Inflacja stylu życia

Czemu student mieszkający w jednym pokoju ze współlokatorami nie narzeka na swój los? Czemu potrafi cieszyć się życiem, mimo że po opłatach zostaje mu kilkaset złotych na życie i na dodatek potrafi z tego coś jeszcze odłożyć? A czemu Ty narzekasz, mimo że masz stałą pracę i zarobki o których student może tylko pomarzyć? Czemu nie potrafisz odnaleźć szczęścia i wolności będąc w wielokrotnie lepszej sytuacji niż student?

Poszedłeś do pracy, a skoro zacząłeś zarabiać, to wiele rzeczy nagle Ci się ‚należy’. Nie będziesz wynajmował mieszkania wspólnie z innymi – przecież zarabiasz, ‚należy Ci’ się oddzielne. Samochód też Ci się ‚należy’ – musisz jakoś dojeżdżać do pracy. To samo z mnóstwem innych rzeczy, w wyniku czego biorąc kolejne kredyty założyłeś sobie pętlę na szyję z którą teraz musisz żyć. A z pętlą nie można już żyć beztrosko jak student, zbyt mocno Cię ona krępuje żeby cieszyć się życiem. Wszystkiemu winna jest inflacja stylu życia.

Ale co to takiego? Ma to miejsce wtedy, kiedy dostajesz 300 zł podwyżki a zaczynasz wydawać miesięcznie 500 złotych więcej (różnica np. z kredytu). Albo kiedy wyjście do restauracji które niedawno było wydarzeniem, nagle staje się codziennością i zaczyna Ci się ‚należeć’. To też wtedy, gdy nagle stwierdzasz, że dojeżdżanie do pracy komunikacją publiczną czy rowerem nagle stało się sposobem ‚dla biednych’. W ogólności inflacja stylu życia jest regularnym braniem większej łyżki do smakowania świata, bo tą małą już nie umiemy się najeść.

Czy jest to coś złego? Raczej nie – co prawda nikomu to jeszcze nie dało szczęścia i wolności, ale zjawisko samo w sobie nie jest niczym złym. Ba – jest czymś naturalnym i każdy z nas mu ulega w mniejszym lub większym stopniu.

Niestety, w dzisiejszych czasach zbyt łatwo możemy podnieść poziom życia nie mając na to pokrycia. Łatwo dostępny kredyt w połączeniu z wszechobecnym konsumpcjonizmem i reklamami krzyczącymi ‚musisz mnie mieć! Natychmiast!’ sprawiają, że wyłączamy myślenie, podpisujemy parę dokumentów bez czytania i z uśmiechem od ucha do ucha wychodzimy z marketu z nowym telewizorem. Czy znacie kogoś, kto po kupnie nowego samochodu zdecydował się jeszcze na samochód używany (zdarza się, ale to wyjątki)? Albo kogoś, kto po przyzwyczajeniu się do markowych ciuchów nagle z nich zrezygnował? Chyba tylko kiedy kredytowa pętla zacisnęła się tak mocno, że groziło to uduszeniem.

To przez inflację stylu życia jest tylu bogaczy, którzy nie są niezależni finansowo. I tylu biednych, z kredytami po uszy, którzy na zewnątrz wyglądają jak spełnienie amerykańskiego snu. To właśnie dlatego tak często twierdzimy, że nie możemy już na niczym oszczędzić – zbyt kurczowo trzymamy się przyzwyczajeń do dobrego – nawet nie dostrzegając już że to dobro luksusowe. ‚To przecież mi się należy, od lat nie musiałem sobie tego odmawiać – jak teraz mam z tego całkiem zrezygnować!’.

Tylko jak to wszystko wypośrodkować – przecież nie sposób wiecznie żyć w jednym pokoju ze współlokatorami, czekając na niezależność finansową, która wydaje się tak odległa, że aż nieprawdopodobna. Mam 2 propozycje:

– przyjmij zasadę, w której określony procent jakiejkolwiek podwyżki, premii czy nagrody będzie odłożony i zainwestowany. Możesz zacząć od zasady 50/50 – każde 50% jakiegokolwiek dodatku finansowego oszczędź, a reszta może być przeznaczona na zwiększanie inflacji stylu życia. Jeśli będziesz czuł się komfortowo z oszczędzaniem 50% nadwyżek, przestaw się na 60, 70 czy więcej procent – im więcej, tym szybciej osiągniesz niezależność finansową i tym mniej będziesz potrzebował po jej osiągnięciu – bo Twoja inflacja poziomu życia wzrastała wolno. A jeśli osiągniesz stan w którym będziesz czuł się szczęśliwy z tym co masz, zobaczysz że odkładanie nawet 100% nadwyżek finansowych nie jest tak abstrakcyjnym pomysłem jak się na pierwszy rzut oka wydaje

– skoro musisz kupować coś na kredyt, nie stać Cię na to – a więc dopóki sam nie możesz tego sfinansować, powstrzymaj się od zakupu (nie dotyczy mieszkań o rozsądnych metrażach)! Czy to nie najprostsza rada jaką od dawna dostałeś? Przyjmij to jako swoją zasadę a nigdy nie poczujesz na szyi zaciskającej się coraz mocniej pętli. Co jeśli MUSISZ to mieć? Najczęściej jest tak, że nie musisz, a chcesz – to po pierwsze. Wtedy wstrzymaj się z kupnem i wróć do tematu za dzień, tydzień czy nawet miesiąc w przypadku większych zakupów. Jeśli nadal będziesz tego chciał, zacznij odkładać, sprawdź czy w grę wchodzi kupno używanego przedmiotu albo jakiegoś tańszego odpowiednika.

Stosując się do powyższych zasad zyskasz nie tylko większe saldo konta bankowego, ale też satysfakcję z prostszego życia w którym obca Ci będzie żądza posiadania coraz to nowych przedmiotów. A otrzymując list z banku nie zaczniesz się pocić z obawy, że to kolejne ponaglenie do spłaty rat.

[Edytowany 18.03.2013] Skoro już wiesz czym jest inflacja stylu życia, zapoznaj się też ze zjawiskiem odwrotnym: deflacja stylu życia. Szczególnie przydatne dla tych, których trochę poniosło i mimo wysokich zarobków z ledwością „dobijają do pierwszego”.

9 komentarzy do “Inflacja stylu życia”

  1. Wojciech Głąbiński 25 lutego 2013 at 10:10 am #

    „Inflacja stylu życia” to bardzo trafna konkluzja. Przekredytowanych mamy coraz więcej, ale z kolei trend minimalizmu, jako kontra do konsumpcjonizmu, powoli zyskuje na popularności. Zauważyłem nawet, że coraz więcej osób jest na tyle świadomych zagrożeń związanych z kredytami, że celowo go nie zaciągają, mimo że ofert mają sporo. Pisałem o tym szerzej w artykule:
    http://ekonomiaprzetrwania.pl/jesli-nie-wziales-jeszcze-kredytu-gratulacje-o-bezkredytowcach-slow-kilka/
    Pozdrawiam i trzymam kciuki za rozwój bloga. Zapowiada się bardzo ciekawie.

    • wolny
      wolny 25 lutego 2013 at 10:44 am #

      Niestety to wciąż kropla w morzu – sam wciąż przecieram oczy ze zdumienia patrząc na tych wszystkich naprawdę dobrze zarabiających ludzi naokoło, dla których raty kredytów konsumpcyjnych są czymś tak naturalnym jak oddychanie, a na słowa ‚oszczędzanie’ czy pytania ‚po co Ci ten nowy samochód’ robią minę jakbym mówił w zupełnie innym języku.

      Odwrót od konsumpcji to na razie zjawisko marginalne, ale wierzę że będzie lepiej i coraz więcej ludzi połknie czerwoną pigułkę wyrywając się z Matrixa.

      Dzięki za pierwszy komentarz i ciepłe słowa 🙂

  2. Konrad 26 lutego 2013 at 12:17 am #

    Witam, ciekawy wpis. Sam miałem zamiar o tym napisać. Z terminem lifestyle inflation spotkałem się w książce Adama Bakera. Dodałem link na blogu. Zapowiada się interesująco. Pozdrawiam Konrad

  3. Autorka 6 marca 2013 at 12:51 pm #

    Nie zgodę się, że student nie narzeka na swój los. Nie ma w zasięgu innych możliwości… albo nie umie ich dostrzec.
    Pamiętam czasy studiów – zupełnie mi się nie przelewało i nie stać było mnie na wiele rzeczy już wówczas uznawanych za potrzebne. Dobry dentysta, jedzenie nieśmieciowe, jakaś choroba i cały miesięczny budżet się rozwalał bo leki były drogie.
    Ludziom strasznie zaciera się granica miedzy zaspokojeniem potrzeb na rozsądnym poziomą a inflacją stylu życia. W tym bardziej leży problem a nie w garstce osób, które ciągle chcą więcej i więcej i nie zatrzymują się na swojej drodze do wygody i coraz wyższych wydatków.

    • wolny
      wolny 6 marca 2013 at 1:02 pm #

      Według mnie to nie garstka osób tylko znaczna część społeczeństwa – ale prawdopodobnie inaczej definiujemy „zaspokojenie potrzeb na rozsądnym poziomie” – jak to ujęłaś. To, co jest nam naprawdę POTRZEBNE – i to nie tylko do przeżycia, ale też do bycia szczęśliwym, większość z nas posiada. Tylko po chwili już nam to nie wystarcza i trochę podświadomie przesuwamy granicę tego, co niezbędne w rejon, który przed chwilą był jeszcze tym, co opcjonalne. Niedługo będę o tym pisał szerzej.

  4. Krzysztof 31 maja 2013 at 10:29 am #

    Bardzo dobry blog, z ciekawością spytam się tylko czy będzie może jakiś newsletter, powiadamiający o nowych artykułach?

    • wolny
      wolny 31 maja 2013 at 10:31 am #

      Dzięki. Jest na razie RSS, ale newsletter rzeczywiście też mógłby się przydać – dzięki za sugestię, w wolnej chwili ogarnę temat i niedługo pewnie się pojawi. pozdrawiam!

  5. Greg 13 stycznia 2014 at 7:16 pm #

    Kolejny świetny artykuł (kolejny mam na myśli przeczytany:) Tak dokładnie było ze mną na początku wystarczało mi 1500 zł później było 1700 później 1900 … aż czasami kończyło się na 5000 na szczęście opanowałem się i wziąłem życie w swoje ręce i zapisuje wydatki redukuje przeliczam i obliczam planuje. Pamiętajcie całe życie zależy tylko i wyłącznie od nas! To Ty jesteś bogiem swojego świata!

Trackbacks/Pingbacks

  1. Ile szczęścia da się kupić? | Blog Finanse bardzo osobiste - 26 lutego 2014

    […] trafiłem też na ciekawy wpis na blogu Wolnym Być, gdzie w jednym z artykułów opisana jest tzw. inflacja stylu życia. Ilustruje ona jedno z praw Parkinsona, które mówi, że nasze wydatki rosną w takim tempie, by […]

Dodaj komentarz