnie gotując. Na panelach po trzech latach mam w jednym miejscu ślad na pół centymetra po upuszczonym młotku do tłuczenia schabowych. Innych śladów, czy wypaczeń, brak :).

  11. Podoba mi się całość, ograniczenie kosztów tam gdzie można czyli np. tańsze oświetlenie, meble z Ikei którą bardzo lubię a do tego parę droższych elementów które sprawiają, że mieszkanie wygląda bardziej nowocześnie i ekskluzywnie np. porządniejsza kanapa, prysznic. Jednej rzeczy tylko bym nie zaakceptowała, nawet w mieszkaniu na wynajem, a mianowicie paneli na podłodze których nie znoszę, wolałabym trochę dołożyć i zrobić podłogę jednak drewnianą, płaciłeś za panele po 40 zł za m2 a w granicach 70 zł za m2 a może i taniej można znaleźć drewno np.http://www.leroymerlin.pl/podlogi-drewniane-boazerie/panele-deski-parkiety/deski-podlogowe/deska-podlogowa-warstwowa-dab-zloty-3-lamele,p244373,l189.html
    A co do podatku od wynajmu to jeśli wybierzesz zasady ogólne (zakładam, że mieszkanie jest używane- czyli przed nabyciem było wykorzystywane co najmniej 60 miesięcy), możesz zastosować amortyzację roczną 10% od ceny nabycia i nie płacić podatku właściwie przez 10 lat ( art 22j PDOF)

    • Hej,
      Co do podłogi drewnianej – nie miałem do tej pory doświadczenia i nie wiem, czy mógłbym ją również położyć sam, bez specjalistycznych narzędzi i pomocy z zewnątrz? Poza tym 40 zł a 70 zł za metr to już spora różnica – na ~17m2 jakie kupiliśmy, to już ok. 500 zł, a do tego większe nakłady na położenie. Wydaje mi się, że Twoje spojrzenie jest nieco odbiegające od standardu, którym jednak w mieszkaniu są panele – a przynajmniej ja mam to tak poukładane. Ciekawy jestem opinii innych…

      Mieszkanie nie było kupione na kredyt, prawdopodobnie będę miał bardzo mało kosztów w postaci faktur za usługi, a do tego był to osobno wydzielony lokal (nie istniejący wcześniej) – dlatego przy najmie wybiorę najprawdopodobniej stawkę 8,5%.

  12. Bardzo dokładnie sprawdź możliwości opodatkowania tego najmu. O ile się nie mylę, przy zasadach ogólnych masz prawo odliczyć swoje koszta, czyli wszystko na co masz rachunki obniża przychód. 12500, to dla Ciebie niemal półtora roku wynajmu bez podatku i to w pełni legalnie.

    • Ciekawe komentarze – muszę to sprawdzić. Mieszkanie jest nowo wydzielone, ale cała nieruchomość nie – więc skoro musiałem płacić PCC (a więc nie kupowałem mieszkania nowego), być może łapałbym się na te zasady? Tylko pamiętaj, że mam rachunki (nie faktury!) na zakupy materiałów i to wszystko.

  13. Bardzo motywujący wpis, nieźle zaoszczędziliscie i całość bardzo mi się podoba. Jest czysto, ładnie i bez zbędnych rzeczy. W komentarzach wyczytałem, że powinieneś jeszcze doliczyć jeszcze koszt swojego czasu. Niby racja, ale jezeli robiłeś to po godzinach i nie masz możliwości zdobywania dodatkowych pieniędzy to i tak to jest zysk.

    • Dzięki! Prawie same pozytywne komentarze dzisiaj – to chyba znaczy, że mieszkanie może być silnym graczem na bydgoskim rynku nieruchomości 🙂

      • Mój wpis proszę liczyć jako „umiarkowanie pozytywny ciążący do sceptycznego”
        8,6% brutto to chyba jednak nieco przesadzony procent, bo powstał dzięki darmowej pracy (pracy!) właściciela. 😉

        • Nie sposób odmówić Ci racji. Liczyć można różnie, a uwzględniając moją pracę wartą 6.000 zł, wychodzi 8.1% brutto. Chyba, że liczymy jeszcze godziny na planowanie, zakupy, wybieranie (również samego mieszkania) – wtedy zjechalibyśmy kolejne 0,5% 🙂

  14. Efekt końcowy/wizualny super. Osobiście zmieniłbym jedną małą rzecz – w łazience gdy łączą się płytki ‚kolorowe’ z białymi zniwelowałbym ‚schodek’ białą płytką. Wpadam do Ciebie często, tak trzymaj 😉

  15. Hej, dzięki za wpis. Jest motywujący. Mam mieszkanie na wsi po mamie, które stopniowo razem z siostrą remontujemy. Część robimy same, a część ekipa, bo rzadko tam bywamy. Przez internet kupujemy materiały, a w kuchni podobnie jak i Ty zdecydowałyśmy się na panele po całości. Nie uważam, aby to był zły pomysł. Drewniane podłogi wymagają większych umięjętności i precyzji. Drewno pracuje w trakcie użytkowania i należy to uwzględnić, technika kładzenia jest inna jak to kiedyś tłumaczył mi fachowiec. Mieszkanie będzie na wynajem, więc też nie mamy tutaj szczególnych wymagań: ma być tanio, estetycznie i funkcjonalnie.
    Stopniowo też remontuję własne mieszkanie i tutaj niestety popłynęłam nieco kiedyś, zanim zaczęłam prowadzić budżet i spisywać wydatki i przychody. Burzyliśmy ścianę między salonem i mega wąską kuchnią. Sam remont zabrał ok. 11 tys., natomiast meble do kuchni ok. 8 tys.
    Natomiast malowanie w prawie całym mieszkaniu (63m2) wykonałam samodzielnie, trochę tylko mąż pomógł.
    Czeka na nas jeszcze łazienka do generalnego remontu. Ale przemyślałam to trochę zanim nawet dokonałeś wpisu. Zamiast tradycyjnych prezentów na gwiazdkę, kupiliśmy sobie z mężem młotowiertarkę. To był mój pomysł i jestem nim zachwycona. Można jej używać na wiele sposób. Plan jest taki, że oprócz wiercenia dziur w ścianach i samodzielnego montowania lamp, luster etc., będziemy samodzielnie skuwać stare płytki w łazience (a jest co!). Będę optymalizować koszty, ale i tak wyjdzie więcej niż u Ciebie. Łazienka jest dość duża, a przez obecne ustawienie powierzchnia zupełnie nie wykorzystana, zatem czeka nas trochę hydrauliki i wizyta specjalisty. Może i gładź położy fachowiec, ale to się okaże, ponieważ mam kawałek ściany w korytarzu, gdzie mogę uczyć się robić to sama 🙂
    Jestem fanką samodzielnych remontów, wychowałam się na wsi, a tam ludzie często robią wszystko sami, nawet jeśli stać ich na fachowca. Od wielu lat mieszkam w dużym mieście i rzadko dostrzegam, aby znajomi wykonywali taką pracę samodzielnie, chyba, że ktoś jest świadomy, coś potrafi i jest oszczędny. Sama uległam na pewien czas pokusie: niech inni to zrobią, ja zapłacę. Mąż wykazuje taką postawę, do czego i mnie przekonał. Teraz jak lepiej kontroluję pieniądze, nie dam się w to wmanewrować, a Mąż nauczy się obchodzić ze sprzętem remontowym.
    Wolny, skoro Ty – korpoludek nauczyłeś się takich rzeczy, to i mój mąż wygodnicki mieszczuch, ale za to sprawny i silny sportowiec tym bardziej powinien. Dzwonię do Niego, aby to oznajmić 🙂

    Super, tak trzymaj 🙂

  16. Hej Wolny,

    Fajnie wyszło, ale ja już z doświadczenia wiem, że lepiej jest remont zlecić zaufanej ekipie, a czas przeznaczyć na zabawę z córką 🙂 Przerabiałem to nie raz i wiem, że w ostatecznym rozrachunku wcale się nie oszczędza…

    Z racji tego, że też jestem z Bydgoszczy i też „bawię” się w kawalerki to mogę Ci podpowiedzieć, że:

    1. 800zł + czynsz do spółdzielni to realna kwota. Ja np. takie 35m wynajmuję za 950zł + czynsz + prąd i gaz

    2. Na płytkach do kuchni sporo przepłaciłeś. Ten sam model TAMOE BIANCO w 3 kolorach do wyboru możesz kupić w Osielsku (wylot na Gdańsk) w namiocie „Glazura za grosze” za 26,60 zł za metr 🙂

    Jeśli miałbyś ochotę wypić kawę i porozmawiać o bydgoskim rynku nieruchomości, to daj znać.

    • Hej,
      Dzięki za podpowiedzi – na przyszłość będę pamiętał gdzie kupować kafle, jeśli Bydgoszcz okaże się dobra na tego typu inwestycje (na razie wydaje mi się, że tak jest).
      Teraz bywam w Bydgoszczy rzadko, ale pamiętam o Tobie i jeśli czas pozwoli – chętnie się spotkam. Rozumiem, że podany przez Ciebie mail jest prawdziwy?
      Pozdrawiam serdecznie.

  17. Jestem po wrażeniem Wolny 🙂
    Jakkolwiek zawsze znajdą sie krytycy sugerujący, że mogłeś pieniądze i czas wykorzystać „efektywniej”, to tak naprawdę jest to kwestia drugorzędna.
    Sprawą pierwszorzędną jest to, że nabyłeś (i/lub udoskonaliłeś) nowe umiejetności.
    Kolejny (alternatywny) krok do wolności 🙂

  18. Cześć Wolny! Fajny wpis, sam niedługo będę z żoną ogarniał nasze pierwsze mieszkanie (jak tylko zostanie wybudowane 😉 ) Podobają mi się meble, co to za model i gdzie je kupiłeś ? 🙂

  19. Gratulacje Wolny!
    .
    Twój mentorski ton jest nieco zbyt pretensjonalny. Zważ bowiem ;), że twój remont, to w porównaniu do remontów innych ledwie odświeżenie mieszkania…
    .
    Tak przynajmniej wygląda w porównaniu z moim. Gdybym miał wszystko robić u siebie sam lub ekipą rodzinną, musiałbym – zakładając, że wszyscy pracują na etaty – swój remont robić co najmniej 2 lata. I to przy założeniu, że poświęcam nań tyle samo roboczogodzin, co fachowcy. A musiałem wyrobić się przed wrześniem (początek szkoły).
    .
    Mój minimalizm to troska o to, że od trzech lat po remoncie kompletnie nic w domu nie robiłem, nawet jednej dziury nie miałem potrzeby wywiercić …
    .
    Żeby nie być gołosłownym, podaję niżej swój schemat wydatków. Przy okazji pragnę zwrócić uwagę na rzeczy, których zazwyczaj nie wrzuca się do kosztów remontu, a moim zdaniem należy
    (np. konieczność zapewnienia sobie lokum, wymiana mebli, internet na czas remontu, nowa pralka itp. – dla mnie to wszystko koszty remontu, bo bo inaczej nie byłyby ponoszone…).
    .
    DATA NAZWA
    1. koniec maja 2011 szkoda w sklepie (dzieci)
    2. pocz.czerwca 2011 drzwi i ościeżnice
    3. pocz.czerwca 2011 pudła i torby do pakowania się, folie, tasmy itp
    4. 15.06.2011 wynajem mieszkania
    5. 20-26.06.2011 płytki na http://www………..pl
    6. 20-26.06.2011 wanna i geberit, stelaż
    7. 20-26.06.2011 ekipa p. Bogdana, kontener itp.
    8. 20-26.06.2011 elektrycy, początek
    9. 20-26.06.2011 klucz i pasek do pralki w wyn. mieszk.
    10. 28.06.2011 ekipa p. Bogdana, materiały itd itp.
    11. 29.06.2011 sp-nia, spuszczenie wody
    12. 30.06.2011 ekipa p. Bogdana, materiały itd itp.
    13. 30.06.2011, 5.07 kaloryfery i hydraulik itp.,
    14. 7.07, 8.08 ekipa p. Bogdana, robocizna
    15. 7.07, 17.08 elektrycy, z materiałami
    16. 13.07 panele
    17. 13.07 ekipa p. Bogdana, masa samopoz., farby
    18. 14.07 hydraulik
    19. 21.07 zawory-pokrętła do kalor.
    20. 21.07 mat. hydrauliczne
    21. 27.07 gres na balkony
    22. 27.07 fugi, kleje itd.
    23. 31.07 internet na kartę
    24. 2.08 oświetlenie
    25. 4.08 sedes, umywalka, przycisk …
    26. 16-17.08 oświetlenie 2
    27. 16-17.08 kuchenka gazowa
    28. 16-17.08 pralka
    29. 17.08 kable głośnikowe
    30. 17.08 suszarka
    31. 18.08 domofon
    32. 19.08 gazownik
    33. 18, 20.08 karnisze
    34. 20.08 żarówki, gniazdka
    35. 22.08 torby plastikowe
    36. 25.08 rury went., syfon pralk.
    37. 25.08 meble 1 – robocizna
    38. 26.08 ekipa p. Bogdana, robocizna
    39. 26.08 zawory do kuchni itp.
    40. 27.08 meble 2 – płyta
    41. 30.08 meble 3 – drzwiczki, ostatnie montaże
    42. 29.08,10.09 dywany
    43. 1.09 rolety, końcówki www
    44. fotele, haczyki, pościel itd

    45. zwrot VAT 🙂

    Aha, pochwalę się, że razem to wszystko przekroczyło planowany budżet o ledwie 10% (nie doceniłem kosztów wynajmu – trudno było o mieszkanie na krótki okres w okolicy, drzwi, paneli, elektryki i hydrauliki).

    • Kurcze… naprawdę staram się, żeby to nie brzmiało, jakbym wszystko wiedział i miał jedyny słuszny patent na temat, o którym piszę. No cóż – widocznie jeszcze muszę nad tym trochę popracować, jeśli tak to odebrałeś.

      Nie rozumiem tylko, czemu porównujesz mój remont do odświeżenia mieszkania. Odebraliśmy je w stanie deweloperskim, więc takim, jak całkiem spora rzesza Polaków kupująca mieszkania od dewelopera. Gdybym kupił je w gorszym stanie, doszłoby oczywiście przywracanie mieszkania do stanu deweloperskiego, ale to zależy od lokalnego rynku – sami szukaliśmy takiego, którego remont zamknie się w czasie, jaki akurat mieliśmy do przeprowadzki do Gdańska.

      • Wolny, to nie był więc do końca remont u ciebie, to było po prostu WYKOŃCZENIE MIESZKANIA „W STANIE SUROWYM” – stąd taki mój odbiór i stąd małe nieporozumienie.
        .
        Byłem pewien, że kupiłeś używane mieszkanie do remontu właśnie 🙂 i dziwiłem się, że nic nie musiałeś zdrapywać, wyburzać itd.
        Kończenie nowego mieszkania w stanie surowym przerabiałem 15 lat temu na swoim pierwszym „M” – bardzo podobnie do ciebie i rzeczywiście – można wtedy całkowicie na sobie polegać.
        Jeszcze raz: GRATULACJE!!

        • Wykończenie brzmi dla mnie trochę jak „przerabianie” lektur, jak to się mówiło bodajże w liceum. Ale to moje subiektywne spojrzenie i być może właśnie wykończenie to trafniejsze określenie tego, czego się podjęliśmy. Na pewno doprowadzanie zaniedbanego mieszkania do stanu surowego pochłonęłoby kilka tygodni dodatkowej pracy i oznaczałoby koszty. Z drugiej strony – cena wyjściowa mogłaby być niższa.
          Pozdrawiam.

          • Dokładnie- wykończenie.
            Przymierzam się do remontu i on zakłada naprawę tynków, zburzenie ściany, przesunięcie innej, skucie płytek i paneli, wymianę okien, montaż ogrzewania.. i pewnie kilka rzeczy ponad to co się robi przy wykańczaniu. 🙂
            I przy takim większym remoncie to już większy dylemat, samemu robiąc to chyba prawie rok miałbym z głowy (zakładając nie branie urlopu w pracy na to nowe „hobby”), więc chyba większość zlece (zwłaszcza tanich, a czasochłonnych fizycznych prac), a samemu będę robił to co w kalkulacjach wyda mi się najbardziej opłacalne – np szafa przesuwna wyceniana na 9000zł – materiały kupię za niecałe 2000, w jeden weekend poskręcam.
            Także z esencją postu się zgadzam, że czasem pewne rzeczy warto samemu, ale to mocno indywidualny wzór zależny od osoby, sytuacji zawodowej i skali remontu (bądź wykończenia;) )

          • Już drugi komentarz, w którym remont mieszkania (powiedzmy, że taki „pełny”, z burzeniem ścian i wymianą okien) to rok czy dwa lata. Czy przypadkiem nie przesadzacie? Chyba, że szacujecie całkowicie samodzielny remont – łącznie ze wstawianiem okien i przestawianiem ścian – wtedy rzeczywiście można się zakopać 🙂 Ale czy w takiej sytuacji – mając na względzie potencjalne koszty i bardzo długi czas – nie lepiej poszukać innego mieszkania, które bardziej odpowiadałoby nam jeśli chodzi o standard i zakres prac do wykonania?
            No… chyba że to prawdziwa okazja, ale żeby ją dostrzec trzeba mieć zdecydowanie więcej doświadczenia niż na przykład ja 🙂

          • Wolny, uwierz, nie przesadzamy. U mnie pracowała ekipa 5 budowlańców plus 2 elektryków. Dwa pierwsze tygodnie to było wyrywanie wszystkiego co się sypie i poznawanie różnych ciekawych niespodzianek sprzed lat.
            .
            Potem masa samopoziomująca, nowe tynki, a uprzednio – nowe rozprowadzenie elektryki po mieszkaniu. Sam może umiałbym nauczyć się i to zrobić, ale chyba nie mógłbym – do tego potrzeba uprawnień.
            .
            „Łazienkarz”, gdy w parę dni wydłubał stare rury, potrzebował dobrych dni kilka na mądre rozprowadzenie nowych w środku starej ściany między WC a łazienką rur tak, aby nie było nic widać i nic ze sobą nie kolidowało, mając za przeszkodę nietykalny szyb wentylacyjny. Przygotowanie ścian do położenia płytek trwa najdłużej – same płytki położył w 2 dni.
            .
            Dość powiedzieć, że gdy po pierwszych dniach przyprowadziłem kobietę i z zachwytem pokazałem jak ochoczo majstrzy pracują, nie mogła spać przez trzy dni.
            Z naszego dotychczasowego gniazdka pozostał bunkier – zdrapane do żywego podłogi, ściany i sufity, wyrwane wszystkie kable, wybite otwory drzwiowe po futrynach, kupa gruzu na 1.5 metra w głównym pokoju.
            Takiego tempa sam bym nie utrzymał.
            .
            Pytasz czy nie lepiej poszukać innego mieszkania? Osobiście szukałem 4-pok, zamiast tego 3-pok. Nie znalazłem takiego które byłoby tak rewelacyjne pod względem sąsiedztwa, bliskości metra, sklepów, szkół, przychodni, parków, kultury, jasnego widoku z okien, niefanaberycznej spółdzielni itd. itd. :).
            Stąd decyzja: zostajemy tu najprawdopodobniej po kres naszych dni ;). To co poszło w remont już się zwraca w czasie i nie wydanym pieniądzu na transport, komunikację, żywność…

          • Przekonaliście mnie na tyle, że gdybym remontował mieszkanie w takim zakresie, jak piszecie, szukałbym pomocy do prac, które są po prostu koniecznością, a nie dają zbyt dużo jeśli chodzi o satysfakcję czy nabieranie doświadczenia. Nic tak nie demotywuje jak zakopanie się na długie dni w jednym temacie, który ciągnie się i ciągnie, prawda?

          • Przecież napisałem wyraźnie, Wolny 😉 -> „samemu robiąc to chyba prawie rok miałbym z głowy”.
            To było tylko odnośnie oszczędzania na robociźnie i robienia samemu – Tobie zajęło 200 godzin (czy jakoś tak), ale gruntowniejszy remont… 🙂
            Żeby była jasność – nie planuje samemu, planuje zrobić kosztorys i wybrać te rzeczy, które samemu mi się najbardziej opłaci, najmniejsze ryzyko, że coś zepsuję. 😉

          • Fajne podejście! Ciekawe, jak sprawdziłoby się w praktyce. Wyobrażam sobie, że czasami ciężko byłoby ocenić zysk (czasami to nie tylko funkcja wyceny ekipy, ale kwestia dodatkowego czasu i potencjalnych niedoróbek, których poprawa może pokrzyżować plany), a poza tym żeby tak selektywnie wynajmować ekipy, trzeba mieć dobre rozeznanie w tym, jaką wartość ma ich praca w praktyce, a nie tylko na papierze.
            Mimo wszystko, podejście do mnie przemawia i jeśli tylko będę miał ochotę na dalszą optymalizację kosztów/czasu i bardziej pójdę w stronę mieszkaniówki, pewnie i ja skorzystam. Tak w zasadzie… gładziowanie, które zleciłem podczas tego remontu już było czymś takim – chociaż w skali mikro, bo było tego tyle, co nic.

          • Odnośnie szukania innego mieszkania.. Może, może się faktycznie przejadę na tym. 😉
            Obecnie argumentami za, były:
            1. Moge zrobić po swojemu, przestawić ścianę, zrobić miejsce na wannę
            2. Cena, z tego co widziałem mieszkanie w standardzie lat 80 do remontu np 50m2 kosztuje X, podczas, gdy lekko odnowione najtańszymi płytkami, meblami, nierzadko krzywo i na odwal się – +50k. Mam wrażenie, że za te 50k zrobię samemu lepiej, wiecej.
            3. Cena z innego punktu – wg szacunków cena w jakiej kupiłem mieszkanie + kompletny remont, wyjdzie mi wciąż dużo mniej niż takie mieszkanie na rynku pierwotnym.
            A, że musiałem trochę dobrać kredytu – to wolałem mniej, niż więcej. Aż tak na garażu podziemnym mi nie zależy. Jeszcze. 😉

            A czy okazja.. może, a może na granicy. Pogadajmy za 2-3 lata 😉

          • Też zauważyłem, że mieszkania zrobione „na odwal” potrafią nagle niesamowicie drożeć chwilę po zakończeniu remontu (wykończenia…). Nie wiem czy jest w tym coś złego – pewnie skłaniałbym się ku opinii, że dopóki ja korzystam (kupno, remont, sprzedaż z zyskiem), to czemu nie… 🙂 Ale takie projekty to na razie bardzo luźny pomysł na dorobienie sobie do wczesnej emerytury.

  20. A, jeszcze jedno:

    Czy naprawdę jesteś pewien, że:
    „W Bydgoszczy dość bezpiecznie mogę założyć miesięczne wpływy z najmu w wysokości 800 zł (+ opłaty, które ponosi najemca).”
    .
    Czy w tych 800 zł nie będziesz miał czynszu? Upewnij się …
    Choć, z tego co widzę na ofertach z Bydgoszczy, najprawdopodobniej jest tak jak piszesz (np. tu: http://www.gumtree.pl/fp-mieszkania-i-domy-do-wynajecia/bydgoszcz/c9008l3200120?A_NumberRooms=10).
    .
    W Warszawie niestety nie jest tak różowo, bo na czysto od podobnej kawalerki można dostać max. 1000 zł na czysto przy cenie min. 250-300 tys. (inaczej niż w Bydgoszczy, jest zwyczaj podawania ceny łącznej, np.: „W cenie 1700 zł jest wliczone ogrzewanie, czynsz admin., ‚domowy’ internet.”)

    • Pewien nie jestem dopóki się nie przekonam na własnej skórze. Ale w Bydgoszczy za wynajem malutkiego pokoju w „studenckim” standardzie trzeba dać ok 500-600 zł łącznie z opłatami (czasami więcej). Myślę, że świeża kawalerka w niezłym standardzie (a nawet z własnym balkonem) pójdzie za odpowiednią kwotę. Ceny reguluje rynek, a – jak już pisałem – wydaje mi się, że naprawdę takich mieszkań brakuje.

  21. Czy tylko mi nie podobają się te kafle w kuchni?
    Łazienkę pewnie wykafelkowałbym po całości, bo powiedzenie, że chapie się tylko do 1.5m albo tylko przy umywalce uważam za słuszne tylko w odniesieniu do niektórych ludzi, są tacy co sufit potrafią zachlapać 😛
    Ze stwierdzeniem „coś … co trzyma wartość” w odniesieniu do mieszkania też do końca nie można się zgodzić.

    Co do opłacalności samodzielnego remontu – jeśli komuś sprawia satysfakcję i pozwala oderwać się od komputera, to wg mnie warto, nawet jeśli ekonomicznie się nie kalkuluje.

    • Kwestie wizualne (mam na myśli kafle) są tak subiektywne, że nie dziwię się, że komuś może się nie podobać.
      Myślę, że gdyby moje wyliczenia się sprawdziły, chętnie wykonałbym podobny remont – nawet z ekipą. Ale taką, do której miałbym zaufanie, a takich niestety nie znam – pewnie trochę przez krótki czas, który spędziliśmy w Bydgoszczy, a także przez moje przywiązanie do idei DIY 🙂

    • Tak, tylko Tobie. Lazienkę ogladałam kilka razy,kafle piękne.
      Czytam bloga od początku i cenię,ale pierwszy raz komentuję. Cudowne w prostocie i elegancji mieszkanko,szkoda,że moja córka studiuje w Poznaniu:) Gratulacje dla Wolnego i małżonki.

      • 🙂 Dzięki wielkie za tak miłe słowa – lepsza połówka też na pewno się ucieszy 🙂
        I zachęcam do komentowania w przyszłości – zwłaszcza, że jesteś stałą czytelniczką!

    • Oczywiście, ze trzyma wartość. Prawdą jest, że na przestrzeni kilku lat cena się zmienia przez manipulantów wszelkiej maści, ale cena to nie wartość. Gdyby tak było to wartość pieniądza byłaby stała, bo 100zł zawsze kosztowało 100zł. Poza tym trzeba wiedzieć też jakie mieszkanie się kupuje i w jakich okolicznościach. Jeżeli był to super apartament w 2007 roku to ….wiadomo. W przypadku mieszkania jakie nabył Wolny raczej nie trzeba martwić się o jakieś drastyczne skoki ceny mieszkania, bo w razie pogłębienia się recesji właśnie małe, ekonomiczne mieszkanka będą zyskiwały na popularności kosztem tych „wypasionych”

  22. To ja przyjmę stanowisko osób, które nie tylko liczą kasę. Zresztą ostatnio sporo ona straciła w moich oczach i w najbliższym czasie zacznę przerzucać się na dobra, które swojej wartości nie stracą przez banksterów i ich marionetki na Wiejskiej. Pochwalam zakup mieszkania chociażby z powodu braku wiary w papier symbolizujący wartość. Myślę, że umiejętności jakie nabywa się wykonując różne prace samemu są jeszcze cenniejsze niż złoto czy nieruchomości, o pieniądzach nie wspomnę. Dlatego zamiast lecieć do sklepu zastanawiam się nad niekonwencjonalnym rozwiązaniem problemu. przy użyciu tego co posiadam na stanie, a posiadam niewiele przedmiotów. Przykładowo, zamiast kupować zestaw śrubokrętów, laptopa rozkręciłem i skręciłem przy pomocy nożyczek, widelca, kilku noży i pilnika do paznokci (i działa, a usterkę w nim naprawiłem kawałkiem paska od zegarka:). Naprawiając rower zamiast smaru użyłem… masła orzechowego (chociaż tu nie spodziewam się specjalnej trwałości:).
    Pozdrawiam

    • Szczescie, ze nie rozwaliles innej rzeczy podczas rozkrecania laptopa „narzedziami” do tego nieprzystosowanymi – zasady bhp sie klapaniaja, hehe 🙂
      A odnosnie tego masla, to naprawde lekka przesada…

    • Ja wybrałem wersję pośrednią – 3 (zamiast całego zestawu) śrubokręty – a jeśli to nie wystarcza, to staram sobie radzić twórczo – coś a’la Twoje zmagania z komputerem 🙂
      Ale masłem orzechowym to mnie rozwaliłeś – uważaj, żeby ktoś nie zlizał całości, bo możesz się zdziwić i pozostanie jazda „na sucho” 🙂

  23. A teraz najprzyjemniejsze, czyli czepianie się detali:) We wpisie podałeś cenę metra sześciennego mieszkania, a godzina dodania komentarza się nie zgadza o równą godzinę. ten dodaję o 00:44, 13-07-2014:)

  24. Super sprawa z tym remontem kawalerki. Bede sie przygladal Twojemu „projektowi”, gdyz sam planowalem wejsc w wynajem mieszkan, a wiadomo najpierw je trzeba kupic i przygotowac.
    Jednak biorac pod uwage czysta inwestycje myslalem, zeby brac pod uwage rowniez lokalizacje takiego mieszkania, czyli kupic w poblizu wiekszych uczelni, centrum miasta albo duzego zakladu pracy. Wtedy mozna liczyc, ze szybciej znajda sie chetne osoby i na pewno kilka zl wiecej miesiecznie wolac, niz podobne mieszkania np. na wylocie z miasta.
    Co do samego urzadzenia mieszkanka, to ok. Nie ma co przesadzac. Tanie, ladne schludne meble oraz uzywany, ale w dobrym stanie sprzet (lub tani nowy, np. z promocji) beda wystarczajace. Zawsze pozniej mozna wyrzucic, jesli najemca zniszczy i zastapic to podobna rzecza, oczywiscie koszta pokrywajac z zaliczki, ktora pobierzemy od najemcy przy podpisaniu umowy.
    Powodzenia! 🙂

    • Gorzej jeśli najemca nie podzieli opinii o zniszczeniu sprzętu i trzeba będzie ciągać się po sądach…;)
      Niestety, kiedyś podchodziłem bardziej entuzjastycznie do tematyki wynajmu mieszkań. Na chwilę obecną uważam i tą dziedzinę wedle zasady „wszędzie dobrze gdzie nas nie ma”. Niedawno ruszył rządowy program mieszkań na wynajem, który trochę namiesza na tym rynku.

    • Też uważam, że nie ma się co spinać i – szczególnie na wynajem – kupować to, na co nas stać i po czym nie będziemy płakali, nawet jeśli nie uda się ściągnąć „odszkodowania” od najemcy.

  25. hmm… drogo to moim zdaniem cena wynajmu. Mieszkam w dużym mieście (prawie 200 tyś. mieszkańców) i za 800 zł miesięcznie chodzą mieszkania 45-50 m2. Kawalerki to raczej 500 zł. Po remoncie w super lokalizacji i z małym czynszem max 600.

    • Zobaczymy co z tego wyjdzie – każde miasto ma nieco inną specyfikę, na którą wpływa masa rzeczy. I naturalne jest, że w pewnych miejscach opłaca się inwestować w nieruchomości na wynajem bardziej, niż gdzie indziej.

  26. Bardzo ładne mieszkanie 🙂 Mnie akurat koszty nie zaskoczyły bo sam czekam na wybudowanie moich dwóch pierwszych kawalerek i kolejne są już w planach i orientowałem się jak wyglądają PRAWDZIWE koszty wykończenia mieszkań deweloperskich pod wynajem. Rozmawiałem nie z ludźmi którzy dla siebie kupowali mieszkania tylko pod wynajem, ale robili takie porządne jak Twoje. Kwoty były podobne, a nawet niższe. Z wyliczeń widać, że mogłeś nawet poniżej 10 tyś zjechać bez większego wysiłku.

    Jeśli chodzi o zarobek na wynajmie to musisz go pomniejszyć o podatek 8,5%, ubezpieczenie mieszkania, podatek od nieruchomości i możliwe, że z czasem opłatę za zarządzanie ( w Mzuri chyba 11%) skoro jest to w mieście w którym nie planujesz być na stałe. Ja choć będę mieszkał na tym samym osiedlu co moje mieszkania na wynajem to planuje zlecić zarządzanie zewnętrznej firmie. Pewnie wielu będzie pukało się w głowę, ale jest to decyzja przemyślana. Przy małej kawalerce opłata nie jest wielka, a ja myślę o niezależności i posiadaniu większej ilości mieszkań a nie zaoszczedzeniu 80-100 zł, które będą żadną oszczędnością jeśli okaże się, że coś jest nie tak w mieszkaniu itp. Moim zdaniem jest to niska cena za święty spokój, choć pewnie nie każdy się ze mną zgodzi.

    Podsumowując: Bardzo ładne mieszkania, i choć rentowność będzie pewnie niższa niż to co podałeś to i tak jest to słuszny krok.

    • Hej,
      Podatek – jasne, ubezpieczenie – jak już pisałem, na tą chwilę to ok 100 zł ROCZNIE, więc tyle co nic, a pośredników raczej będę unikał. Analizowałem chwilę usługi świadczone przez Mzuri, ale doszedłem do wniosku, że chcą całkiem sporo w stosunku do tego, co oferują. Zanim sam się zdecydujesz na takie rozwiązanie dowiedz się dokładnie, co takie firmy oferują, bo może się to mocno rozmijać z Twoimi wyobrażeniami o ich usługach – tak na przykład było w moim przypadku.

      • Dzięki za informację. Mnie w stronę usług tego typu skierowało właśnie to, że będę mieszkał na tym samym osiedlu a w przypadku jednego mieszkania na wynajem zaledwie piętro wyżej i chciałbym uniknąć sytuacji kiedy najemca wiedząc że jestem tuż obok będzie się do mnie zwracał z byle pierdołą. Znam przypadki gdzie najemcy spotkali się z właścicielem dwa razy.

        Raz przy podpisaniu umowy, a raz przy jej rozwiązaniu, a najem trwał 5 lat i faktycznie w takim przypadku usługa typu Mzuri traci kompletnie sens bo płaci się za nic. Ale znam przypadki kiedy do właściciela dzwoniono z takimi pierdołami jak zatkana toaleta i to nie z powodu jakiejś awarii tylko z winy najemcy (każdy wie o co chodzi). I tego właśnie chcę uniknąć.

        Choć biorąc pod uwagę, że będę mieszkał te piętro wyżej zaledwie kilka lat to może faktycznie warto o tym w ogóle nie wspominać, a ewentualne spotkanie w windzie nie będzie się zdarzać przecież tak często.

  27. 13.000 to niezły wynik, szczególnie biorąc pod uwagę, że nie na wszystkim oszczędzałeś. Można by jeszcze urwać coś na tańszym prysznicu, przyzwoitych choć używanych meblach do salonu z tablica.pl, tańszych kafelkach itd. 🙂
    Jestem bardzo ciekawa, czy standard tego mieszkania pozwoli wynająć to mieszkanie za dużo większą stawkę niż standard kawalerki w Bydgoszczy. Mam nadzieję, że podzielisz się tą informacją.

    • Jasne, że można było taniej. Aż boję się myśleć, do jakiej kwoty mógłbym zejść. Poniżej 10k na pewno… może i nawet coś w okolicach 8.000 zł… ale przecież nie o to chodziło. A efektami się podzielę, jak kilka spraw się poukłada i dojdę do wniosku, że używam tego mieszkania tylko i wyłącznie ze względu na wygodę, a nie potrzebę.

    • Na przysznicu można by urwać jeśli śledzi się promocje w marketach. Teraz ta kabina jest w promo w Leroy Merlin za 1150 zł. Moja ścieżka zakupowa wygląda tak: jak drzwi wewnętrzne i elektryka (gniazdka, włączniki) to OBI, jak kabina prysznicowa, baterie to LEROY, a reszta w CASTORAMIE. No oczywiście glazura w namiocie „Płytki za grosze”. Dla przykładu dekor „kwiaty 60×30”, który w Leroy kosztuje 70zł za sztukę w namiocie można kupić za 14 zł 🙂

      • Tak – o promocji na kabinę pisałem w komentarzach powyżej. My mieliśmy 2 miesiące na dokończenie remontu i czekając na promocje moglibyśmy nie zdążyć, co mocno utrudniłoby nam cały projekt. Nie zawsze wstrzelisz się w dobry moment, ale nie ma co żałować, bo wszystkich okazji się w życiu nie wykorzysta.
        Za rok w Bydgoszczy IKEA – być może to również wpłynie na Twoje (lub moje) decyzje mieszkaniowe w przyszłości?

        • Na pewno będzie wygodniej, bo po jedną szafkę do Ikei do Poznania czy Gdańska nie pojadę, a na Fordon już tak 🙂

          Teraz też nie jest najgorzej, bo korzystam z usług firmy Ariba.net.pl. Wysyłam im mailowo listę zakupów, dosłownie wszystko od szklanki po sofę, komodę czy narożnik, a oni jadą do sklepu, realizują zamówienie i przywożą pod wskazany adres łącznie z wnoszeniem do mieszkania. Płacę przy odbiorze i co najważniejsze mniej niż gdybym miał zorganizować sobie transport spod sklepu w Poznaniu czy Gdańsku. Stawki mają konkurencyjne od 10 do 13% wartości zamówienia. Mogę zamówić coś na kwotę 150zł, a za dostawę do Bydgoszczy zapłacę tylko 29zł. Działa to na zasadzie grupowania zamówień. Do Bydgoszczy transport jeździ 2 razy w tygodniu i rozwozi zamówienia po klientach. Naprawde świetne rozwiązanie. Jest tylko jeden mały szkopuł, a mianowicie trzeba dokładnie wiedzieć czego się chce 🙂

          • Kolejne niestandardowe rozwiązanie, o którym nie miałem pojęcia, a które wydaje się być naprawdę sensowne! Dzięki za info 🙂

  28. Witaj. Od pewnego czasu interesuje mnie tematyka, jaką poruszasz w Swoim blogu, w związku z powyższym przeczytałam go prawie „od deski do deski” 🙂
    Piszesz interesująco. Ostatni Twój wpis mnie zainspirował, bo jestem w trakcie remontu kuchni i brakuje mi już kasy. Jaka to inspiracja? Pojechałam do IKEA i kupiłam zestaw: stół z krzesłami, którego jakość pozostaje moim zdaniem w korzystnej relacji do ceny. Pozdrawiam.

    • Cieszę się, że czasami kogoś zainspiruję – nawet, jeśli chodzi jedynie o kupno mebli 🙂 Ale czasami właśnie od takich drobnostek się zaczyna i człowiek dostrzega, że upatrzone meble za grube tysiące to chyba jednak nie prawdziwa potrzeba!

    • Spokojnie, to nie jedyna inspiracja z Twojego bloga 🙂
      Po prostu mam remont i bardzo mało czasu, aby się rozpisywać. A swoją drogą ,to świetne mieszkanko urządziłeś. Brak mi tu tylko szafy, a dla kobiety to sprzęt priorytetowy 🙂 Czy ktoś już o tym wspominał?

      • Hej,

        Szafa jest – wysoka na 2,3 m 🙂 Jest we wnęce w przedpokoju, ale niestety żadnego zdjęcia z nią się nie doszukałem, a w najbliższym czasie nie mam jak je zrobić.

  29. Kurcze, remont Ci wyszedl naprawde ladnie. Zastanawiam sie jednak, czy jak wszyscy tak przytniemy wydatki i nie damy nikomu zarobic, zeby bylo jak najtaniej, to co na to nasza gospodarka? W koncu kreci sie ona dzieki wymianie pieniadza, prawda? Czy nie nakrecamy troche deflacji oszczedzajac ekstremalnie i nie dajac zarobic?

    P.

    • Hej,
      dzięki za komentarz – w odpowiedzi pozwolę sobie przekierować Cię do tego wpisu, który dobrze odpowiada na Twoje pytanie.
      I jeszcze jedno: staram się omijać tłum. Niech on nakręca gospodarkę, niech tworzy te wszystkie mechanizmy, dzięki którym ja mogę ze spokojem podążać własną drogą, nie martwiąc się o przyszłość 🙂

    • Wszystko by było fajnie i można by kręcić gospodarkę gdyby nie podatki, które trzeba płacić, żeby wykarmić setki tysięcy darmozjadów i ich rodziny. Ostatnio zastanawiam się jak to jest z wymianą towar za towar albo usługę (przysługę). Czy trzeba płacić jakiś podatek, czy można tak sobie żyć szczęśliwie nie płacąc VATów i dochodowego ponad to co rzeczywiście niezbędne.
      PS Wolny, może zrobisz o tym wpis? Takie uniezależnienie się od pieniędzy jest przecież ogromnym krokiem ku wolności (ale nie podpuszczam:)

      • Można kupować bez VAT-u 🙂 Wystarczy wybierać wykonawców którzy nie są jego płatnikami, a limit do którego nie trzeba nim być to 150 tyś zł. Faktycznie żadnego towaru nie kupimy bez VAT bo nawet średniej wielkośći sklepiki mają zbliżone obroty, ale już wykonawcy remontów itp to spokojnie mogą sobie działać nie będąc płatnikiem VAT. Sam prowadzę DG w ten sposób i nawet jak będę się zbliżał do tego limitu to część działalności przeniosę do sp zoo, która będzie miała osobny limit, a więc część obrotu gospodarczego może się odbywać bez VAT-u 🙂

      • A co tu sie zastanawiać. Barter jest tylko formą rozliczeń pomiędzy kontrahentami z punktu widzenia obowiązku podatkowego nie rożni się niczym od zapłaty gotówką lub przelewem… Czyli sprzedając komuś 10 cegieł i płacąc za to 2 siekierami macie obowiązek wystawić sobie wzajemnie faktury na których jeden z was wyceni te 10 cegieł na 20 zł, a drugi z was siekiery również na 20 zł. I każdy płaci (jeśli zachodzi taka konieczność) podatek.

  30. Minimalistyczne mieszkano, w takim od razu bym chętnie zemiaszkała, gdyby zaszła taka potrzeba, Ślicznie urządzone, nie ma natłoku mebli , ozdóbek itp., ale sypialni nie zauważyłam ..:-)

    • Skoro jest aneks kuchenny, to postanowiliśmy pójść za ciosem i urządzić również aneks sypialniany 😉 A tak poważnie – 24m2 nakładają swoje ograniczenia i mimo, że rozważaliśmy kilka ciekawych opcji, zdecydowaliśmy postawić na przestrzeń i wygodną, rozkładają kanapę.

  31. Czyli aneks, salon i sypialnia jest razem? jednym? Ja jestem pod mega ogromnym, pozytywnym wrażeniem. 🙂 większość z nas i tak nie używa całej powierzchni jaką ma do dyspozycji w domu, mieszkaniu.
    Ja mam 17 m2 pokój, niby salon ,a stoi tam mała kanapka, stoliczek i telewizor na ścianie plus roleta w oknie i dwie doniczki z kwiatkami na parapecie. Reszta to wolna, nieużywana powierzchnia , którą trzeba sprzątać i płacić podatek od nieruchomości….
    Pozdrawiam serdecznie i gratuluję mega zarazdności i pomysłów, no i umiejętności .

      • Na jedną osobę „klitki” nie są złe. Od klitek i jednoosobowych gospodarstw przejść można z czasem do większych metraży i posiadania rodziny.
        U mnie rzecz wygląda tak: 55m – 4 os (dwie dorosłe+dwoje dzieci). Jest na styk. Momentami ciasnawo (Szczególnie gdy na podłodze chłopcy toczą swe bitwy lub robią wieloetapowe rajdy aut).

        • Ja mam nieco odmienne zdanie na temat przestrzeni wykorzystywanej do życia przez rodzinę. Nasze obecne mieszkanie ma niecałe 60 m kw. i jest ciasno. Niby 3 pokoje (mikro sypiania, salon i pokój dzieci), ale zaczyna nam brakować przestrzeni.
          Nie wiem np. gdzie miałabym wstawić drugie biurko, kiedy córka pójdzie do szkoły. O przebywaniu we wspólnym pokoju brata i siostry, kiedy oboje wejdą w okres dojrzewania nawet nie chcę myśleć (chociaż ja sama miałam pokój wspólnie z bratem, ale ten pokój był przynajmniej mega duży).
          Nie chciałabym też rezygnować ze spania w sypialni w normalnym wygodnym łóżku na rzecz spania w salonie na kanapie. Wiem, że tak się da, ale dla kręgosłupa to nie jest najlepsze, co może go spotkać.
          Poza tym uważam, że dzieci powinny mieć przestrzeń do zabawy, , do różnych twórczych działań, do tego, żeby móc zaprosić do domu kolegów (inaczej będą się same szwendać).

          • Mam 60 metrów, gdy znajomi wchodzą, to wydaje im się, że 80. Dlatego, że główny pokój= sypialnia nas rodziców = jadalnia otwarta na kuchnię = pomieszczenie stworzone z przedpokoju, kuchni i salonu, że ta część domu ma około 5×6 metrów i jest pozbawiona ścian wewnętrznych. Mniejsze pokoje należą do dwojga dzieci, każde osobno. Przestrzeni dla czworga aż nadto, wystarczyło nam do:
            – zorganizowania imprez rodzinnych i nawet nie było ciasno (umiejętne upchanie rzeczy w innych pokojach natenczas) – udało się po przekątnej postawić stół na 18 osób
            – podobnych imprez dla dzieci, ale ich mniej (dzieci to jednak żywioł….)
            .
            Oczywiście, nie wszystkim odpowiadać może codzienne sprzątanie pościeli i garów z widoku. Ale my się do tego przyzwyczailiśmy, że łóżka rano się ściele, ubrania i rzeczy osobiste sprząta, a wszelkie garnki i talerze myje natychmiast po użyciu, by nie szpeciły widoku.
            .
            60 m2 ? Bardzo dobry metraż, pod warunkiem, że ma ono sprzyjający metraż.

          • Też mamy salon otwarty na kuchnię i przedpokój, inaczej mieszkanie byłoby klaustrofobiczne. Ja lubię przestrzeń.
            Poza tym 3 pokoje w takim mieszkaniu, to jednak mikroklitki. Owszem, moi teściowie mają mieszkanie o powierzchni o 10m2 mniejszej od naszego i też niby 3 pokoje. Tyle, że pokój siostry mojego męża to była długa, wąska kiszka, w której mieściło się tylko łóżko i biurko. Moim zdaniem to nie są warunki dla dziecka. Gdzie ono ma się bawić w takim pokoju, jak tam nawet nie ma jak się obrócić.
            Poza tym spanie w salonie na kanapie to jednak nie dla mnie. Nie wiem czy istnieją jakieś wygodne kanapy, wydaje mi się jednak, że na dłuższą metę porządnego materaca nic nie zastąpi.

          • Ostatnie zdanie mi się spaskudziło, powinno być:
            „60 m2 ? Bardzo dobry metraż i całkiem duże mieszkanie, pod warunkiem, że ma ono sprzyjający układ.”
            .
            Pokoje-tramwaje to rzeczywiście zmora wielu mieszkań w blokach. Ja nie mogę narzekać, mamy wspomniane 5,5 na 6, a dziecięce dwa 3 x 3,5. Kanapa kanapie nierówna, nie mam tu żadnych wymagań, byle równa wygodniejsza od betonu i gałęzi.
            .
            Słusznie piszesz, że jeśli chce ktoś mieć odrębną sypialnię i salon i ma dwoje dzieci, to nie da się ich rozdzielić. Osobiście wolę spać na wygodnej kanapie w salonie-sypialni (szerokość 160 nam wystarcza w zupełności), a nie na materacach, a mieć spokój i mniej konfliktów wśród dzieci, mających swoje pokoje.
            .
            Z ważnych rzeczy przy małych metrażach, to nie warto tworzyć nadmiaru mebli wolnostojących (szaf, komód, rozłożystych foteli, podnóżków itd.). Szafki z telewizorem nie mam – wystarcza mi monitor komp. na biurku podpięty do laptopa i do dekodera.
            Warto zastanowić się nad szafami z systemami przesuwnymi. Wbrew opinii o ich pojemności pochłaniają one sporo miejsca, sam mechanizm wraz z odległością od półek to min. 10 cm.
            Jeśli chce się przestrzeni, małe metraże wymagają też minimalizmu, w tym rezygnacji z wolnostojących dużych kwiatów (fikusy, palmy, draceny).
            Ja u siebie nie mam firan i zasłon – same zalety: jest jasno, a że wysoko to nikt nie zagląda, nie trzeba prać, no a poza tym zyskuje się przestrzeń na szafki i regały po bokach okien w kątach.

          • My mamy stosunkowo mało mebli, kwiatów nie mamy w mieszkaniu w ogóle – przy kotach się nie da, przynajmniej przy moich, zeżrą wszystko.
            Moje dzieci mają w tej chwili wspólny pokój i konfliktów na razie nie ma, ale są jeszcze oboje dosyć mali, no i lubią się.
            W niedalekiej przyszłości jednak będą mieć każde swój pokój, bo wyprowadzamy się do większego mieszkania.
            Obecne mamy już prawie spłacone, chcemy je wynająć.

  32. Jestem pod wrażeniem. Wspaniała relacja i niezwykła inspiracja dla osób, które chcą niewielkim kosztem zrobić coś ze swoim mieszkaniem.
    Chcę wyremontować kuchnię i szczerze powiedziawszy byłam pewna, że 10 000 złotych to minimum na jakie muszę się przygotować.

    • Hehe – też jeszcze niedawno strzeliłbym jeszcze wyższą kwotą myśląc o remoncie kuchni. Cieszę się, że dzięki tej kawalerce trochę przejrzałem na oczy 🙂

  33. Jako właścicel mieszkań wynajmowanych powiem tak: jak masz zaufaną ekipę to większość problemów odpada. U mnie przy remoncie 48m2 ja kupiłem tylko: panele, płytki, farby, osprzęt łazienki i lampy. Resztę (włącznie z fugami, kontaktami czy włącznikami a także z taką głupotą jak dzwonek do drzwi) kupił majster. Remont całości (wraz z nową instalacją elektryczną w mieszkaniu oraz wylewkami na podłogach) zajął równo miesiąc + po kolejnych 2 tygodniach jeden dzień (drzwi jak się okazało po zakupie musiałem zamawiać pod wymiar, standardowe nie wchodziły w grę niestety 🙁 ). Nai le zaufana ekipa była? Dostałem plik faktur za materiały i zanim zacząłem przegladać to majster mi pokazał, że są tam dwie pozycje dla niego prywatnie: pędzel i sól drogowa. Nie musiał tego pokazywać, żebym mu zasponsorował, a jednak wskazał. Robocizna mnie kosztowała 18 tysięcy (w Warszawie, zawierałą w sobie koszty usunięcia starych materiałów, skucia tynków i wywozu gruzu i śmieci). Czy dużo – mnie się wydaje, że nie, biorąc pod uwagę tempo prac. Niestety, nie miałem możliwości bawienia się samodzielnego w to mieszkanie – musiałem się tam wprowadzić jak najszybciej. I przypominam, remont był bardziej kompleksowy 🙂

    • Całość brzmi sensownie, chociaż szczerze mówiąc: cena samej robocizny mnie osobiście powala. Ale zdaję sobie sprawę, że pracy było o wiele więcej niż to, z czym sam miałem ostatnio do czynienia.

  34. Wedlug mnie nieoplacalne jest kupowanie starego lub b.starego lokum do remontu i pod wynajem. Koszt zakupu i remontu zwroci sie po 15-17-20 latach, lokum stanie sie o te nascie lat starsze, byc moze bedzie calkiem juz nieatrakcyjne na rynku ani pod wynajem ani na sprzedaz, znow bedzie wymagalo kolejnego generalnego kosztownego remontu. Skorka warta wyprawki. Co innego wynajmowac lokum, ktore sie juz posiadalo, a stalo nieuzywane przez wlascicieli i generowalo tylko koszty utrzymania, a co innego specjalny zakup starego mieszkania pod ten cel. Po 20 latach wyjdzie sie na zero, przy okazji meczenie z lokatorami, zniszczeniami, drobnymi remontami, podatkami… a jak koszt zakupu sie wreszcie zwroci, znow lokal bedzie wymagal nakladu kasy by nadac mu standard choc troche doganiajacy duzo nowsze mieszkania na rynku.

    • Nie zgadzam się – czy istnieje zbyt wiele innych zależności, żeby mówić o prostej korelacji pieniądze -> jakość. A twierdzenie, że wykonany przeze mnie remont musi skończyć się kolejnym remontem w niedługim czasie tylko na podstawie wydanej kwoty jest naprawdę wielkim uproszczeniem.

  35. Jeśli można wyremontować całe mieszkanie za 13tys to oznacza że musimy porządnie oszczędzać. A każdy wie do czego prowadzi oszczędzanie 😉 Skąpy 2 razy traci 😛

    • 1. Usunąłem link – trzeba mieć sporo tupetu, żeby nazywać kogoś skąpcem i jednocześnie próbować się za darmo reklamować na czyimś blogu.
      2. Musisz być dobrym klientem dla sklepów i fachowców – sam podniósłbym specjalnie dla Ciebie ceny, żebyś być bardziej zadowolony z tego samego 🙂

  36. Witaj Wolny.

    Właśnie jestem przed tym samym wyzwaniem , którego Ty własnie dokonałeś.
    Mianowicie udało mi sie kupić kawalerke 22m2 w centrum miasta za bardzo małą sume , wydaje mi sie wręcz , że to był interes życia jak do tej pory:) Mieszkanie bedzie na wynajem i chce przeprowadzic kapitalny remont wraz z elektryką i ogrzewaniem oraz wymiana drzwi balkonowych z małymi oknami , drzwi wejsciowe itd itp czyli wszystko 🙂 Chciałbym sie zmiescic w 25 tysiacach zł. Czy jest to realne?

    • Za mało danych żeby to stwierdzić z całą pewnością, ale myślę, że jeśli zdecydujesz się na samodzielne wykonanie większości prac (niektórych raczej nie unikniesz, bo i zakres prac masz większy), to jest to do zrobienia. Zrób sobie od razu kosztorys, zaplanuj wydatki, uwzględnij robociznę tam gdzie trzeba i będziesz wiedział znacznie więcej niż to, co ja czy ktoś inny podpowie Ci w komentarzu. Pozdrawiam i życzę powodzenia z tym remontem.

      • Zaczynam za tydzień . Po pierwsze demolka bo jest to mieszkanie po starszym Panu , który niedawno zmarł i nigdy nic nie było tam nawet odświeżane. 🙂 Zawsze przy wynoszeniu zwracam uwage na różne ” skarby ” 🙂 , te mniej i te wiecej warte. Te mniej sprzedaje od razu a te drugie zachowuje . Jest jeszcze piwnica cała zawalona gratami , pudłami , narzedziami , z daleka widziałem stary milicyjny kogut 🙂 Uwielbiam takie szperanie w starociach i dlatego piwnice zostawiam na ” deser ” 🙂 po remoncie a potem dalej bede polował na okazje. Czy Wy też to lubicie 🙂 ?
        Pozdrawiam

  37. Wolny to jest DOBRA ROBOTA bo estetyczne i funkcjonalne mieszkanko.
    Gdy jednak już je sprzedaż to zarabiaj w mojej spółdzielni do 10% rocznie i dalej remontu następne kawalerki. Dochód pasywny uzyskany z udziałów w naszej spółdzielni pozwala bezpiecznie i pewnie pomnaźać oszczędności. Co do adaptacji i remontu to masz naprawdę TALENT .

  38. Witam:)
    Efekty powalające!:) Mam pytanie w jakich sklepach internetowych kupowałeś panele podłogowe?
    Jestem na etapie remontu i jeśli naprawdę wychodzi taniej niż w markecie i masz sprawdzony sklep internetowy to proszę o informację:)
    Pozdrawiam:)

  39. Witam,
    Wolny wspaniale wykończenie mieszkania 😉
    A artykuł – bezcenny (zwłaszcza że ostatnimi czasy interesuje się zakupem i remontem mieszkania).
    Wielkie Dzięki i czekam na kolejne wpisy, w międzyczasie zapoznając się z pozostałymi (trochę tego jest u Ciebie – w pozytywnym tego słowa znaczeniu).

    • Nadrabiaj zaległości – rekordziści deklarują, że potrzeba ok 5 dni na przeczytanie wszystkiego. To jakieś 30 wpisów dziennie – ja bym chyba nie dał rady 😉 Pozdrawiam!

  40. na korytarzu są płytki? Czemu nie panele? Chciałam w swoim mieszkaniu położyć panele również na przedpokoju.
    Co to konkretnie za panele? Jaki producent, kolor?

    • Przedpokój to miejsce, które – szczególnie w zimie – jest narażone na topniejącą „śnieżną papkę” spływającą z butów. Ponieważ zamierzam wynajmować, wolałem nie mieć z tym problemów przez najemców, którzy nie będą dbali o utrzymanie względnej czystości w przedpokoju.
      Dokładna nazwa paneli to: Super Natural Classic Dąb Aspen 8630 AC4 8mm Krono Original

          • Witam, jestem również pod wrażeniem wystroju mieszkania, pochwały za jego wystrój, kolorystykę, proszę przekazać też żonie:).Niedawno z mężem remontowaliśmy systemem gospodarczym mieszkanie, które wynajmujemy. On wykonywał wszelkie prace „męskie”, moja rola sprowadzała się do roli pomocnika i dekoratorki wnętrz:) Także wiem, jak na odbiór całości wpływa kolor, sensowne rozplanowanie całości.
            Czy również mogę prosić na emaila o symbol biało-czarnych płytek w łazience? Z góry dziękuję.
            P.S. Od kilku miesięcy czytam tego bloga – jest dla mnie drogowskazem:) jakże skutecznym, gdyż już widzę efekty w postaci oszczędności i bardziej racjonalnego podejścia do konsumpcji:)

  41. Niedawno wykańczałem kawalerkę i wynik wyszedł podobny… większy „tylko” niestety o koszty robocizny (nie mam takich zdolności budowlanych jak Ty). Całość remontu zamknąłem w 21 tyś, z czego 7tyś to właśnie robocizna.

    Tak więc jak widać, okolice 13-14 tyś to dobra kwota jeżeli chodzi o przygotowanie kawalerki pod wynajem.

    • Zerknąłem na Twój wpis – rzeczywiście podobny rezultat. Co do robocizny, to nie jestem przekonany, czy to zdolności, czy po prostu chęć nauki i ciężka praca.
      Życzę powodzenia w rozwoju dopiero co zainaugurowanego bloga!

  42. Na taki wpis czekałam od bardzo dawna w internecie 🙂 twój wpis na temat kosztów remontu jest zaprezentowany w przejrzysty i logiczny sposób, dlatego chętnie wracam do niego wielokrotnie :).

  43. No nieźle 🙂 Ja za samą łazienkę razem z robocizną dałam więcej niż tu widzę za łazienkę i inne pomieszczenia. No ale ja pewnych rzeczy sama nie zrobię niestety. Ostatnio miałam kupić kleje uszczelniające i skończyło się na tym, że zanim poszłam do sklepu to zajrzałam tutaj żeby zobaczyć co to jest. Ale uczę się i mam nadzieję, że następny remont zrobię w większości samodzielnie. A pomysł z wynajmowaniem mieszkania jest dobry- byleby trafić na wypłacalnych i nie demolujących mieszkania najemców 🙂

  44. Witam, mam pytanie o podłogi jakie to są panele kolor i firma, bo bardzo mi się spodobały takie jaśniutkie. W ogóle świetnie urządzone wnętrza.

  45. Oczywiście efekt super jak na 13.000 zł. Oczywiście nawet jeśli to by kosztowało 20.000 to też niczego sobie, bo całe mieszkanko jest gotowe wraz z kuchnią, salonem i łazienką. Szkoda tylko, że nie ma tutaj niczego łał. Ja na każdym kroku chciałbym mieć coś szalonego, a co za tym idzie drogiego, widać, że umiecie iść na kompromisy.

  46. Mógłbys napisac cos wiecej o melach w kuchni? jaka jakosc,jak wizualnie itp i czy tez bys je kupil do swojego mieszkania,polecasz?

  47. Bardzo dobry efekt. Mieszkanko jest ładne no i faktycznie sporo zaoszczędzonej kasy. Mieszkanie na wynajem to świetny sposób na inwestowanie pieniędzy. Nie wiem jak rynek wygląda w Bydgoszczy, ale sam fakt, że są tam uczelnie wyższe sprawi, że będziesz miał zawsze napływ studentów, którzy chętnie wynajmują kawalerki. Tak przynajmniej jest w Poznaniu.

  48. Trafiłam przypadkiem i tak sobie czytam z niezłą przyjemnością.
    Za co bardzo dziękuję!

    Co do czasu pracy – można założyć, że te 200h było wielkim kosztem, a nie oszczędnością.
    Wszystko zależy jednak od punktu siedzenia 😉 Dla Ciebie jest to nauka nowych umiejętności, dla kogoś innego tracenie czasu zabranego rodzinie…

    Osobiście czekam na pozwolenie na remont swego 48m2 mieszkania. Dokładniej przebudowę (stąd pozwolenie), bo chcę zamienić miejscami kuchnię z łazienką 🙂

    Sporo prac będę wykonywać sama, po regularnej pracy.
    Po części z oszczędności gotówki i czasu (tak! czasu, który i tak spędzałabym nadzorując ekipę). Po drugie ja tu dalej będę mieszkać i to będzie akurat trudne…
    Po drugie lubię majsterkować i widzieć fizycznie zmaterializowane efekty pracy (inaczej niż w życiu zawodowym).
    Po trzecie spędzę więcej czasu ze swoim facetem, bo zaoferował pomoc. Nie wspominając o tym, że ze względu na moje dyktatorskie zapędy może to być bardzo ciekawe doświadczenie dla nas 😉
    Po czwarte sporo się nauczę nowych rzeczy – już trenuję, bo mam jeszcze czas.
    Po piąte lubię ideę DIY i recykling, więc osiągnę tu duchowe spełnienie 😉
    Po szóste siedzę 8h na tyłku, mieszkam w wielkim mieście i jakoś tak sporo ciężkiej fizycznej pracy mi się przyda.

  49. Witam, muszę powiedzieć, że efekt końcowy naprawdę rewelacyjny. 200 h własnej pracy to na pewno oszczędzone kilkanaście tysięcy. Nie wiem tylko czy podłoga w łazience wytrzyma próbę wody. 😛 No i musicie liczyć się z tym, że panele przy aneksie nie będą długo w idealnym stanie – sam to przerabiałem. Ale efekt końcowy i tak jest super, a za zaoszczędzone pieniądze można wydać na jakieś egzotyczne wczasy. 😉

    Jeśli chodzi o sam wynajem – zawsze możesz przeprowadzić kasting na lokatora. Do takiego mieszkania na pewno zgłosi się masa chętnych. Gratuluje!

  50. Za tytułowe 13.000zł można wykończyć niewielką kawalerkę. Pytanie tylko czy opłaca się zakup tanich materiałów budowlanych i niskiej jakości mebli..? Z doświadczenia wiem, że w perspektywie czasu to nie opłacalny tok myślenia. Abstrahując fajny temat i rzecz jasna opis. Pozdrawiam

  51. Czesc. Bardzo powaznie zastanawiamy sie z mezem nad podobnym rozwiazaniem. Chcemy kupic 38m2 w blizej nieokreslonych celach. Moze byc pod wynajem albo dla opiekujacej sie dzieciakami babci. Opcji jest kilka. Mieszkanie w Ozarowie Maz. koszt 180.000 stan deweloperski. Bijemy sie z myslami jak podejsc do sprawy garazu, jestem ciekawa twojego zdania. Opcje sa 3: miejsce w garazu podziemnym koszt ok 25.000 (duzo, bylby moze za to zrobiony remont), miejsce postojowe przed blokiem 8.000zl ( mniej ale znowu czy warto…) brak garazu i miejsca postojowego.

    • Hej, sami musicie podjąć tą decyzję. My za kilka dni wprowadzamy się (nareszcie!) do 75m2 mieszkania, które kupilismy od dewelopera bez miejsca w hali, ale z miejscem naziemnym (ceny niemal identyczne jak u Ciebie). Kwestia priorytetów, planów co do tego mieszkania i rachunku (miejsce w hali do ok 25.000 zł + co miesiąc ok. 70zł na jego opłaty). Pozdrawiam.

  52. Witam, co to za panele w kuchni i w salonie? Moge porisc o nazwe/ model ?? Poprosilabym tez o kolor na scianie i firme 🙂 Pozdrawiam

  53. Niesamowity efekt! Kuchnia wygląda świetnie, te białe kafle w połączeniu z jasną podłogą i pięknym blatem zrobiły robotę! Gratuluję pomysłu. Aż trudno uwierzyć, że cały remont tyle kosztował.

  54. Wasza historia i realizacja to świetny dowód na to, że po prostu można. Zdecydowanie! 13 tysięcy złotych, a krok po kroku pokazaliście, że remont mieszkania można zgrać od a do z, bez wydawania kroci. Gratuluję serdecznie i pozdrawiam świątecznie 🙂

  55. Super projekt. Na prawdę świetnie to wygląda. Ostatnio czytałem o remontach od firmy http://oferia.pl i czytałem na forach głównie pozytywne opinie o nich. Zainteresowałem się bo potrzebuje wykonać remont u mnie na strychu. Czy ktoś korzystał z ich pomocy bądź mógłby coś więcej o nich powiedzieć? Z góry dzięki za każda sensowną odpowiedź.

  56. Też mi się podoba efekt końcowy i oczywiście budżet wykorzystany do zrealizowania tego zamierzonego celu. Podziwiam Jak będziesz miał kłopoty z zatkaną kanalizacją wal jak w dym. Pomogę.

  57. Ja osobiście uważam, że tylko łóżka sypialniane powinny być najwyższej jakości bez zwracania uwagi na cenę a resztę można i należy ekonomizować 🙂 Generalnie bardzo ciekawy wpis i aż miło się czyta o takim remoncie 🙂

    • Zerknąłem na wpis – założenia ambitne jak na 42m2 i mieszkanie dla siebie. Na wynajem robi się jednak nieco inaczej, łatwiej trzymać się budżetu i oprzeć różnym pokusom. Pozdrawiam i życzę powodzenia – za parę dni opublikuję wpis o najnowszym remoncie – powinieneś znaleźć coś dla siebie.

  58. Mam te same kafelki w kuchni i o takich meblach właśnie myślałam, tanio wyszły. Jak kiedyś wynajmowalam mieszkanie łazienka była zrobiona w identyczny sposób, kafelek tyle ile trzeba. Podoba mi się to. W swojej łazience mam kafelki po sufit (taki stan zastalam) i nie specjalnie mi się to podoba. W kuchni kafelki mam wyłącznie między szafkami stojącym a wiszacymi. Sporo kafelek mi zostało, ale trzymam je, bo planuję zmianę mebli i może będzie trzeba dolozyc. Moj salon ma 25m kw i zastanawiam sie jakbym w nim upchala wszystko, co Tobie sie udalo w tej kawalerce. Szacun bo mieszkanie nie wyglada na zagracone a jest wszystko, co potrzebne. No, jeszcze pralka, a tv malo kto ma, dobry laptop, ewentualnie projektory, kto dzis oglada tradycyjne tv? yc

  59. Dzien dobry, czy moglabym rowniez prosic o indeks plytek z kuchni I lazienki? I jak wyglada technologia uzyta na podlodze w lazience? te skroty za wiele mi nie mowia 😉

  60. Ciekawe tylko, kiedy trzeba będzie robić generalny remont po tym remoncie 🙂 Tanie materiały najczęściej są bardzo kiepskiej jakości i nie wytrzymają próby czasu i użytkowania.

  61. Brawo, z odrobiną zaradności człowiek jest w stanie wiele rzeczy zrobić samemu. A jeżeli już decydujemy się na ekipę to warto zaoszczędzić na materiałach i tak jak pisałeś – kupić je online. Większość sklepów internetowych z wyposażeniem łazienek oferuje też darmowe porady, co jest również ważne dla laików 🙂

  62. mój remoncik wyszedł ciut drożej, ale to dlatego że długo szukałam architekta wnętrz (Iwony Terczyńskiej z Gerczyńska Design), który zajmie się sprawą. wiem że samemu można wiele i to tanio, ale chciałam uniknąć błędów (maści wszelakiej) i stresów. udało się, mieszkanko jest śliczne 😉

  63. Wow. To naprawdę robi wrażenie. Tak kwota jak i efekt. Sam wykańczałem swoje mieszkanie kupione na rynku pierwotnym. Wiele rzeczy zrobiłem bez przemyślenia bo ważniejsze od ceny było żeby było ładnie i komfortowo. Teraz wiem że można było to zrobić zdecydowanie taniej na trochę niższym poziomie. Jak materiały wyglądają po 2 latach?. 13k PLN to faktycznie niewielka kwota. Wydałem zdecydowanie więcej, kilka razy niestety :). Jestem z branży, pomagam ludziom w uzyskaniu kredytu i tym bardziej jestem zdziwiony. Pozwolę sobie zarekomendować mój wpis na temat możliwości finansowania remontu mieszkania z użyciem kredytu hipotecznego.
    http://blogkredytowy.pl/2013/02/kredyt-hipoteczny-na-remont-lub-wykonczenie/

  64. Kamila ja panią Iwonę Terczyńską znam dobrze, bo świadczyła usługi całej mojej rodzinie. Świetny architekt i świetny projektant wnętrz to się nie dziwie, że jesteś zadowolona 🙂

  65. Kawalerka pięknie urządzona, efekt oszałamiający! Nie dawno kupiłam swoje pierwsze mieszkanko, przytulne 30m2 Jest jednak sporo rzeczy do zrobienia, między innymi kuchnia i łazienka, to chyba najbardziej kosztowne zakątki. No ale nie tak bardzo jak może się wydawać. Tutaj widać żywy przykład że można zrobić niskobudżetowy remont w pięknym wykonaniu.

  66. 13 000 za remont całego mieszkania to śmiesznie mała kwota. Gratuluję, tym bardziej, że kawalerka prezentuje się naprawdę dobrze. Gdybym sam miał mieszkać w takim miejscu, wydałbym pewnie trochę więcej na dobre materiały budowlane, ale na wynajem jest idealnie.

  67. Brawo dla autora! Przyznam że to mistrzostwo świata zrobić remont za 13 tysięcy, jestem w podziwie, bo sama nie dawno planowałam remont mieszkania z mężem i niestety wyszło dwa razy tyle niż zakładaliśmy.

  68. Trudne zadanie jak się wydaje, ale oszczędzając na fachowcach można uciąć 30 do 40 % kosztów a ile zabawy z malowaniem i układnie paneli też nie jest trudne 🙂

  69. Remont wykonany idealnie, no szczęka mi opadła jak to zobaczyłam, przecudnie i na dodatek wszystko za taką kwotę. W mojej kawalerce przydał by się remont, a tyle pieniędzy to na pewno uzbieram w niedługim czasie.

  70. Faktycznie bardzo dobra cena, a efekt jeszcze lepszy, materiały mimo ceny wyglądają na dobre. Płytki też równiutko układane, naprawdę świetnie!

  71. Ale gdzie znalazłeś tak tanie meble? To mnie zastanawia. Bo ceny mebli na wymiar sa przecież dużo wyższe. A tu tylko 3tys? cena rewelacyjna.

  72. Jeśli chodzi o remont czy to kuchni czy całego mieszkania to odradzam sugerowanie się aktualnie panującą modą. Co dzisiaj jest modne niekoniecznie będzie modne za kilka lat.
    Jestem zwolennikiem wyboru tego co rzeczywiście mi się podoba i co jest ponadczasowe – drewno, stal itd

    • remont super zwłaszcza efekt końcowy….ciekawa jestem ile z tego bede w stanie zrobić sama będąc kobietą…malowanie i owszem ale kładzenie kafli to już wyższa szkoła jazdy ,trzeba poruszyć znajomości może po prostu ktoś zrobi to za free .

  73. Witam, jestem w trakcie poszukiwania taniej ekipy do wykonania remontu łazienki w moim mieszkaniu. Rozmyślam nad wynajęciem kogoś ze strony https://oferia.pl/wykonawcy/budowa-remont I tu rodzi się pytanie. Czy ktoś korzystał z tej strony i czy ludzie ogłaszający się na tej stronie są wiarygodni? Budżet mam ograniczony i typowe firmy są na ta chwile za drogie.

  74. Te widełki trochę pewnie się różnią, bo wiele zależy od tego, jaka firmę sie wybierze. Można też niektóre rzeczy zrobić własnym sumptem to kolejna oszczedność. Tylko trzeba mieć umiejności. Ogólnie bardzo fajny wpis. Pozdrowienia.

  75. Gdyby wszystkie treści w Internecie były tak marytoryczne i dokładne. Ten artykuł jest po prostu świetny! Z pewnością okaże się przydatny dla wielu osób, które noszą sie z zamierem przeprowadzenia remontu.

Odpowiedz na „wolnyAnuluj odpowiedź

Wpisz komentarz
Podaj swoje imię