Karty kredytowe, czyli kredyt za jeden uśmiech.

89
2913
wyświetleń


Blog o finansach osobistych nie jest kompletny bez wpisu o kartach kredytowych – pomyślałem ostatnio. Nie minęła minuta, zanim sam siebie skontrowałem: czy w tym temacie jest jeszcze cokolwiek do powiedzenia? Czy nie napisano już wszystkiego, a moje refleksje nie będą jedynie odbębnieniem tematu, który wypada mieć w takim miejscu jak to? Im dłużej się nad tym zastanawiałem, tym bardziej dostrzegałem, że nieco szersze spojrzenie może wnieść nieco świeżości i wcale nie musi być odgrzewanym kotletem. Dlatego nie będę się skupiał na podstawach (jeśli nie wiesz, jak działa karta kredytowa, czym się różni od debetowej lub co to jest okres bezodsetkowy, zapraszam do wpisu Krzyśka z Metafinansów), a skupię się na tym, dla kogo jest ten produkt, jak go używać i jak wybrać odpowiednią kartę dla siebie.

„Pokaż mi, jak używasz karty kredytowej, a powiem Ci, co wiesz o finansach” – chciałoby się rzec. Jestem zdania, że karty kredytowe są dziś tym, czym ostry nóż kuchenny, przy pomocy którego możesz przygotować wspaniałą potrawę, lub… odciąć sobie palce. To narzędzie, które stało się niemal tak powszechne jak karta debetowa do konta (na koniec roku 2013 Polacy mieli ponad 6 milionów kredytówek!) – można więc założyć, że ilość odciętych palców z roku na rok rośnie. Ja jednak nie boję się ostrych noży – jeśli Ty również nie uważasz się za finansową owieczkę, która regularnie ustawia się w kolejce do strzyżenia przez Twój bank, to karta kredytowa może okazać się bardzo przydatnym narzędziem w finansach osobistych, na którym możesz nawet… zarobić!

Dzisiaj plastik pozwalający na wzięcie kredytu podczas zakupów banki wysyłają pocztą niemal w ciemno, nie przejmując się zbytnio tym, czy niczego niepodejrzewająca ofiara potrafi i chce racjonalnie korzystać z tego narzędzia. Nie powinno to dziwić, bo kredytówka jest bardzo intratnym biznesem dla instytucji finansowych – wszak powszechnie wiadomo, że statystyczny Kowalski (zupełnie jak Jones czy Papadopoulos :)) liczyć nie potrafi, co niweczy jego szanse walki z tymi bezdusznymi maszynkami do zarabiania pieniędzy. Przy tak nierównych szansach banki stały się zuchwałe i pozwalają sobie na podrzucenie ofierze (to ja i Ty!) na zachętę jakiejś marchewki, skoro i tak wiadomo, że zwróci im się to migusiem. I tutaj właśnie wkraczamy my – nieco bardziej świadomi (a przy okazji niewierni) klienci, którzy przy okazji wyznają zasadę, że prowizje za korzystanie z oferty banków powinny wpadać do naszej kieszeni zamiast do kasy bankierów. A przynajmniej powinniśmy być zwolnieni z jakichkolwiek kosztów – to przecież najważniejsza cecha dobrego konta czy karty według większości Polaków.

Wszystko jest dla ludzi – to doktryna, która coraz bardziej do mnie przemawia. Racjonalne korzystanie z dostępnych zasobów nie może zaszkodzić, o ile zachowana zostanie odpowiednia doza ostrożności. Dlatego karta kredytowa nie łapie się do mojej żelaznej zasady „brak jakichkolwiek kredytów konsumenckich” i od dobrych 7-8 lat mam ten produkt w portfelu. Był nawet czas, kiedy razem z żoną posiadaliśmy 3 kredytówki, za które na przestrzeni kilku lat nie tylko nie zapłaciliśmy ani grosza, ale dodatkowo: dostaliśmy czytnik ebooków, nieco kapusty, a w tej chwili kolejny bank w podziękowaniu za wyrobienie karty wysyła do nas tablet… zaraz zaraz, czy to przypadkiem nie brzmi jak darmowy obiad, który z definicji nie istnieje, bo przecież ktoś musiał za niego zapłacić? W tym wypadku tym ktosiem jest większość klientów banków, dzięki którym wąska garstka świadomych konsumentów może cieszyć się dodatkowymi korzyściami. To bliźniacza koncepcja do tej, według której jestem wrogiem publicznym, a swoim racjonalnym podejściem godzę nie tylko w interesy banków, ale i Skarbu Państwa. Mając jednak świadomość nikłego wpływu wąskiej grupki czytelników tego bloga w porównaniu z całą rzeszą tych, którzy z nawiązką wyrabiają za nas normę twierdzę, że grzechem byłoby nie skorzystać z zaproszenia do tego suto zastawionego stołu.

Jeśli czytasz tego bloga, to prawdopodobnie również nie jesteś modelowym konsumentem i wiesz, że porażkę tysięcy możesz przekuć w osobisty sukces – zresztą bez szkody dla nich (a nawet jeśli, to sami się o to proszą). Wiedz, że decyzja o korzystaniu z karty kredytowej może być całkowicie racjonalna i wcale nie stawia w szeregu niewolników kredytu. Wystarczy, że będziesz trzymał się kilku żelaznych zasad:

nie pozwól, żeby utrzymanie Twojej karty cokolwiek kosztowało. Wbrew pozorom, to właśnie tego rodzaju opłaty – a nie oprocentowanie – powinny być najważniejszym kryterium wyboru karty. Na ich wyzerowanie jest kilka sposobów, z których ja wybrałem najprostszy: produkt, który z definicji nic nie kosztuje, bez względu na generowane obroty czy liczbę transakcji. Zwykle jednak regularne korzystanie z karty również pozwala uniknąć opłat, a w odwodzie zawsze pozostaje sprawdzony numer „na niezadowolonego klienta”, który to ma gdzieś wszelkie opłaty, bo gdzie indziej dostał lepszą ofertę, więc albo zwalniacie mnie z opłat, albo ja zmieniam bank. Proste i skuteczne – polecam każdemu, kto ponosi jakiekolwiek opłaty związane z posiadaniem karty kredytowej. Nie uda się – są inni, którzy może bardziej będą szanowali klientów – o tym pod koniec wpisu.

karta_kredytowa_1Tak wygląda tabela opłat i prowizji posiadanej przeze mnie kredytówki. Niestety, już niedostępnej dla nowych klientów.

– pamiętaj o spłacie całości zadłużenia w okresie bezodsetkowym! To sposób na absolutne wyzerowanie kosztów, a jednoczesne korzystanie z zupełnie nieoprocentowanego kredytu, który pozwala na zwiększenie comiesięcznych oszczędności (zasada „płać najpierw sobie” + brak konieczności zostawiania na koncie funduszy na życie).

nie korzystaj z maksymalnego limitu, jaki bank oferuje. Wzór, jaki bank stosuje do zaproponowania Ci limitu karty jest bardzo mało restrykcyjny i w praktyce pozwala na doprowadzenie Cię do sytuacji podbramkowej, w której nie będzie Cię stać na wiele więcej niż tylko spłatę należności. Bądź sprytniejszy i narzuć sobie samemu nieco surowsze warunki – ja od początku wybrałem limit zadłużenia na poziomie 5.000 zł i na przestrzeni kilku lat tylko raz zbliżyłem się do tej wartości kupując drogie bilety lotnicze. Jeśli jednak nie podróżujesz regularnie na inne kontynenty, nie kuś losu i obniż proponowany przez bank limit o co najmniej 50%.

Jest jeszcze level hard: to takie korzystanie z kart kredytowych, żebyśmy to my zarabiali na nich, a nie odwrotnie. Co jakiś czas pojawiają się ciekawe oferty, gdzie można wyrwać jakiś bonus za to, że łaskawie weźmiemy w posiadanie kredytówkę. Której umowę oczywiście wypowiemy w pierwszym możliwym terminie i ustawimy się w kolejce po kolejny plastik od innego gwiazdora 🙂 O jednej z takich promocji (w skrócie: tablet praktycznie za darmo; nadal aktualne!) pisałem zaledwie tydzień temu.

karta_kredytowa_2

Jest jeszcze jedna zaleta regularnego korzystania z kart kredytowych: budowanie dobrego ratingu kredytowego, który prawdopodobnie przyda się jeszcze w przyszłości. Dlatego jeśli planujesz zakup mieszkania na kredyt, przynajmniej kilka miesięcy wcześniej zacznij regularnie korzystać z nowego plastiku, żeby później nie usłyszeć, że „nie istniejesz”. Jest też druga strona medalu: przy obliczaniu Twojej zdolności kredytowej bank założy, że masz kartę obciążoną na maksymalną dostępną kwotę, co obniży kwotę kredytu możliwą do zaciągnięcia – z tego też powodu zachęcam do racjonalnego ustalania limitu na karcie na poziomie znacznie niższym niż to, co zaproponuje miły konsultant z banku.

Sprawdzanie silnej woli to efekt uboczny kredytówek. Wydaje mi się, że są one finansami osobistymi w pigułce – jeśli potrafisz racjonalnie korzystać z karty kredytowej i przez dłuższy czas robisz to w praktyce, to doskonałe potwierdzenie Twojego zdrowego podejścia do finansów w ogóle. Natomiast przydarzające się wpadki typu konieczność opłacenia procentów lub corocznych kosztów karty to żółte światło lub wręcz oznaka tego, że nie ogarniasz. A w takim wypadku chyba najlepszym rozwiązaniem jest…

kredytowa_2

Albo nie poznawanie tego produktu w ogóle. Banki coraz usilniej przekonują, że karta kredytowa jest dla każdego – nie tylko dla tych lepiej zarabiających, którzy nawet w razie nadmiarowego zadłużenia będą w stanie wyjść na prostą w sensownym czasie. Osobiście sądzę, że takie podejście jest podyktowane jedynie pazernością, a każdemu, kto myśli o wyrobieniu sobie kredytówki, zalecałbym wykonanie prostego ćwiczenia: zapamiętaj pierwsze, spontaniczne pomysły na wieść o dodatkowych kilku tysiącach złotych, które miałbyś w zasięgu ręki. Jeśli już widzisz samego siebie szalejącego w sklepach, realizującego zachcianki i „wreszcie kupującego to, na co Cię do tej pory nie było stać”, powiedz sobie ‚pasuję’. Pokusa może być zbyt duża, a prawdopodobieństwo późniejszych problemów zbyt realne, żeby ryzykować. Według moich obserwacji karta kredytowa to bardzo ciekawy produkt dla tych, którzy tak naprawdę jej nie potrzebują! Cała reszta niestety da zarobić bankom i boleśnie przekona się, czym są odsetki.

W jaki więc sposób korzystam z karty, jeśli wcale jej nie potrzebuję? Otóż są dwa bardzo racjonalne podejścia, u podstaw których leży brak jakichkolwiek kosztów związanych z użytkowaniem karty:

1. Korzystanie z karty jako źródła finansowania bieżących wydatków. Mechanizm jest bardzo prosty: otrzymujesz wynagrodzenie i w całości je inwestujesz, nie zastanawiając się nad podziałem tej kwoty na kategorie typu „rachunki”, „zakupy”, „inwestycje itp. Bieżące potrzeby finansujesz kredytówką, którą w całości spłacasz wraz z nadejściem kolejnej wypłaty… i tak w kółko. Zwolennicy takiego rozwiązania wskazują na darmowy kredyt i możliwość inwestycji dodatkowych środków, których inaczej byśmy nie mieli (coś a’la darmowy kredyt inwestycyjny). Przez jakiś czas sam testowałem takie podejście, ale w końcu uznałem, że więcej z tym zachodu niż pożytu. Wszystkiego w ten sposób nie sfinansujesz (zwykle przelewy czy wypłaty z bankomatów są płatne, jeśli realizujemy je kredytem), więc jakaś rezerwa i tak musi na koncie zostać. Comiesięczne zestawienia domowego budżetu wymagają dodatkowej korekty o dług, którego na pierwszy rzut oka nie widać, a dodatkowe rezerwy potrafią niepotrzebnie kusić. W związku z tym dzisiaj kredytówka to moja…

2. Rezerwa na wypadek nieprzewidzianych, większych wydatków. Środek płatniczy tam, gdzie to się opłaca (pierwszy lepszy przykład z życia: 5% obniżka kosztu ubezpieczenia mieszkania przy opłacie kartą kredytową) lub tam, gdzie to najszybsze i najłatwiejsze (np. kupno biletów lotniczych). Kropka. Żadnego finansowania bieżących potrzeb, żadnych zakupów w supermarkecie, żadnego korzystania z „darmowego kredytu”. Skoro mi to wszystko niepotrzebne, to po co używać tasaka, skoro do posmarowania chleba masłem wystarczy mały nóż?

Zauważ, jak powyższe podejścia różnią się od tego, czego oczekują od Ciebie banki – według nich klient idealny to taki, który zadłuży się pod korek i przez możliwie długi okres będzie dokonywał jedynie spłaty minimalnej. Ponieważ lubię iść pod prąd, nie inaczej jest w tym przypadku. Jednak żeby to było optymalne, karta kredytowa nie może generować żadnych kosztów, niezależnie od częstotliwości korzystania z niej ani od wydawanych kwot. Sam posiadam taką kartę od długiego czasu, ale ponieważ nie jest już ona dostępna, a niemal wszystkie oferty na rynku były obarczone większymi lub mniejszymi kosztami, ten wpis czekał na publikację prawie rok, zanim pojawił się bohater dzisiejszego odcinka. Część typowo merytoryczna dobiegła końca, możesz więc zamknąć okno przeglądarki lub przejść do komentarzy, chyba że chcesz wypełnić wniosek o kartę kredytową, która jest całkowicie, absolutnie, bezwarunkowo bezpłatna. Na zawsze. Czyli jest tym, co powinno być standardem, a z wielu powodów nim nie jest. Czyste, przejrzyste warunki, prosty regulamin – słowem, karta „wyrób i zapomnij, aż nie będzie potrzebna”. Taki oto rewolucyjny jak na polskie warunki produkt zaoferował kilka dni temu Citi Handlowy, a ja z czystym sumieniem polecam go – ale tylko tym, którzy zdają sobie sprawę z zalet i wad tych kart kredytowych i świadomie zdecydują się na zawarcie umowy o kartę. Jeśli jesteś zainteresowany, zapraszam do kliknięcia w banner poniżej:



Jakkolwiek rezygnacja z posiadania karty kredytowej jest całkowicie w porządku, to jej posiadanie również może być optymalnym rozwiązaniem. To, co dla jednych jest kosztownym w utrzymaniu zaczarowanym ołówkiem, dla Ciebie może być ważnym narzędziem wspomagającym planowanie domowego budżetu, stanowiącym pewien bufor bezpieczeństwa dostępny jeszcze przed uruchomieniem funduszu awaryjnego w razie potrzeby. A jak jest z Tobą? Jaki jest Twój stosunek do kart kredytowych w ogólności?

Sorry, there are no polls available at the moment.

89 KOMENTARZE

      • spoko, tylko na dluzsza mete to droga na manowce troche. Fajnie to widac ostatnio po blogach (np. tych co masz w stopce). Chcac nie chca poruszane tematy kreca sie tylko wkolo tych produktow, ktore akurat sa promowane przez banki i na ktorych mozna zarobic i tak kolko sie zamyka, bo jedynymi osobami, ktore realnie na tych poradach zarabiaja Ci co o tym pisza, a nie Ci do ktorych te tresci sa kierowane…

        • To nie tak. Wpis o kartach kredytowych był mniej-więcej-gotowy od ponad pół roku. Nie publikowałem go, bo chciałem uniknąć przekazu typu „ja mam kartę za friko i co jakiś czas się przydaje, ale ty – drogi czytelniku – nie masz większych szans na taki produkt więc poczytaj o tym, jak ja mam fajnie, a jak ty mieć nie możesz”. Rzeczywiście, połączyłem to z reklamą, na której być może co nieco zarobię. Ale absolutnie nie widzę sprzeczności kart kredytowych z przesłaniem bloga (mogę podać więcej przykładów na uniknięcie dodatkowych kosztów właśnie dzięki rezerwowym środkom na kredytówce) i nie zamierzam się ograniczać do tekstów, w których będę reklamował konkretne produkty. Staram się pisać o tym, czym aktualnie się zajmuję, a ponieważ ostatnio sporo u mnie rewolucji w produktach bankowych (więcej w poprzednim wpisie), to ten temat jest „na tapecie”. Niedługo zacznę remont mieszkania i prawdopodobnie powstaną kolejne wpisy w tym temacie. Ale jednocześnie nie będę miał skrupułów polecić konkretnego produktu/usługi, jeśli ocenię, że jest ona ciekawa i na przykład pozwala ograniczyć koszty / oszczędzić trochę czasu. Jeśli takim sposobem stracę nieco czytelników – trudno, jakoś ostatnio mam znacznie mniejsze parcie na statystyki czy budowanie swojej wartości poprzez bloga w ogólności. Mam super rodzinę, jestem szczęśliwy – czego mi więcej trzeba (no, może oprócz czasu :))?

  1. Hmm ostatnio mam wrażenie że wchodzę na jakiegoś innego bloga niż blog Wolnego. Tyle gadania o wolności, o odcięciu się od kredytów a tu reklama karty kredytowej 😉 Ale doskonale rozumiem że też chciałbyś w jakiś sposób na blogu zarabiać w końcu poświęcasz temu bardzo dużo czasu za co jestem ci bardzo wdzięczny. Ale mimo wszystko czuje jakiś taki niesmak, jakby zaprzeczenie tego wszystkiego co do tej pory na blogu było napisane…

    • Wpis o kredytówkach to coś, co musi się pojawić na takim blogu jak mój. To zresztą nie pierwszy wpis o kredytach, które nie generują żadnych kosztów (było chociażby o kredycie z ZFŚS)- i nie widzę żadnej sprzeczności takich produktów z przesłaniem bloga. A ponieważ w końcu pojawił się bezpłatny produkt, który mogę z czystym sumieniem polecić (zero opłat, zero kosztów), reklamuję go. Czy na pewno przeczytałeś cały wpis i to, co mam do powiedzenia o kartach kredytowych czy tylko zerknąłeś na końcową reklamę?
      Zresztą… reklama (zwykle adsense) jest na koniec każdego wpisu. Ponieważ tym razem proponuję coś we wpisie, tamtą z adsense usunąłem – jeden za jeden.
      A po trzecie… po co ja się tłumaczę – zaraz ktoś napisze, że winny jestem 🙂
      Pozdrawiam.

      • Ale ja ci absolutnie nie zarzucam że zarabiasz na reklamach czy innych produktach finansowych. Tylko mam takie subiektywne odczucie że nie pasuje mi do przesłania tego bloga reklama karty kredytowej czy kredytów. Choćby i były darmowe.
        W jednym z wpisów pisałeś:
        „– schowaj karty kredytowe w miejsce, gdzie nie będą Cię kusiły (zamrażarka jest całkiem sensownym pomysłem 🙂 ).”

        a tu reklama karty kredytowej. Być może zaraz pojawi się reklama chwilówki (bo pierwsza za darmo). Bardziej do przesłania tego bloga pasowałyby mi reklamy produktów oszczędnościowych czy inwestycyjnych, a nie kredytów. Ten blog jest specyficzny – głównym przesłaniem jest minimalizm (a może się mylę), filozofia życia, wolność od długów i tym różni się od innych blogów strice finansowych.
        No ale to przecież Twój blog i w którą stroną podążysz to Twoja sprawa 🙂

        • Jeśli czytasz bloga od dawna, pewnie zauważyłeś, że przeszedłem drogę od minimalizmu do racjonalizmu i sam bym się minimalistą już nie nazwał. To droga, którą podążam i która nieco zmienia moje nastawienie, opinie i to, o czym piszę. Nadal jednak obstaję przy swoim – karta kredytowa nie jest przekreśleniem tego, co od początku bloga przekazuję. Chowanie kart kredytowych w miejsce, które nie kusi jest spójne z aktualnym wpisem – nadal przestrzegam przed używaniem kredytówek w sposób, jaki oczekują tego od nas banki. Najlepiej traktować je jako swojego rodzaju backup na nieprzewidziane sytuacje. A jeśli kusi za mocno – nie wyrabiać wcale.
          A skoro przytaczasz archiwalne wpisy, poszukaj tego o darmowym kredycie z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych – za takimi rozwiązaniami (na zasadzie „darmowy kredyt”) opowiadałem się od samego początku blogowania i nadal uważam, że w świadomych rękach mogą być one dobre.

          • Nie dziwię się – mi również 😉 ale wiele czynników sprawiło, że w życiu prywatnym zamieniam się w realistę/racjonalistę, więc i w tym kierunku podąża blog. Pozdrawiam.

          • Ja nazywam siebie optymalistką – ale w moim przypadku dążenie w kierunku optimum, to na razie wciąż w stronę minimalizacji.

        • Jak kupić bilet bez karty kredytowej? Jak zapłacić za hotel? Czasami kartę trzeba mieć i wtedy dobrze mieć taką za darmo.

    • Hej a ja się cieszę i dziękuję za praktyczne wskazówki. Nie mam czasu ani chęci na pszeszukiwanie sieci i ofert. Tu zawsze czegoś nowego się uczę, to czy skorzystam z porady/ proponowanego produktu zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Na marginesie nie samym powietrzem żyjemy i niestety czasami świat wymusza chociażby taki plastikowy bilecik, np. podczas kupowania biletów lotniczych, wyporzyczania samochodu czy roweru ( w Berlinie bez karty nie mogłam tego zrobić). W moim przypadku wolność oznacza też brak konieczności proszenia czł. rodziny o kupno tego czy owego, oddawania pieniędzy. Pozdrawiam

  2. Witam,
    Pisze bo zdenerwował mnie wpis Łukasz i Pawła. Zamiast napisać coś ciekawego lub innowacyjnego to tylko słowa krytyki lub narzekania. Człowiek się napracuje żeby coś przedstawić a tu tylko „Taki dlugi wpis, zeby reklame pokazac i wciskac ludziom karty?” lub „Hmm ostatnio mam wrażenie że wchodzę na jakiegoś innego bloga niż blog Wolnego”. Jeśli się komuś nie podoba treść bloga lub artykułów to nikt nikogo nie zmusza do czytania i tak prawdę mówiąc Wolny nie musisz się tłumaczyć (twój blog twoje artykuły) ale tak już jest, że łatwiej krytykować niż samemu coś zrobić.
    Bardzo dziękuję za informacje o karcie w ofercie banku bo o niej nie słyszałem. Co do reklamy związanej z kartą i zarobieniu na niej to dla mnie jest zrozumiałe, że jak ktoś pracuje (przygotowuje artykuł i poświęca swój czas) należy się zapłata.
    Pozdrawiam

  3. 1. W ankiecie zaznaczyłem „niebezpieczny produkt …”. Ale nie dlatego, że ludzie mają swoje słabości, zadłużają się pod korek itd.
    Dlatego, że rzeczywiście to jest niebezpieczny produkt przy polskim prawie bankowym. W innych krajach jest tak, że to bank jest odpowiedzialny za to, by udowodnić ci niedbalstwo, nadużycia itd. U nas w razie zagubienia lub kradzieży karty lub innego jej niecnego wykorzystania przez osoby trzecie jesteś wobec banków bezradny.

    2. Niestety, na dniach sam będę musiał sobie takową wyrobić.
    Poddaję się, mam dość obchodzenia problemu z rezerwacjami hoteli i biletów, gdzie w wielu przypadkach bez kredytówki jest to praktycznie niemożliwe. Niezbyt komfortowo się czuję np. podając numery karty debetowej przy rezerwacji (jest taka możliwość, by niektóre debetówki traktować jak kredytowe).
    Może więc się skuszę na tę kredytówkę city?
    – –
    3. Jedyne co mnie powstrzymuje to jakieś takie podejrzenie, że musi w tym być jakiś kruczek… przecież nie ma darmowych obiadów, no nie?

    • Poczytaj regulamin (dostępny po kliknięciu w banner na samym dole), spójrz na dobrą recenzję tego produktu na livesmarter.pl i zdecyduje. Haczykiem w tym wypadku są płatności w obcej walucie, obciążone sporą prowizja – może to mieć dla Ciebie znaczenie, jeśli rezerwujesz te hotele za granicą – Citi wprowadziło je ostatnio dla wszystkich swoich kart kredytowych. Pozdrawiam.

  4. Odniosę się tylko do ankiety. Przydałaby się opcja „nie mam bo nie potrzebuję, ale się nie boję i używałbym gdyby pojawiła się potrzeba/korzyść”.

      • No tego typu rzeczy. Niektórych to cieszy. Sam na to raczej nie polecę, ale zaproponowałem bardziej uniwersalny punkt (tak czysto hipotetycznie). Osobiście do płatności w necie (np za samolot czy aplikacje na smartfon) używam debetówki.

    • Też nie posiadam, bo nie potrzebuję. Nie mam jednak nic przeciwko – fajnie, że poleciłeś jakąś bez kosztów, może komuś się przyda. Za przysłowiowe ‚bilety’ płacę póki co z jednej z debetówek.

  5. Ja nie mogę nigdzie wyrobić kredytówki bo bank twierdzi że nie mam zdolności kredytowej. Że mogę mieć co najwyżej limit w koncie ale tylko z jakimś bezsensownym ubezpieczeniem. Nie chcę jakiegoś super dużego limitu tylko minimalny. Ale nie mam zdolności nawet na taki. Co zrobić? Mogę używać tylko debetówek?

    • Hej, z tego co pamiętam, Citi ma zasadę „minimum 1200 pln” jeśli chodzi o kredytówki – prawdopodobnie inne banki podobnie. Szczerze mówiąc, poniżej 2-krotności tej kwoty otrzymywanej co miesiąc na konto nie myślałbym nawet o karcie kredytowej – zbyt duże ryzyko, wystarczyłaby jedna nieprzemyślana transakcja i byłbym „ubrany” w kredyt na dłuuugie miesiące. Jeśli bank twierdzi, że nie masz zdolności (ze względu na niskie przychody lub inne obciążenia), nie kłóć się z nim tylko skup na zwiększeniu dochodów i wstrzymaj się z kredytówką do czasu, kiedy będziesz w nieco lepszej sytuacji. Oczywiście to tylko moja sugestia, której nie musisz brać pod uwagę 🙂 Pozdrawiam.

  6. Artykuł bardzo fajny do poczytania. Tak jak napisałeś, nie był to tylko „odgrzany kotlet”. Fajnie poczytać do obiadu 🙂 Osobiście też się zastanawiam nad tą kartą, muszę tylko doczytać, czy jest to produkt darmowy tylko dla nowych klientów, czy dla wszystkich bez wyjątku.

    Wolny jedna uwaga co do artykułu. Nie wiem, czy to dotyczy tej karty, ale podejrzewam, że tak. Od 1 stycznia br Citibank pobiera 6zł/m-c za usługę CitiPhone. Wydaje mi się, że ta usługa jest automatycznie dodawana do każdego produktu, także, aby karta była w 100% darmowa, należałoby po podpisaniu umowy i otrzymaniu dostępu online do konta zalogować się do bankowości elektronicznej i wysłać do banku wiadomość o rezygnacji z w/w usługi. Pozdrawiam

    • Dzięki za komentarz. Ten punkt z CitiPhone jest do sprawdzenia – na infolinii twierdzą, że dla tej karty ta usługa nie jest automatycznie aktywowana.

  7. Kartę kredytową mam,z rzadka uzywam by nie stracić „darmowego” roku, jeśli użyję spłacam w terminie bezodsetkowym…
    Czasami myślę (na szczście do tej pory tylko myślę) o niej, że jest to taka swoista forma funduszu awaryjnego…
    Przecież to tylko narzędzie…
    Jak każde inne…
    To nie narzędzie jest złe. Zły może byc co najwyżej sposób wykorzystania…
    Siekiera i młotek, którymi dziś stawiałem płot też mogą służyć do zrobienia komuś śmiertelnego „kuku”…
    I co? I w związku z tym mam sie ich wystrzegać i nie używać a gwoździe wbijać dłonią?

  8. Jest jeszcze jedna ważna zaleta karty kredytowej. Zakupy zrobione kartą są w pewien sposób ubezpieczone. Jeśli nie dotrze zamówiony towar lub np. samolot zostanie odwołany, można zgłosić reklamację transakcji i otrzymamy zwrot na kartę. Szczęśliwi (a może przezorni?) byli Ci, którzy zapłacili za wakacje odwołane z powodu upadłości biura podróży. Właśnie dlatego od pewnego czasu, jeśli nie jestem w 100% pewien sklepu, w którym kupuję, zawsze używam karty kredytowej, a przy zadłużenie zeruję przy najbliższej wizycie na koncie. W moim banku po prostu wybieram czy płacę z konta, czy kartą, więc jest to niemal w 100% bezpieczne, nawet nie muszę podawać kodów zabezpieczających. Co do limitu, całe 2000 i tylko raz go wykorzystałem.

  9. Ha, a całkiem niedawno (tak z rok temu) można było dostać kartę również bezwarunkowo darmową, i to na zawsze – World MasterCard IQ. Skorzystałem, i nie żałuję – ani złotówki kosztów od założenia 🙂

  10. W IrlandiI bank pobiera obowiązkowe e30 rocznie podatku od karty kredytowej. I moja karta przez to niestety nie jest bezplatna.

  11. Wszystko jest dla ludzi, tylko trzeba wiedzieć z czym ma się do czynienia. Banki wciskając nam karty i inne produkty, nie specjalnie interesują się tym, czy potrafimy z nich korzystać.
    Ja jestem zdania, że takie informacje jak działa karta kredytowa, powinny być przekazywane w szkołach, choćby na lekcjach przedsiębiorczości. Ale z braku laku, samemu trzeba i warto się dokształcać 🙂

  12. Skończ wacpan, wstydu oszczędź. .. nie sądziłam, że kogoś, kto tak dobrze zaczął (wpisy do początku tego roku, naprawdę wartościowe i profesjonalne) może być stać na tak fatalne zakończenie. .. ten blog chyba zmierza na manowce a szkoda…

      • Chyba logiczne jest, że autor niniejszego bloga, aby uzyskać wolność finansową, będzie poszukiwał i korzystał z formy dochodu pasywnego jakim jest, między innymi, umieszczanie reklam czy też wpisów sponsorowanych. Dla mnie jest to potwierdzenie misji bloga….więc…

        • Przychody z bloga nie wpływają na moje plany dotyczące niezależności finansowej. Co oczywiście nie oznacza, że kiedyś nie będą czymś, co ułatwi mi podjęcie trudnej decyzji.

    • Kiedyś – skąd inąd Wolny dobrze o tym wie – myślałem podobnie, ale…
      Dobra, przyjmijmy roboczo, że jest to „wpis sponsorowany”…
      Tylko co z tego?
      Czy w zwiazku z tym pozostałe wpisy tracą na wartości?
      Czy może tenże wpis, jak również trochę innych „wpisów sponsorowanych”, choćby o NJU mobile czy pieluszkach, jest ponizej „średniej”?
      Mniej lub bardziej jawne promowanie (w moim odbiorze skąd inąd tylko przy okazji) jakiegoś konkretnego produktu nie obniża wartości wpisu.
      To jak odbieramy to co czytamy należy wyłącznie do nas…
      Możemy oczywiście uznać, że Wolny „brutalnie” narzuca nam co mamy kupić 😉
      Ale mozemy, korzystajac z okazji, przemyśleć nasz punkt widzenia na dany temat…
      Potraktować taki wpis jak pewnego rodzaju inspirację, zachetę do przeanalizowania własnego połozenia.
      Tak właśnie miałem z wpisem o NJU mobile…
      Pomyślałem i choć w to nie wierzyłem jeszcze bardziej zoptymalizowałem koszty telefonó i internetu…
      Nie, nie wybrałem tego co proponował Wolny, wybrałem zupełnie inną firmę, ale nie ukrywam, że to właśnie ów „wis sponsorowany” Wolnego mnie do tego wyboru „zainspirował”.

      • A mnie, o ile wpis o nju (nie mam pewności czy rzeczywiście o, czy o czymś innym) rozdrażnił, to ten jest najbardziej ok.
        A wiecie dlaczego?
        .
        Bo w pewnym miejscu wolny zapodał spojler, cytuję:

        „Część typowo merytoryczna dobiegła końca, możesz więc zamknąć okno przeglądarki lub przejść do komentarzy,…”

        I to jest ok!
        Oto czytam wpis, który tym różni się od innych na różnych portalach czy programach, czy czasopismach, że nie ma nachalnego wciskania jakiegoś produktu w każdym akapicie (np. kuchennie: bierzemy przyprawę X sypiemy do X łączymy z X firmy X …).
        Jest lojalne uprzedzenie przed treścią sponsorowaną.
        .
        Tak trzymaj Wolny, to właśnie jest jak najbardziej w porządku!

        • Hej, wiesz jak to jest – ile ludzi, tyle opinii, każdy nieco inaczej odbiera oferty konkretnych produktow. Staram się zachować jakąś równowagę i nie być nachalny w tym, co robię, a jednocześnie chcę oferować tylko to, co dobrze prześwietliłem i co pozytywnie oceniam.

  13. Ostatnio czekając w kolejce w banku (takim największym) obserwowałem jak smaży się klienta w wieku 28-30 lat. Piekne przywitanie czy przyjechał pan motorem (sfinansowanym pożyczką). Następnie zwiększenie limitu na karcie, możliwe że związane ze zmianą jej statusu. Klient idealny dla banku, finansowe IQ bardzo niskie, natomiast poziom konsumpcjonizmu na bardzo wysokim poziomie.

      • Jeśli przyjać, że człowiekiem się jest, a bankierem co najwyżej bywa , jest za co ganić…
        Wszelako bankier moze mieć odmienne zdanie, uważać, ze on bankierem jest, a człowiekiem co najwyżej bywa i wówczas przygana będzie niezrozumiana.

    • Prawda, tylko czasami myślę, że niskie finansowe IQ to doskonała okazja, żeby korzystać z życia bez jakichkolwiek zmartwień. Przynajmniej w krótkiej perspektywie 😉

  14. Ja niestety wiele lat temu wkopałem się w kredytówkę, limit kredytowy urósł do 15 tysięcy…. Podliczyłem kiedyś ile straciłem na prowizjach, opłatach ubezpieczeniowych etc etc. Ręce opadły… O wiele lepiej wyszedłbym na tym, gdybym na okres tych x lat, wziął normalny kredyt i spłacał go co miesiąc (nawet doliczając odsetki). Karty kredytowe to niebezpieczna pułapka.

  15. Ja mam zawsze jakiś taki wewnętrzny strach przed wszelkimi kredytami i kartami i ich super ofertami. Wszystkie propozycje ucinam, zanim konsultanci zdążą przedstawić mi jedyną w swoim rodzaju, przygotowaną specjalnie dla mnie ofertę.. Wynika to pewnie z tego, że jestem zakupoholiczką i dodatkowy „worek” z pieniędzmi rozwaliłabym okrutnie szybko ładując się w długi. Oczywiście dla osób bardziej roztropnych podejrzewam, że jest to bardzo przydatne narzędzie, ale ja.. mam nadzieję, że nigdy się nie zdecyduję.

    • Ten wewnętrzny strach jest racjonalny – świetnie, że masz taki mechanizm, skoro lubisz zakupy. Uchroni Cię on nie raz przed finansowymi problemami – tego możesz być pewna.

  16. Wpis długi, ale warty przeczytania. Dowiedziałam się wielu przydatnych informacji. Nadal nie jestem do końca przekonana co do kart kredytowych, ale spojrzę na ofertę CitiHandlowego, może rzeczywiście jest tak jak piszesz 🙂

    Pozdrawiam,
    A

  17. Moim zdaniem największą pułapką takich kart jest to, że są bardzo łatwo dostępne. Oferty pozornie atrakcyjne, więc myślimy sobie „czemu nie, dodatkowa gotówka zawsze się przyda, a przecież nie trzeba z tego od razu maksymalnie korzystać”. Ale fakt posiadania takiego „koła zapasowego” trochę nam luzuje hamulce i zaczynamy wydawać.. na drobne rzeczy, później na trochę większe. I nici z oszczędzania bo trzeba karty spłacać. Dlatego ja podziękuję.

  18. Kolejny rzeczowy i konkretny artykuł i wcale nie przeszkadza mi na końcu reklama karty kredytowej banku citi handlowy 😉

    Jeśli o mnie chodzi to swoją pierwszą (i jak na razie jedyną) kartę kredytową otrzymałem w gratisie od Eurobanku, kiedy to brałem u nich kredyt. Szczerze mówiąc to byłem zaskoczony takim obrotem sprawy ponieważ starałem się o sam kredyt a dostałem jeszcze kartę. Oczywiście nie protestowałem ponieważ dostałem ją na bardzo dobrych warunkach, takich jak zamieściłeś w screenie powyżej (obecnie już jednak dotknięta nie dużą opłatą roczną). Od czasu do czasu z niej skorzystam ale głównie staram się zmieścić w okresie bez odsetkowym, choć przez 8 lat jak ją mam nie zawsze mi się to udało (szczególnie po okresie świątecznym który sprzyja różnym wydatkom).

  19. Nie rozumiem komentarzy osób, które mają za złe promowanie produktu jakim jest karta kredytowa. Prowadzisz blog, widać że wkładasz w niego sporo pracy i poświęcasz swój wolny czas. Dlatego nie widzę nic złego w promowanie produktów banku za kilka złotych prowizji 🙂

    Sam posiadam kartę kredytową mBanku. Kiedyś miałem kartę kredytową do prywatnego rachunku ale zamieniłem ją na kartę kredytową do rachunku firmowego. Dostałem darmowe ubezpieczenie podróżnicze, darmowe wypłaty we wszystkich bankomatach i inne drobniejsze benefity. Mam limit w wysokości 20 tysięcy. Oczywiście muszę co miesiąc wydać nią 1600zł, żeby nie płacić opłaty za kartę. Bank co jakiś czas dzwoni do mnie i proponuje zwiększenie limitu. Za każdym razem odmawiam.
    Płacę kartą za większość zakupów, paliwo do samochodu, zakupy w internecie a co najgorsze wypłacam nią pieniądze z bankomatów.
    Po kilkunastu miesiącach zauważyłem, że przestałem patrzyć ile wydaję pieniędzy w sumie co miesiąc. Po prostu wchodzę co jakiś czas na konto w banku i spłacam zadłużenie na karcie. Ostatnio jednak doszło do sytuacji, że zacząłem wydawać więcej niż zarabiam. Zaczęło się spłacanie małych odsetek za pożyczone pieniądze. I tutaj zapaliła mi się czerwona lampka.

    Od przyszłego miesiąca postanowiłem zupełnie przestać używać kartę kredytową. Będzie leżała w szufladzie tak, żebym nie miał jej pod ręką w portfelu. To powstrzyma mnie przed bezrefleksyjnym wydawaniu pieniędzy.

    Podsumowując, złapałem się na tym, że w pewnym momencie zacząłem wydawać więcej niż zarabiam. Każdemu kto również tak ma polecam skasowanie karty na jakiś czas i zacząć płacenie banknotami. Wtedy będziecie widzieć ile na prawdę wydajecie.

    • To ja mam odwrotnie. Dużo lepiej rejestruję to za co płacę kartą (debetową) lub przelewem, bo na koncie jest wszystko wypisane, zsumowane i widzę jak kasa ucieka 😉 Za to w portfelu często nie orientuję się dokładnie ile mam- w pamięci mam na co dzień raczej stan kont – a wydawanie gotówki go nie zmienia, więc… 😉

      • Uważaj jednak.

        Banki dzięki takiemu jak twoje podejściu mają ogromne bazy danych o szczegółowych wydatkach, na podstawie których mogą ocenić twoje postawy wobec różnych rzeczy. Nie tylko to na co wydajesz, ale jak regularnie, na ile zdrowo się odżywiasz, jaki tryb życia prowadzisz itd.

        Jakoś jestem w tym zakresie umiarkowanym paranoikiem i zakupy, wyjścia „na miasto”, zakupy elektroniki itp. finansuję gotówką wyjmowaną z bankomatu. W ten sposób bank nie wie ile moich wydatków idzie na wizyty lekarskie, ile na podróże, ile na żarcie, alkohol jak często chodzę do pubu, restauracji, kina itd. A kasa z bankomatu to po prostu „wydatki na życie”.

        • Umiarkowanym? 😉 Akurat to ,gdzie chodzę na piwo, czy robię zakupy jest chyba najmniej istotne z rzeczy jakie banki o mnie wiedzą.

          • Akurat to że lubisz imprezowac i się leczysz nie buduje twojej wiarygodności. Akurat to, ile wydajesz na benzynę, ubezpieczenie i myjnie oraz z jakiego serwisu korzystasz plus czy masz rodzinę mówi o tym czy i jakie produkty ci proponować. Itd itp.

          • Jakby mi zależało na tym, żeby przypadkiem bank się nie dowiedział ile wydaje na myjnię to rzeczywiście kasę bym trzymał tylko w skarpecie 😉

      • OO.. jestem podobnego zdania co Ty i już nawet nie raz to pisałem. Obecnie staram się to co mogę płacić kartą, wtedy widzę dokładnie ile wydałem, mam całe miesięczne zestawienie wydatków. A mając pieniądze w portfelu to zapłaci się za to, to za to tak pieniądze ubywają na różne drobnostki. Jedyny problem jest taki że nie wszędzie jeszcze zapłacimy kartą, choć pod tym kątem ani tak jest zdecydowanie lepiej niż przed kilkoma laty.

  20. Cześć! : ) Uwielbiam Twoje wpisy. Czyta je się lekko i przyjemnie, do tego zawierają wiele ciekawych, pożytecznych informacji. Mam nadzieje, że będziesz je regularnie dodawać bo jestem barzdo ciekaw kolejnych tesktów. Masz talent, nie zmarnuj tego, a mozesz naprawdę dużo osiagnac 🙂 pozdrawiam 🙂 🙂

    • Do wolności może i nie, ale może być jednym z elementów zabezpieczenia w układance kogoś, kto pracuje nad niezależnością finansową lub ją osiągnął. To nie narzędzie jest złe – po prostu jego możliwości są niedopasowane do poziomu edukacji finansowej większości posoadaczy kart kredytowych.

  21. ‚Jest też druga strona medalu: przy obliczaniu Twojej zdolności kredytowej bank założy, że masz kartę obciążoną na maksymalną dostępną kwotę, co obniży kwotę kredytu możliwą do zaciągnięcia’

    mnie przy obliczaniu zdolności kredytowej bank potraktował tak, że 5% limitu z karty kredytowej uznano za comiesięczne zobowiązania, u mnie było to 10000zł limitu, więc 500zł zobowiązania, czyli o tyle obniżał się miesięczny dochód, więc chyba trochę inaczej…

    • Każdy bank ma swoje procedury, każdy nieco inaczej podchodzi do ryzyka jakim jest karta kredytowa. Trzeba natomiast pamiętać, że te produkty banki biorą pod uwagę przy wyznaczaniu zdolności kredytowej.

  22. Swego czasu brałem kredyt ale to że mam kartę kredytową nie zaważyło specjalnie o uzyskaniu kredytu na taką kwotę jaką chciałem, tym bardziej że wspomniałem że mamy spłacony limit w karcie.

    • U nas to jeszcze nie jest aż tak ważne jak w za wielką wodą, gdzie bez dobrej historii kredytowej o kredyt na sensownych warunkach nie ma szans. W przypadku hipoteki, banki nie mogą jakoś znacząco obniżyć zdolności kredytowej, bo przecież limit na karcie w porównaniu z kwotą kredytu jest zwykle śmiesznie niski, prawda?

  23. Z reguly nie lubie czytac blogow oraz, brzydko i kolokwialnie mowiac, a wlasciwie piszac, wypocin innych blogerow, ponieważ nie potrafia przekazac zadnych merytorycznych tresci, a wypowiadaja się z reguły na tematy o których nie maja przyslowiowego zielonego pojecia, z Twoim blogiem jest inaczej, ze szczera radoscia czytam kazdy kolejny wpis 🙂

  24. Witam może po prostu ta osoba nie pisze, dla zarobku tylko tak, ponieważ jest to jej pasja. Faktem jednak jest, że żeby zarabiać, na blogu to trzeba niestety mieć, na blogu reklamy. Taki jest to już biznes niestety w sumie opłacalny, ale nie łatwy.

  25. Jako wlasciciel kilku prawidlowo obslugiwanych kart kredytowych stwierdzam, zgodnie zresztą z Autorem, ze to narzędzie nie dla każdego. Jesli ktoś nie lubi sie wczytywać w regulaminy, nie przegląda wyciągów, ma kiepska sytuacje finansowa, to od kredytowej nalezy stronic.
    Dobrze wykorzystana potrafi jednak dać korzyści. Moze nie powalające na ziemie, ale przy odrobinie fatygi mozna wyciagnac kilkadziesiąt zl miesiecznie, a czasem dużo wiecej, dokonując tych samych zakupów i płatności co zwykle.
    Oczywiscie, warunek sin equa non to spłacanie karty zawsze w terminie…
    co do trzymania karty „na wszelki wypadek”, to przestrzegam przed zmianami tabeli opłat i prowizji, którą zawsze może dokonać bank. W ten sposób dzisiaj darmowe konto, karta, kredyt, może w niedługim czasie przestać takie być – mimo kolorowych reklam.
    Karta kredytowa jest nieodzowna właściwie tylko w jednym przypadku – wypożyczaniu samochodu, szczególnie za granicą – na karcie blokowana jest kaucja i nawet chęć pozostawienia gotówki nie przekonuje wypożyczalni. Tu trzeba tez zwrócić uwagę na limit w karcie, czy np. pomieści 1000 eur kaucji.
    kolejny przypadek gdy karta jest przydatna choć już tym razem nie nieodzowna – kupno wycieczki w biurze podróży. W przypadku bankructwa biura można dochodzić zwrotu od wystawcy karty, tzw chargeback. Jest to utrudnione znacznie w przypadku kart li tylko debetowych.

  26. Ja napiszę trochę z innej beczki i napiszę, że mam konto w PKO.BP. Szczerze nie polecam i poważnie myślę nad zmianą banku,, w którym będę miał rachunek. Pobierają prowizję za co się tylko da. Za głupi monit, żebym zobaczył ile mam, na koncie pobrali mi aż 15 złotych. Uważam, że jest to po prostu złodziejstwo.

    • Może wystarczy zmienić rodzaj konta? W PKO BP jest Konto za Zero, które jest bezpłatne przy wykonaniu jakiejś tam liczby transakcji kartą, chyba na 300 zł. Trzeba się tylko pilnować i nie wybierać gotówki w bankowamatach innych niż PKO BP, ale oni mają takdużą sieć, że nie powinno to stanowić problemu.

  27. Karta kredytowa to niekoniecznie jest rozwiązanie dla każdego. Ale jeżeli potrafi się z niej rozsądnie korzystać to może być bardzo pomocna np do zakupów w internecie (niektórych transakcji można dokonać tylko za pomocą kk)

  28. Czesc 🙂 Ja również zajmuje się pisaniem, jednak nie prowadze bloga, a pracuje jako copywriter 🙂 Wiesz, jakos nigdy nie mialem smykałki do pisania blogow, tak więc troszke Ci zazdroszcze 🙂 Jednak będę zagladal tu regularnie 🙂 Mam nadzieje, ze już niedlugo pojawi się kolejny wpis 🙂 Pozdrawiam 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj swoje imię