Mniej = więcej: dom.

Jeśli odłożymy na drugi plan dosłowne znaczenie słowa „dom”, pozostaje to, co subiektywne,  a nawet intymne. Czym dla Ciebie jest dom? Dla mnie to bezpieczna ostoja, która przywraca moją równowagę wewnętrzną. To miejsce, które zapewnia schronienie mojej rodzinie, a więc spełnia jedną z podstawowych potrzeb zdefiniowanych w modelu hierarchii potrzeb Maslowa: potrzebę bezpieczeństwa.

Temat kupna mieszkania nadal jest w naszym przypadku aktualny. I mimo, że kolejne pomysły stawiają pod znakiem zapytania dotychczasowe podejście (tajemniczość celowa – na szczegóły przyjdzie czas), to ostatnio nieco czasu zainwestowaliśmy w zastanowienie się nad podstawami podstaw, czyli nad tym, jak powinno wyglądać wnętrze, w którym prawdopodobnie spędzimy kilka kolejnych lat. A raczej: jak chcielibyśmy, żeby ono wyglądało. Sprawa teoretycznie jest prosta: kierując się dotychczasowymi preferencjami i praktycznością, naturalnym wydaje się wybór nowoczesnego stylu i optymalnych cenowo materiałów. Ponieważ akceptacja tego, co wydaje się oczywiste pachnie mało świadomym podejściem dyktowanym przez obowiązujące standardy (czytaj: reklamę), postanowiliśmy zacząć od początku.

Od początku, czyli od zdefiniowania swoich potrzeb. Skoro w ostatnim czasie dość mocno zmieniliśmy swoje priorytety, sposób patrzenia na życie, a także mamy świadomość różnicy pomiędzy potrzebuję/chcę – to może otaczające nas na co dzień wnętrza również należałoby dostosować do tych zmian? Skoro przedkładamy ciszę nad hałas, być może nieco mniejszy priorytet otrzyma idealna komunikacyjnie (ale głośniejsza) lokalizacja, a jeśli pustka jest lepsza od nadmiaru (przynajmniej według nas!), to i wnętrze ulegnie modyfikacjom?

minimal_dom3Wygląda prosto? I o to chodzi!

Wyobraź sobie puste mieszkanie. Stan deweloperski, przy czym zupełnie nieistotne jest to, czy wynika on z kupna nowego mieszkania, czy całkowitego zrównania z ziemią dotychczasowych rozwiązań. Zacznijmy od mebli. Podczas szukania aktualnie wynajmowanego mieszkania przeżyłem prawdziwy szok. Czy potrafisz sobie wyobrazić, że przynajmniej połowę potencjalnych ofert na rynku najmu stanowiły mieszkania, w którym brakowało najważniejszego mebla w mieszkaniu? Mam na myśli… stół! Dziesiątki tak „wykastrowanych” mieszkań czekały na klienta żyjącego w lansowany przez dzisiejszy świat sposób. Życie w biegu, jedzenie na mieście, spotkania ze znajomymi w kawiarni i wieczorne zalegnięcie na kanapie, żeby „odpocząć” przed kolejnym dniem – czy to nie jest kwintesencja nowoczesnego życia? Takiego, w którym nie ma miejsca na centralne miejsce spotkań, na rozmowę z drugim człowiekiem, na wspólny posiłek – a więc stół jest niepotrzebny… dla mnie to prawdziwy dramat, a klasyczny, rozkładany stół i krzesła to obowiązkowa pozycja na naszej liście zakupów, która – mam wrażenie – mocno zaprocentuje w przyszłości, jeśli chodzi o relacje międzyludzkie.

Jakie inne meble uważam za niezbędne? Szafy – duże, pojemne zabudowy, które pomieszczą nie tylko ubrania, ale również odkurzacz, deskę do prasowania, a nawet suche artykuły spożywcze, jeśli będzie taka potrzeba. Aż boję się liczyć, ile przedmiotów należy do nas, ale przypuszczam, że skończyłoby się na dobrych kilkuset (czy wiesz, że statystyczny Japończyk posiada 600 przedmiotów, w porównaniu do 100 przedmiotów mieszkańca mniej rozwiniętych krajów azjatyckich). Kilkaset przedmiotów, które – chcąc nie chcąc – trzeba gdzieś pomieścić (albo się ich pozbyć :)), żeby wzrok nie lądował co chwilę na kolejnych, nie używanych na co dzień, przedmiotach. Zresztą: im mniej szaf, miejsca i zakamarków, tym mniej przedmiotów, które można w nich pomieścić. Ponieważ niestety zbieractwo i przeświadczenie, że więcej = lepiej niemal każdy z nas wyssał z mlekiem matki, to temat odgruzowywania mieszkania zasługuje na osobny wpis.

minimal_dom2Niewielki fragment mieszkania, które prawie kupiliśmy. Jedyny rozsądny plan, jaki mieliśmy: buldożer!

Mam wielką ochotę napisać o wspaniałej jasności i poczuciu spokoju, które zapewnia niemal pusta przestrzeń wokół nas. Byłbym jednak hipokrytą pisząc o piękności przestrzeni w czasach, kiedy każdy metr kwadratowy jest na wagę złota, a nawet niewielkie mieszkanie stanie się własnością Kowalskiego, kiedy ten będzie już dziadkiem. Ale ograniczenie ilości przedmiotów, rezygnacja z komód, szufladek i szafek (oczywiście w rozsądnych granicach), czyli swoista „domowa dieta” ma podobny efekt, jak odchudzanie dla Ciebie, tyle że bez efektu jojo :). Ukrycie wszelkich rzucających się w oczy kabli, naprawa skrzypiących drzwi i usunięcie innych drobnych niedoskonałości sprzyja poczuciu spokoju i kontroli nad sytuacją. Czemu to takie ważne? Jeśli termin „feng shui” nie jest Ci obcy, to prawdopodobnie znasz koncepcję, zgodnie z którą pomieszczenia o które dbasz „odwdzięczają” się sprzyjając jasności myśli. Nie zamierzamy tu jednak popadać w skrajność i kilka osobistych pamiątek (np. ramki ze zdjęciami) sprawi, że wnętrze będzie przytulne i nabierze charakteru. Nie chodzi przecież o życie w celi, która z minimalizmem ma również wiele wspólnego!

Co jeszcze proponuję, aby dom zapewniał odpoczynek od hałasu, zgiełku, a nawet – ludzi? Przyjęcie typowo męskiego podejścia do kolorów i akceptacja tylko kilku z nich, których nazwy warto zapamiętać: biel, szarość i niewiele więcej. Raczej nie pójdziemy w stronę zdecydowanych kolorów – praktycznie każdemu z nich przypisuje się pewne działanie: a to uspakaja, a to sprzyja pogodnym myślom, pobudza, czy wręcz „ułatwia zrozumienie własnych potrzeb” (czy bardzo widać, że sam tego nie wymyśliłem? :)). Jasne, naturalne kolory to natomiast wrażenie większej przestrzeni i swobody. Czyli coś, co optycznie powiększa przestrzeń, a jednocześnie nie narzuca Ci żadnych konkretnych emocji.

Warto mieć świadomość, że ciężkie, zagracone i ciemne wnętrza mają działanie odwrotne do oczekiwanego: odbierają, zamiast przywracać energię. A przecież nawet niewielkie mieszkanie może być przestronne – zarówno wizualnie, jak i… mentalnie. Sprzyjają temu naturalne materiały, takie jak drewno, kamień czy bawełna. Niestety – im dalej od tworzyw sztucznych, tym wyższa cena. Ale kto powiedział, że natura, funkcjonalność, prostota i jakość w jednym będzie tanie? Powoli zaczynamy przekonywać samych siebie, że mniejsza liczba lepszych jakościowo przedmiotów to właściwy kierunek, który wypróbujemy, o ile tylko nie ogarnie nas panika na myśl o dodatkowych kosztach :)

Na dzień dzisiejszy widzę praktycznie tylko jedno „ale”, które może pokrzyżować nam plany. Wystarczy, kiedy popatrzę na podłogę w naszym salonie, a poczucie ukojenia natychmiast znika. Sprawczynią tego zamieszania jest Maja i doskonale zdaję sobie sprawę, że nie utrzymamy idealnego ładu i takiego efektu, jakbyśmy chcieli. Dziesiątki zabawek raczej szybko nie znikną z podłogi, a stworzenie „surowego” wnętrza dziecku to również nie najlepszy pomysł. Dlatego zamiast „uszczęśliwiać” córkę na siłę, prawdopodobnie pójdziemy na ustępstwa w Jej pokoju i przymkniemy oko na pierwszy młodzieńczy bunt przeciwko decyzjom rodziców :).

minimal_dom1Wyjątkowo ciekawy fragment naszej podłogi. Nie ma co – minimalizm pełną gębą…

Prawdopodobnie ten wpis nie sprawi, że pozbędziesz się połowy mebli i przemalujesz wszystkie ściany, ale mimo to mam dla Ciebie propozycję, która pomoże Ci zweryfikować, czy proponowane przeze mnie rozwiązania są czymś, co może Cię zainteresować. Wykonaj pewien eksperyment: schowaj do szaf wszystko, co niepotrzebne: zarówno ozdoby czy pamiątki, jak i przedmioty rzadko używane. Jeśli po tygodniu poczujesz pewnego rodzaju objawienie spowodowane tym, że Twój wzrok nie będzie co chwilę uciekał i rozpraszał myśli, będzie to wyraźny sygnał do tego, żeby zgłębić temat i spróbować kolejnych zmian! A ponieważ żyjemy w warunkach absurdalnie drogich mieszkań i stale rosnącej liczby ludności (przynajmniej patrząc globalnie), to najprawdopodobniej i tak będziemy zmuszeni nauczyć się żyć na mniejszej przestrzeni. Chyba, że nie wyciągniemy żadnych wniosków i banki zaczną udzielać 50-letnich kredytów pozwalających na jeszcze większe zadłużenie się. A co!

45 komentarzy do “Mniej = więcej: dom.”

  1. Ola 14 lutego 2014 at 12:07 pm #

    Moja córka zagracała nam podłogę w salonie. Udało się nam po pertraktacjach dojść do porozumienia. Zabawki ma u siebie w pokoju w pudełkach. Chce się bawić w salonie przynosi co chce bawi się jak kończy to odnosimy. dzięki temu mamy ład w zabawkach :) Musze niedługo porozmawiać z dzieckiem na temat sprzedaży zabawek, którymi się już nie bawi. I kupnem za pieniążki innych nowych. Córka ma już prawie 5 lat aż wierzyć się nie chce jak to szybko mija.

    • wolny
      wolny 14 lutego 2014 at 12:10 pm #

      To samo mówi moja żona: mała dostanie pokój, parę kartonów i będzie miała sama porządkować. Cieszę się, że potwierdzasz skuteczność podobnego podejścia.

      • Truscaveczka 14 lutego 2014 at 4:16 pm #

        Ja też potwierdzam :) U nas (2 dzieci, 3 i 8 lat) każdy rodzaj zabawek ma stały adres zameldowania. Jeśli chcą coś nowego, robią miejsce sami – pozbywając się najmniej lubianych rzeczy :)
        Sprawdza się też grupowanie rzeczy – wszystkie zabawki kuchenne są w osobnym pudle, wszystkie autka – w szufladzie :)

      • Maga 17 lutego 2014 at 9:36 am #

        U nas również to działa. Dzieci mają swój pokój i tam są trzymane zabawki. Owszem, bawią się w salonie, to naturalne – chcą być tam gdzie wszyscy, ale po skończonej zabawie sprzątają i odnoszą zabawki do siebie.
        Ale spotkałam się z podejściem takim, że zabawki do salonu nie mają wstępu, właśnie po to, żeby ni zagracać i nie zakłócać idealnego porządku – dzieci mogą się bawić jedynie w swoim pokoju. Dla mnie to droga, która prowadzi do wzajemnej izolacji członków rodziny.

  2. Roman 14 lutego 2014 at 12:28 pm #

    Te kilka zdań o stole wywołały pewną refleksję :)
    W moim domu drugim co do wielkości pomieszczeniem (i to tylko odrobinę mniejszym od pokoju dziennego) jest kuchnia, a w niej stół – centrum „domowego wszechświata”…
    I to w tej właśnie kuchni skupia się zarówno nasze życie rodzinne jak i 90% życia towarzyskiego…
    Stół to sprawił? 😉

    • wolny
      wolny 14 lutego 2014 at 12:38 pm #

      Może „sprawił” to zbyt dużo powiedziane. Sprawiliście to Wy, a stół… pomógł? Ułatwił? Nie przeszkadzał?

      • Roman 14 lutego 2014 at 12:54 pm #

        wolę zrzucać „winę” na stół 😉

        • Gosia 14 lutego 2014 at 1:59 pm #

          W moim rodzinnym domu nie tylko stół ma taką magiczną moc. Dużo większą ma kuchnia, która jest naprawdę mała, ale przytulna i wszystkie ważne rozmowy odbywały się właśnie tam. Mimo, że w salonie stoi potężny rozkładany stół, a w kuchni raczej czteroosobowy stolik :-)

          • wolny
            wolny 14 lutego 2014 at 2:21 pm #

            Rzeczywiście – kuchnia to miejsce, gdzie prawie zawsze rozkręca się najlepsza impreza.

          • zonk84 14 lutego 2014 at 8:06 pm #

            U mnie identycznie – wszystkie ważne rozmowy toczyły się przy niewielkim stole w kuchni, mimo że w salonie czekał stół z prawdziwego zdarzenia. Kuchnia to moc:)

            • wolny
              wolny 14 lutego 2014 at 10:07 pm #

              Sami to widzimy głównie podczas wizyt u rodziny i znajomych. Od 6 lat żyjemy w mieszkaniach z aneksem i tym samym nie umożliwiamy gościom robienia alternatywnych imprez w kuchni :)

  3. Kalina 14 lutego 2014 at 12:53 pm #

    Kupując mieszkanie urządzamy je i wyobrażamy sobie, że zawsze będzie wyglądało, jak w pierszym roku, ale przedmiotów pojawia się coraz więcej, robi się coraz ciaśniej,a kiedy zjawiają się dzieci, już nie jesteśmy w stanie tego ogarnąć…ja nie zabraniałam dzieciom przynosić zabawek do salonu, jednak dosyć szybko nauczyły się bawić w swoim pokoju, poza tym, kupowałam zabawki, którymi wiedziałam, że bedą się bawić, niezależnie od reklam i chwilowych zachcianek, dlatego nie było ich nieskończenie wiele i można było nad nimi zapanować. Miałam natomiast sąsiadkę, a nawet dwie z „nadmiernym zamiłowanie do porządków”. U jednej zabawki leżały na wysokich półkach, a nawet na samej górze mebli, zeby dzieciaki ich nie brały i nie robiły bałaganu. Innej synek, tak jak mój uwielbiał klocki znanej firmy, z tym ze klocki mojego syna z róznych zestawów po pierszym ułożeniu, lądowały w duzym pudle i mozna było je „mieszać” i „kombinować” na wiele sposobów, natomiast u sąsiadki były ułożone jak w instrukcji, a pudełka pięknie stały w rządku na półkach. Pozwólnym dzieciom Zyć nawet w tych najbardziej „wypicowanych” mieszkaniach i domach, one naprawdę szybko rosną… moje mają już 22 i 15 lat.:)

  4. Jarek 14 lutego 2014 at 1:48 pm #

    Pamiętam, jaki opór na początku miałem przed inwestycją w porządny, prosty stół z dobrymi, trwałymi krzesłami. Wydatek 5 tys. na taki zestaw zamiast max 2 tys. wydawał mi się rozrzutnością.
    Dopiero życie towarzyskie potwierdziło mi zasadność inwestycji, chociaż w większości przypadków, kwota ta byłaby za niska na tradycyjne centrum spotkań, tj. sofę przed wielkim tv, którego nie posiadamy już od ładnych paru lat.

  5. Kosmatek 14 lutego 2014 at 2:04 pm #

    O, kolejny temat rzeka :). Jestem prawie 3 lata po generalnym remoncie i oto moje spostrzeżenia, pozwalające zrealizować minimalizm:
    .
    1) Zdjęcie pierwsze: ta kuchnia jest zagracona! Zbyt zajęte ma blaty (chyba że to tylko wrażenie pod wpływem koloru), tam jest mnóstwo niepotrzebnych śmieci.
    .
    2) Kolor tej kuchni niepraktyczny, jeśli się dużo gotuje szybko nabierze smug; wolałbym większy kontrast między meblami a ścianami
    .
    3) Polecam panelową/drewnianą podłogę w kuchni, byle odporne na tarcie i wodę (są takie);
    – ciepło w nogi,
    – nic się nie tłucze jak upadnie,
    – gdy może za 10 lat panele się zniszczą (na co się u mnie jakoś nieprędko zanosi, mimo intentsywnego gotowania i dzieci…), to się je zdejmie i dołoży świeże z paczek z zapasowymi (może być to nawet łatwiejsze, niż wybijanie i dokładanie płytek)
    – najlepiej mieć takie same deski/panele w całym mieszkaniu
    – panel lub drewno ma jeszcze tę przewagę, że jest po prostu ciszej (nie odbija się tak dźwięk)
    .
    4) Jeśli ktoś kupił mieskzanie w bloku, a nie w domu jednorodzinnym powinien liczyć się z miejscem.
    Tak jak Wolny piszesz, szafy mieć trzeba, ale nie polecam dużych szaf z suwanymi drzwiami, gdyż mechanizm takich drzwi zajmuje sporo miejsca (zazwyczaj około 7-12 cm szerokości * np. 3 m bieżące szafy = 1/3 m. kw. na same drzwi); lepsze są drzwiczki tradycyjne (zajmują tylko 2-3 cm grubości).
    .
    5) jeśli mieszkamy wysoko i daleko od obcych okien, nie warto mieć firanek i zasłonek; jaśniej w domu, więcej miejsca. Przestrzenie przy oknach można wypełnić szafkami i regałami, zyskuje metraż całego mieszkania;
    .
    6) stół w kuchni czy jadalni musi być taki, by codziennie cała rodzina siadała do niego, a nie „przycupywała” lub się upychała; koniecznie pusty, bo ma się na nim znaleźć tylko jedzenie i tylko domownicy wokół;
    .
    7) ściany: najlepsze są białe i puste, no parę obrazków na krzyż jak ktoś bardzo lubi; osobiście wolę, że jak wchodzę w domu to widzę innych, parę sztuk mebli i nic więcej nie rozprasza mojej uwagi.
    .
    8) Ogólna zasada: jak najmniej otwartych półek, jak najwięcej zamkniętych lub witryn szklanych. Rzeczy leżące na wierzchu sprawiają wrażenie bałaganu. Szczególnie dla dzieci przydają się witryny (ale z plexi, nie ze szkła!), bo np. pudelka z grami są schowane, no, niektóe sie rozsypują, ale widać przez szybę co gdzie jest.
    .
    9) Łazienka: jeśli blokowa, to zazwyczaj mała – polecam mieć jak najmniej ozdób i różnorodnych wzorków, bo właśnie one sprawiają wrażenie bałaganu. Nawet taka lamówka na wysokości pasa, czy jak to się tam nazywa, odpada :). Poza kosmetykami codziennego użytku wszystko w szafce.
    .
    10) Jeśli chodzi o oświetlenie, to jak najmniej wystającego, wiszące żyrandole o które zaczepić można głową, stojące lampy – odpadają :). Jest moda na różne takie taśmy i halogeny – pytanie na ile szyny i koryta maskujące zabierają nam miejsce. Osobiście pozostałem przy tradycyjnym punktowym oświetleniu przylegającym do ścian i sufitów.
    .
    .
    Tyle na dzisiaj rad wujka Kosmatka :), sorry Wolny że tworzę ci pod-blog, ale strasznie mnie prowokujesz do dzielenia się przemyśleniami, w życiu nigdzie się w necie tyle nie napisałem co tutaj (no, i jeszcze na forach giełdowych, ale to inny temat…).

    • wolny
      wolny 14 lutego 2014 at 2:19 pm #

      Bardzo fajne porady i super że chciało Ci się tak rozpisać. Postrzegam to raczej jako wartościowe uzupełnienie mojego wpisu, a nie konkurencję :)

    • Adam 15 lutego 2014 at 12:08 pm #

      Uwaga do pkt 6:

      Stół powinien byc dostosowany także do pomieszczenia. Czasami nie ma innego wyjścia – jak po prostu „przycupywanie”.

      Uwaga do pkt. 10:

      Nie uznałbym punktowego oświetlenia za tradycyjne. Tradycyjne są raczej zwisające z sufitu żyrandole. Punktowe oświetlenie to raczej moda z Zachodu i dostosowana do tamtych realiów. Przy naszych polskich blokowych pokoikach – nie ma co się spinac. Podobnie zresztą jak umieszczanie kanapy czy wersalki nie przy samej ścianie ma sens jedynie w dośc dużej willi.

      • wolny
        wolny 15 lutego 2014 at 7:34 pm #

        Owszem – oświetlenie punktowe nie jest tradycyjne i do tego zwykle wymaga dodatkowego obniżenia sufitu. Na pewno przemawia to do mnie jeśli chodzi o pomieszczenia typu łazienka czy aneks kuchenny (lub kuchnia). Co do pozostałych… no cóż – pomyślimy, zaplanujemy, policzymy i wtedy się wypowiemy :)

      • Kosmatek 21 maja 2014 at 9:39 pm #

        Po miesiącach widzę, że wprowadziłem jakieś chyba nieporozumienie i chyba źle rozumiem słowo punktowe. Chodziło mi o to, że zamiast wiszącego żyrandola czy zwisających lamp, w tym samym miejscu mam po prostu lampy przylegające do sufitu, zależnie od miejsca, na 1, 3 lub 4 żarówki (niestety jakieś halogenowe, mimo że wolalbym tradycyjne)..

    • Maga 17 lutego 2014 at 9:44 am #

      Ja mam uwagę do punktu 1. Bo wg mnie kuchnia nie jest zagracona, a sterylne wnętrza, gdzie wszystko jest pochowane w szafach i absolutnie nic, ale to nic nie stoi na wierzchu wyglądają, jakby tam nikt nie mieszkał. Brakuje w nich życia. Nie jestem zwolenniczką stawiania na każdej możliwej półce bibelotów i coś takiego jak na drugim zdjęciu przyprawia mnie o ból głowy, ale lubię kiedy wnętrze „żyje”.

  6. Bea 14 lutego 2014 at 3:16 pm #

    Pozostaje mi po prostu wyrazić absolutną aprobatę :) Ja akurat jestem minimalistką z lenistwa – po prostu lubię płaskie powierzchnie które się szybko przeciera 😉 im mniej na nich stoi tym mniej sprzątania :) im mniej w szafach – tym mniej sprzątania 😉 ale z zabawkami przegrywam to fakt ;P mimo, że panny mają swoje pokoje, kosze, pudła itp to i tak najchętniej bawią się w salonie bo „chcą być bliżej mamusi” – z takim argumentem nie da się dyskutować 😉 mają potem oczywiście obowiązek posprzątać ale nie zmienia to faktu, że 3/4 dnia tego porządku po prostu nie ma ;/

    • wolny
      wolny 14 lutego 2014 at 3:24 pm #

      Też nie mamy zamiaru trzymać dzieci w pokoju w imię idealnego porządku :)

  7. Mateusz (ZaradnyFinansowo.pl) 14 lutego 2014 at 3:19 pm #

    Świetny wpis, podesłałem już znajomym, którzy są na podobnym etapie.

    Ja zawsze w takich wypadkach sugeruję minimalizm w imię zasady „less is more”. W minimalistycznym (czy to jeśli chodzi o dodatki, czy kolory) wnętrzu znacznie lepiej się skupić na pracy czy odpocząć, bo nic nas wtedy niepotrzebnie nie rozprasza.
    Zasada dobra zarówno dla „własnego” mieszkania w którym będziemy mieszkać, jak i dla mieszkań pod wynajem, gdy nie znamy gustów przyszłych lokatorów – minimalizm będzie „neutralny”.

    Oczywiście idąc w minimalizm nie można też przesadzić.

    M

    • wolny
      wolny 14 lutego 2014 at 3:47 pm #

      Mateusz – ciekawy blog zacząłeś :) Powodzenia!

  8. Kasia Rz 14 lutego 2014 at 5:52 pm #

    Kilka lat temu odziedziczyłam po mojej babci stół, który ona dostała w ramach posagu, a zrobił go własnoręcznie mój pradziadek: stół jest dębowy, duży, rozkładany i ma już ponad 100 lat :) To nazywa się minimalizm :)

    • wolny
      wolny 14 lutego 2014 at 6:40 pm #

      I to jest coś! Ten stół na pewno był świadkiem wielu niesamowitych rzeczy.

      • Kasia Rz 14 lutego 2014 at 6:45 pm #

        Picia wódki, na pewno :)

  9. Greg 14 lutego 2014 at 5:54 pm #

    każdy ma inną filozofie i inaczej interpretuje minimalizm dlatego świat jest piękny, dla mnie ideał to salon z aneksem kuchennym narożna sofa + stolik z krzesłami dla 6 osób :) oczywiście meble to komoda i zabudowane szafy i to wszystko :) Szafy tak jak wolny pisze na odkurzacz suszarkę do bielizny, deskę do prasowanie chemię oraz suchy prowiant inna połówka to buty a reszta ubrania podzielona na półki, oddzielnie swetry ubrania na trening podkoszulki + wieszaki na koszule i inne. Szuflady na bieliznę akcesoria. Komoda dokumenty, książki płyty. Dla mnie mieszkanie kojarzy się z relaksem odpoczynkiem ciepłem. Nie może być zagracone, musi być łatwe do sprzątania i estetyczne, w najdrobniejszym szczególe, przede wszystkim praktyczne, ergonomiczne. W mieszkaniu człowiek ma czuć się dobrze. Sam jestem na etapie kupna mieszkania, już mam wizje całego zagospodarowania :) Jeżeli autor pozwoli pokaże moją małą inspiracje:http://deccoria.pl/galeria/foto,id,89595,1106794,1,-na-chwile-w-krakowie-.html Mieszkanie o powierzchni 36+ M2 można naprawdę pięknie i wygodnie urządzić :) Chociaż już wiele mieszkań oglądałem żadne nie wzbudziło mojego zainteresowania czasami, mam za duże wymagania. Wiem że kto szuka ten znajduje :)

    • Kasia Rz 14 lutego 2014 at 6:32 pm #

      Mieszkanko dla studenta, który chodzi na obiadki do mamusi albo ma bardzo zasobną kieszeń na żywienie się na mieście. Nie bardzo sobie wyobrażam co można ugotować w takiej maleńkiej ciemnej kuchni oprócz wody na herbatę.

      • Greg 15 lutego 2014 at 12:59 pm #

        i to właśnie jest mój a raczej nasz minimalizm, mieszkanie jak dla mnie pawie idealne :) W kuchni spędzam tyle czasu ile potrzebuje, zdrowo się odżywiam przynajmniej staram się, jestem na diecie bezglutenowej :) Nie wiem Kasiu dlaczego myślisz że taki mieszkanie jest dla studenta a kuchnia nie do użytkowani? może te 37-40m2 dla Ciebie za mało ale dla mnie idealnie, nie chcę przepłacać za przedpokój czy dużą kuchnie, tak jak wolny napisał w mieszkaniu człowiek musi czuć się dobrze i właśnie w takim czół bym się dobrze, taki mój minimalizm.

        • Kasia Rz 15 lutego 2014 at 1:32 pm #

          To nie jest kwestia metrażu, tylko rozwiązań przestrzennych. Mieszkałam kiedyś w mieszkaniu 42-metrowym, ale z wydzieloną kuchnią z oknem (8m2), gdzie wszystko można było ugotować łącznie z kapustą albo kalafiorem (budynek wybudowany w latach 50-tych). Natomiast pokazany przez Ciebie przykład mieszkania z aneksem kuchennym, jest typowym wytworem żądzy zysku deweloperów. Taniej jest zbudować dwa szersze budynki niż trzy węższe, a powierzchnia do sprzedania będzie taka sama. W celu jej zwiększenia deweloperzy pogrubiają budynki. W latach sześćdziesiątych budowano je na trakcie (tzn. w głąb) 11, 12 metrów. Dzisiaj dochodzimy do 18 metrów.

          I podtrzymuję to, co napisałam wcześniej: w tej przykładowej kuchni, można ugotować tylko wodę na herbatę :) Pozdrawiam.

        • wolny
          wolny 15 lutego 2014 at 7:36 pm #

          Greg – nie wiem jaką masz sytuację rodzinną, ale kiedy moje dziewczyny wyjeżdżają na kilka dni do teściów, to ja – słomiany wdowiec – nawet nie wchodzę do sypialni. Jestem zdania, że samotnemu facetowi (przepraszam – singlowi :)) w zupełności starczy łazienka i salon z niewielkim aneksem. Można też to nazwać „mieszkaniem studenckim w wersji lux”.

          • Greg 16 lutego 2014 at 9:47 am #

            Jestem szczęśliwym narzeczonym, a więc nie do końca sam :) Na szczęście moja Miłość życia ma takie same poglądy jak ja i od dłuższego czasu staram się ograniczać ilość posiadanych przedmiotów do MINIMUM! Posiadać rzeczy który używamy. Obecnie kuchnia w której urzędujemy nie jest wiele większa a naprawdę gotujemy z fantazją nie tylko wodę na herbatę :) tylko pełno wartościowe posiłki przeważnie bezmięsne, ale to wynika z innej kwestii nie będę jej tu poruszał może Wolny udzieli się w kwestii odżywiania wtedy będę mógł rozwinąć wątek. Wracając do wątku wydaje mi się że małe mieszkanie nie tylko kuchnia, potrzebuje dobrego zagospodarowania przestrzennego, odpowiedniej organizacji miejsca pracy i otoczenia (domowego) wystarczą chęci i trochę wyobraźni a naprawdę da się zdziałać wiele. Bo nie wiem czy wiecie ale dobry kucharz wyczaruje smaczny posiłek z prawie niczego, dlatego wydaje mi się że dobrze zorganizowanie i uporządkowane życie to mniej rzeczy, mniej rzeczy = mniej potrzebnych mebli na chomikowanie = mniej mebli = mniejsze zapotrzebowanie na jakże cenne m2. Oczywiście to moje odczucia i przekonanie nikogo nie chce przekonywać do czegokolwiek, po prostu minimalizm zagasza cza we mnie coraz bardziej w związku z tym staje się bardziej oszczędny, zdrowo się odżywiam (jedzenie jest moim lekarstwem) kupuje włącznie porządne potrzebne, wzajemnie do siebie pasujące rzeczy, a przy tym potrzebuje mniej przestrzeni, na przechowywanie, wiec 40m2 to naprawdę dla nas dużo i nie uważam że w małej kuchni można gotować tylko wodę na herbatę, tylko pełno wartościowe zdrowe posiłki bardzo złożone z wielu warzyw owoców i innych. Taka moja a raczej nasza wspólna filozofia.

    • wolny
      wolny 14 lutego 2014 at 6:42 pm #

      Nawet jeśli masz duże wymagania, nie odpuszczaj. Spędzisz w tym miejscu trochę lat, więc musisz czuć się dobrze! Nam też niełatwo znaleźć coś sensownego.

  10. Sylwek 15 lutego 2014 at 7:43 am #

    Słyszałem że teraz możesz sobie narysować taki wymarzony dom, potem wrzucasz to na drukarkę 3D.
    Drukowanie trwa cały dzień, i dom gotowy. Wydaje mi się że żyjemy już w krainie czarów.

    • wolny
      wolny 15 lutego 2014 at 7:29 pm #

      Taaaakkkk… jestem niemal pewien, że to raczej coś na zasadzie gadżetu, w dodatku kosztujący niemało.

      • Sylwek 15 lutego 2014 at 10:02 pm #

        Nie wiem ile taki dom kosztuje, ale nie sądzę że dużo, jeśli printer drukuje go tylko jeden dzień. Jakby to budowali murarze, zajęło by im to 3 miesiące.

  11. Adam 15 lutego 2014 at 10:04 am #

    Hm… A ja jestem zwolennikiem podejście: średnio znaczy średnio. Niechętnie kupuję nowe rzeczy do mieszkania, ale równie niechętnie pozbywam się tych, które już mam. Wychodzę z założenia: „to się jeszcze może przydać”. Rzeczy takie lądują na pawlaczu albo w piwnicy (totalnie wypełnionej). Większość z tych rzeczy oczywiście zalega i się nie przydaje, ale niektóre tak. I to niekiedy w zaskakujących okolicznościach. Oszczędzam wtedy kapeczkę i słodko się uśmiecham.

    Inna rzecz, że generalnie jestem bałaganiarzem, okropnym wręcz.

    • Kasia Rz 15 lutego 2014 at 3:31 pm #

      Może pooglądasz „Perfekcyjną Panią Domu”? :)

      • Adam 15 lutego 2014 at 4:05 pm #

        Hm… Myślę, że to na niewiele by się zdało. Mi brakuje nie tyle wiedzy, jak zaprowadzić porządek i ład, a chęci i konsekwencji w realizacji. Najlepiej to widać w moim gabineciku, w którym książki nie trafiają na swoje miejsce, a rozłażą się po wszelkich kątach lub trafiają na przypadkowe miejsce na półce. Ponadto perfekcyjną panią domu mam na miejscu, tzn. żonę.

        • Kasia Rz 16 lutego 2014 at 10:10 am #

          Adamie,
          nie wiem, ile masz lat i jak długo jesteście małżeństwem, ale zapewniam Cię, w końcu Twojej żonie znudzi się wieczne i w nieskończoność sprzątanie po Tobie, co tak czy inaczej odbije się na Waszych relacjach. W końcu, co to za perspektywa do końca życia po kimś sprzątać?

          • Adam 16 lutego 2014 at 11:56 am #

            Staż spory – 13 lat. Mam wrażenie, że przez ten czas Ona troszkę mniej jest perfekcjonistką i odpuszcza nieco (zresztą to wymusza samo życie, np. dzieci), a ja staram się jednak utrzymywać bałagan w pewnych ryzach, tzn. aby nie rozłaził się on na całe mieszkanie.

            Są jednak dziedziny, w których trzymam porządek niemal idealny: finanse. Tutaj zdecydowanie biję żonę: u mnie w portfelu wszystkie banknoty ułożone od najmniejszego do największego i zawsze są drobne, niczym w kasie niemieckiego Lidla, a u żony chaos. Także ja kontroluję konta, lokaty, rachunki itp.

    • wolny
      wolny 15 lutego 2014 at 7:32 pm #

      Nam też ciężko pozbywać się starych rzeczy wyrzucając je do kosza, dlatego stosujemy inne podejście: staramy się je sprzedać lub podarować komuś, komu się przydadzą. Ostatnio sprzedaliśmy kilka rzeczy za 10-15 zł i patrząc obiektywnie ich obfotografowanie, wystawienie i ewentualna wysyłka była kosztowo zupełnie nieopłacalna. Ale świadomość, że dostaną drugie życie odsunęła na bok argument o bardzo niewielkim zarobku.

  12. pomagam.zzl.org 16 lutego 2014 at 2:19 pm #

    Nie zgodzę się, ze stwierdzeniem, że stół to najważniejszy mebel w domu. Najważniejszy mebel to łóżko.
    Stół postawiłbym na drugim miejscu, i za żadne skarby nie kupujcie badziewia, o które strach się oprzeć, żeby nie połamać. Stół jak łóżko musi być solidny.
    Od dawna marzy mi się mały domek na wsi, najlepiej w pobliżu jeziora lub jakiejś rzeczki, tymczasem nie stać mnie nawet na kredyt hipoteczny, na małe mieszkanko w mieście. Mam ostatnio hopla na punkcie earthship-ów.

    A propos kuchni ze zdjęcia – ja widzę przede wszystkim zmarnowane miejsce nad i po bokach okapu, podejrzewam, że pod piekarnikiem również. Zlew musi być dwukomorowy, najlepiej z dodatkowym ociekaczem, powinien być głębszy niż standardowy, tu chyba jest 1 komora i mały ociekacz. Gniazdko moim zdaniem za blisko kuchenki i bez osłony, czy to jest zgodne z przepisami?
    Tu kuchenka jest indukcyjna, gaz jest chyba znacznie tańszy. Jeśli kuchenka gazowa, to kurki na blacie są bardzo kiepskim pomysłem.
    Minimalizm minimalizmem, ale tu chyba jednak brakuje troszkę koloru, dobrze, że chociaż blat nie jest biały.

    Wg feng shui podobno do kuchni dobry jest kolor niebieski, a do łazienki biel+brązy ewentualnie zieleń. U rodziców niestety jest na odwrót. A propos ozdobnych pasków – mi pasują. W malutkiej łazience może rzeczywiście byłyby nadmiarowe, ale do dużej kuchni jak najbardziej ok. Niestety takie ozdobniki najczęściej są znacznie droższe od zwykłych kafli. Żeby nie przepłacać, jak robiliśmy kuchnię u rodziców, ojciec kupił dodatkowo kilka paczek ciemniejszych kafli, od których odcinaliśmy paski ok 10cm, krawędź lekko oszlifowałem, moim zdaniem wyszło świetnie.
    Jeszcze jedna uwaga w temacie kuchni, jeśli nie kładziecie kafli pod sam sufit, a do wysokości dna wiszących szafek – nad kuchenką koniecznie muszą być do wysokości okapu.

    Zgadzam się z Kasią, odnośnie ‚kuchni dla bogatego studenta’. Aneksom kuchennym mówię stanowcze nie. Mieszkałem jakiś czas na 42m2 w bloku, gdzie była wydzielona kuchnia z oknem, brakowało tam miejsca na stół, ale jak się coś gotowało, a zwłaszcza smażyło to drzwi można było zamknąć i zapach nie roznosił się na całe mieszkanie.

    Jeśli chodzi o dzieci i miejsce na zabawki, to uważam, że powinny mieć bezwzględnie ograniczoną (co nie koniecznie znaczy małą) ilość miejsca na ich składowanie po to, żeby od małego nie przyzwyczajać ich do ‚zbieractwa’. Jak ktoś wyżej pisał, jeśli chcą nową zabawkę, powinni zrobić na nią miejsce. Wpadłem kiedyś na pomysł, żeby dzieciakowi postawić przed łóżkiem coś takiego: http://darstol.pl/slides/KUFER.jpg , pewnie w nieco skromniejszej wersji. Czy to nie byłoby świetne (i ograniczone) miejsce na chowanie jego „skarbów”? Na pewno szybko zostałby piratem :)

    Codziennie zasypiam sam -> nie mam domu ;(

    • wolny
      wolny 16 lutego 2014 at 4:28 pm #

      Dzięki za motywację do sprawdzenia terminu „earthship” – ciekawym również polecam.

      Co co łóżka, to zdecydowanie ważniejszy wydawał mi się zawsze materac. Spaliśmy już na różnych modelach i uważamy, że odpowiednie dobranie materaca praktycznie stanowi o tym, czy się „dobrze” wyśpimy. Oszczędność w tym akurat temacie nie wchodzi w grę.

      • pomagam.zzl.org 17 lutego 2014 at 7:38 pm #

        Jasne, że materac ważniejszy niż rama. Ramy może nie być, ważne żeby było na czym spać.

Dodaj komentarz