Mieszkanie na wynajem: case study cz. 6. Ogłaszanie i formalności.

82
3688
wyświetleń

To miał być ostatni wpis z cyklu „Mieszkanie na wynajem: case study”, ale ponieważ w mojej głowie regularnie rodzą się kolejne pomysły na wpisy, chyba doczekamy się najdłuższego blogowego tasiemca 🙂 Dopóki kolejne wpisy cieszą się niesłabnącą popularnością, nie widzę w tym nic złego. Dzisiaj coś niezwykle praktycznego: postaram się naszkicować proces, który zaczyna się od podjęcia decyzji o wystawieniu mieszkania na wynajem, aż po wręczenie kluczy przyszłym lokatorom. Ten temat częściowo poruszyłem tutaj, więc część informacji się powtórzy, natomiast tam zdecydowanie bardziej skupiałem się na samej weryfikacji najemców, co w poniższym wpisie pomijam.

Na podstawie dotychczasowych 4 akcji pod tytułem „szukamy najemców”, wyrobiliśmy sobie pewien schemat, którym chciałbym się z Tobą podzielić. To absolutnie nie będzie żaden rocket science – wręcz przeciwnie, opiszę zbiór podstaw i naszych wniosków, dzięki którym będziesz mógł z większą świadomością spróbować po raz pierwszy wynająć swoje mieszkanie lub zmienisz szczegół czy dwa w swoim podejściu. Ten blog to również wspaniała platforma wymiany informacji (dziesiątki komentarzy pod każdym z wpisów!), więc to niemal pewne, że pod moim tekstem znajdą się równie wartościowe podpowiedzi z Waszej strony, na podstawie których i ja coś zmienię w przyszłości. Nie ma co przedłużać, jedziemy z koksem 🙂

Przed wystawieniem ogłoszenia o wynajmie mieszkania, należy przemyśleć czas, kiedy najlepiej to wykonać. W przypadku mieszkań z rynku pierwotnego, które są wynajmowane po raz pierwszy, mamy chyba 2 najbardziej sensowne opcje. Jeśli zależy nam na jak najszybszym wynajęciu mieszkania, to fajną opcją jest wystawienie ogłoszeń już w momencie odbioru mieszkania. Niestety, nikt nie zainteresuje się ogłoszeniem, gdzie zdjęcia przedstawiają gołe mury, dlatego ta opcja jest dostępna przede wszystkim dla tych, którzy mają projekt wnętrz, najlepiej z rzutami 3D, które to można potraktować jako namiastkę rzeczywistych zdjęć (i właśnie o tym co nieco będzie za tydzień…). Oczywiście, żeby to zdało egzamin musimy działać na chłonnym rynku i mieć do zaoferowania naprawdę atrakcyjne mieszkanie – w przeciwnym razie raczej nie będziemy mogli liczyć na lawinowe zainteresowanie.

Drugą możliwością jest wystawienie mieszkania, jak tylko wszelkie prace remontowe zostaną wykonane. My poszliśmy ostatnio właśnie tą ścieżką, lekko ją optymalizując i ogłaszając się, kiedy mniej więcej 90% prac było zakończonych – dzięki temu ogłoszenie ukazało się w sieci dobre kilka dni wcześniej. Co jednak, jak szukamy lokatorów do mieszkania, które aktualnie wynajmują najemcy? Tutaj sprawa nie jest tak oczywista, bo teoretycznie powinniśmy zaczekać, aż obecni lokatorzy się wyprowadzą, wtedy przyszedłby czas na ocenę stanu technicznego, mniejsze lub większe odświeżenie lokalu, wreszcie: start kampanii reklamowej. Brzmi rozsądnie? Niestety, to pułapka, w którą wielu wpada: po co na własne życzenie fundować sobie co najmniej miesiąc całkiem niepotrzebnego pustostanu? Według mnie zdecydowanie warto wyprzedzać fakty i planować odpowiednio wcześniej, a w naszym wydaniu wygląda to następująco: mniej więcej 2 miesiące przed końcem aktualnej umowy pytamy najemców „co dalej”. Jeśli nie wyrażą chęci przedłużenia umowy na kolejne 12 miesięcy, wprowadzamy w życie jeden z ważniejszych punktów umowy, którą obie strony podpisały:

Dzięki temu mniej więcej 1,5 miesiąca przed końcem umowy przeglądamy i uzupełniamy ogłoszenie oraz zdjęcia, a następnie, około 35 dni przed dniem zero, wrzucamy ogłoszenie do sieci (o tym, gdzie dokładnie: przeczytasz za chwilkę).

Czemu ogłoszenie a nie wizyta w biurze pośrednictwa? To nie tak, że skreślamy pośredników, i to mimo załączania do naszych ogłoszeń jednoznacznej klauzuli:

„Pośrednikom dziękuję – Nie jestem zainteresowany współpracą.”

Brzmi jak sprzeczność? Niekoniecznie. Bardziej doświadczeni (względnie: bardziej napastliwi) pośrednicy i tak się do Ciebie zgłoszą. A wierz mi, że jest kolosalna różnica pomiędzy odwiedzeniem biura obrotu nieruchomościami z wymalowanym na czole „Pomóżcie! Sam nie dam rady!” a odebraniem telefonu od biura, mimo że jasno dawało się znać, że się tego nie potrzebuje. Jaka dokładnie to różnica? Ano taka, że w ciągu pierwszej minuty rozmowy daję jasno do zrozumienia: „możemy współpracować, jak najbardziej. Jeśli tylko zgodzą się Państwo na wynagrodzenie rzędu 50% jednomiesięcznego czynszu bez opłat brutto pod warunkiem podpisania umowy z osobą wskazaną przez Państwa biuro”. Ponieważ standardowe wynagrodzenie pośrednika to 1-miesięczny czynsz, często powiększony po podatek VAT, to już na dzień dobry schodzę z kosztów mniej więcej z 2 400 zł do 1 000 zł. Oczywiście płacę tylko i wyłącznie wtedy, kiedy to pośrednik znajdzie najemcę. Czy można zejść niżej? Prawdopodobnie tak, bo każdy z dzwoniących wyjątkowo łatwo godził się na powyższe warunki. Ciekawy jestem, na jakim poziomie jest stawka minimalna 🙂

Jeśli już decyduję się na współpracę z pośrednikiem, to absolutnie nie podpisuję umów na wyłączność i nie rezygnuję z możliwości samodzielnego znalezienia najemcy. W praktyce dotychczasowe 4 umowy o najem podpisywałem bezpośrednio, mimo zainteresowania pośredników i przyprowadzania przez nich potencjalnie zainteresowanych. Daję więc pośrednikowi szansę na zarobienie tysiaka, równolegle biorąc sprawy w swoje ręce, co – jak pokazuje praktyka – jest bardziej efektywne. Efekt jest taki, że do tej pory nie zapłaciłem za usługi pośrednictwa ani grosza, a jednocześnie miałem świadomość, że kilka innych osób również stara się znaleźć dla mnie lokatorów.

Wróćmy do samego ogłoszenia… przede wszystkim, jakie elementy powinniśmy w nim zawrzeć? Według mnie, treść powinna być obszerna, jednak nie do przesady. Zdecydowanie poinformujmy potencjalnych zainteresowanych o opłatach (również eksploatacyjnych), metrażu, lokalizacji, piętrze, standardzie, umeblowaniu czy ważnych dodatkach typu miejsce parkingowe czy winda. Nie przeginajmy w drugą stronę – dodanie całej listy mebli i sprzętów, wraz z nazwami i symbolami urządzeń (i takie ogłoszenia widziałem…) raczej zniechęci do dalszego czytania. Podkreślmy zalety mieszkania, oczywiście nie naginając faktów ani zbytnio nie koloryzując.

Nie zapomnijmy o tym, co najważniejsze: zdjęcia! Tych zamieśćmy tyle, na ile pozwala dany portal z ogłoszeniami. Można wrzucić 20? Wrzuć 20. Zdjęcia powinny być odpowiednio wykonane, ale to temat rzeka, w którym nie czuję się ekspertem, więc w szczegóły nie wchodźmy. Obecnie wiele portali umożliwia dodanie linku do „wirtualnego spaceru” po mieszkaniu. O co chodzi? To bardzo proste: nagrywasz krótki film z wnętrza mieszkania, a następnie publikujesz go w serwisie youtube i linkujesz go w ogłoszeniu, dzięki czemu klienci mogą wstępnie zweryfikować, czy Twoje mieszkanie ma szansę sprostać ich wymaganiom. To również fajny sposób filtrowania klientów – po obejrzeniu filmu zadzwonią tylko ci naprawdę zainteresowani, dzięki czemu Ty sam masz szansę uniknąć kilku niepotrzebnych wycieczek na pokazywanie mieszkania ludziom, którzy i tak nie mają zbytniej chęci w nim mieszkać.

Kiedy masz gotowe ogłoszenie, wypadałoby je puścić w świat. Czyli gdzie? Według mnie sensowny jest tylko Internet, a w zasadzie kilka portali. Przede wszystkim OLX, który jest dobry, bo jest tani (w zasadzie darmowy) i dobry 🙂 Drugi w kolejności: ogloszenia.trojmiasto.pl – ot, taki specyficzny twór lokalnego rynku, na którym działam. Dalej mamy dużych graczy, którzy pobierają opłaty za dodanie ogłoszenia: otodom.pl oraz morizon.pl. W mieszkaniu, o którym traktuje aktualna seria wpisów zdecydowałem się na oba, płacąc w sumie około 100 zł. To według mnie wystarczy, żeby każdy szukający mieszkania o odpowiednich kryteriach trafił do nas.

Korzystając z okazji, chciałbym sprzedać Ci pewien fajny patent. Otóż bardzo praktycznym rozwiązaniem jest kupienie dodatkowej karty SIM (= dodatkowy numer), dedykowanej dla ogłoszeń o najem mieszkania. Takie szaleństwo za ledwie kilka złotych, oczywiście jeśli masz jakiś stary telefon, który możesz tymczasowo wykorzystać. Dzięki temu nie będziesz ryzykował scenariusza, w którym przez całe miesiące po wynajęciu mieszkania nadal będziesz otrzymywał telefony z pytaniami. To niestety częsty scenariusz, dlatego dodatkowy numer, który reaktywuję ilekroć mam do wynajęcia mieszkanie to świetna sprawa.

Jeśli zaproponowana przez Ciebie cena będzie akceptowalna, zdjęcia dobrej jakości i dodane hurtowo, a okres sprzyjający (ogłaszanie się w styczniu może przyprawić o depresję…), to niebawem powinieneś zacząć otrzymywać telefony.

Stosuję tu zasadę, że najpierw wystawiam mieszkanie za nieco więcej niż planowałem (nawet do 10%) i czekam 2-3 dni. Jeśli nie ma odzewu lub jeśli jest minimalny, schodzę z ceną do pierwotnie planowanego poziomu – lub takiego, w którym otrzymuję co najmniej 2 telefony dziennie z pytaniami o mieszkanie. Oczywiście mogą istnieć inne czynniki, dla których zainteresowanie Twoją ofertą jest mniejsze niż zakładane, mimo atrakcyjności oferty: słabe zdjęcia czy martwy sezon (wydaje mi się, że w zimie przeprowadzają się tylko ci, którzy naprawdę muszą) to tylko wybrane z nich. Dlatego zalecam ostrożność w obniżaniu cen poniżej analogicznych ofert w okolicy – w końcu chcemy wyjść na swoje, prawda? To swoista gra emocji: z jednej strony chcesz dobrze zarobić, z drugiej nie chcesz przestrzelić z ceną, wreszcie z trzeciej: brak lub nikłe zainteresowanie najlepszym przecież (bo Twoim!), jedynym w swoim rodzaju mieszkaniem działa strasznie deprymująco i może skłonić do niepotrzebnego zaniżania ceny, co będzie rzutowało co najmniej na następny rok (potencjalnie: nawet kilka lat). Trzeba mieć mocne nerwy, a emocje i tak się udzielają, zapewniam 🙂

Kiedy już telefon zacznie dzwonić, grzecznie odpowiadamy na pytania oraz zadajemy kilka swoich, tak aby choć trochę poznać potencjalnego klienta. Jeśli wszystko podczas tej rozmowy się „klei”, umawiamy się na spotkanie. Najlepiej w ciągu dnia, tak żeby mieszkanie było jak najlepiej oświetlone, chociaż często z praktycznych względów to niemożliwe.

Co się dzieje dalej, pisałem tutaj. Już podczas oglądania mieszkania zadajemy pytania, a w razie rzeczywistego zainteresowania, przechodzimy do ataku i dowiadujemy się, ile można, bez specjalnego cackania się z zainteresowanym. To praktycznie jedyny moment, kiedy możesz dowiedzieć się o szczegółach, które znać powinieneś, a o które – według niektórych – nie wypada pytać. Jeśli mimo wszystko pytasz (a powinieneś!) i widzisz, że osoba po drugiej stronie reaguje nienaturalnie, agresywnie czy podejrzanie, powinna zapalić Ci się nad głową ostrzegawcza lampka. Ciężko ocenić kogoś na podstawie 30-minutowego spotkania, natomiast innej możliwości nie widzę, a aspekty czysto ludzkie również są ważne – przecież chcielibyśmy wynajmować mieszkanie miłym, odpowiedzialnym, pozytywnym i racjonalnym osobom, prawda? Jeśli taką znaleźliśmy (a przynajmniej tak się nam wydaje…) i jest ona zdecydowana na podpisanie umowy, buszujemy w Internecie i robimy dokładny research, zaczynając od zapomnianej już naszej klasy, przez facebooka, aż po portale z profilami zawodowymi. Mi te dane przydały się do tej pory tylko raz, kiedy to potencjalni, bardzo ułożeni i spokojni najemcy zaskoczyli nas bardzo zdjęciami na FB ukazującymi ich niezwykle rozrywkowy i imprezowy styl życia. A to zapala żółtą lampkę nad głową. Wielokrotnie słyszałem o jeszcze większej przydatności danych z portali społecznościowych: podobno opory w płaceniu czynszu szybko znikają w momencie zagrożenia kontaktem z rodziną/znajomymi/pracodawcą ;).

Pamiętajmy też, że działamy na wolnym rynku i negocjacje to nieodłączna część naszej pracy 🙂 Mogą one dotyczyć wyposażenia, możliwości i terminów wypowiedzenia umowy, ale najczęściej obracają się wobec jednego: ceny. Dlatego zawsze warto ją tak skalkulować, żeby była nieco wyższa niż ta, jaką rzeczywiście planujemy uzyskać i z jaką będziemy się czuć komfortowo. Ja zostawiam sobie zwyczajowe 100 zł, z których zwykle jestem gotowy zejść przy spełnieniu dwóch warunków: poproszenie mnie o rabat (nie każdy o niego prosi, a targowanie się to przecież świetna sprawa!) oraz zainicjowanie kontaktu bezpośrednio (bez pośrednika). Oczywiście nie warto schodzić z ceny jeśli zainteresowanie naszą ofertą jest duże, a samo ogłoszenie istnieje dopiero kilka dni. Ogólna zasada brzmi: im mniejsze zainteresowanie oraz im większe zagrożenie niepotrzebnym okresem pustostanu, tym bardziej powinniśmy być skłonni do obniżania ceny.

Kiedy już wszystko mamy dogadane, należy całość sformalizować. Podstawą jest pisemna umowa i to my, jako wynajmujący mamy obowiązek zaproponować jej brzmienie. Ze względów praktycznych nie korzystam z najmu okazjonalnego – dokładniejsze prześwietlenie najemców wydaje mi się wystarczające (oczywiście na tą chwilę, dopóki nie przejechałem się na takim podejściu :)). Dlatego też proponuję zwykłą umowę najmu, której kształt wypracowałem w ciągu kilku ostatnich lat i której treść załączam również do tego wpisu (wierzę, że się przyda!). Do tej pory nie miałem wielu spornych sytuacji (lub rozwiązywaliśmy je polubownie), nie musiałem się więc wspierać zabezpieczającymi mnie zapisami w umowie – dlatego ciężko mi powiedzieć, na ile mnie ona chroni. Jeśli wszystko idzie jak po sznurku, właściwie wystarczy umowa ustna i uścisk ręki, prawda? A dobra umowa przydaje się dopiero w razie ewentualnych sporów, kiedy wyczerpaliśmy inne możliwości.

Szkic umowy najmu (docx)

Szkic umowy najmu (pdf)

Protokół przekazania mieszkania (docx)

Protokół przekazania mieszkania (pdf)

Dalsze kroki to pobranie kaucji (najlepiej już przy podpisaniu umowy) oraz… cieszenie się comiesięcznymi przelewami. W początkowym okresie współpracy z nowymi najemcami polecam odwiedzić ich (oczywiście po wcześniejszym umówieniu się) raz czy dwa w ciągu pierwszych miesięcy i upewnić się tym samym, że wszystko jest w porządku. Późniejsze wizyty można nieco bardziej rozciągnąć w czasie, ale na podstawie naszych ostatnich doświadczeń (o czym będzie dedykowany wpis), nie warto ich odpuszczać całkowicie. Dobrą praktyką jest również przekazanie najemcom instrukcji do wszystkich sprzętów AGD (można ściągnąć instrukcje z Internetu i przesłać mailem) oraz opowiedzenie co nieco o mieszkaniu, jeśli je znamy. Każde ma przecież jakąś specyfikę związaną z eksploatacją, przykładowo: mechanizm wywietrzników przy oknach, konieczność okresowego czyszczenia syfonów itp.

Poszczególne kroki opisane powyżej mogą wydawać się oczywiste, natomiast dla nowicjuszy wcale takie nie są. Czasami zbyt dużo uwagi idzie w aspekty związane z kupnem nieruchomości, jej finansowaniem czy remontem, a takie podstawy jak kontakt z klientem i finalizacja tej transakcji pomijamy. Wierzę zatem, że ten wpis pomoże niejednemu i mam przeczucie, że ja sam wrócę tu za jakiś czas, żeby odświeżyć wiedzę przed kolejnym przejściem całej opisanej powyżej procedury 😉 My również wynosimy nowe doświadczenia z każdą wymianą najemców i staramy się wyciągać z nich wnioski na przyszłość. Ale o tym dopiero za 2 tygodnie…

PS Jeśli wpis Ci się podobał, zapraszam do lektury pozostałych części cyklu „mieszkanie na wynajem”, a także do innych wpisów z kategorii „dom i mieszkanie”

82 KOMENTARZE

    • I się doczekałeś 🙂 w załączonej wersji umowy nie ma jeszcze punktu o płatnym sprzątaniu, który muszę dodać po ostatnich przejściach. I pewnie jeszcze kilku rzeczy, które wyjdą w komentarzach poniżej

    • Ja też uważam że to kwestia przyzwyczajenia, ja na początku też odbierałem nową stronę jako coś ‚obcego’, ale po kilku dniach przywykłem i teraz widzę, że różnica jest spora, zdecydowanie na korzyść nowej strony.

  1. Wolny, super case study, takich treści właśnie potrzeba w internecie 🙂

    Co do puszczenia ogłoszenia w świat polecam jeszcze grupy tematyczne na Facebooku. Jest ich nawet kilkanaście dotyczących wynajmu nieruchomości. Darmowa reklama i skuteczność bardzo wysoka. Mi udało się dwa razy w ciągu 2-3 dni wynająć mieszkanie właśnie przez Facebooka. I dużą zaletą tej formy reklamy jest też, że nie jesteśmy aż tak bardzo spamowani przez pośredników jak w przypadku innych portali Olx, Gumtree, Otodom itd. Chociaż tam też już zaczynają zaglądać 🙂

    Dobry research najemców jak wspomniałeś to podstawa. Lepiej przeczekać z wynajmem kilka dni, czy nawet tydzień bądź dwa, niż potem mieć problemy ze złymi najemcami 🙂

    Co do strony to jest super, aczkolwiek dla mnie zawsze wyróżnikiem Twojego bloga było oprócz fenomenalnego stylu pisania i tej lekkości, właśnie klimat tej strony już nie pierwszej młodości. Będzie trochę mi brakować tej oldschoolowej wersji 🙂

    Jedynie co mnie delikatnie irytuje, to za każdym razem gdy otwiera się inny wpis wyskakuje propozycja „Przeczytaj także”. Dla mnie optymalnym rozwiązaniem byłoby raz zamknięcie przez czytelnika takiej propozycji, brak pojawienia się kolejnej, nawet po zmianie strony / wpisu. Ale to niech inni też się wypowiedzą w tej kwestii, może przesadzam 😉

    Dobra robota! Pozdrawiam

    • Cześć! Próbowałem użyć FB przy wystawianiu ogłoszeń, ale odniosłem wrażenie, że wspomniane przez Ciebie grupy są zamknięte i trzeba spełnić różne warunki, żeby móc tam dodać ogłoszenie. Nie zależało mi na robieniu tego z upublicznianiem moich danych (ze względu na tą serię wpisów na blogu), więc odpuściłem.
      To „Przeczytaj także” też mnie jeszcze zastanawia i skłaniam się, żeby to wyłączyć. Nieco zbyt natarczywe.

      • Właśnie o to mi chodziło, nieco natarczywe jest to „Przeczytaj także”.

        Jeszcze co do FB, to fakt, są to grupy zamknięte, ale nie trzeba spełniać żadnych warunków by zostać członkiem, po prostu poprosić o dołączenie do grupy. Niestety jak napisałeś, dużym minusem jest tutaj upublicznienie się, ale wydaje mi się, że można to obejść po prostu używając innego konta. Ale z drugiej strony skoro obecne metody działają w Twoim przypadku to czy jest sens kombinować? 😉 ?

        • Poprosiłem o dołączenie do jednej, ale przez jakiś czas nie otrzymałem odpowiedzi, później chyba zapomniałem o temacie. Ale dzięki za podpowiedzi – może komuś (albo i mi w przyszłości) ten sposób pomoże.

  2. Hej hej, ciekawy wpis. Nasunęło mi się parę komentarzy – np. to, że zapis w umowie o zakazie dorabiania kluczy jest raczej martwy – mam na mysli to, że nie jesteś w stanie tego sprawdzić ani wyegzekwowac. Zakaz wymiany zamków – jak najbardziej zasadny, ale pod warunkiem, że drugi komplet kluczy ma TYLKO właściciel i najemca może być tego pewien. Jeśli zaś wkładki w zamkach nie zostały wymienione po poprzednim lokatorze, to takiej pewności niestety nie ma, bo – patrz pkt 1 – nie ma pewności, że poprzedni lokator nie dorobił sobie kluczy nie informując Cię o tym.

    Druga rzecz: wchodzenie do mieszkania w trakcie ostatniego miesiąca najmu. Jako najemca nie wyobrażam sobie, aby właściciel wchodzil do mieszkania z obcymi ludźmi pod moją nieobecność. A co jeśli coś zniknie? Chyba że robisz to tylko podczas obecności lokatorow w domu? A może rekompensujesz im tę niedogodność rabatem w czynszu za ostatni miesiąc?

    • Hej,
      Zdaję sobie sprawę, że niektórych rzeczy nie udowodnię, nie tylko odnośnie kluczy. Ale mimo wszystko uważam, że powinny być zawarte w umowie na wypadek późniejszych sytuacji spornych.
      Do tej pory nie wchodziłem do mieszkania pod nieobecność najemców żeby komuś pokazać mieszkanie. Zawsze odbywało się to w obecności aktualnych najemców. Nie wyobrażam sobie również, żeby to robić bez uprzedniego kontaktu z najemcami. Nie wiem co bym zrobił, jeśli najemca by utrudniał (na przykład powiedział: jestem w domu codziennie dopiero po 23ej), na pewno próbowałbym z nim negocjować możliwość wejścia do mieszkania w konkretny dzień, nawet kiedy go nie będzie.

      • Tak, to prawda. Jednak a propos tych kluczy, wg mnie warto zainwestować parę zł w nowe wkładki i wymienić zamki przy nowym lokatorze, wręczając mu jeden komplet, a sobie zachowując drugi. Mieszkałam kiedyś w mieszkaniu wynajmowanym wcześniej przez wiele lat studentom, listy przychodziły na przeróżne nazwiska. Kluczy do tego mieszkania musialo krążyć po mieście wiele. Raz nawet ktoś zadzwonił domofonem: „ja tu kiedyś mieszkałem, czy mogę wejść zobaczyć jak teraz wygląda mieszkanie?” 😉 Zamki zmieniliśmy od razu, właściciel dostał drugi komplet.
        W sytuacji ekstremalnej, gdy coś z mieszkania zniknie, pierwszym „podejrzanym” będzie własciciel (bo przecież ma klucze), więc nawet dla własnego dobra warto wymienić zamki po poprzednich lokatorach.

  3. A propos jeszcze wchodzenia do mieszkania pod nieobecność lokatora – z perspektywy najemcy szukającego mieszkania: Raz oglądalam mieszkanie, w ktorym ktoś mieszkal, ale go nie było. Właściciel twierdził, że lokatorzy zostali o tym poinformowani i się zgodzili. Jakoś nie chcialo mi się w to wierzyć – choćby patrząc na porozrzucaną bieliznę 😉 Druga syt: umawiamy się z właścicielem pod blokiem, idziemy do mieszkania. Właściciel swoim kluczem otwiera mieszkanie, w którym są aktualni lokatorzy. Dla mnie szok. Oczywiście żadnego z tych mieszkań nie wynajęlismy, spodziewając się podobnych zachowań wobec nas po jakimś czasie, gdy będziemy mieszkanie opuszczać.

    • Z tego co widzę, tego typu umowy są do kupienia za dobre kilkadziesiąt złotych… i nawet jeśli założymy (pewnie słusznie), że ich zawartość jest jeszcze lepsza niż u mnie, to nadal nie usprawiedliwia to takiej ceny, przynajmniej według mnie.
      Co mówię najemcom? Niektórzy uważają to za naturalne, pozostałym mówię, że doświadczenie nauczyło nas, że tak jest lepiej dla obu stron i tyle.

  4. Wolny,

    z przedstawionego przez Ciebie fragmentu umowy może wynikać, że kontakt przed wejściem do mieszkania pod nieobecność lokatora dotyczy sytuacji napraw/konserwacji, natomiast okazywanie mieszkania potencjalnym przyszłym najemcom może odbywać się bez takowego. Z tak niejednoznacznym zapisem adwokat mógłby wszystko udowodnić 🙂 „(…) o ile zostało nie mniej niż 30 dni kalendarzowych” czyli przez 11 miesięcy (przy umowie na rok) możesz pokazywać mieszkanie następnym najemcom? A ostanie 30 dni?
    Co do wchodzenia pod nieobecność lokatorów, lepiej mieć się na baczności, i nie umawiać tego telefonicznie, tylko przez smsy, co by mieć czarno na białym. Inaczej może być posądzenie o naruszanie miru domowego i kryminał w skrajnym przypadku.
    I jak dla mnie, gdybym miał najmować mieszkanie i przyszedłbym na prezentacje widząc, że jest ono jeszcze zamieszkałe, odwróciłbym się na pięcie bez „do widzenia”.

    • Też uważam, że najemcy mają prawo mieszkać spokojnie do konca okresu najmu bez wizyt „oglądaczy”. Chyba że wlaściciel zaproponuje niższy czynsz za ostatni miesiąc, jako rekompensatę za tę niedogodność, a lokatorzy się na to zgodzą. Odświeżenie mieszkania to kwestia max kilku dni, znalezienie nowych najemców również, o ile rzeczone mieszkanie jako tako się prezentuje i nie jest wystawione za zawyżoną kwotę. A wystawić je można wcześniej (na OLX itd) z zastrzeżeniem, że oglądanie możliwe od dnia xxx.

      • Nie zgadzam się. Potencjalny klient również musi mieć czas na podjęcie decyzji i zwykle ma też jakiś okres wypowiedzenia lub wie, że na przykład jego umowa kończy się z końcem danego miesiąca. I teraz na przykładzie: moi najemcy wyprowadzają się 28.02, zgodnie z Twoją sugestią pierwszy tydzień marca to czas na odświeżenie mieszkania, później wystawiam ogłoszenie, mija kolejny tydzień-dwa na szukanie najemców i mamy koniec marca, czyli w najlepszym wypadku znajdę najemców od 1.04, chyba że ktoś ma miesiąc wypowiedzenia, wtedy wydłużam okres pustostanu do 2 miesięcy. Wierz mi, zarówno jedna jak i druga strona musi mieć czas na podjęcie decyzji, pozałatwiane swoich spraw, przygotowanie do przeprowadzki itp, nic się nie dzieje z dnia na dzień.
        Co do rekompensaty… najemca podpisuje z góry umowę w której jest zapis o oglądaniu mieszkania przez chętnych w ciągu ostatnich 30 dni. Do tej pory nikt z tym zapisem nie miał problemów, nie widzę tu powodów do rekompensowania… bo właściwie czego? Wcześniej grzecznie wykonam telefon, dostosuję się do terminu pasującego wszystkim stronom, klienci wejdą na 10 minut do mieszkania… nie róbmy z tego jakichś wielkich niedogodności.

        • Ale właściwie jaką niedogodnością jest to, że ktoś obcy wejdzie na jakiś czas?
          Ryzyko, że zobaczy brudne majtki? Bałagan? Konieczność sprzątania? Udawania? Ubrania się zamiast chodzenia w dresie z brudnymi włosami? Boicie się, że w kilka minut zwinie portfel/dokumenty/itp?

          • Chodzi o wolność i jej ochronę. Prawo nietykalności mieszkania zapewnia Konstytucja RP, w art. 47 pośrednio, a w art. 50 bezpośrednio. Mir domowy jest dobrem osobistym chronionym przez art. 23 KC (tu jeszcze można dodać ochronę cześci, w przykładzie przez Ciebie przytoczonym). Naruszenie miru domowego jest w rozumieniu KK występkiem (art. 193), za który grozi kara ograniczenia lub pozbawienia wolności do 1 roku. Sprawcą owego deliktu, w rozumieniu przedmiotowego przepisu, może być także właściciel nieruchomości- uchwała SN z dnia 21 lipca 2011 r., sygn. akt I KZP 5/2011, OSNKW 2011/8 poz. 65. Wyczerpanie znamion ww. przestępstwa nie musi wiązać z siłowym wdarciem się na daną nieruchomość- jak wskazał SN w wyroku z dnia 7 maja 2013 r., sygn. akt III KK 388/2012, może nim także być obecność osoby niepożądanej bez zgody dysponenta. Tak że nie mamy tu do czynienia z „jakąś tam” fanaberią, brudnymi majtkami czy bałaganem, tylko z jedną z podstawowych wolności ujętych nie tylko w prawodawstwie krajowym, ale i międzynarodowym.

            PS Widzę, że czytamy te same blogi…

          • Tak, dokładnie. Można po prostu nie mieć na to ochoty. Można wracać codziennie o 23 i nie chcieć nikogo przyjmować. Można nie mieć ochoty sprzątać przed każdą taką wizytą. Po prostu. Tak jak pisze kolega wyżej mir domowy jest dobrem osobistym chronionym przez prawo.

          • Jeśli ktoś podpisuje świadomie umowę, która zawiera taki zapis, a już od początku wie, że ‚nie będzie miał ochoty’ na przyjmowanie nikogo, mimo zapisów tej umowy, to chyba warto to zasygnalizować już na początku, a może wręcz nie podpisywać takiej umowy. Naprawdę uważam, że taka wizyta czy dwie w ostatnim miesiącu najmu to nie jest tak duża niedogodność, żeby robić z tego problem. Jeśli obie strony są otwarte na współpracę i ugodowe, to szukanie tutaj dziury w całym ma mały sens. Bo zaczynamy coraz bardziej gdybać i zastanawiać nad nieprzestrzeganiem podpisanej przez obie strony umowy.

      • Wolny, nie bierz moich uwag za czepianie się ale umowa jest istotna.

        Szczerze powiem, że czytałem ten fragment (punkt 5) kilka razy i jak dla nie jest absolutnie nie do przyjęcia.
        Zgadzam się z werserk w tym temacie. Taki punkt i jego zastosowanie to proszenie się o kłopoty prawne.

        Zasada jest taka że jeśli ktoś od nas coś wynajmuje / wydzierżawia to jest w tej rzeczy czasowym posiadaniu. Jedynie grzecznościowo może się zgodzić na jakieś wizyty a i to może mu się „odwidzieć” mimo takiego zapisu w umowie.

        Jak pisałem wcześniej sam jestem obecnie najemcą i również ja wynajmuję kilka mieszkań innym osobom natomiast ani u mnie w umowach nie ma tak bardzo dwuznacznych (!) punktów ani ja nigdy nie zgodziłbym się na taki punkt w umowie ze mną ale do rzeczy:
        Po pierwsze ten punkt jest niespójny i mówi o zupełnie innych sytuacjach.

        „5. Najemca umożliwi wejście Wynajmującemu do lokalu, jeśli ten poinformuje najemcę telefonicznie o tym na 24 godziny przed wejściem. „

        I tu mamy brak zapisu że to powinno się od być w obecności (!) najemcy. I powinno być „na minimum”.

        „W przypadku braku kontaktu telefonicznego z Najemcą Wynajmujący może wejść do mieszkania w celu dokonania niezbędnych napraw/konserwacji.” (???)

        Jakich napraw ? Niezgłoszonych przez Najemcę ? W czasie jego nieobecności ? W przypadku braku kontaktu przez jaki czas ? – przez godzinę ? dobę ? tydzień ?
        Zgodnie z kodeksem drobne naprawy powinien robić najemca. Zapis o wejściu do mieszkania pod nieobecność (!) najemcy jest absolutnie niedopuszczalny. Taki zapis można zastosować jedynie w przypadkach wyższej konieczności (zagrożenie życia bądź mienia w sytuacjach nagłych) a i tu także w obecności straży pożarnej / policji / innych służb.

        „Wynajmujący może również wejść do mieszkania w celu pokazania mieszkania kolejnemu najemcy, o ile zostało nie mniej niż 30 dni kalendarzowych do końca obowiązywania niniejszej umowy”

        Pomijam pomyłkę z tym „nie mniej” bo już o tym pisał werserk. Ale koleiny raz zastrzeżenie wejścia do mieszkania w zasadzie w każdym momencie dnia (?), nocy (?) tygodnia (?) wg tego punktu, ponownie bez zapisu że musi to się odbyć w obecności najemcy (!)
        I z jakiego powodu ? Tylko żeby pokazać mieszkanie innej osobie ??

        Te zapisy są niedopuszczalne a wejście do mieszkania w czasie nieobecności najemcy to może być gigantyczny problem.
        A co jeśli po „wizycie” najemca napisze sms lub mail i stwierdzi że na stole leżało 10.000 zł gotówką na co ma dowód w postaci zdjęcia z datą i godziną a teraz nic tam nie leży ??

        Kiedyś jeden właściciel podsunął mi umowę do podpisu na której było napisane że wynajmuję od niego całe mieszkanie oprócz… małej „garderoby / schowka” 🙂 Od razu zapaliła mi się czerwona lampka. Przecież to kolejny kruczek prawny na podstawie którego mógłby wchodzić do mieszkania kiedy by mu się podobało aby zabrać lub zostawić coś w swoim schowku.
        Bajka o gwoździu się nasuwa jak nic. Paranoja w czystej postaci.

        Umowy winne być jasne, przejrzyste i bez kruczków prawnych.

        • Ok, rozumiem argumenty. Ale co do zasady pokazywania klientom mieszkania w terminie, kiedy jeszcze obowiązuje umowa: rozumiem, że też tak robisz skoro pisałeś że nie miewasz pustostanów? Czy uwzględniasz taki punkt w umowie, mówiący o takiej możliwości jeśli najemcy się na to zgodzą i tylko w ich obecności? Czy to pomijasz, a po prostu prosisz grzecznie o to pod koniec umowy?

          • Wg mnie to tutaj jest jeden błąd na samym początku: zakladasz, że jak nie wynajmiesz mieszkania na przelomie miesięcy, gdy kończy się umowa „starych” lokatorow, to nie wynajmiesz przez cały miesiąc i masz miesiąc pustostanu. Ok, na pewno większość umow najmu zaczyna się „od 1-ego”, ale na prawdę nie wszystkie – w środku m-ca też da się rozpocząć wynajem, szczególnie jesli mieszkanie jest ladne/funkcjonalne/w dobrej lokalizacji. 🙂

          • To nie błąd, taki wniosek wypływa z dotychczasowego doświadczenia. Dosłownie każdy, kto do tej pory wynajął mieszkanie lub choćby o nie pytał, chciał rozpocząć od 1ego (może z jednym wyjątkiem, ale to był pojedynczy telefon). Próba wynajęcia w środku miesiąca to naprawdę ogromne prawdopodobieństwo, że przesunie się to do początku kolejnego miesiąca.

          • Dokładnie tak. Oczywiście zawieram takowy punkt w którym jest zdanie że najemca zgadza się na pokazywanie w czasie ostatnich 30 dni mieszkania innym potencjalnym najemcom zawsze w jego obecności i po uzgodnieniu z nim terminu i godziny. Mając oczywiście równocześnie świadomość że ten punkt jest „słaby” i najemca mógłby bez problemu go obejść ale jako że zawsze kontakty z najemcami opieram na obopólnej współpracy to nigdy z tym problemu nie miałem. Wizyty staram się przeprowadzać sprawnie, nigdy codziennie i z poszanowaniem faktu że mieszkanie aktualnie nie jest w moim „posiadaniu” a tylko grzecznościowo ktoś mnie do niego wpuszcza. Zawsze dziękuję za takową możliwość.

          • Czyli postępujemy identycznie, tylko moja umowa daje mi większe prawo (które może nie być spójne z kodeksem cywilnym…). Jak możesz, prosiłbym o dokładny tekst tego punktu.

    • Cześć, przedstawianie mieszkania potencjalnym klientom odbywa się w ciągu ostatnich 30 dni, jeśli w umowie jest jak piszesz (nie mam jak teraz sprawdzić), zmienię później.
      Natomiast jeśli takie rozwiązanie Ci nie pasuje – Twoja decyzja, po prostu byśmy się nie dogadali 🙂

      • ” Wynajmujący może również wejść do mieszkania w celu
        pokazania mieszkania kolejnemu najemcy, o ile zostało nie mniej niż 30 dni kalendarzowych
        do końca obowiązywania niniejszej umowy”
        Chyba powinno być „nie więcej”, to by zmieniało postać rzeczy.

          • Werserk, nie poganiaj 😉 Przecież korzystanie a bezmyślne kopiowanie to zupełnie różne sprawy. Wolny wrzucił, co wrzucił, ok, pomylił się, zdarza się, ale wydaje mi się, że każdy myślący człowiek sprawdzi to pod swoim kątem czy się wszystko zgadza czy nie 😉

    • A co do umawiania smsem i zbierania potwierdzeń na wszystko… czemu jesteś z góry tak bojowo nastawiony? Ja jestem miłym człowiekiem (mam nadzieję :)), najemcy również zwykle tacy są (a przynajmniej staram się, żeby takich wybierać jeśli mogę), więc jeśli nasze stosunki przez cały okres umowy były idealne, to nie mam powodu żeby zakładać złych intencji w samej końcówce, prawda?

      • Jeśli chodzi o smsy, to chyba źle mnie zrozumiałeś- one byłyby zabezpieczeniem dla Ciebie. A pewne nieporozumienia zawsze mogą się przydarzyć, nigdy nie ma pełnej idylli. Jak to mawiał Włodzimierz Illicz- „wierzyć, ufać, kontrolować” 🙂

        • Rozumiem o co chodzi, ale naprawdę jest we mnie trochę wiary w ludzi, zwłaszcza takich, z którymi współpracuję jakiś czas i których na początku zweryfikowałem. Jeśli miałbym podstawy do obaw, to oczywiście takie potwierdzenie jest wskazane.

          • A tak z nieco innej beczki- zostawiłem komentarz przy pierwszym wpisie (który właśnie przeczytałem). Widzę, że go nie ma. Czy ma to związek z „odświeżeniem” bloga? Pisałem mój post jeszcze w starym layout’cie, a po kliknięciu w kolejny artykuł ukazała się nowa odsłona bloga.

          • Ciężko powiedzieć, widzę 8 Twoich komentarzy, być może niefortunnie się wstrzeliłeś w podmianę stron (miała miejsce wczoraj wieczorem).

      • Wolny, wejście do mieszkania pod nieobecność (!) najemcy to na tyle poważna sprawa, że jest absolutną koniecznością zrobić to na piśmie.
        To nie kwestia zaufania czy jego braku ale bezpieczeństwa.
        Ja nigdy bym tego nie zrobił jak tylko w przypadkach nagłych / awaryjnych o czym pisałem powyżej i to w obecności świadków „mundurowych”.

        • Podam przykład: około 2 miesięcy po kupnie psa przez najemców otrzymuję telefon z administracji, że na parterze wybiła toaleta, jest hydraulik, widać resztki psiej karmy, która najprawdopodobniej napuchła i zatkała rury. Zadzwoniłem do najemców, nie mogli w ciągu najbliższych godzin się pojawić na miejscu, a sytuacja była awaryjna, trzeba było sprawdzić co się dzieje w mieszkaniu, czy sytuacja się nie pogarsza itp. Spytałem się o zgodę na wejście, ale według mnie to właśnie sytuacja awaryjna, o której piszę w umowie.

          • Zgadzam się że taka sytuacja może spełniać warunek „awaryjności” ale w twoim zapisie nic tym nie ma…
            jest tylko o wejściu „w celu dokonania niezbędnych napraw/konserwacji” a to nie to samo.
            Ja pisałem też odnośnie komentarza werserk o sms’ach. Takie wejście nagłe powinno być zawsze na piśmie potwierdzone z podaniem przyczyny.

          • Ok, przekonaliście mnie, będę na to uważał i załatwiał „dupokrytkę”. Ehhhh, szkoda że na każdym kroku trzeba być nieufnym i podejrzliwym.

          • Widzisz Wolny, sprawa jest delikatna i po prostu zwracamy Ci uwagę, żebyś czasami w przyszłości nie narobił sobie niepotrzebnych kłopotów. Tak już jest przy wynajmowaniu lokali mieszkalnych. W takim razie, może zamiast mieszkań inne nieruchomości? Np. takie, których nie trzeba remontować (o to dbają inni), utrzymywać (o to też dbają inni), przejmować się naruszaniem miru domowego (chyba nikt by na to nie wpadł), czy bezproblemowym usuwaniu niechcianych najemców?

          • Rozumiem, przecież nie jestem odporny na racjonalne argumenty. Przyjmuję je i dziękuję.
            Jakie nieruchomości masz na myśli?

          • Spokojnie Wolny, nie irytuj się 😉

            Różne różniste są, np. miejsca postojowe/parkingowe. No, ale na to np. nie weźmie się kredytu hipotecznego.

          • Ależ ja się nie irytuje, cieszę się z merytorycznej dyskusji, po niej moja umowa będzie lepsza a świadomość większa.

  5. I jeszcze a propos agentów nieruchomości- ludziom, którzy pobierają sowite prowizje od transakcji powinno chyba zależeć, by były one realizowane jak najszybciej na jak najwyższe kwoty. Tymczasem mam nieodparte wrażenie, że (prawie) wszyscy pracują za karę, robiąc swoją robotę na odpier…nicz. Na zachodzie skorzystanie z usług agencji robi różnicę, w Polsce też- ale in minus. Jak myślicie, skąd to się bierze?

  6. Wolny, a powiedz mi proszę, jak Ty się zapatrujesz na wynajem mieszkania ludziom ze zwierzętami? Sama mam dość pokaźny zwierzyniec i nie ukrywam, że mocno rozczarowuje mnie niechęć ludzi do wynajmu mieszkania dla osób ze zwierzętami mimo gotowości do pokrycia kosztów ewentualnych zniszczeń.

    • Prawdopodobnie będzie osobny wpis o odbieraniu mieszkania od najemców i wszystkim, co z tym związane. Ale skrótowo: rok temu zgodziliśmy się na to, żeby dotychczasowi najemcy kupili psa (jeszcze wcześniej był chyba chomik). Teoretycznie wszystko cacy, niestety po roku piesek zdążył uszkodzić trochę rzeczy, m.in. panele w kilku miejscach, stolarkę okienną, a w połączeniu z awersją do sprzątania najemców, jego włosy były WSZĘDZIE. Koniec końców najemcy zbytnio się nie poczuwali do finansowania naprawy szkód (mimo to część rzeczy po prostu na nich wymusiliśmy), a my musieliśmy wręcz kupić nowy materac do sypialni, w której stała klatka dla psiaka i która była wręcz przesiąknięta jego zapachem.
      Wszystko jest do ogarnięcia, ale widząc tego typu problemy u ludzi, którzy wydają się odpowiedzialni raczej nie jestem już skłonny wynajmować mieszkania ludziom posiadającym psy/koty. Chyba, że BARDZO jasno omówilibyśmy odpowiedzialność, skasowałbym zdecydowanie większą kaucję niż standardowo i dodałbym kilka punktów do umowy, które ułatwiłyby mi późniejsze dochodzenie swego. Łatwiej byłoby mi też zaakceptować zwierzęta, jeśli wiedziałbym, że mieszkanie i tak jest w stanie nadającym się do większego remontu za kilka lat. Ale nówka sztuka, dopiero co wyremontowana… nie, niestety.
      Niestety, tego typu doświadczenia zmuszają do wyciągnięcia wniosków.

          • Oby to była klatka kenelowa, bo jak nie to sytuacja mocno niefajna. Tak samo jak to z wrzucaniem karmy do sedesu. Wiadomo że ona pod wpływem wody pecznieje. Nie wyobrażam sobie tak pozbywać się niezjedzonej karmy. Sama mam 4 koty i niby mamy żwirek który mozna wrzucać do wc ale wolę wrzucać do śmietnika

          • Klatka była olbrzymia, jak komoda 🙂 to był chyba ich pierwszy pies, pewnie dopiero uczyli się jak postępować, mam tu na myśli na przykład karmę.

  7. Co do oglądania mieszkania przez kolejnych najemców oczywiście w obecności (!) aktualnego najemcy i po umówieniu z nim terminu i godziny kiedy jest w domu i mu pasuje to można oczywiście zastosować zapis o tym fakcie natomiast jest to tylko kwestia dobrej woli najemcy – wcale nie musi się na to godzić, może być chory, poza domem, mieć gości, leżeć z kochanką i wiele innych sytuacji gdy może sobie nie życzyć takowych wizyt.
    Nie wyobrażam sobie sytuacji gdy jestem w wynajętym mieszkaniu z gośćmi i jakiś facet wchodzi „jak do siebie” i łazi po mieszkaniu.
    To jest właśnie naruszenie miru domowego.

    • Nigdy bym w ten sposób nie zrobił i również sobie tego nie wyobrażam. Czyli mam rozumieć, że umowa w tych punktach po prostu umożliwia mi zbyt dużo i dobrze to zmienić, zwłaszcza że nie stosuje i nienie zamierzam stosować tego typu furtek?

      • Moim zdaniem tak. Osobno wpisać w innym punkcie o wejściu w sytuacjach awaryjnych / zagrożenia mienia lub życia i o tym że musi to się odbyć w obecności obcego świadka.
        Osobno o prezentacji nowym najemcom zawsze w obecności najemcy (!) i po wcześniejszym uzgodnieniu terminu w czasie ostatnich 30 dni najmu.
        Im bardziej szczegółowo się tego typu sytuacje opisze tym lepiej będzie się czuł najemca, tym bardziej że prawo i tak de facto jest po jego stronie w takich przypadkach.

        Czasem spotykam się z komentarzami że najemców należy co miesiąc kontrolować jak dzieci ale ja się z tym absolutnie nie zgadzam – nie wynajmujemy nieletnim a poza tym takie kontrolowanie jest to niezgodne z prawem. Od jest kaucja i odpowiednio skonstruowana umowa.
        Wyobrażacie sobie sytuację że wynajmujecie auto długoterminowo i właściciel / firma będzie chciał je oglądać co tydzień aby zobaczyć czy czasem nie jest brudne ???

        Co do kolejnych najemców – nigdy nie umawiać odbioru mieszkania ten sam dzień kiedy jest jego zdanie przez poprzedników – nigdy nie wiadomo w jakim stanie najemca odda mieszkanie i nic tu nie pomoże że był miły i że mu z oczu dobrze patrzało. Zdarzają się fleje którym z oczu patrzy dobrze a w domu syf jakich mało.
        Zdjęcia z instagramu niestety nie zaskoczyły mnie. Raczej nie ma co oczekiwać że najemca odsunie lodówkę i będzie za nią sprzątał…

  8. Z ciekawości – piszesz o prześwietlaniu ludzi na portalach społecznościowych, co robisz z jednostkami bardziej świadomymi, które nie udostępniają na profoilu informacji publicznie, ale tylko dla znajomych, albo nawet w ogóle nie mają kont (są jeszcze tacy ludzie 🙂 )? Skreślasz ze względu na niemożliwość prześwietlenia, prosisz o danie dostępu, czy nie wpływa to na Twoją decyzję?

    • Staram się prześwietlić ich inaczej, być może poproszę o wgląd do umowy o pracę (kwot nie muszę oglądać), oceniam siłą rzeczy podczas naszego spotkania. Na pewno nie skreślam, po prostu mam mniej informacji o takiej osobie.

  9. Wolny, na telefonie w ogóle nie widać w komentarzach co jest odpowiedzią do czego 😉 tak się mocno wszystko zlewa i ciężko się połapać przy dłuższej wymianie zdań.

    • Zdaję sobie z tego sprawę, próbowaliśmy zmienić system komentarzy, ale okazało się to niemożliwe/bardzo trudne w wykonaniu. Tylko to trochę jest tak, że jak komentarzy jest dużo, to chyba żaden system nie pomoże na tak ograniczonej powierzchni z jakiej korzystasz na telefonie

  10. Strona mobilna ok. Nie podoba mi się pasek menu przypięty na górze – na dole by mniej przeszkadzał. Emotikonki zamieniają się na nieznany znak 🙁

    Udostępniliśmy poprzednie mieszkanie do oglądania ciągle w nim mieszkając – głównie z powodu skrócenia umowy (ponieważ sąsiad nas okradł).
    Mnie najbardziej poruszył punkt o pytaniu już dwa miesiące wcześniej o to czy chce przedłużyć umowę – wraz z roczną umową wychodzi z tego smutne kombo – trudno z takim wyprzedzeniem stwierdzić czy znalazłbym lepsze mieszkanie.

    Nie jestem fanem długich umów, szczególnie przedłużania o kolejne lata, zamiast przejścia na czas nieokreślony z obustronnym wypowiedzeniem na zasadach podobnych do umowy o pracę.

    Zastanawiam się czy drobne naprawy, jak wymiana silikonu w łazience powinny się odbywać w trakcie długiej umowy? Waham się czy proponować coś takiego (ja robocizna, właściciel koszt materiałów – nie trzeba być w domu w godzinach pracy majstra).

    Jak podchodzisz do naturalnego zużycia materiału? (Zmechacenie kanapy, ślad po upadłym przedmiocie, rysy na blacie, przebarwienia na blatach kuchennych).
    Być może zbyt się przejmuje interesem właściciela?

    (Inspiracja instagramem)
    Po kilku miesiącach przerwy wróciłem na rower, akurat w największe mrozy 🙂 było super, i kominiarka faktycznie wygrywa.
    A promocja roweru jako środka transportu wśród kolegów w pracy bezcenna 🙂

    • Hej,
      Dzięki za komentarz! Pytanie o chęć przedłużenia umowy na 2 miesiące przed jej końcem jest grzecznościowe. Jeśli otrzymam odpowiedź „jeszcze nie wiemy” lub „odpowiemy za 2-3 tygodnie”, akceptuję ją i przygotowuję się do ewentualnej zmiany najemców.
      Rzeczy typu silikon to według mnie eksploatacja, czyli nie powinieneś się nimi przejmować. Jak coś upadnie… no zdarza się, poprzednim najemcom uszczerbiła się kafla zasłaniająca liczniki (podobno osoba, która je wpisywała nie była ostrożna i kafla upadła). Nie wyciągnęliśmy z tego żadnych konsekwencji, takie rzeczy po prostu się zdarzają.
      Super, że wróciłeś na rower i zarażasz tym innych!

  11. Wolny, czemu masz na siebie media? Jeśli tam nie mieszkasz, to zrezygnuj. Każdy najemca powinien podpisać umowę z zakładem energetycznym/gazownią na dostawy energii. Ty nie masz problemu z możliwym zadłużeniem stworzonym przez najemcę i w razie problemów to dostawca rozmawia z najemcą i a Ty masz czyste konto. W sytuacji jak najemca nie chce opuścić lokalu i nie płaci czynszu i mediów, to Ty nie możesz przestać płacić za prąd i gaz- musisz utrzymywać najemce.
    Masz też dodatkową formę weryfikacji najemcy, jeśli będzie wzbraniał się przed podpisaniem umowy na media, to coś może być na rzeczy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj swoje imię