Jak prowadzić budżet domowy

O konieczności prowadzenia budżetu domowego przekonywałem już kilkukrotnie. Ten aspekt kontrolowania finansów osobistych jest jednak tak ważny, że napiszę to jeszcze raz: BUDŻET PROWADZIĆ TRZEBA. Nie prowadzenie budżetu głupie jest i brzydkie jest (kolejny zgubny wpływ tej reklamy, o czym już zresztą pisałem, a mimo to nadal daję się manipulować). Bez tego jesteś ślepy i głuchy – nie wiesz na czym stoisz, nie zaplanujesz żadnych wydatków, a niezależność finansowa będzie co najwyżej mglistym i niewiele znaczącym hasłem w rubryczce „chciałbym kiedyś…”. Powiem więcej: jeśli chcesz być wolny, powinieneś – wyrwany o 3 w nocy ze snu – powiedzieć ile pieniędzy wydasz w tym miesiącu (nawet jeśli dopiero dostałeś wypłatę), ile oszczędziłeś w zeszłym miesiącu, i jaki będzie stan Twojego konta na koniec roku. Tylko będąc tego rodzaju przepowiadaczem przyszłości, możesz uznać, że jesteś lepszy od wróżbitów przepowiadających numerki w lotto (umiejących co najwyżej powiedzieć, że wylosowanych liczb będzie 6, a każda z zakresu 1-49…). Wtedy masz otwartą drogę do eliminacji niepotrzebnych wydatków, do namierzania przeciekających przez palce pieniędzy i stworzenia planu na zmniejszenie wydatków.

Zaczynamy krótki kurs budżetowania:

bądź konsekwentny i skrupulatny. Wpisuj absolutnie KAŻDY wydatek – jest to szczególnie ważne na początku, kiedy zaczynasz budżetować. Coś słodkiego w cukierni czy bilet autobusowy wydaje się drobnostką bez znaczenia, ale zdecydowanie zbyt często okazuje się, że to właśnie one sumują się do kilkuset złotych, których gdzieś „brakuje” co miesiąc. Spisywanie wydatków musi być nawykiem i zanim go wyrobisz, dobrze jest wpisywać każdy wydatek od razu. Później (lub jeśli masz dobrą pamięć i podejdziesz do tematu ambitnie) możesz zamiast tego poświęcić 5 minut każdego wieczora i przypominając sobie kolejne wydatki w ciągu dnia, spisywać je. Ma to dodatkową zaletę w postaci treningu pamięci 🙂

budzetowanie

kategorie. Skoro wiemy już, że należy wpisywać każdy wydatek, dobrze by było je w sensowny sposób uporządkować. Sucha wiedza, że w ciągu miesiąca wydaliśmy X niewiele daje – zwłaszcza, że podobne dane możemy sprawdzić spoglądając na stan konta. Należałoby w takim razie zaszufladkować każdy z wydatków do jednej z kategorii, przy czym dość ważną kwestią jest ich ilość. Dla jednych wystarczy ogólna kategoria „zakupy”, odnosząca się do niezbędnych zakupów spożywczo-chemicznych. Ktoś inny będzie chciał podzielić ją na „żywność” i „chemia”. A jeśli ta kategoria wydaje się być źródłem nadmiernych wydatków, można dzielić ją dalej – na przykład na „produkty żywnościowe podstawowe”, „żywność – zachcianki” itp. Ważne, żeby być elastycznym i jeśli aktualne kategorie nie wystarczają do namierzenia „wycieków” pieniędzy (lub są zbyt szczegółowe), od kolejnego miesiąca je zmodyfikuj. W pewnym momencie dojdziesz do podziału optymalnego dla siebie i takiego, który nie będzie Cię zniechęcał do prowadzenia budżetu. Moje zestawienie to dosłownie 4-5 kategorii i mi to w zupełności wystarcza, chociaż na przykład nie wiem, ile wydajemy tylko i wyłącznie na żywność, a ile na chemię. Skoro jednak wiem, że w żadnym z tych obszarów nie chcę już schodzić poniżej aktualnego poziomu zakupów, taka wiedza nie jest mi potrzebna.

elastyczność – szufladkowanie wydatków nie zawsze jest proste i jednoznaczne – np. skorzystanie z taksówki w zależności od sytuacji można zaliczyć jako wydatek na komunikację, koszty związane z pracą lub rozrywkę (jeśli na przykład wracasz z koncertu). Moja rada: staraj się dobrać kategorię tak, żeby Cię to najbardziej „zabolało”. Jeśli wydatku można było uniknąć, to nie powinieneś tego racjonalizować. Mimo, że nie miałeś w domu obiadu, wyjście do restauracji to „rozrywka” a nie „żywność”, a skoro zaspałeś i musiałeś użyć droższego niż zwykle środka komunikacji żeby dostać się do pracy, to również był wydatek do uniknięcia i powinieneś w jakiś sposób to zaznaczyć. Nie zastanawiaj się nad zaszufladkowaniem wydatku zbyt długo – to również może Cię zniechęcić i sprawić, że cały proces zajmie Ci na tyle dużo czasu, że nie będziesz chciał go kontynuować.

wydatki1

To przykładowy dzień w naszym arkuszu. Kolory dodatkowo oznaczają użytą kartę płatniczą.

czas – popularnym, aczkolwiek zdecydowanie nietrafionym argumentem żeby nie budżetować jest ten: „nie mam czasu”. Jeśli chcesz mi powiedzieć, że 5 minut dziennie to zbyt wysoka cena za tak potężną wiedzę jak ta o stanie swoich finansów, to chyba lepiej będzie jak wrócisz na kanapę i obejrzysz kolejny odcinek serialu zamiast myśleć o polepszeniu swojej sytuacji finansowej. Te 150 minut miesięcznie to najlepiej zainwestowany czas w obszarze finansów. Naprawdę niewiele trzeba, żeby stać się rachmistrzem (brzmi chyba bardziej zachęcająco niż księgowy…) w mikro-przedsiębiorstwie, jakim jest Twoja rodzina . Przecież w praktyce jesteś odpowiedzialny za stan finansów swojego gospodarstwa domowego, a brak podstawowej wiedzy o przepływach finansowych to jak prowadzenie samochodu z opaską na oczach. Mimo to wciąż jest wielu takich kierowców… i wiele też stłuczek i wypadków finansowych. Na szczęście ofiarą są tylko pieniądze, nie ludzie.

Ze swojej strony proponuję regularne, cowieczorne lub „cozakupowe” (jeśli masz skłonności do zapominania o wydatkach) notowanie poniesionych kosztów.

narzędzia. Najlepiej będzie, jeśli będziesz notował wydatki w programie… nie nie moi drodzy – nic z tych rzeczy. Nie podam gotowego rozwiązania, a to z jednego prostego powodu – nie ma jednego sposobu dla wszystkich. Niektórzy są entuzjastami technologii i w ich przypadku sprawdzą się aplikacje na smartfony, których główną zaletą jest to, ze telefon nosisz zawsze przy sobie, więc od razu po zakupach można je zanotować. Inni będą woleli korzystać z aplikacji takich jak kontomierz.pl, które generują bardzo dużo danych, statystyk, wykresów i planów. Tradycjonaliści zdecydują się na prowadzenie najzwyklejszego na świecie dzienniczka, do którego będą wpisywali wydatki – nawiasem mówiąc moja żona używała tego sposobu na studiach i to Ona przekonała mnie do słuszności budżetowania. Teraz mamy inny sposób: arkusz kalkulacyjny. Nie twierdzę, że jest to najlepsze rozwiązanie, ale napiszę, czemu je stosujemy:

SAMSUNG

Tak właśnie wyglądały początki budżetowania mojej drugiej połówki – wtedy wyprzedzała mnie świadomością finansową o lata świetlne!

prostota. To chyba najprostsze – zaraz po aplikacjach na smartfona – narzędzie do budżetowania. Rubryczki, każda opatrzona datą, wystarczy wpisać kwotę w odpowiednie miejsce i przypisać do jednej z kategorii.

elastyczność. To jeden z powodów, dla którego nie korzystam z żadnej z gotowych aplikacji. Arkusz kalkulacyjny jest uniwersalny, „przenaszalny” i pewny. Aplikacje niekoniecznie – mogą być przecież dedykowane na konkretną platformę czy wersję systemu. Tego problemu nie mają aplikacje przeglądarkowe (np. kontomierz.pl), ale nadal nikt nie zagwarantuje, że jutro system będzie nadal dostępny, a za 10 lat nadal będę mógł korzystać z tych pięknych wykresików i historycznych danych. A jeśli tak, to czy na pewno za darmo?

bezpieczeństwo. Chyba najważniejszy powód unikania wszelkich aplikacji. Uważam, że wybierając jakąkolwiek aplikację nigdy nie mogę być pewny tego, gdzie trafią moje dane, gdzie są przechowywane moje hasła (chociażby w takim kontomierzu, który chwali się bezpieczeństwem, a któremu i tak nie ufam) i kto jeszcze ma do nich dostęp. Jaką mam pewność, że twórcy aplikacji nie zaszyli jakiegoś mechanizmu przesyłającego informację gdzieś na zewnątrz? Firma to gwarantuje? A jeśli jakiś szalony programista zrobił furtkę, o której jeszcze nikt nie wie? Darmowe, online’owe arkusze kalkulacyjne (np. Google Docs) również mnie nie przekonują – wujek google pewnie sam do końca nie wie, gdzie te informacje trafiają, a trafiają gdzieś na pewno…

analizy, wykresy i podsumowania. Mając swój arkusz kalkulacyjny jestem ograniczony tylko swoimi umiejętnościami i posiadanymi danymi. To, jakie wykresy stworzę, zależy tylko ode mnie – a nie od pomysłodawców aplikacji. Dla mnie ważny jest na przykład stosunek procentowy wydatków do przychodów i to, jak się zmienia w czasie – nie sądzę żeby większość aplikacji udostępniała taki typ wykresu (a może się mylę?).

wykres1

plany. Skoro wiemy już nieco więcej o prowadzeniu budżetu, chciałbym wskazać na jego największe zalety. Oprócz samego optymalizowania wydatków i namierzania słabych punktów wydatków, najważniejsze jest planowanie. W prosty sposób możesz nie tylko zaplanować swój budżet na ten miesiąc, ale wiedzieć, jaka jest Twoja średnia wydatków z ostatnich lat – a więc jak rosła inflacja Twojego życia. Sam wiem, jaki procent każdej wypłaty jest wydawany, a jaki oszczędzany – zrobiłem z tej serii danych ładny wykres, którego staram się pilnować i cieszę się, jeśli pójdzie on nieco w górę. Czyniąc pewne założenia, wiem ile pieniędzy mogę mieć za 10 lat (wiem wiem – mogą to być pobożne życzenia, ale planować trzeba, prawda?) i kiedy osiągnę niezależność finansową. Co więcej, mam wiedzę o pieniądzach, które w razie potrzeby mogę mieć „na jutro”, a których ściągnięcie trwałoby potencjalnie znacznie dłużej – dzięki temu staram się każdą comiesięczną nadwyżkę w jakiś sposób inwestować tak, żeby nie leżała na nieoprocentowanym koncie. Kiedy zapomnę, czy zapłaciłem w tym miesiącu za kablówkę, wystarczy zerknąć do arkusza; chociaż nie – przecież moje rachunki za telewizję wynoszą 0 zł!

Zapewniam Cię, że budżetowanie ma głęboki sens i jest niezwykle przydatne niezależnie od aktualnej sytuacji finansowej – nieważne, czy zarabiasz 10 tysięcy czy na razie dostajesz tylko stypendium. Nieważne, czy Twój majątek to laptop z którego czytasz ten wpis i 200 zł, za które musisz się utrzymać do końca miesiąca, czy masz na koncie (oby nie cypryjskim!) miliony. W każdej z tych sytuacji (i we wszystkich pośrednich) nawyki które wyrabiasz prowadząc budżet i wiedza, którą dzięki temu zyskujesz stanowią ważny oręż w Twoim ręku i dają Ci znaczną przewagę nad innymi, kroczącymi we mgle bez jasno zdefiniowanego celu.

A czy Ty budżetujesz? Jeśli tak, w jaki sposób Ci to pomogło? Jeśli nie, czemu jeszcze czytasz ten wpis zamiast tworzyć arkusz kalkulacyjny? Ułatwię Ci to zadanie – poniżej znajduje się przykładowy, bardzo prosty arkusz kalkulacyjny (w wersji dla OpenOffice/LibreOffice i dla MS Office) z przykładowymi kategoriami, kilkoma wpisami i miejscem na wpisywanie wydatków na najbliższe 2 miesiące. Oraz ze zbiorczą zakładką podsumowującą sytuację finansową na początek każdego miesiąca. Pamiętajcie, że to tylko propozycja – a to, że jest bardzo podobna do arkusza, którego sam używam, wcale nie oznacza, że sami nie zrobicie czegoś znacznie lepszego! Wygląd arkusza to zresztą sprawa drugorzędna – najważniejsze, żeby był prosty w prowadzeniu i sprawdzał się w praktyce, dostarczając tych niesamowicie wartościowych informacji, jakimi są wpisy o wydatkach i przychodach!

moj_budzet.ods – format dla OpenOffice / LibreOffice

moj_budzet.xlsx – format dla Microsoft Office

44 komentarze do “Jak prowadzić budżet domowy”

  1. Mateusz 24 maja 2013 at 7:57 am #

    Przygodę z budżetem domowym również zacząłem od Excela, ale po pewnym czasie możliwości były za małe, więc skorzystałem z serwisu https://www.buxfer.com/ i jak na razie jestem zadowolony 🙂
    W każdej chwili mogę zapisać historię transakcji do pliku, więc jakbym chciał się przenieść z moimi danymi gdzie indziej to też nie ma problemu. Z napisaniem podobnej aplikacji i umieszczenie jej na swoim serwerze też nie byłoby problemu 😉

    • wolny
      wolny 24 maja 2013 at 8:10 am #

      Jeśli Excel nie wystarczał, to albo nie chciałeś poznawać sposobów na bardziej zaawansowane działania, albo rzeczywiście masz spore wymagania – co zresztą rozumiem, bo sam lubię „podziwiać” i modyfikować słupki, wykresy i prognozy w swoim budżecie 🙂
      Tej aplikacji nie znałem, ale jestem zbyt wrażliwy jeśli chodzi o bezpieczeństwo moich danych finansowych i ciężko byłoby mi się pogodzić, że wysyłam je gdzieś w świat. Chociaż to może bardziej ‚zboczenie zawodowe’ niż rzeczywiste obawy.

      • Jurek 6 lutego 2015 at 2:22 pm #

        Jeżeli korzystasz z komputera podłączonego do sieci i działającego na zamkniętym systemie (Windows, iOS etc) lub swoje arkusze piszesz w zamkniętym (Excel np.) oprogramowaniu, to z założenia dane na takim komputerze nie są poufne. Chyba, że są szyfrowane sprzętowo, ale to w Polsce bez zgody ABW jest nielegalne (posiadanie urządzeń znaczy się, a nie samo szyfrowanie).

        Dlatego równie dobrze można korzystać z zewnętrznych aplikacji. Poziom bezpieczeństwa jest podobny, jeżeli nie identyczny. A może być lepszy jeżeli serwery NIE są w USA, a w UE (euro-socjalizm ma swoje plusy), a sama serwerownia i oprogramowanie są Open Source’owe.

        Sam artykuł jest ciekawy, muszę przyznać. Zresztą trafiłem na niego bo szukam informacji na temat sposobów planowania budżetu – chcę przyoszczędzić na samochód, a gdzieś mi „znika” pół wypłaty 😀

    • Caroll 12 listopada 2014 at 2:00 pm #

      ja tez najpierw wszystko na kartkach wyliczałes, potem w Excelu aż w końcu trafiłem na program Budżet Domowy Pakietu Przedsiębiorcy.
      Prosty, łatwy w obsłudze, intuicyjny program, który pomaga mi w codziennym gospodarowaniu moimi finansami. Podsyłam link do pobrania wersji testowej:

      http://pakietprzedsiebiorcy.pl/budzet-domowy

  2. Janusz 24 maja 2013 at 8:29 am #

    Mam pewne wątpliwości dotyczące prowadzenia budżetu. Czy z budżetem nie jest czasem tak jak z przygotowywaniem ściąg na sprawdzian. Jak je przygotujesz to okazuje się, że już ich nie potrzebujesz bo opanowałeś materiał. Prowadząc budżet rzeczywiście szybko wyłapiesz „wycieki” pieniędzy (polecam wykres kołowy wg kategorii wydatków) i przy pewnym zdeterminowaniu zoptymalizujesz swoje wydatki (o czym zresztą piszesz w odniesieniu przy kategorii żywność/ chemia). W tym momencie ograniczasz się do tych wydatków, które są powtarzalne i które „wchodzą Ci w krew”. Wydaje się, że spokojnie taki budżet można kopiować z miesiąca na miesiąc jeśli chodzi o poziom wydatków. Druga rzecz, która mnie zniechęca to fakt, że przy prowadzeniu budżetu nie ma nic bardziej frustrującego niż pojawienie się nieplanowanych dużych wydatków typu naprawa czegoś tam (najgorzej z samochodem). I cały plan szlag trafia. No chyba, że masz jakiś fundusz rezerwowy lub coś podobnego. Chciałbym jeszcze zapytać w jaki sposób weryfikujesz czy wprowadziłeś wszystkie wydatki. Podejrzewam, że porównujesz kwotę wydatków z obrotami „debetowymi” na koncie. Co w nierzadkim przypadku gdy kwoty te się nie zgadzają a Ty nie masz pojęcia na co one poszły? No to sobie pomarudziłem 🙂

    • wolny
      wolny 24 maja 2013 at 11:19 am #

      Przyjmuję marudzenie, ale uprzedzam, że budżetowania będę bronił jak lew 🙂 Rzeczywiście jest trochę tak jak piszesz: że po wyłapaniu zbędnych wydatków i ich ograniczeniu, budżet jest podobny z miesiąca na miesiąc. Ale to już jest etap dla zaawansowanych, którzy przez kilka miesięcy budżetują, i którzy już przez ten czas otrzymali dzięki temu wymierne korzyści. Kolejnym krokiem jest planowanie (wydatków, niezależności finansowej, spłaty kredytów itp), do którego rzeczywiście nie trzeba budżetować super-dokładnie, i właśnie stąd u mnie np. bardzo ogólna kategoria ‚zakupy’. Ale zanim się do tego dojdzie, kilka lat mija 🙂
      Piszesz o sytuacjach wyjątkowych – z budżetem możesz je zaplanować. Na przykład budżet pokaże ci piki rok i 2 lata temu w tym samym miesiącu – po sprawdzeniu okazuje się, że to coroczne ubezpieczenie samochodu. Dzięki temu, że to zobaczyłeś, możesz już odkładać odpowiednią kwotę i zaplanować kolejne takie zdarzenie. A coś, czego zupełnie nie da się zaplanować? No cóż – jesteś i tak w lepszej sytuacji wiedząc, że w zeszłym roku wydałeś 2500 zł na nieprzewidziane wydatki a 2 lata temu 4000 zł – dzięki temu również masz świadomość, że w tym roku coś może wypaść i lepiej się na to przygotować a nie być później zaskoczonym i złym, że słupek wystrzelił w górę. Chodzi o dodatkowe informacje, które masz budżetując i które możesz w odpowiedni dla siebie sposób wykorzystać, a których jesteś całkowicie pozbawiony nie spisując wydatków.
      Została jeszcze sprawa weryfikacji – dużych wydatków nie zapominam nigdy, kilka-kilkadziesiąt złotych pewnie kiedyś umknęło, ale tragedia się przez to nie stała. Na początku każdego miesiąca robię podsumowanie (na podstawie stanów kont itp) wszystkich naszych funduszy i porównuję ze stanem sprzed miesiąca – jeśli nowa kwota jest większa o (przychody – wydatki + ewentualne zyski z inwestycji), to przyjmuję że jest ok. Czasami rzeczywiście brakowało większej kwoty, ale dzięki temu porównaniu wykryłem to i szybko znalazłem jedną ‚dziuplę z kasą’ którą przeoczyłem 🙂
      pozdrawiam!

      • Janusz 24 maja 2013 at 11:32 am #

        To jaką obecnie korzyść wynosisz z budżetowania skoro „schimel” już znasz? Znasz nawet roczny poziom wydatków nadzwyczajnych, możesz je podzielić przez 12 i tworzyć fundusz awaryjny. Czy obecnie budżet nosi w sobie jaką wartość dodaną? Co innego analiza przychodów bo te się zmieniają (mam nadzieję, że rosną 🙂 ) ale wydatki?

        • wolny
          wolny 24 maja 2013 at 12:10 pm #

          1. Ostatnio weszliśmy w 2 programy bankowe, gdzie za wzięcie karty kredytowej / otwarcie konta dostaniemy odpowiednio kindle’a i 900 zł. Żeby było to bezkosztowe dla nas, musimy śledzić wydatki i stąd ostatnio w wydatkach pojawiły się kolorki pilnujące, żebyśmy odpowiednio korzystali z konkretnych produktów bankowych.
          2. Potwierdzenie podejmowanych decyzji – pilnuję, żeby nie mieć większych pików, nawet jeśli pozwalamy sobie na coś nadzwyczajnego – dobrze widzieć, że np. zakup używanego aparatu fotograficznego nie nadszarpnął budżetu tak mocno jak kupno nowego.
          3. Mimo dynamicznie zmieniającej się sytuacji nadal mam kontrolę nad wydatkami. Przykład: w zeszłym roku większa kwota poszła na wakacje, w tym roku wakacji nie ma, a sporo pieniędzy idzie na (nienarodzone jeszcze) dziecko – a raczej na badania i wizyty u specjalistów. Nie miałbym jak tego przewidzieć, a bardzo chciałbym wiedzieć, ile będzie mnie kosztowało utrzymanie potomka, jak zmienią się wtedy nasze wydatki
          4. Mam sporo różnych inwestycji (może aż za duża dywersyfikacja) i nie jestem w stanie na bieżąco wszystkich kontrolować. Ale znając wzrost całości naszych środków z miesiąca na miesiąc i wiedząc, ile wtedy wydałem, mam orientacyjną informację o zyskach (stratach?) z inwestycji. Tu posypuję głowę popiołem i zapewniam, że ostatnio nie wchodzę już w nowe i staram się nieco zmniejszyć ilość już obecnych – to tak zupełnie na boku.
          5. Niezwykle ważny jest dla mnie stosunek wydatki/przychody, a więc w praktyce ile procentowo wypłaty zostaje nam na koniec miesiąca. O tym, czemu to jest takie istotne będzie wpis 🙂
          6. Robiąc comiesięczne podsumowanie rozdzielam wydatki na „wszystkie” i „niezbędne” – ta druga kategoria pokazuje mi, ile potrzebuję dochodu pasywnego miesięcznie, żebym mógł powiedzieć, że jesteśmy niezależni finansowo. Po osiągnięciu wolności będę miał jeszcze niższe potrzeby niż teraz i chcę wiedzieć, ile potrzebuję do ich zaspokojenia. Albo jeszcze inaczej: po ewentualnej utracie pracy chcę wiedzieć, do jakiego poziomu mogę bezpiecznie obciąć aktualne wydatki. Dzięki budżetowaniu również wiem, jak zmienia się ta wartość – przez inflację stylu życia, zmiany w rodzinie (dziecko) czy przez zwykłą inflację.

          Ale przyznaję, że w moim przypadku i na etapie na którym jestem ważniejsze są comiesięczne zestawienia finansowe niż wpisywanie każdego grosika. Tylko zauważ, że Twoje pytanie „po co” jest nacechowanie negatywnie – tzn. zakładasz, że budżetowanie jest czymś nudnym, czasochłonnym i najfajniej by było, gdyby tego uniknąć. Dla nas to jest z kolei coś zupełnie naturalnego – weszło nam to w krew i szczerze powiem, że nieco niepewnie bym się czuł nie wiedząc, ile wydaliśmy w danym miesiącu. Patrzę już na to jak na coś oczywistego, naturalnego – a ponieważ mam umysł ścisły, liczby to jest to, co lubię 🙂

          • Janusz 24 maja 2013 at 12:23 pm #

            Czekam niecierpliwie na wpis – z pkt. 5. „Po co” było celowym pytaniem. Mam za sobą kilka lat budżetowania, które zarzuciłem ale po Twoim wpisie do niego wracam. Błędy których należy unikać (z własnego podwórka) i zalecenia to: utrzymać prostotę, unikać drobiazgowości, skoncentrować się na analizie a nie ewidencji, bazować na miesięcznych i rocznych zestawieniach. Ta analiza z badaniem wsk. przychodów/wydatków jest b. ciekawym pomysłem. Dzięki za wpis i wyjaśnienia.

            PS. W Twoich przykładach są zawarte dane, które wyglądają dosyć realnie. Nie wiem czy zrobiłeś to celowo czy zapomniałeś usunąc.

            • wolny
              wolny 24 maja 2013 at 12:40 pm #

              Wow… niesamowite 🙂 Bardzo się cieszę, że dzięki temu wpisowi wracasz do budżetowania, chociaż z drugiej strony czuję lekką presję 🙂 Trzymaj się tego, co sam napisałeś („utrzymać prostotę, unikać drobiazgowości, skoncentrować się na analizie a nie ewidencji, bazować na miesięcznych i rocznych zestawieniach”) a nie będzie to uciążliwe, a być może nawet odnajdziesz radość w patrzeniu na zmieniające się (oby rosnące!) liczby!

              Przykład miał wyglądać realnie i bardzo dobrze, że tak wyszło. I sprawdziłem dobre 5 razy przed publikacją wpisu, że wrzuciłem tylko spreparowany przykład a nie własne zestawienie 🙂

          • Janusz 24 maja 2013 at 12:38 pm #

            I jeszcze jedno pytanie: jak ujmujesz przychody z odsetek np z rocznej lokaty. W miesiącu kapitalizacji czy też jakoś dzielisz je na m-ce?

            • wolny
              wolny 24 maja 2013 at 12:45 pm #

              Ujmuję je w miesiącu kapitalizacji – sam się zastanawiałem jak to rozwiązać, kiedy dostrzegłem ten problem (długo długo nic, a nagle spore odsetki), ale postanowiłem zostawić tak jak jest. Pilnowanie tego wymagałoby uśredniania oprocentowania i dodatkowych formuł – chociaż prawdziwy powód zostawienia tego „w spokoju” jest nieco inny – mimo, że przychodów z odsetek nie widać co miesiąc, to mimo to staram się trzymać dobre wskaźniki mimo tego braku. Mobilizuje mnie to nieco (np. do niższych wydatków), a jak przyjdzie miesiąc z doliczaniem odsetek to jest jeszcze przyjemniej 🙂
              Poza tym lokat ilościowo mam sporo i ich kapitalizacja nie jest raz do roku, a co 2-3 miesiące – więc jakiś ruch tam widać.

            • wolny
              wolny 24 maja 2013 at 12:57 pm #

              Teraz – jak mnie zmobilizowałeś – to stwierdziłem, że liczenie odsetek byłoby bardzo proste. Wystarczy przy zakładaniu każdej z lokat policzyć jej odsetki netto, podzielić na liczbę miesięcy, na które lokata jet zakładana i dopisywać do odpowiednich rubryczek.
              Możliwe, że sam tak zacznę robić – jakby nie patrzeć to jest bardziej „poprawny” sposób uwzględniania odsetek niż to, jak to aktualnie robię.

          • Miko 19 czerwca 2013 at 2:05 pm #

            Najbardziej zafrapował mnie Twój punkt 6. Bardzo mądre i dalekosiężne postępowanie. Myślałem, że pozjadałem już wszelkie rozumy w kwestii budżetowania, a tu proszę. Człowiek uczy się jednak przez całe życie 😉 Pierwsze co to usiadłem nad swoimi wydatkami i oszczędnościami, policzyłem także po Twojemu i wyszło mi, że po obcięciu tzw. wydatków zbędnych do niezależności finansowej tak naprawdę brakuje mi mniej niż sądziłem. Tylko pytanie czy da się tak żyć na totalnym minimum przez kolejnych kilkadziesiąt lat 😉

            • wolny
              wolny 19 czerwca 2013 at 6:39 pm #

              Cieszę się, że coś wyniosłeś z wpisu – sam też sporo się od Was uczę! To minimum jest dla mnie raczej taką granicą bezpieczeństwa, do której bez szemrania zmniejszyłbym wydatki po utracie pracy na dłuższy czas. Nie rezygnowałbym jednak całkowicie z zarabiania pieniędzy po osiągnięciu dochodu pasywnego równego tym minimalnym wydatkom. Ale myślę, że można to nazwać pierwszym stopniem niezależności finansowej, który zapewnia większy spokój ducha i poczucie opcjonalności naprawdę wielu zadań. Kto wie – być może rzucenie etatu na tym poziomie i realizowanie swoich pasji, co przyniosłoby jakieś (nawet znacznie mniejsze niż na etacie) przychody to też ciekawe rozwiązanie… do przemyślenia 🙂

  3. Nika 24 maja 2013 at 8:48 am #

    Ja tez zaczelam lata swietlne temu od kajeciku i zapisywania kazdego wydatku. Z czasem rachunki skomplikowaly sie i odkrylam francuski program Tout Comptes Faits (to taka nazwa z przymruzeniem oka, ktora nawiazuje do francuskiego potocznego zwrotu tout comptes faits = koniec koncow, suma sumarum podsumowujac). Uzywam od lat wersji dla osob prywatnych (ktora tez sie rozwija) i aktualnie tylko lokalnie na laptopie. Jakos nie mam ochoty synchronizowac i dodawac aplikacji na iphona. Tez wole dane miec u siebie a nie na serwerze. Natomiast w ciagu dnia zapisuje wydatki biezace w malutkim zeszyciku i co kilka dni wprowadzam do programu. Excela nidgy w tym celu nie uzywalam, bo znam go tylko na biezace potrzeby à moj program TCF jest tak latwy w obsludze i daje tyle mozliwosci analizy, ze mi to w zupenosci wystarcza.

    Tu jest prezentacja jak wyglada ekran TCF, bo trudno mi go tak w dwoch slowach opisac
    :http://www.innomatix.com/logiciels-de-gestion-de-comptes/tous-comptes-faits-personnel/

    Pozdrawiam Nika

    • wolny
      wolny 24 maja 2013 at 11:28 am #

      Ze screenów wynika, że wersja na maca jest dużo przyjemniejsza niż na windows 🙂 Widzę, że nie tylko ja nie lubię wysyłać w świat swoich danych. pozdrawiam i dzięki za kolejny komentarz od osoby prowadzącej budżet!

      • kompowiec2 4 grudnia 2015 at 3:45 pm #

        Jeśli o to chodzi, jest jeden program do budżetowania co do którego można mieć pewność że nie wysyła danych w świat (jak MS czy inne komercyjne) to GnuCash. Bardzo profesjonalny program do księgowania, większość komunikatów po angielsku (dla niektórych może to być wada, zwłaszcza jeśli nie zna się żargonu ekonomicznego). No i w przeciwieństwie do wpisu gdzie reklamuje się Calca/Excela jako „przenaszalny” to tylko kwestia formatu. Istniejący otwarty format finansów (chyba QIF) też daje radę (tak jak np. .epub)

  4. Mariusz 24 maja 2013 at 3:38 pm #

    Dzięki za motywacyjny wpis. Od kilku lat zabierałem się za szczegółowe budżetowanie, ale cóż… Pilnowałem tylko aby wydatki nie były większe niż wpływy oraz aby co miesiąc pewną kwotę inwestować. Nie robiłem jednak szczegółowych wyliczeń, a powinienem. Pobrałem arkusz kalkulacyjny i zaczynam od czerwca. Pozdrawiam i jeszcze raz doceniam super wpisy.
    PS. Czytałeś książki Roberta Kiyosaki? Bardzo podobne spojrzenie na finanse.

    • wolny
      wolny 24 maja 2013 at 4:19 pm #

      Czytałem ze 2 książki Kiyosakiego – m.in. „Bogaty Ojciec, biedny ojciec”. Swego czasu przemawiały do mnie i motywowały – chociaż teraz bym ich tak pozytywnie nie odebrał – zbyt dużo było tam ‚wodolejstwa’ i wielokrotnie powtarzanych przykładów nie pasujących do naszych realiów. Na początek bym polecił – jako pozytywne przesłanie mówiące, że MOŻNA – wystarczy chcieć i mieć cel.
      I kolejny raz jestem pod wrażeniem – super, że skorzystasz z mojego arkusza i zaczynasz budżetować! pozdrawiam!

  5. Piotr 25 maja 2013 at 12:18 am #

    O zbieranie danych przez różne firmy bym się tak nie martwił.
    Charles Duhigg w książce pt. „Siła nawyku” opisał, co prawda na amerykańskim przykładzie, jak działają w dzisiejszych czasach firmy. Niestety obojętnie czy jest to duża korporacja czy tylko jakaś mała strona z której ściągniemy jakiegoś ebooka za darmo zbiera o nas informacje tylko po to aby bardziej precyzyjnie nam zaoferowac jakiś produkt w przyszłości. Właśnie Duhigg ukazuje jak to amerykańska sieciówka wprowadzając Karty lojalnościowe, czyli znaną już u nas rzecz potrafi przewidzieć, że dana np. Konsumentka jest w ciąży i zaoferować jej odpowiednie produkty. Oczywiście nic nachalnie stopniowo mieszając z innymi produktami.
    Nie zastanawiało Was to nigdy, dlaczego gdy zrezygnujemy z zakupu jakiegoś produktu, który pojawiał się kiedyś w naszym koszyku, nagle dostaniemy kupon rabatowy na niego?
    Niestety może się wydawać, że inni wiedzą o nas więcej niż my sami, ale albo się z tym pogodzimy, pojdziemy z technologią do przodu, zaakceptujemy coraz bardziej precyzyjne oferty sprzedaży. Albo możemy iść do lasu, mieszkać w szałasie, nie używać telefonu, internetu, kart bankomatowych, zrezygnowac z kont bankowych, przestać cokolwiek kupować i radzić sobie z życiem jak człowiek jaskiniowy.

    • wolny
      wolny 25 maja 2013 at 7:06 am #

      Nie mogę się zgodzić – stawiasz sprawę zbyt jednostronnie – czyli albo godzimy się na wszystko, albo zostaje jaskinia… uważam, że między tymi ekstremami jest cała masa alternatyw i wcale nie musimy się godzić na to, co opisujesz. Podajesz przykład amerykański – a tak się składa, że przez chwilę pracowałem w amerykańskiej korporacji, której jedną z głównych działalności był handel danymi osobowymi. I wiem, że wykorzystywali oni różne obejścia (m.in. fizyczna lokalizacja baz danych), żeby być objętym przez dość pobłażliwe prawo (dotyczące danych osobowych) jednego ze stanów. W innych było już znacznie trudniej – nie mówiąc już o Polsce. Priorytetem było to, żeby dane nie znalazły się u nas – bo wtedy ‚objęłaby je’ ustawa o ochronie danych osobowych, która jest u nas na tyle restrykcyjna i chroniąca dobra osobiste, że przykłady wysyłania produktów dla kobiet w ciąży na adres ciężarnej są u nas raczej abstrakcyjne (o ile nie zapiszesz się dobrowolnie na różnie newslettery). W stanach nawet nie musisz niczego podpisać żeby się ‚załapać’ do obrotu Twoimi danymi, u nas musisz wyrazić zgodę na ich przetwarzanie w celach marketingowych – czego nie robię, jeśli tylko mam taką możliwość. Przyznaję, że trochę inaczej jest w Internecie – tutaj rzeczywiście proponowane reklamy często zależą od odwiedzanych przeze mnie stron. Ale zauważ, że to informacja anonimowa – nie ma tam Twoich danych osobowych (jedynie adres IP, pozwalający na przybliżone określenie lokalizacji).
      Osobiście wcale nie czuję się obiektem reklamy targetowanej – być może dlatego, że zakupy częściej robimy na rynku niż w galerii 🙂 A jeśli robi to ze mnie człowieka jaskiniowego, to w takiej jaskini mi dobrze i nigdzie się z niej nie ruszam 🙂

      • Piotr 25 maja 2013 at 1:20 pm #

        Nie chciałem tutaj przedstawiać odrazu, że możemy się cofnąć do jaskini, ale powinniśmy zdać sobie sprawę jak dużo jest o nas informacji zbierana. W naszym kraju może i jest bardziej restrykcyjne prawo, ale tak wiele firm zbiera o nas dane, że jest tylko kwestią czasu kiedy trafimy na nieuczciwą i postanowi ona sobie trochę pohandlować. Używając samych kart z banku stacje benzynowe wiedzą co, ile i kiedy tankujesz. Płacąc za wakacje gdzie i jak często jeździsz. Używając np kart Tesco, aby zaoszczędzić trochę (co wygląda zupełnie tak samo jak w książce) wiedzą oni co i jak często kupujemy. A potem dostajemy jakiś kuponik rabatowy na produkt którego dłuższy czas niekupowaliśmy. Niby przypadkiem, niby wielka promocja i przedstawione tak aby nie wzbudzić jakichkolwiek podejrzeń. Polecam książkę i ten jej rozdział właśnie o tym jak wielkie sieci wypracowują nawyki u klientów.
        Już nie będe wpominał o tym jak wujek google zbierał dane z sieci wifi przy okazji robienia zdjęć do StreetView. Wujek apple zbiera dane o położeniu twojego telefonu, a Facebook automatycznie oznaczy Ciebie na zdjęciu. Wszystko to jest jawne, a ile informacji jest jeszcze nieodkryta? Podejrzewam, że jesteśmy takimi celnikami, odkrywamy co możemy, a i tak większość dzieje się za naszymi plecami.
        Nie wiadomo jakie dane zbierają wszystkie kamery monitoringu. Czy potrafią one już stwierdzić kim jesteś, jak często tutaj bywasz i kiedy prawdopodobnie powróciesz. Nie wiem, nie mam na to najmniejszego wpływy i dla mojego szczęścia lepiej nawet tego nie próbować wiedzieć. Nie jesteśmy w stanie zmienić tego, więc lepiej odpuścić.
        Świat już dawno wygląda jak w „Wrogu publicznym” z Willem Smithem i możemy się niestety z tym pogodzić, albo walczyć z wiatrakami.

        • wolny
          wolny 25 maja 2013 at 5:06 pm #

          Jeśli o taką inwigilację Ci chodzi, to niestety prawda – niekiedy można się poczuć jak w big brotherze… są już wręcz technologie, pozwalające zidentyfikować, przeanalizować preferencje klienta i zaproponować mu indywidualną ofertę w czasie tych kilkunastu sekund, jakie zabiera płatność kartą w sklepie. Chociaż nie sądzę, żeby – biorąc pod uwagę ochronę danych osobowych – takie nowinki szybko trafiły do nas. A nawet jeśli, to mam nadzieję, że mój ulubiony sprzedawca ziemniaków na rynku jeszcze dłuuugo nie będzie korzystał z takich możliwości 🙂

  6. Krzysiek 21 sierpnia 2013 at 9:40 pm #

    Zgadzam się w pełni, że Budżet Domowy trzeba planować, a brak takiego planowania kończy się w 90% tragedią. najśmieszniejsze jest jednak to, że ogół ludzi jest przekonanych, że wygrana dużej sumy pieniędzy rozwiąże wszelkie problemy. Praktyka jednak pokazuje coś zupełnie odwrotnego, a wszystko w myśl zasady: jeżeli nie potrafisz zarządzać małymi kwotami, to z pewnością nie poradzisz sobie z dużymi kwotami. Dlatego polecam planować budżet, a sam się zaskoczysz, że pieniądze same do Ciebie przychodzą 😀

  7. Wojtek 26 września 2013 at 4:29 pm #

    A ja polecę program (mojego autorstwa) który jak żaden inny nadaje się do prowadzenia domowego budżetu.
    http://www.opiumsoft.pl/finanse-domowe
    Blisko 10tyś pobrań mówi samo za siebie.
    Zapraszam do zapoznania się z opisem programu i ze screenami.

  8. Piotr 16 października 2013 at 11:26 am #

    Napisałeś w arkuszu na karcie Budżet, że jest to stan finansów na pierwszy dzień miesiąca. Jak to rozumieć? Jeżeli pensja wpłynie drugiego to wykazać ją juz w następnym miesiącu? Stan wydatków będzie znany dopiero w ostatnim dniu miesiąca.

  9. Marian 26 października 2013 at 7:23 pm #

    A ja ostatnio zacząłem korzystać z placrachunki.pl, bo można nie tylko płacić rachunki, ale też fajnie nimi zarządzać i robić analizy wydatków. I bardzo sobie zachwalam

  10. Grzegorz 3 listopada 2013 at 7:01 pm #

    fajne to u nich jest przede wszystkim to, że te fakturki i rachunki mozna wrzucac z dysku imailem i miec z glowy cala papierologie

  11. Tomasz 12 listopada 2013 at 5:17 pm #

    Często miałem tak, że mimo kilku dodatkowych źródeł dochodu na koniec miesiąca miałem ciężki orzech do zgryzienia jak się utrzymać do końca miesiąca. I znalazłem Twój blog. Od kilku miesięcy prowadzę tabelki w Excelu, które sam zrobiłem, a dzisiaj chyba zacznę to robić na Twoim wzorze, bo wydaje mi się, że sprawdzi się jeszcze lepiej.
    Dzięki 🙂

    • wolny
      wolny 12 listopada 2013 at 6:24 pm #

      Uwielbiam takie komentarze – są dla mnie jak paliwo, które mnie napędza do dalszej jazdy 🙂
      Jeśli mógłbyś, daj znać jakie skutki przynosi budżetowanie w ostatnich miesiącach – widzisz już różnicę? Jest łatwiej? Coś na koniec zostaje? 🙂

  12. ile trwa przelew internetowy 29 listopada 2013 at 12:27 pm #

    Wow, przeczytałam cały artykuł i komentarze i uzmysłowiłam sobie, jak dużo pieniędzy wydaje na rzeczy zupełnie niepotrzebne. Dopisuje zatem kolejne postanowienie Noworoczne- prowadzić dokładne budżetowanie finansów domowych.

  13. Makaa 29 listopada 2013 at 1:06 pm #

    dokładnie mase kasy wydaje sie na rzeczy w ogole nam niepotrzebne fajnie pisze o tym Kasia w Czasie na finanse, w sumie polecam bo widze, ze tu podobny temat mozna sie wesprzec jej doswiadczeniami

  14. pomagam.zzl.org 11 marca 2014 at 8:25 pm #

    ‚Oprócz samego optymalizowania wydatków i namierzania słabych punktów wydatków, najważniejsze jest planowanie.’ W tym zdaniu jest powtórzenie, ale nawet po zmianie ‚namierzania słabych punktów wydatków’ na ‚namierzania ich słabych punktów’ brzmi jakoś nie fajnie. (Czepiam się jak polonista, a przecież jestem ‚ścisły’ :/ ) Najsłabszym punktem wydatków jest to, że są.
    Postanowienie – od kwietnia zaczynam wypełniać podany przez Ciebie arkusz kalkulacyjny. Nie excel, bo excela nienawidzę 😛 Chociaż nie sądzę, żeby takiemu skąpcowi coś pomógł. Znając siebie najchętniej wpisywałbym każdą pozycję z paragonu jako osobny wydatek :/
    Jeśli chodzi o programy, to może jest jakiś projekt o otwartym kodzie, którym można by się zainteresować, i jeśli czegoś w nim brakuje, to dopisać?

    • wolny
      wolny 11 marca 2014 at 9:45 pm #

      „Najsłabszym punktem wydatków jest to, że są.” – dobre 🙂 Chociaż jeśli wydatków by nie było, to po co przychody? Przecież nie chodzi o to żeby gromadzić dla gromadzenia, prawda?
      Postanowienie godne pochwały – ciekawy jestem, jakie wyciągniesz wnioski. Zdajesz sobie przecież sprawę, że jesteś dość wyjątkowym „okazem” (sam nazywasz się skąpcem), ale mimo wszystko uważam, że budżetowanie jest przydatne nawet, jeśli nie ma już czego optymalizować. Życzę wytrwałości!

  15. Monika Turemka 1 kwietnia 2014 at 3:39 pm #

    Pisanie, zapisywanie, obliczanie i wgląd w to, gdzie „idzie” kasa jest najlepszym krokiem by oszczędzać. Wgląd w przychody i wydatki na prawdę ułatwia życie. Nie zgodzę się z kwestią, że najsłabszym punktem wydatków jest ich istnienie. Wtedy również istnienie przychodów nie miało by sensu. Pieniądz jak energia, musi krążyć. Z tym , że to od nas zależy sposób zarządzania tym przepływem. Obecnie korzystam z aplikacji na smatphonie do robienia bilansu domowego budżetu. Te sprawiające pojawienie się uśmiechu na twarzy, graficzne aplikacje na prawdę pomagają zaoszczędzić kilka stów w miesiącu!

  16. Matha 18 marca 2015 at 12:59 pm #

    Pragnę podzielić się swoim doświadczeniem. W moim budżecie domowym prawdziwą rewolucję wprowadziły lokaty krótkoterminowe z Santandera. Dzięki nim mamy zawsze potrzebną na daną okazję gotówkę (Święta, wakacje, etc.) Jest to doskonałe wypełnienie budżetu domowego i polecam to każdemu.

  17. Kaja 25 lipca 2015 at 12:56 pm #

    Z ciekawością czytam od początku Twojego bloga. Z pewnymi rzeczami się zgadzam, z innymi nie, kilka mnie rozśmieszyło (jak kierowca autobusu 🙂 całe wrażenie jest bardzo pozytywne 🙂 Dzięki Tobie od sierpnia wracam do budżetowania, które porzuciłam jakiś czas temu, jednak nieodparte wrażenie, że mimo racjonalnego podejścia do wydatków gdzieś przeciekają nam co miesiąc (niemałe) sumy pieniędzy, zdecydowanie ku temu skłania 🙂 Zaczynam się też poważnie zastanawiać, ile z naszych wydatków jest na zasadzie „należy mi się”, a wpis o tym ile naprawdę kosztuje godzina pracy skłonił mnie do mocnego zastanowienia się nad kolejnym „atrakcyjnym” zleceniem. Z przyjemnością zabieram się do dalszego czytania.
    PS.Po raz pierwszy zostawiam komentarz na jakimś blogu – dopiero po twoich odpowiedziach widzę, jakie ważne jest to, by dostać odpowiedź od czytelników na swoje słowa 🙂

    • wolny
      wolny 25 lipca 2015 at 8:34 pm #

      Super komentarz – to naprawdę duże wyróżnienie, że ktoś chce spędzić wiele godzin na czytaniu tego, co mam do powiedzenia, a następnie trawi to po swojemu i zmienia siebie i otoczenie na lepsze! O to właśnie chodzi w moim blogowaniu – dziękuję za kolejne potwierdzenie, że to działa ! 😉 Serdecznie pozdrawiam i zachęcam do komentowania w przyszłości.

  18. Antosia 20 czerwca 2016 at 1:47 pm #

    Bardzo ważne uwagi, na pewno przydadzą się każdemu z nas. Ja sama na początku tego szukałam. Teraz jest już o wiele lepiej. Warto zadbać o swoje finanse, nawet jak na początku jest to ciężkie

  19. Adam Kosior 28 grudnia 2016 at 10:08 pm #

    Nigdy wcześniej czegoś takiego nie prowadziłem, zawsze sobie wmawiałem że mój budżet jest cacy, ale to niestety jeden wielki bajzel. Podoba mi się Twój pomysł dziękuję. Już jakiś czas temu zaczęłam wdrażać i na bieżąco go monitoruję, pomału do celu!

  20. Monika 3 stycznia 2017 at 9:18 pm #

    Ja dopóki nie zaczęłam budżetu prowadzić to uważałam, że to nie ma żadnego sensu. Teraz wiem, jak bardzo się myliłam,

  21. Wiola 31 maja 2017 at 2:38 pm #

    Ja wszystkie swoje wydatki wprowadzam do specjalnej aplikacji na telefonie. Wcześniej używałam exela, ale jest bardzo czasochłonny a w aplikacji wszystko mi ładnie synchronizują z kategoria produktów itp 🙂

Trackbacks/Pingbacks

  1. Mój sposób na budżet domowy w arkuszu kalkulacyjnym: tabele przestawne | Kasa na obcasach - 23 czerwca 2014

    […] Gosia opisując swoje doświadczenia z budżetem. Obowiązkową lekturą jest również wpis o budżetowaniu autorstwa Wolnego. Najbardziej podobał mi się jednak tekst Marcina Iwucia, a szczególnie jedno zdanie mówiące […]

Dodaj komentarz