Kostka, rządek czy tabliczka? Czyli siła woli w życiu i finansach.

17
7105
wyświetleń

Pomysł na poniższy wpis przyszedł mi do głowy, kiedy ostatnio sięgałem po kostkę pysznej, ciemnej czekolady. Odłamując kawałek pomyślałem o niedawnej rozmowie z sąsiadem, który zdradził mi, że nie przechowuje w domu żadnych słodyczy. Powód tego zachowania jest banalnie prosty: kiedy coś słodkiego wpadnie w ręce komuś z jego rodziny, po chwili nie ma po tym śladu. Niezależnie od tego, czy to batonik, czekolada czy całe pudełko ciasteczek. Pokusa jest zbyt wielka, więc wspólnie z żoną podjęli decyzję, że usuwają z domu niemal wszystko, co słodkie.

My zaś należymy do grona osób, które mają całą szufladę przeznaczoną na słodkości. Sami staramy się wybierać te zdrowsze, ale nie zliczę ile razy nasze pociechy dostawały od kogoś coś słodkiego. Wtedy – zamiast pochłaniać wszystko na miejscu – muszą się zadowolić tylko małą częścią (lub nawet niczym, z różnych powodów), a reszta ląduje w szufladzie. Dzięki takiemu podejściu (oraz tłumaczeniu dzieciom, dlaczego tak postępujemy) nie mamy absolutnie żadnego problemu z tym, żeby te słodkości racjonować, zresztą z pozytywnym skutkiem, bo wszyscy potrafimy czerpać radość z drobnych słodkości i nie musimy zjeść ponad miarę, żeby odczuć satysfakcję. Jednocześnie, nie ciągnie nas do tej „szuflady rozkoszy” ;), nie myślimy o niej na co dzień, nie stanowi ona dla nas pokusy nie do odparcia.

Po chwili rozmyślania przyszła mi do głowy analogia między powyższym a finansami. Jestem niemal pewien, że istnieje ścisły związek między podejściem do słodyczy a pokusami w ogólności. Również tymi finansowymi, których poskromienie ma duży wpływ na to, czy będziemy żyli poniżej naszych możliwości i pieniądze będą się nas „trzymały”, czy może będziemy jechali na kredytach i na własne życzenie skażemy się na pracę do końca swoich dni.

Owe różnice kryją się pod obco brzmiącym pojęciem natychmiastowej gratyfikacji. To mechanizm, zgodnie z którym chcemy mieć wszystko „na wczoraj”, najlepiej bez czekania, odkładania czy zbędnego wysiłku. Weźmy dla przykładu czekoladę, szufladę pełną słodyczy czy wypłatę leżącą na koncie. Ba – przykładem może być również nasza zdolność kredytowa, tylko czekająca na wykorzystanie. To wszystko są pewne zasoby czy możliwości, które nas kuszą i wymagają podejmowania decyzji, co z nimi zrobimy. Czekoladę można zjeść w całości, czując chwilę przyjemności i cierpiąc później z przejedzenia, jednocześnie odczuwając smutek, że nic już nie zostało. Pieniądze z konta można szybko przepuścić i później zacisnąć pasa aż do następnej wypłaty. Zdolność kredytową można wykorzystać i cieszyć się nowym autem, które po chwili powszednieje, podczas gdy comiesięczne raty zostają.

Mechanizm w powyższych sytuacjach jest identyczny: pokusa sprawia, że musimy dokonać wyboru. Ta pokusa pojawia się z różnych stron, ale najczęściej jest wywołana czynnikami zewnętrznymi: wszechobecną reklamą,  marketingiem czy niekonstruktywnym porównywaniem się z innymi. Co z tym zrobimy zależy od nas samych, a pierwsze skrzypce odgrywa tu silna wolna, zdolność planowania i wybiegania w przyszłość.  To, jak będzie wyglądała Twoja przyszłość zależy właśnie od tego, jakie decyzje podejmujesz każdego dnia. Większość z nas albo nie zdaje sobie z tego sprawy, albo po prostu nie chce przyjąć tego do wiadomości, bo zachowuje się tak, jakby jutra miało nie być. I nie tylko finanse mam tu na myśli, ale raczej korzystanie z możliwości, jakie oferuje świat w ogólności.

Jeśli widzisz u siebie symptomy opisane powyżej, to mam dla Ciebie wspaniałą wiadomość: ta siła charakteru, której nam wszystkim czasami brakuje siedzi w naszych głowach i jeśli tylko chcesz, możesz ją całkiem skutecznie wyćwiczyć! Niektórym przyjdzie to łatwiej, inni będą musieli włożyć w to więcej wysiłku, ale walka z natychmiastową gratyfikacją jest możliwa! A „przy okazji” sprawi, że będziesz kimś bardziej świadomym, odpornym na wpływy z zewnątrz i potrafiącym podejmować racjonalne decyzje bez zbędnych emocji!

Jak zatem zacząć? Raczej nie tak, jak zrobił to sąsiad: usuwając całkowicie pokusę, korzystając z niej w całości tu i teraz. To zjedzenie wszystkich słodyczy w zasięgu ręki, jak najszybsze przejedzenie wypłaty i wykorzystanie pod korek zdolności kredytowej raczej nie pozwoli poskromić przyczyny, a jedynie na chwilę pozwoli o niej zapomnieć. To raczej działanie na zasadzie „nie radzę sobie z tym, weźcie to jak najdalej, nie chcę mieć z tym nic wspólnego!”. O ile w przypadku słodyczy to może i racjonalne podejście, tak z finansami to droga donikąd.

Według mniej o niebo lepiej zacząć od uświadomienia sobie swoich braków i wykazania chęci zmiany. Kolejne kroki będą zależne od tego, na ile jesteś świadomy finansowo i w jakiej sytuacji się znajdujesz, ale w ogólności poleciłbym Ci przejrzenie poniższej listy, prawdopodobnie znajdziesz coś ciekawego dla siebie:

      • (według mnie, najbardziej skuteczna ze wszystkich metod!) zajmuj umysł czym innym, najlepiej równie przyjemnym. Niech pokusa nie będzie Twoją obsesją. Tutaj wspaniale sprawdzają się różnego rodzaju hobby (może być darmowe, w moim przypadku od pewnego czasu to sport) – jeśli będziesz czerpał z czegoś prawdziwą radość, pokusa odejdzie na dalszy plan. Sam się łapię na tym, że w wolnych chwilach przeglądam ogłoszenia sprzedaży używanych aut, mimo że aktualnie nie mam potrzeby wymiany samochodu. To nadmiar czasu (na szczęście w moim przypadku występujący sporadycznie) działa na moją wyobraźnię i podsuwa różne pokusy. Jeśli zamiast tego pójdę pobiegać, nadmiar czasu wyparuje, a mój umysł zadowoli się endorfinami z aktywności fizycznej. To naprawdę coś magicznego, bo pozornie obie rzeczy nie mają ze sobą nic wspólnego, natomiast „zwalczanie” jednych (powiedzmy: negatywnych) pokus innymi (pozytywnymi) jest niesamowicie skuteczne!
      • zacznij interesować się tematyką finansów osobistych. Najlepszy sposób według mnie to czytanie (dobrych!) blogów, które są chyba najbardziej obiektywną i inspirującą lekturą. Jeśli wolisz, słuchaj podcastów, w które ostatnio internety obrodziły.
      • płać najpierw sobie – to dość skuteczne podejście, zgodnie z którym usuwasz pokusę w sposób mądry, a więc nie taki jak mój sąsiad (konsumując co zostało), ale raczej przekuwając pokusę w coś pożytecznego, dobrego dla Ciebie.
      • prowadź budżet domowy, lub chociaż spisuj dokonane wydatki. Pamięć bywa zawodna, ale mając czarno na białym konkrety i widząc ich efekt w dłuższym terminie, na pewno staniesz się bardziej odporny na pokusy wszelakie.
      • ucz się cieszyć z mniejszych rzeczy. Nadal pozwalaj sobie na nagrody, ale ograniczaj ich skalę, najlepiej małymi kroczkami, żebyś nadal odczuwał pożądany efekt psychologiczny.

Jeszcze jedna rada dla rodziców: jeśli chcesz, żeby Twoje dzieci w wieku dorosłym nie musiały zmagać się z pokusami natychmiastowej gratyfikacji, rozmawiaj z nimi już dzisiaj. Pokazuj na przykładach, wymagaj dokonywania wyborów (na przykład: 1 gałka loda dzisiaj albo 2 w najbliższy weekend), a przede wszystkim: sam stosuj opóźnioną gratyfikację i opowiadaj dzieciom o tym, w jaki sposób to robisz. Nasza młodsza córka (niemal równe 3 lata) jeszcze nie jest na etapie, w którym potrafiłaby się oprzeć smakowitej pokusie polanej bitą śmietaną :), ale nasza 5-latka podjęła już w życiu sporo tego typu wyborów i jestem pewien że one wszystkie dadzą jej w przyszłości świetny oręż do walki z otaczającym nas zewsząd konsumpcjonizmem.

Jeśli o tym nie słyszałeś, to pojęcie natychmiastowej gratyfikacji jest ściśle powiązane z eksperymentem o nazwie „marshmallow test„, w którym 4-latki musiały dokonać jednego z ważniejszych wyborów ich dotychczasowym życiu 😉 Zresztą zobacz sam:

To pewnie pytanie retoryczne, ale czy Ty – mając tytułową czekoladę – zjesz kostkę, rządek czy całe opakowanie? Jestem niemal pewien, że skoro przeczytałeś ten tekst i wyznajesz podobne wartości do mnie, raczej nie jesteś pożeraczem wszystkiego, co kuszące i łatwo dostępne.

PS Jeśli temat Cię zainteresował, może zainteresuje Cię mój wpis w tym temacie sprzed kilku lat. A jeśli chcesz być na bieżąco, a jeszcze nie subskrybujesz mojego newslettera, serdecznie zachęcam Cię do zapisania się na listę.

 

17 KOMENTARZE

  1. Zdecydowanie tylko kostkę, a im więcej mam czekolad, tym mniejszą odczuwam potrzebę ich jedzenia 😉 dlatego niech żyją konta oszczędnościowe! Chciałabym jeszcze dodać od siebie, ze są w życiu sytuacje, w których sięga się po oszczędności, bo się chce – na przykład podczas urządzania i wyposażania pierwszego własnego mieszkania w niezbędne sprzęty i akcesoria. Warto zachować zdrowy rozsądek i nie wyzerować swojego dodatkowego konta, ALE moim zdaniem nie należy skazywać się na życie w ascezie w imię odsetek.

  2. U mnie to niestety różnie bywa 😉 Zazwyczaj czekolada może sobie leżeć i leżeć, a ja nie poświęcam jej uwagi tygodniami…. aż pewnego dnia, nagle, zazwyczaj wieczorem, odzywa się we mnie WILK. Potrzebuję wtedy zjeść „coś słodkiego” (najlepiej czekoladę), i potrzebuję tego NATYCHMIAST. W tym trybie jem, aż się skończy 😀 I lepiej, żeby coś wtedy w domu było, bo jak nie będzie, to pójdę do sklepu (w nocy pójdę aż na stację benzynową), kupię 3 czekolady i zjem je wszystkie :O

  3. @wolny, dokładnie – cały sukces w finansach jak i wszystkich innych aspektach siedzi w nas samych, w naszej głowie. Jeśli nie będziemy mieć odpowiedniego nastawienia i siły wolni nic nie osiągniemy.

    Podstawą do sukcesu w oszczędzaniu i inwestowaniu jest pozytywny stan umysłu. Jest to fundament, bez którego nie osiągniemy celu. Musi być solidny by oprzeć się naszym słabościom, zwątpieniom, presji w rodzinie, w pracy, wśród znajomych.

    Są dwa typy ludzi którzy nie oszczędzają. Jedni myślą, że nie mogą, drudzy, że nie muszą. Są w błędzie bo każdy może i powinien oszczędzać. Typowe wymówki: za mało zarabiam, zajmie mi to za dużo czasu, nie wiem jak, po co się martwić rząd/ZUS mi pomoże. Jest jeszcze jakiś ułamek procenta, którzy z powodu trudnych sytuacji życiowych żyją z dnia na dzień lub w długach.

    Sam nie rozumiem jak w ogóle można nie oszczędzać biorąc pod uwagę zarówno przeszłość jak i otaczającą nas rzeczywistość. Gromadzenie bogactwa to jeden z podstawowych celów człowieka w obecnej cywilizacji. Ci co nie oszczędzają popadają w błąd poznawczy zwany efektem niecodzienności (z ang. normalcy bias). Polega on na tym, że ludzie zaniżają prawdopodobieństwo wystąpienia jakiś złych okoliczności oraz zaniżają ich negatywne skutki. Ich wiara bierze się z tego że skoro dziś było dobrze to jutro też będzie.

    Patrząc na wydarzenia z przeszłości mamy: konflikty zbrojne, krachy finansowe, hiperinflacja (1989-1990), konfiskata mienia oficjalna i nieoficjalna poprzez inflację. Obecnie mamy: awarie drobne i poważne, wypadki, utrata pracy lub bankructwo firmy,klęski żywiołowe, choroby, śmierć w rodzinie, perturbacje polityczne, podatki i biegunka legislacyjną.

    • I oby na tych obecnych „katastrofach” się skończyło 😉 masz rację, wszystko siedzi w głowie, w ogóle ciekawy komentarz. Chociaż uważam, że ja żadnego monopolu na prawdę nie mam i jeśli ktoś żyje stałe na granicy bankructwa, być może ma ku temu jakieś powody. Często to po prostu brak świadomości, ale czasami różnego rodzaju przeżycia z przeszłości, sposób wychowania czy zwykła chęć „pokazania się”, którą w sumie dość łatwo wytłumaczyć aspektami ewolucyjnymi/genetycznymi.

  4. A u mnie nawet okruszek nie zostanie zjedzony 😀 dawno już sobie uświadomiłam, że chwilowa przyjemność nie jest tym, czego w życiu szukam. Jak mam ochotę na słodycz to sięgam po jabłko 😉
    W finansach też myślę, że mam podobnie.

    Super wpis!

  5. Oszczędna byłam zawsze. Czekoladę długo jadłam na tabliczki. Tzn. mogła leżeć nietknięta tygodniami, ale raz otwarta znikała natychmiast.
    Moje starsze dziecko jest niesamowite. Bardzo długo otrzymane w szkole cukierki przynosił do domu, żeby podzielić na cztery części i wszystkich równo obdarować. Przed jakimś wyjazdem kumuluje wszystkie słodycze, żeby potem móc częstować innych (i siebie już wtedy też). Myślę, że w teście marchmallow mógłby zapytać, ile trzeba poczekać, żeby dostać tych pianek dziesięć.

  6. Dobre porównanie – chyba coś w tym jest. Kiedyś pamiętam mogłem prawie całą czekoladę zjeść, a teraz to raczej na kostki. Chyba idzie w dobrą stronę 🙂 Ciekawy post. Pozdrawiam!

  7. Nie sądzę, by słodycze musiały być sztywno połączone z finansami lu czymkolwiek innym – dla mnie jest rzeczą normalną, że w jednych dziedzinach zachowuję się inaczej niż w innych. To samo widzę u znajomych. Może być wręcz tak, że to właśnie DZIĘKI odpuszczaniu sobie w jednej dziedzinie, mamy siłę na dyscyplinę w innej – człowiek nie może robić wszystkiego, zwłaszcza jednocześnie.
    A co „1 gałki dzisiaj lub 2 w weekend” – czasem jest tak, że albo obiecujący jest niewiarygodny (do weekendu rodzic wymyśli inną pseudoprzyczynę dla braku lodów) albo coś wypadnie. Jeśli chodzi o takie naprawdę drobne przyjemności, lepiej konsumować je od razu. Zwłaszcza, jeśli jest to nagroda za dobrze wykonane zadanie lub jego etap.
    Pozdrawiam.

  8. Co do wsuwania całej czekolady na raz yp mam tak. Zaobserwowalam nawet kiedy – jak siedzę za dużo dni w pracy pod rząd po 10h i żyje na kanapkach. Chyba mam wtedy jakis deficyt kaloryczny, bo dosłownie kilka dni w takim maratonie po 10h i zaburzony rytm dobowy i apetyt na słodkie milion.
    Jednak od chwili gdy dowiedziałam się, że moja babcia (całe życie zdrowa) ma nowotwór zlosliwy w zaawansowanym stadium i niewiele da się zrobić to jakoś tak przedstawiłam się na zdrowsze jedzenie. Słodyczy nie jem prawie wcale, słodkich napojów też nie tykam, fast food od przypadku so przypadku. Jak tak patrzę na aplikacje z wydatkami i kategorie słodycze/przekąski to może 20% to faktycznie były moje wydatki na przekaski i to słone. Słodycze były kupowane pod gości

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj swoje imię