Mieszkanie na wynajem cz. 7: Projektant wnętrz – potrzeba czy kaprys?

21
2640
wyświetleń

Projektant wnętrz: zawód, o którym kiedyś pisałem tak:

„Znam 2 przypadki korzystania z usług takich jegomościów i na tej podstawie stwierdzam, że ten zawód bardzo przypomina doradcę finansowego, z jakim pewnie kiedyś miałeś (nie)przyjemność rozmawiać. Jeśli nie trafisz na kogoś absolutnie zaufanego i godnego polecenia, to istnieje spore prawdopodobieństwo (na podstawie 2 znanych mi przypadków wynoszące 100% :)), że „wyskoczysz” z co najmniej 5-7 tysięcy złotych, będziesz czekał 2-3 miesiące na projekt, który okaże się tak kosztowny, że w końcu zdecydujesz się  tylko na część pomysłów (na które prawdopodobnie sam również byś wpadł) i własnoręcznie wszystko wybierzesz.”

Dzisiaj chciałbym powrócić do tematu, ponieważ ostatnie lata zmieniły nasze nastawienie w tym względzie. Podczas kolejnych realizacji projektów „mieszkanie” stawało się oczywiste, że w całym tym zamieszaniu, które zaczyna się z chwilą podpisania umowy a kończy wprowadzaniem się do mieszkania, czegoś brakuje.

Etap pierwszy. Tak zwany moodboard.

W każdym kolejnym remoncie wprowadzaliśmy pewne szczątkowe planowanie: a to terminów, a to potrzebnych materiałów, narzędzi czy zakupów… aż nagle przyszło olśnienie. „Przecież od początku pozwalamy, żeby sam rozkład pomieszczeń, rozmieszczenie sprzętów w mieszkaniu czy rozwiązania techniczne były nam narzucone”. Zwykle przez dewelopera, który do każdej podpisanej umowy dołącza rysunek pseudo-techniczny mieszkania (najczęściej nawet bez wymiarowania), na którym naniesione są ściany wewnętrzne, kanapa czy stół jest w konkretnym miejscu, tak samo jak umywalka, lodówka, pralka czy punkty świetlne.

Efekt? Ponieważ minimalizowaliśmy czas oraz koszt remontu, akceptowaliśmy niemal w 100% wspomniany rysunek i nawet nam nie przyszło do głowy, żeby coś zmieniać – w efekcie to MY dopasowywaliśmy się do danego pomieszczenia, a nie ono do nas! Trzeba będzie przesunąć kontakty? Zrobię, no problem. Trzeba będzie ryć w suficie żeby przesunąć lampę o pół metra? Damy radę. Kanapa nie zmieści się nam, bo jedna ze ścian jest za krótka o 5 cm? Trudno, wybierzemy mniejszą.

O ile to podejście jest akceptowalne, kiedy kupujesz mieszkanie z rynku wtórnego pod wynajem, to zdecydowanie warto spojrzeć na to nieco szerzej w niektórych przypadkach. Na przykład, jeśli podpisujesz umowę z deweloperem w momencie, kiedy Twoje przyszłe mieszkanie jest jeszcze na etapie rysunków technicznych lub nie ma jeszcze pociągniętych instalacji ani postawionych ścian. Albo – kiedy kupujesz mieszkanie do kompleksowego remontu i chciałbyś na przykład zwiększyć liczbę pomieszczeń czy sprawić, by stały się one bardziej funkcjonalne.

„No dobrze ” – pomyśleliśmy – „ale przecież nie znamy żadnego projektanta wnętrz, za to mamy przykłady historii, kiedy korzystanie z tego typu usług kończyło się co najwyżej średnio”. Ale jeśli chcemy być profesjonalni i zależy nam na maksymalizacji efektów i optymalizacji kosztów, to bez projektanta wnętrz ani rusz…

I właśnie wtedy pomyśleliśmy o Wolnej, która przez prawie 5 lat była mamą na pełen etat, żywo zainteresowaną naszymi mieszkaniami (zarówno dla siebie, jak i na wynajem). Ponieważ nie brakuje jej wyczucia smaku i rozeznania w aktualnych stylach i trendach, postanowiliśmy spróbować podejścia projektant w wydaniu DIY. Dla Wolnej to było zgłębienie tematów, którymi interesowała się od dawna: aranżacje wnętrz, wybór mebli czy dekoracji, analiza oferty rozmaitych sklepów i tak dalej. A ponieważ od jakiegoś czasu pracowaliśmy nad tym, żeby Wolna wróciła do aktywności zawodowej, po prostu dodaliśmy dwa do dwóch.

Przez dłuższy czas moja lepsza połówka czytała, próbowała swoich sił w kolejnych programach, kreśliła, aż doszła do poziomu trzeciej klasy podstawówki w zakresie projektowania wnętrz :), a to wystarczyło do dość dokładnego i sensownego zaprojektowania naszej kolejnej inwestycji. Dla mnie, prostego budowlańca 🙂 to normalne, że kiedy odbiera się mieszkanie, trzeba co nieco podłubać przy elektryce, poprzesuwać kontakty czy zaakceptować nie do końca optymalny rozkład pomieszczeń. A już zupełnie nie ma potrzeby zaprzątania sobie głowy myślami typu „szkoda, że ta ścianka nie stoi 10 cm obok”, albo nie jest krótsza, dłuższa czy zielona – przecież i tak tego na obecnym etapie nie przeskoczę, więc trzeba pokochać to, co otrzymaliśmy 🙂 Wolna jednak od dłuższego czasu snuła plany odnośnie kupionego przez nas mieszkania. Właściwie od samego początku, kiedy analizowaliśmy tą inwestycję, ja widziałem mieszkanie przedstawione na rzucie, natomiast moja lepsza połówka już knuła wizję tego, co można z tego mieszkania „wyciągnąć”.

W efekcie szybciutko powstał docelowy rozkład pomieszczeń, rozmieszczenie mebli i wszelkie potrzebne rzuty. Dzięki tej pracy u podstaw na mało przecież dokładnym szkicu, przygotowaliśmy się do tego, na co decyduje się niewielu: zmiany aranżacyjne. To wszelkie zmiany w mieszkaniu, które deweloper nanosi na rysunki techniczne i uwzględnia podczas budowy nieruchomości. Zwykle można je zgłaszać jedynie na bardzo wczesnym etapie budowy – później to tylko kłopot dla dewelopera, dlatego terminy na zgłoszenia są strasznie napięte, a koszty wielu zmian wysokie… czasami mam wrażenie, że właśnie po to, żeby każdy wykonywał je we własnym zakresie, już po odebraniu mieszkania.

Jeśli jednak chcemy wykonać kompleksowe wykończenie w nieco ponad 3 tygodnie, lub po prostu szanujemy swój czas i pieniądze, optymalnie zlecić przynajmniej część prac deweloperowi. Co my zmieniliśmy względem oryginału?

  • skróciliśmy o kilkanaście centymetrów jedną ze ścianek działowych
  • przesunęliśmy 2 punkty świetlne na suficie
  • przesunęliśmy kilka kontaktów
  • zmieniliśmy podejście wody w łazience z wannowego na prysznicowe (w praktyce: zupełnie inna wysokość)
  • dokładnie wskazaliśmy umiejscowienie wielu przyłączy/wypustów. przykładowo: do pralki, zmywarki, okapu itp. Na rzucie mieszkania nanieśliśmy dokładnie, ile centymetrów od danej ściany ma się dane przyłącze znajdować

Cena, jaką zapłaciliśmy za komplet powyższych zmian? 0 PLN

Ponieważ deweloper miał tylko usunąć/przesunąć wskazane elementy, a te jeszcze nie były wykonane, to koszt tych prac był zerowy. Tak by jednak nie było, gdybyśmy musieli to wszystko wykonać we własnym zakresie już po odbiorze mieszkania. Skrócenie ściany czy przesuwanie punktów świetlnych w zbrojonym, żelbetowym suficie to nie przelewki. Zmiana podejść wody również wymaga umiejętności, a przede wszystkim sprzętu, którego nie posiadamy i którego posiadać się raczej nie opłaca. Cała reszta (przesuwanie kontaktów itp) byłaby do zrobienia, ale zabrałaby cenne godziny.

Tutaj właśnie widzę pierwszą, dużą zaletę korzystania z usług projektanta wnętrz, a może bardziej ogólnie: wykonania porządnego projektu mieszkania na jak najwcześniejszym etapie. Efektywnie bowiem oszczędziliśmy co najmniej 2-3 dni pracy. Licząc zawrotne 60 PLN/h (które – zgodnie z wyliczeniami w tym wpisie – udało mi się wykręcić podczas tego remontu) i 24 roboczogodziny na powyższe prace, darmowe zmiany aranżacyjne pozwoliły nam zaoszczędzić 1 440 PLN.

Kolejny pozytyw: dzięki planowaniu, całe mieszkanie jest niesamowicie spójne. Wątpię, czy byłoby takie, gdybyśmy na wariata jeździli po sklepach i kupowali elementy, które by nam się po prostu podobały. I tak doszliśmy chyba do najważniejszego punktu: naszego czasu. Dzięki wykonanemu projektowi mieliśmy dokładną listę sprzętów i większości materiałów budowlanych, które należy kupić. Odeszło jeżdżenie po sklepach, praktycznie nie było sytuacji, kiedy zabrakło jakiegoś drobiazgu, a sporo sprzętów kupiliśmy przez Internet na promocjach, ponieważ mieliśmy całe miesiące na ich sprowadzenie (czas pomiędzy wykonaniem projektu a odbiorem technicznym). Potrzebowaliśmy w związku z tym nieco miejsca na przechowywanie kolejnych zakupów, ale efekty finansowe są widoczne gołym okiem. Przykładowo: rozkładany stół z krzesłami za 505 zł czy karnisz z zasłonami za 120 zł. To nie są ceny, które otrzymasz w każdym terminie i każdym sklepie.

To również rozłożyło zakupy w czasie, co z kolei przyniosło dwa pozytywy. Po pierwsze, większość czasu na zakupy „straciliśmy” jeszcze przed rozpoczęciem remontu, dzięki czemu sam czas wykańczania mieszkania skrócił się do minimum. Oprócz tego, koszty rozłożyły się na wiele miesięcy, dzięki czemu odczuliśmy je w znacznie mniejszym stopniu.

Wiele komentarzy dotyczących naszego projektu „mieszkanie na wynajem” dotyczyło właśnie czasu przeprowadzenia remontu. Do tej pory nie wiem, jak zmieściliśmy się w 250 godzinach i 20-kilku dniach, ale jestem pewien, że dokładny projekt mieszkania miał tu swój udział.

W jakich jeszcze sytuacjach widzę sens skorzystania z projektanta wnętrz? Przede wszystkim tam, gdzie inwestorzy po prostu nie znają się na tym. Kiedy nie mają wyraźnych preferencji, jakiegoś zmysłu pozwalającego na przyjemne dla oka, lub chociażby funkcjonalne decyzje odnośnie końcowego doboru materiałów, sprzętów czy kolorów. Jest wiele osób, które czują się przytłoczone koniecznością podejmowania tej masy decyzji, które same zdecydowanie się nie podejmą. Są też tacy, dla których własny czas jest z wielu powodów na tyle cenny, że nie chcą poświęcać co najmniej kilku tygodni życia na zajmowanie się remontem. Wreszcie: nieruchomości na wynajem to biznes, w którym odpowiedni projekt (na przykład: zwiększający liczbę pomieszczeń) może się najzwyczajniej na świecie pozytywnie przełożyć na rentowność całej zabawy.

Dla wielu osób zlecenie wykonania całego projektu lub wręcz oddanie w cudze ręce jeszcze szerszego zakresu prac (na przykład projekt + wykonanie wykończenia wraz z nadzorem) będzie najlepszym wyborem, niezależnie od tego, czy w ten sposób zrealizują prawdziwą potrzebę, czy tylko (aż?) zachciankę. Segment usług w naszym kraju rośnie w niesamowitym tempie, a boom mieszkaniowy tylko nakręca i tak rozgrzany już rynek, gdzie architekci wnętrz, projektanci i dekoratorzy coraz śmielej rozpychają się łokciami. Skoro jest popyt na tego typu usługi, to czemu je z góry skreślać?

A co z kosztami, które tego typu projekt generuje? Wszystko zależy od zakresu, metrażu, poziomu szczegółowości, a nawet renomy (lub jej braku ;)) samego biura projektowego. Na pierwszy rzut oka koszt jest zwykle spory – zwłaszcza dla tych, który spodziewają się kwoty rzędu kilkuset złotych. Ale tu nie ma magii: sama liczba godzin, którą należy włożyć w kompleksowy, dobrze przemyślany oraz tworzony wspólnie z klientem projekt jest tak duża, że to musi kosztować. Sam rozumiem opory przed wydaniem kilku tysięcy złotych na coś, co w jakimś stopniu mógłbym wykonać sam, dlatego każdy musi sam podjąć decyzję, czy warto. Na marginesie: ostatnio słyszałem o dwóch remontach łazienek w starym budownictwie (podróże blablacar-em kształcą :)). Jeden z projektów miał budżet 10 000 zł, który jeszcze przed rozpoczęciem prac remontowych rozrósł się do 15 000 zł, mimo że właściciel postanowił sam wykonać rozbiórkę, oszczędzając na kosztach robocizny. Drugi remont: budżet 20 000 zł, prace trwają. W obu przypadkach mówimy tylko o łazience, podczas gdy nam wystarczyło 28 000 zł na całe mieszkanie. Osoby, z którymi rozmawiałem to nie krezusi – to raczej statystyczni mieszkańcy dużego miasta, którzy działają w absolutnie klasycznym stylu: dostali od znajomych namiary na kafelkarza oraz sami chodzą po salonach z wyposażeniem łazienek, próbując wybrać odpowiadające im elementy. Jestem niemal pewny, że gdyby skorzystali z pomocy kogoś, kto zna temat i potrafi zrozumieć potrzeby i wymagania klienta, efekt końcowy byłby więcej niż dobry, a koszty identyczne (potencjalnie: nawet niższe). Nie wspominając nawet o zaoszczędzonym czasie i dylematach przerzuconych na kogoś innego. O tym, jak znaleźć odpowiednią i godną zaufania osobę, opiszę kiedy indziej: ale chyba sam wiesz, że Internet to potężne narzędzie i skoro można prześwietlić potencjalnych najemców, z projektantem wnętrz nie powinno być dużo trudniej 🙂

A co z Wolną po zakończeniu przygotowań do naszych inwestycji na ten rok? Po tych projektach jeszcze bardziej poczuła potrzebę wyjścia do ludzi i powalczenia również w sferze zawodowej. A przede wszystkim: zrobienia w końcu czegoś dla siebie samej, zamiast cały dzień myśleć o naszej trójce 🙂 Pomysłów było kilka, ale wszystkie obracały się wokół jednego, jakże pięknego założenia: pieniądze są tylko miłym skutkiem ubocznym, a ważniejsze jest robienie tego, co człowieka interesuje. Absolutnie nie wybraliśmy najprostszej i najbezpieczniejszej ścieżki, jaką byłoby przerwanie urlopu wychowawczego i powrót do wszystko rozumiejącej firmy z „budżetówki”. Ten wybór – oczywisty dla większości – nie dałby Wolnej zbyt dużo satysfakcji ani możliwości rozwoju, a jednocześnie zabrałby mnóstwo czasu na dojazd). Wiedzieliśmy, że możemy pozwolić sobie na to, żeby na nowo zdefiniować Jej ścieżkę zawodową, mimo 30-kilku lat na karku i braków w wykształceniu i doświadczeniu poza branżą. Było to możliwe dzięki prowadzonej od lat „polityce finansowej”, która pozwala nam podejmować większe ryzyko i robić rzeczy, które niekoniecznie się opłacają.

 

W efekcie zdecydowaliśmy, że pójdziemy za ciosem i… od stycznia 2018 Wolna rozpoczęła pracę w dużej firmie zajmującej się wyposażaniem wnętrz. Pół etatu, więcej na razie nie planujemy – zachowanie zdrowego balansu pomiędzy pracą a życiem osobistym to nadal dla nas priorytet. Czemu pozornie zwykła praca na etacie ma szansę stać się miejscem, gdzie Wolna przyjdzie nie po wypłatę, ale po doświadczenie i uśmiech na twarzy? Po pierwsze dlatego, że to odzwierciedla Jej pasje – inaczej mówiąc, można to traktować w kategorii hobby – analogicznie do tego, jak moje blogowanie. Po drugie, szukając pomysłu na Wolną, aspekt finansowy był dla nas nieistotny. Dzięki temu samo podejście, pewność siebie i zaangażowanie w to, co robisz, jest zupełnie inne i daje niesamowite rezultaty. Podobnie do mojego blogowania zresztą – przecież sam wyszedłem z analogicznych założeń. Chyba nie zaskoczę nikogo po raz kolejny stwierdzając, że wszystko siedzi w głowie: ta sama praca (na etat, właściwie w korporacji, za niewygórowaną stawkę, cały dzień na nogach…) może być diametralnie inaczej odbierana przez różne osoby. Niesamowicie dużo zależy od pobudek, dla których podejmujemy się różnych zajęć; realiów, w których obracamy się na co dzień i świadomości tego, co dane doświadczenia nam dają – a nie tylko, co my dajemy z siebie. Sporo daje też świadomość, że nikt ani nic nie trzyma Cię na siłę w obecnej pracy – w każdej chwili możesz bez większego ryzyka podjąć się czegoś zupełnie innego!

Czemu nie zdecydowaliśmy się na wystartowanie z własną działalnością? Był taki pomysł, ale na razie odsunęliśmy go w czasie. To jeszcze nie ten etap i nie ten poziom doświadczenia. Nowej firmy na wymagającym i pełnym konkurencji rynku nie rozkręca się mając kilka godzin dziennie. Dlatego postanowiliśmy jeść małą łyżeczką i zacząć w inny sposób, a pracę „na swoim” dopisać do planów na bliżej nieokreśloną przyszłość. Całkiem możliwe, że nadejdzie dzień, w którym zdecydujemy się na skok na szerokie wody i profesjonalnie, zawodowo wejdziemy w projektowanie wnętrz na własny rachunek. Na razie jednak przed Wolną sporo nauki i zdobywania doświadczenia, a z naszego rozpoznania rynku wynika, że jest na nim niesamowicie gęsto i nie każdy ma szansę zacząć generować zyski z tego typu działalności, zwłaszcza kiedy nie może ani nie chce poświęcić na to 12 i więcej godzin dziennie.

Jednocześnie, nadal ostrzegam przed ślepym zamawianiem projektu w niesprawdzonym miejscu. Na tą chwilę nie podpowiem, w jaki sposób filtrować oferty i czym się kierować, bo zwyczajnie brakuje mi tutaj doświadczenia. Nie jesteśmy jeszcze na etapie, w którym możemy świadomie podpowiedzieć, jaki zakres projektu jest wart swojej ceny, a które jego elementy są zbędnym wydatkiem. Myślę, że za jakiś czas będę w stanie wypowiedzieć się bardziej merytorycznie i na pewno skorzystam z okazji, żeby to zrobić!

21 KOMENTARZE

  1. Podpowiesz z jakich aplikacji korzysta/ła Wolna przygotowując projekt? Moja Jeszczeniewolna zaczęła walkę z wyzwaniem wprowadzenia zmian lokatorskich w naszym mieszkaniu, które jeszcze nie wyszło poza poziom gruntu 😉

    • hej, do rzutów technicznych polecamy pcon.Planner. Relatywnie prosty do nauki, całość po polsku, do tego darmowy (możliwe, że z jakimiś zastrzeżeniami).

    • Ja wiem czy wszystko… pamiętaj, że blog to zwykle spojrzenie wstecz, do tego nieco „wyładnione”, więc trzeba przefiltrować wszystko, co czytasz 😉

  2. Bardzo ciekawe, szczególnie opis zmiany drogi zawodowej Pani Wolnej. A czym się wcześniej zajmowała? Jakie ma wykształcenie? Podpytuję, bo ciekawi mnie żywo sam temat zmiany branży i tego, jak różne i odmienne mogą być to branże dla jednej i tej samej osoby. Jeśli będziesz coś więcej pisać na ten temat, to je chętnie poczytam.

    • Cześć, to nie tajemnica (chyba, piszę kiedy Wolna jest na treningu, mam nadzieję że się nie obrazi :)). Ochrona Środowiska na UWM. Według Wolnej, totalne pudło. Późniejsze poszukiwania pracy w Trójmieście do łatwych nie należały… w końcu cudem wstrzeliła się do państwowej firmy (cudem, bo bez znajomości, akurat rozkręcali jakąś aferę, leciały głowy, możliwe że ktoś klepnął ten etat z konieczności, pierwszego dnia pracy była już inna ekipa od tej, z którą Wolna rozmawiała podczas rekrutacji :)). Tam było sporo jeżdżenia (co chwilę kilkudniowe delegacje), ale też papierkowej roboty – w skrócie, kontrolowanie zasadności pobieranych dopłat z funduszy unijnych. Nie miało to chyba nic wspólnego z tym, czego się nauczyła na studiach… ani z tym, czego podjęła się teraz, po kilku latach pracy i późniejszych kilku latach na urlopach (ciąże, macierzyński, wychowawczy).

  3. Wolny, a jak te pluszaki, które pokazywałes kiedyś? Te zrobione przez Twoją żonę z odzyskanych materiałów? Piękne były 🙂 dzialacie coś w tym kierunku? 😉

    • Heh, ale rzeczy pamiętacie 🙂 Z tego została chyba tylko maszyna do szycia, której Wolna używa do rzeczy rozmaitych (jakieś przeróbki ubrań, skracanie firan, szycie spódniczek dla dziewczyn – to z ostatnich tematów, które pamiętam).
      Wykonaliśmy też wspólnie kilka mini-projektów typu:
      – puf ze zużytej opony i sznurka jutowego, który jest naszym kawowym stolikiem na balkon: klik.
      – puf tapicerowany, którego używamy jako siedzisko w przedpokoju dla zmęczonych lub starszych gości 🙂 klik i klik.
      Próbowaliśmy nawet ruszyć z ofertą, natomiast tylko testowo (chociażby ze względu na brak DG) i zdecydowanie amatorsko. Zainteresowanie było żadne, temat porzucony, korzystamy z obu mebli i nie zarzekamy się, że nie będzie tego więcej 🙂

  4. Gratuluję odwagi!

    Co do usług projektowania wnętrz – warto obejrzeć wcześniejsze realizację i dowiedzieć się czy styl projektanta nam pasuje.

    A przede wszystkim, sprawdzić opinie w miejscach innych niż sponsorowane portale (czy też strona firmy).
    Warto zajrzeć na stronę typu pracadokitu

  5. Fajny artykuł. Sam właśnie jestem na etapie projektowania aranżacji mieszkania. Myślałem nad architektem wnętrz ale dałeś mi do myślenia. Wizualizacje, które umieściłeś wyglądają rewelacyjnie więc rzucę okiem na ten program Planner. O coś takiego mi chodziło

    • Wizualizacje 3d z których są zdjęcia były robione bodajże w programie SketchUp. Ale zdecydowanie bardziej polecamy początkującym pcon.planner, tam też można projektować w 3d, ale najważniejsze są chyba jednak rzuty 2d, które tam zdecydowanie łatwiej wykonać.

  6. Wg mnie w tym cyklu przydałby się jeszcze jeden wpis: odbior mieszkania od najemcow po zakończenu umowy. Widziałam na instagramie, że materiał na ten temat jak najbardziej masz 😉 Warto pokusić się o podsumowanie: co można potrącić z kaucji, a co uznac za naturalne zużycie, etc. I jak potrącić to i owo z kaucji, by bylo to – hmm – zgodne z prawem? Jak rozliczyć się na koniec z najemcami… Kwestii do poruszenia znajdzie się sporo!

  7. Super napisane 🙂 Jeśli projektant zna się na rzeczy to warto zlecić zrobienie fajnego projektu, który uwzględni też oczywiście nasze upodobania. Szkoda by było płacić za coś, co nam się nie spodoba i nie pasuje do naszego temperamentu.

  8. Fajnie mi się czyta Twojego bloga i zainteresowaniem przeczytałam również powyższy tekst.
    Chciałabym dorzucić swoje trzy grosze do tematu – z perspektywy architekta – może pani Wolna zechce skorzystać z moich doświadczeń zanim na dobre obierze tą ścieżkę zawodową.
    Polski klient = trudny klient
    Projektowanie dla klienta, który wie lepiej, który sobie już to wcześniej narysował w darmowym programie 3d co chce mieć i jak to ma wyglądać i który nie ma za grosz zaufania do profesjonalisty (architekta, mechanika samochodowego, lekarza – ) to bardzo frustrujące zajęcie. Czasami odnoszę wrażenie, że niektórym inwestorom architekt jest potrzeby tylko do wklepania projektu w komputer i ewentualnie podpisania dokumentacji do urzędu… Do tego najłatwiej (pozornie) przyoszczędzić na usłudze projektowej, poszukać jak najtańszej oferty i potem narzekać, że słaby projekt albo błędne kosztorysy i wyliczenia i że samemu by się to lepiej zrobiło. Świadomość, że jakość w kontekście samego projektu musi kosztować jest w Polsce nadal niska.
    Niestety tak często wygląda szara rzeczywistość pracy architekta w tym kraju. Ale na szczęście są i fajni klienci – trzeba ich tylko dobrze dobierać tudzież takich znaleźć i przekonać do współpracy 🙂
    Ja od lat projektuję już tylko dla klientów biznesowych i w sporej części jest to praca z klientem zagranicznym. Jeszcze się zdarza przy współpracy z polskimi że pan prezes projektuje, ale jest to zdecydowanie trend zniżkowy 🙂
    Najwięcej przyjemności przynosi współpraca z zagranicznym klientem – założenia i harmonogramy są realistyczne, jest zaufanie do architekta i magiczne dziękuję za dobrze wykonaną pracę. No i świadomość, że dobry projekt kosztuję.
    Pozdrawiam

    • Super komentarz, wielkie dzięki za sugestie. W ogóle mi się wydaje, że jeśli jesteśmy na pozycji, w której to my wybieramy, z kim będziemy współpracować, to zupełnie inaczej odbieramy to, co robimy.

  9. Wiem że z przy okazji korzystania z pomocy kogoś do projektowania wnętrza można się poparzyć, ja z kolei jestem po trudnym remoncie przy którym nie jestem w stanie przecenić zasług pani architekt która nam pomagała. Mieszkanie jest trudne, adaptowane przez poprzednych właścicieli z lokalu użytkowego w starym budownictwie, do generalnego remontu. Zrobiliśmy tam zupełną rewolucję, łącznie z instalacją antresoli i reorganizacją ścian. Jakkolwiek mój mąż początkowo chciał się tym zająć sam (ma wyczucie i sporo wyobraźni w temacie) to jednak cieszymy się że zdaliśmy się na pomoc. Tematów do ogarnięcia było zbyt dużo, wiedza na temat tego co wolno a czego nie, jakie powinny być odległości między tym czy tamtym, jakie materiały mają sens a jakie nie bardzo…

    No i trzeba przyznać że sporo czasu i w sklepach i na przykładach internetowych poświęciliśmy na pokazywanie co nam się podoba – na tej podstawie wyszła z tego spójna całość.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj swoje imię