Kuchenne historie cz.1

Nie – nie jest to wstęp do kolejnego kulinarnego show. Akurat mam takie „szczęście”, że mój pokój w pracy jest niedaleko kuchni. Wiadomo co to oznacza – wprost nieprzebrany materiał do analizy dość wąskiego przekroju społeczeństwa. Ale takiego przekroju, który jest bardzo interesujący – dobrze zarabiających specjalistów, w większości 30-40 latków, z których każdy – zakładając trafne wybory finansowe i mniejsze uzależnienie od konsumpcji – mógłby osiągnąć niezależność finansową. No właśnie – mógłby… przytoczę jedną z ostatnio zasłyszanych kuchennych historii…

Rozmawia 2 kolegów:
A: ja akurat mam małe mieszkanie – niecałe 40 m2, a żyjemy w czwórkę. Dlatego ostatnio mogę trochę odłożyć – i zastanawiam się czy najpierw spłacić trochę kredytu mieszkaniowego, czy może zebrać na wkład własny na jakieś większe mieszkanie. Ale to większy kredyt – nie wiem czy bym wyrobił. No i urządzenie kolejnego mieszkania… też kupę kasy.
B: oj tak. Sam będę spłacał kredyty mieszkaniowe jeszcze z 4-5 lat…
A: to przecież nie tak dużo – ludzie spłacają po 30 lat!
B: ale ja nie mówię o hipotecznym – to swoją drogą. Mówię o kredytach konsumpcyjnych na wyposażenie mieszkania. Jak teraz się przeprowadzałem to stwierdziłem, że wszystko urządzę minimalistycznie. Tak naprawdę w podstawowym zakresie, bez fajerwerków, i jak nie będę czegoś potrzebował od razu, to zostawię sobie do kupienia na przyszłość jak się trochę odkuję.
A: no to skąd tyle tych kredytów?
B: bo wiesz – zaplanowałem sobie, że wydam 50 tysięcy. Oczywiście nie licząc kuchni, bo ją dostałem od developera. A skończyło się na 75… a to już spory kredyt. A jak podliczę wszystko za rok czy dwa jak już będzie cacy to do 100 tysięcy spokojnie dobiję.
A: to rzeczywiście minimalistycznie… <śmiech>

remont

Ponieważ rozmowa od początku mnie zaciekawiła, skupiłem się przez chwilę na niej zamiast na monitorze przede mną. Niestety – jej puenta była jakże przewidywalna i – niestety – przygnębiająca. Nie mogło być jednak inaczej w przypadku tej osoby, która ma po prostu wszystko, a na każdym kroku i tak piszczy „nie mam kasy”. No ale żeby z tego postu płynęła jakaś nauka, policzmy co i jak:

Dane które mamy to: mieszkanie ok 80 m2 („należy mu się”), na wyposażenie poszło 75 tysięcy, i to w wersji „minimalistycznej”, niekompletnej (brakuje 25 tys) i to nie licząc kuchni („dostał ją od developera”. dostał… bardzo zabawne).

Suma wydatków:
75 tys zł na kredyt – przyjmijmy 5 lat, prowizja 3%, oprocentowanie 13% (konsumpcyjny, wątpię czy wynegocjował coś niżej – zwłaszcza że raczej zależało mu na pieniądzach a nie na lepszych warunkach spłaty), raty stałe.

Obliczenia opieram o kalkulator kredytowy:
75.000 zł kapitału + 2.250 zł prowizji + 27.389 zł odsetek = 104.639

Dodajmy do tego 25.000 zł (optymistycznie – bez kredytów) na brakujące sprzęty które planuje kupić w przyszłości + 20.000 zł na wyposażenie kuchni, którą „dostał”.

SUMA: 149.639 zł.

Wow… 150.000 zł na wyposażenie 80-metrowego mieszkania. prawie 1900 zł / m2… wersja minimalistyczna mówisz? Pewnie ok 20-30 tysięcy zł za samą robociznę, bo przecież nie wypada remontować samemu (czyżby?). A wnioski jakie z tego płyną?

1. budżetuj! Sam wiem jak łatwo „popłynąć” podczas wyposażania mieszkania – a to zapomni się o jakimś sprzęcie, a to nie wliczy kosztów jakichś drobnych rzeczy typu kleje czy fugi, które po zsumowaniu generują kolejne setki czy nawet tysiące złotych. Dlatego niezwykle ważne jest rozpisanie sobie absolutnie wszystkich materiałów, których będziesz potrzebował. Jeśli nie znasz się na tym, spisz co potrafisz sam wskazać i poproś o pomoc rodzinę, znajomych – na pewno znajdzie się ktoś, kto niedawno również wyposażał mieszkanie i chętnie podzieli się wiedzą. Przy każdym materiale oszacuj potrzebną ilość, cenę i przemnóż je przez siebie, a na końcu wszystko zsumuj – nie możesz robić tak dużego projektu w ciemno bo wydasz 2 razy więcej niż zakładałeś. Końcową sumę powiększ – np o 20% – i staraj się tego trzymać. Jeśli w trakcie zakupów coś będzie wyraźnie droższe, jeśli pojawią się nieprzewidziane wydatki – sprawdź alternatywy, albo nawet przemyśl, czy jest to Ci niezbędne.

remont_kalkulacje

Ta rada tyczy się praktycznie każdego projektu – a może nim być zagospodarowanie ogródka, odświeżenie pokoju czy wakacyjny wyjazd. Licz i optymalizuj tam, gdzie nie wpłynie to znacząco na Twoje zadowolenie z końcowego efektu – to naprawdę przynosi duże oszczędności.

Osobiście używam do budżetowania zwykłego arkusza kalkulacyjnego – sprawdza się świetnie. Wiem, że jest mnóstwo innych rozwiązań ale sam nigdy nie widziałem potrzeby ich używania – może Wy macie z nimi doświadczenie i możecie coś polecić?

2. mierz siły na zamiary – jeśli musisz brać kredyt na realizację Twojego projektu, przemyśl to dobrze. Być może możesz go odłożyć na jakiś czas, być może znajdziesz tańsze sposoby jego sfinansowania (np. propozycja na samym końcu postu), albo wybierzesz tańszą wersję – nawet jeśli nie spełni w 100% Twoich oczekiwań. Nie łudź się, że możesz sobie pozwolić na wszystko, co jest pokazywane w kolorowych magazynach. Jeśli wybierzesz tą ścieżkę, będziesz spłacał kredyty do końca życia.

3. bierz pod uwagę wszelkie dodatkowe koszty każdego przedsięwzięcia. Zauważ, że oryginalne 50 tysięcy, które nasz „bohater” planował wydać, skończy się na 150 tysiącach – z czego prawie 30 tysięcy to dodatkowe koszty związane z kredytem. To nie są koszty do pominięcia. Oczywiście – czasami trzeba ponieść dodatkowe koszty np. po to, żeby wcześniej wprowadzić się do własnego mieszkania i już nie płacić za wynajem – ale zanim podejmiemy taką decyzję, należy policzyć wszelkie dodatkowe koszty i porównać je z tymi ponoszonymi alternatywnie.

I na koniec rada praktyczna dla wyposażających mieszkanie – jeśli Wasza firma zatrudnia powyżej 20 osób, prawdopodobnie stworzyła zakładowy fundusz świadczeń socjalnych (w zasadzie jest do tego zobligowana). Fundusz ten może być wykorzystany m.in. w celu udzielania nieoprocentowanych lub bardzo nisko oprocentowanych (np. 1% w skali roku) pożyczek na cele mieszkaniowe dla pracowników. Firmy na ogół nie mają oporów w udzielaniu takiej pożyczki, dlatego wszystkich ‚etatowców’ planujących remont mieszkania zachęcam do wizyty w dziale finansowym i ustalenie, na ile Wasza firma praktykuje udzielanie takich pożyczek i na jakich zasadach. Jeśli firma dopuszcza takie rozwiązania, może być to praktycznie darmowe źródło finansowania Waszych planów!

Jeden komentarz do “Kuchenne historie cz.1”

  1. Michał 21 czerwca 2014 at 1:16 am #

    Bardzo dobre podejście! Trafiłem tu z jakoszczędzaćpieniądze i teraz po nocy nadrabiam wszystkie wpisy w kolejności chronologicznej 🙂

Dodaj komentarz