Ile kosztuje dziecko. Od zapłodnienia do porodu :)

Ponieważ moje dziewczyny są jeszcze w szpitalu (niestety z pewnych względów wypis się przeciąga, ale jest już praktycznie po problemach, które niestety się pojawiły, więc najprawdopodobniej w piątek będą w domu), to pomiędzy wizytami u nich miałem trochę czasu na podsumowanie ostatnich miesięcy. A dokładniej – czasu przygotowań do szczęśliwego rozwiązania sprzed kilku dni. W jednym z ostatnich wpisów obiecywałem podsumowanie kosztów związanych z posiadaniem dzieci (i twierdziłem, że udowodnię, że to nie majątek!). Dzisiaj realizuję część tej obietnicy i postaram się pokazać, że dziecko to nie studnia bez dna, akoszty nie przerażają nawet w tym szczególnym okresie przed porodem, kiedy nagle potrzebujemy masy zupełnie obcych do tej pory przedmiotów. Zauważcie, że prezentacja poniższego zestawienia jest możliwa tylko i wyłącznie dzięki dokładnemu budżetowaniu – inaczej pytanie o koszty podsumowalibyśmy zdaniem „nie wiem ile, ale na pewno dużo”. Dlatego skorzystam z okazji i po raz kolejny chciałbym zachęcić do prowadzenia budżetu domowego i jednocześnie podziękować żonie za to, że budżetuje na tyle dokładnie, że byłem w stanie sam odszukać każdy dziecięcy wydatek bez niepokojenia Jej tym tematem w szpitalu!

Podzielę koszty na 2 kategorie i nazwę je ‚mama’ oraz ‚dziecko’. Pierwsza część kosztów była poniesiona na rzeczy/usługi wykorzystane już podczas ciąży (kategoria ‚mama’), a więc nie można ich było odłożyć na później. Natomiast druga część to najrozmaitsze przedmioty kupowane dla dziecka, które zaczęły być wykorzystywane dopiero po porodzie i można by ten koszt ponieść nawet po rozwiązaniu – do czego jednak nie zachęcam, bo nie ma to jak spokój wynikający z dobrego przygotowania do przyjścia na świat maleństwa. Poza tym na wyszukanie używanych przedmiotów w Twojej okolicy też musisz mieć czas! Zaczynamy:

WYDATKI W KATEGORII ‚MAMA’

witaminy dla mamy (plus kwas foliowy przed zajściem w ciążę i przez jej pierwszy okres): 110 zł.

stanik do karmienia. 40 zł za 2 sztuki.

testy ciążowe. Bardzo chcieliśmy w końcu zobaczyć te dwie kreski, więc 39 zł wydane na kilka testów było w miarę dobrze wydanymi pieniędzmi. W miarę, bo ja i tak wiedziałem! 🙂

test_ciazowy

I o to właśnie chodzi!

opieka medyczna. Ile przypadków, tyle podejść, więc dość ciężko oszacować ten koszt. Sami skorzystaliśmy z możliwości, jakie oferował mój pracodawca i jak tylko dowiedzieliśmy się o ciąży, zapisaliśmy żonę do programu grupowej, prywatnej opieki medycznej. Pakiet który wybraliśmy dał nam możliwość korzystania z lekarzy rozmaitych specjalizacji oraz wykonywania bardzo wielu badań. Dobrze przestudiowaliśmy zakres opieki przed jego wyborem, a ponieważ wybraliśmy opcję droższą o kilkanaście złotych miesięcznie od bazowej, zaoszczędziliśmy dobre kilkaset złotych na badaniach (głównie hormonalnych) w czasie całej ciąży. Pakiet kosztuje 48 zł i ponieważ był aktywny przez cały okres ciąży, wyniósł nas łącznie 432 zł. Do tego mniej więcej 400 zł na odpłatne badania, które nie wchodziły w skład pakietu i były w dużej mierze opcjonalne (np. badania prenatalne, na które zdecydowaliśmy się chyba zbyt pochopnie i drugi raz byśmy ich nie wykonali). Około 200 zł na leki związane z dolegliwościami związanymi z ciążą (pozwólcie, że nie będę się na ten temat rozpisywał). Plus pierwsza wizyta ginekologiczna z USG jeszcze przed obowiązywaniem pakietu: 200 zł. Łącznie 1232 zł – ciężko mi ocenić, czy to dużo czy nie. Z jednej strony, można było ograniczyć się do wizyt u ginekologa w państwowej placówce – chociaż bardzo wątpię, czy ostateczny rachunek wyniósłby 0 zł (poza tym jestem pewien, że w takim przypadku nie wykrylibyśmy pewnych nieprawidłowości, które dzięki wczesnemu ujawnieniu i profilaktyce nie były groźne). Z drugiej, sama wizyta ‚ciążowa’ u prywatnego ginekologa, połączona z wykonaniem badania usg to koszt nawet 200 zł, a takich wizyt w czasie ciąży może być nawet kilkanaście.

pidżama do szpitala plus drobne akcesoria typu wkładki laktacyjne, bielizna poporodowa i inne, o których przez wzgląd na wrażliwość męskiej psychiki nie napiszę 🙂 Całość: około 100 zł.

SUMA wydatków typowo ‚ciążowych’: 1521 zł.

wydatki w kategorii ‚DZIECKO’

wózek. Pożyczony, 10 letni, po trójce dzieci, porządnej, niemieckiej firmy (wózek, nie dzieci 🙂 ). Jego stan określiłbym na 7/10, a po wypraniu większości elementów i zszyciu kilku miejsc: 8/10. Gondola + spacerówka, naprawdę terenowa baza (duże, pompowane koła i porządne zawieszenie) i ciężko byłoby mi się do czegoś przyczepić – może do braku torby na akcesoria, ale ten problem rozwiązaliśmy szybko i bez wydawania złotówki, mocując jedną z nieużywanych toreb na ramię, znalezioną w szafie. Przez długi czas nie wiedzieliśmy, że uda się rozwiązać sprawę wózka bezkosztowo i całymi tygodniami przeglądaliśmy ogłoszenia używanych wózków. Z racji konieczności obejrzenia wózka na żywo, ograniczyliśmy się do naszego miasta i okolic, a mimo to ofert było naprawdę sporo. Gdybyśmy kupowali wózek, spokojnie zmieścilibyśmy się w 600 zł. I na tyle też oszacowałbym wartość tego, który pożyczyliśmy. Pamiętaj, że wózek z powodzeniem może posłużyć kolejnym dzieciom, a na koniec część tego kosztu się zwraca, bo można go odsprzedać.

wozek2

fotelik samochodowy. I znowu gratis 🙂 Pożyczony i używany wcześniej przez dwójkę dzieci. Gdyby nie to, na pewno kupilibyśmy używany i wydalibyśmy na niego 100-200 zł. Ważne, żeby mieć pewność co do bezwypadkowości fotelika i jego wieku, co w praktyce ogranicza nam pole poszukiwań do znajomych i rodziny. Mając na to dobre pół roku na pewno coś się znajdzie.

laktator. Kolejny prezent od pozbywającej się zbędnych gadżetów przyjaciółki. Inaczej wydalibyśmy na używany sprzęt około 50 zł, chociaż w tym przypadku zdecydowanie wolelibyśmy się ograniczyć do kręgu znanych nam osób.

wanienka i termometr do sprawdzania temperatury wody: znajomi byli wniebowzięci, że mogli się pozbyć tego zagracającego domy tysięcy Polaków kawałka plastiku. Nie znam nawet ceny sklepowej, ale znalezienie używanej wanienki za 20 zł nie byłoby jakimś wielkim osiągnięciem.

leżaczek-bujaczek 🙂 Bardzo fajna nazwa, bardzo fajny przedmiot, bardzo miła Pani, która sprzedała go po wyrośnięciu swoich pociech 🙂 100 zł.

lezaczek2

– ta sama Pani przy okazji sprzedała nam poduszkę „rogala” – lekko sfatygowana, ale i tak sprawowała się wspaniale, a żona była z niej bardzo zadowolona – i jeszcze na pewno będzie, bo jest to też wspaniałe rozwiązanie przy karmieniu. Koszt nowej: 150 zł, my zapłaciliśmy 30 zł. Zakup zupełnie opcjonalny, aczkolwiek bardzo go polecamy, bo spełnia swoje zadanie lepiej niż byśmy się po nim spodziewali.

rogal3

łóżeczko. Nowe kosztuje 200-300 zł (choć są i takie wielokrotnie droższe), ale – jak możecie się domyślać – nie poszliśmy na łatwiznę i po kilku tygodniach śledzenia ogłoszeń (*) znalazłem ofertę w bliskim sąsiedztwie i po negocjacjach cenowych przywiozłem do domu używane łóżeczko za 100 zł. Kolejnym krokiem było jego przemycie i zabieg, o którym przeczytała moja żona, polegający na przesmarowaniu łóżeczka olejem lnianym, co zaimpregnowało drewno i nadało mu wspaniały, żywy kolor. Koszt oleju to coś około 7 zł, z czego użyliśmy może 1/10, a resztę zużyjemy do przygotowania posiłków 🙂

akcesoria do łóżka (ochraniacz, przybornik, falbanki) . Wszystko co widać na poniższym zdjęciu. Jak na moje ‚męskie oko’ wygląda naprawdę bogato 🙂 A cena? 50 zł za całość – chyba nie muszę dodawać, że wcześniej służyło już gdzie indziej 🙂

lozko2

materacyk do łóżeczka. Postawiliśmy na nowy – sam bym nie chciał spać na materacu używanym wcześniej przez kogoś, kto ma regularne problemy ze wstrzymywaniem potrzeb fizjologicznych 🙂 Za 60 zł znaleźliśmy fajny, polski produkt.

przewijak. Kupiony ‚przy okazji’, kiedy okazało się, że Pani sprzedająca akcesoria do łóżeczka ma na zbyciu mocno sfatygowany przewijak, którego kolor nijak nie pasował do naszej sypialni (chociaż sam nie do końca rozumiem, dlaczego pomarańczowe ściany i mocno niebieski akcent nie współgrają…). Ale ponieważ na przewijak i tak dobrze położyć jakiś przyjemniejszy dla dziecka materiał, to dogadaliśmy się na 15 zł, a po odnalezieniu starego prześcieradła, żona przez kilka godzin wcielała w życie ideę DIY i powstały dwa wspaniałe pokrowce, które na przewijaku prezentują się tak:

przewijak2

podkłady na przewijak. 5 opakowań po 10 sztuk: 48 zł. Głównie do szpitala, ale być może przydadzą się również podczas wyjść.

dwa prześcieradła, dwa rożki. 30 zł

pieluchy tetrowe i flanelowe. Mimo, że nie służą już do tego samego co 20 lat temu, to nadal trzeba je mieć. Cena za komplet (10 szt. tetrowych, 3 szt. flanelowych) to 45 zł.

pieluchy jednorazowe (‚pampersy’). No i klops – pisałem już, że to najgorsze zło, a tu figurują na liście zakupów. Na początek są chyba jednak mocno wskazane – zwłaszcza do szpitala, nie mówiąc już o tym, że jesteśmy całkowitymi nowicjuszami w kwestii pieluchowania w ogóle. Nieco ponad 60 zł za 156 sztuk – wystarczy na około pół miesiąca. Później chcielibyśmy zacząć testować wielorazówki, które jeszcze spływają od producentów i o których lada chwila napiszę (znacznie!) więcej.

chusteczki jednorazowe. Mamy zamiar używać czegoś znacznie lepszego, ale na początek – do szpitala, jak również później na jakieś wyjścia się przydadzą. Jako, że były dołączone do pieluch, to mamy 2 opakowania, które kosztowały nas 0 zł (i to mimo, że jedna pielucha wyszła za 0,39 gr). Wystarczą na około 2 tygodnie.

proszki do prania dla dzieci. No no – kto by przypuszczał, że małych ubranek nie powinno się prać w tym samym proszku co te dla dorosłych 🙂 Proszek do rzeczy białych i kolorowych, w sumie 46 zł.

kosmetyki. Pod tym pojęciem rozumiem wszelkie emulsje do mycia, kremy, olejki, herbatki dla mamy, gazę, witaminy, waciki, emulsje itp. 240 zł za całość – nie będę Was zanudzał dokładną listą tego zestawu.

nożyczki, aspirator do nosa: 47 zł.

butelki, smoczki, woreczki do mrożenia pokarmu. Nie mam pojęcia, skąd się wzięły te wszystkie przedmioty, a do tego czemu są oryginalnie zapakowane i nigdy nie używane, a w arkuszu kalkulacyjnym obok tej pozycji widnieje cena: 0 zł. Myślę, że jeśli założę 100 zł na kupno nowych w sklepie, to się dużo nie pomylę.

SUMA wydatków ‚dziecięcych’: 878 zł (opcja minimum) lub 1848 (opcja bez żadnych podarków)

Rozrzut spory – ale zapewniam Was, że opcja bez absolutnie żadnych prezentów (lub choćby wypożyczeń) jest praktycznie niewykonalna! Niemal w każdej sytuacji znajdzie się ktoś z rodziny czy znajomych, kto z chęcią pozbędzie się używanych rzeczy po swoich pociechach. Nie trzeba więc zakładać maksymalnego pułapu i sami zobaczycie, jak wiele osób nagle ‚wyrośnie jak z pod ziemi’ i zaskoczy Was prezentami. Po raz kolejny zaznaczę, że część poniesionych wydatków (oszacowałbym je na 1/3 całości) może się Wam zwrócić, chyba że zdecydujecie się na kolejne dzieci lub sprawienie wspaniałych prezentów najbliższym!

Jak pewnie zauważyliście, w zestawieniu nie pojawiły się żadne ubrania – ani dla żony, ani dla córki. Wynika to z prostego faktu, że nie kupiliśmy w tym okresie ani jednej sztuki 🙂 (no dobrze – może jakaś para malutkich skarpetek czy rękawiczek się znalazła…). Zwyczaj oddawania rodzinie i znajomym ubranek dla maluchów jest wciąż żywy i aktualny szczególnie w przypadku najmniejszych pociech, które szybciej wyrosną z ubrania niż je w jakikolwiek sposób zużyją (często ich nawet nie założą!). Żona też otrzymała kilka używanych, przystosowanych dla ciężarnych części garderoby, chociaż i tak najlepiej sprawdziły się przerabiane własnoręcznie spodnie (zdjęcie poniżej). Sam namawiałem Ją do kupna czegoś w momentach gorszego nastroju („przestaję się mieścić we wszystkie bluzki!”), ale po chwili namysłu zawsze odpowiadała, że i tak wszystko będzie za chwilę zbyt małe, a kupowanie czegoś, co ubierze kilka razy nie leży w Jej naturze 🙂 .

SAMSUNG

Dlatego nie martw się zbytnio o kwestię ubrań – i to zarówna dla dziecka, jak i dla ciężarnej! Na pewno dostaniesz masę rzeczy, a nawet jeśli nie, jest mnóstwo ogłoszeń, w których mamy sprzedają całe worki dziecięcej odzieży po bardzo atrakcyjnych cenach. Nie mówiąc o tym, że po powrocie z maluchem do domu każda wizyta znajomych i rodziny będzie na początku owocowała jakimś nowym ciuszkiem dla maleństwa 🙂

Nadmieniam, że ze względu na charakter pracy żony (zdecydowanie nie-biurowy i mało komfortowy, zwłaszcza zimą, na którą przypadła spora część ciąży), zdecydowaliśmy się na Jej pobyt na zwolnieniu lekarskim przez większość ciąży. Ponieważ – zgodnie z przepisami – pensja podczas takiego ‚ciążowego’ zwolnienia wynosi 100% średniego wynagrodzenia z ostatnich 12 miesięcy (łącznie z wszelkimi premiami, bonusami czy dodatkami), to można powiedzieć, że wyższe niż zwykle wynagrodzenie żony w bardzo dużym stopniu zamortyzowało nam koszty, o których mowa w tym wpisie. Oczywiście patrząc długofalowo jest też negatywny aspekt – brak podwyżek, dodatków i premii w czasie ciąży, później urlopu macierzyńskiego i zapewne przez dłuższy czas już po powrocie do pracy, a także niezbyt przychylne podejście pracodawcy do pracownika, który nagle idzie na przynajmniej półtora roku urlopu…

Podsumowując: wydatki na poziomie 1.521 zł (mama) + 848 zł (dziecko) = 2.369 zł poniesione ‚od zapłodnienia do porodu’ to 263 zł miesięcznie przez cały okres ciąży. Co by nie mówić, majątek to nie jest (ot – rata niewielkiego kredytu konsumpcyjnego), a przygotowanie do powiększenia rodziny zrobiliśmy solidnie. I nawet 3.369 zł, które wydalibyśmy nie otrzymując ani jednej rzeczy (czy już pisałem, że to niemożliwe? 🙂 ) jest niczym w porównaniu z wydatkami większości przyszłych rodziców. Jeśli jesteście innego zdania, przed komentowaniem zastanówcie się proszę, czy sami potraficie wskazać Wasz koszt w analogicznym okresie i czy na pewno uwzględniliście w nim wszystkie wydatki. Niektóre z zakupionych rzeczy, które wymieniłem w tym wpisie skończą się błyskawicznie (pieluszki, chusteczki jednorazowe itp), inne wystarczą na długo (kosmetyki dla dzieci), a niektóre były wręcz jednorazowym wydatkiem (łóżeczko, wózek, przewijak), który może się kiedyś częściowo zwrócić, albo być wspaniałym prezentem dla kolejnych oczekujących na swoje szczęście rodziców.

dziecko_kasa

To wcale tak nie wygląda!!!

Na koniec mam propozycję dla oczekujących potomstwa rodziców. Wiele przedmiotów będzie Wam potrzebna dopiero w kolejnych miesiącach życia Waszego dziecka, więc na razie ograniczcie się do ich spisania. Można tu zaliczyć śpiworek do wózka (zależy kiedy rodzicie), łóżeczko turystyczne, matę edukacyjną, fotelik do karmienia czy inne tego rodzaju bajery. Nazwijcie to ‚listą prezentów naszego maluszka’ i… już się domyślacie, co mam na myśli? Mogę się założyć, że bardzo szybko spotkacie się z chęcią sprezentowania Wam czegoś ‚większego’ ze strony najbliższej rodziny. Po co najbliżsi mają zgadywać, czego potrzebujecie i domyślać się, co już macie? I tak spytają się Was co mogliby kupić, a wtedy jednym tchem wymieniacie kilka prezentów do wyboru i po kłopocie 🙂

Jeśli czegoś brakuje w powyższym zestawieniu, proszę o komentarz – na pewno znajdzie się coś, o czym nie napisałem lub czego nie mamy, a będziemy za chwilę potrzebować. Uprzedzam też, że ostatnich wpisów nie recenzuje żona, więc na pewno w tym ‚dziecięcym’ temacie popełniłem jakąś gafę – za co z góry przepraszam 🙂 Prosiłbym jednak o dołączanie przedmiotów naprawdę potrzebnych, bo wymiany całej garderoby ciężarnej za taką nie uważam. Podgrzewacza do chusteczek jednorazowych, (który znalazł się wsród pożyczonych nam rzeczy i być może kiedyś go użyjemy żeby sprawdzić, jak bardzo nieprzydatnym jest przedmiotem) również.

maja_oszczedna_2

Jestem Maja i daję moim rodzicom tyyyyle radości, a kosztuję malutko!

* Nie wiem jak brzmi termin ‚śledzenie ogłoszeń’ – mam nadzieję, że nie wyobrażacie sobie mozolnej pracy trwającej całymi godzinami i powtarzanej codziennie. Zwykle ograniczamy się do portalu tablica.pl i po pierwszym, szerszym przeglądzie ofert na interesujący nas przedmiot (co trwa zwykle około pół godziny), dochodzi regularne (codzienne) szybkie spojrzenie na najnowsze oferty i ewentualne wysłanie dodatkowych pytań do sprzedającego albo próba negocjacji ceny 🙂 Spokojnie można się z tym wyrobić w 5 minut.

[Edytowany 27.08.2014] – jeśli chcesz sprawdzić, jak nasze wydatki wyglądały w ciągu pierwszego roku życia Mai, zapraszam tutaj.

84 komentarze do “Ile kosztuje dziecko. Od zapłodnienia do porodu :)”

  1. Bkacz 3 lipca 2013 at 6:25 pm #

    Witam od miesiąca jestem szczęśliwym ojcem i zgadzam się dokładnie z tym co napisałeś. Jednak , od tej pory będzie już trochę pod górkę. Jeżeli twoja zona, będzie karmić cały czas piersią (czego wam życzę) to koszt utrzymania dziecka jest naprawdę nie duży. Niestety jeżeli ktoś jest zmuszony karmić mlekiem sztucznym to już trochę idzie to w górę czyli ok 300 zł miesięcznie (mleko zalecone przez lekarza) W dodatku szczepienia. Są różne warianty ale i tak koszt takowych to ok 1000 do 1500 zł w pierwszym roku życia. Dochodzą jeszcze środki higieny. Jeżeli chodzi o pieluchy. Niestety wielorazowe nie zdały egzaminu przy karmieniu co 3 godziny , a potem co 4 . więc koszt ok 200 zł miesięcznie. w to trzeba wliczyć przygotowywanie mleka. Polecam kupić termos i gotować wodę na zapas. odlewać część i zostawić do ostygnięcia co skraca czas przygotowania mleka w nocy jak i w dzień (a gotowanie o 4 rano wody i jej schładzanie jest bardzo męczące i stresujące zwłaszcza jak dziecko płacze 🙂 .
    Jeżeli chodzi o akcesoria stałe jak łóżeczko, wózek itp. to rodzina i znajomi są zawsze pomocni. Polecam też nie kupować Laktatora, są wypożyczalnie w których spokojnie się zaopatrzymy.

    Życzę wszystkiego naj. I pozdrawaim

    • wolny
      wolny 3 lipca 2013 at 6:35 pm #

      Cześć, mam wielką nadzieję, że będziemy karmić naturalnie, co jest nie tylko najlepsze, ale też najbardziej oszczędne. Ale wiadomo, że nie zawsze można. O szczepieniach będziemy jeszcze rozmawiać – być może zdecydujemy się na darmowe plus jakieś dodatkowe, zalecane. I to na pewno też będzie trochę kosztowało. Możesz rozwinąć nieco temat pieluszek wielorazowych? Co to znaczy, że nie zdały egzaminu? Być może mieliście ich zbyt mało, lub nie leżały dobrze na tak małym dziecku (niestety wielu producentów ogranicza się do rozmiaru one-size).
      Dzięki za porady! Tobie również życzę wszystkiego najlepszego jako młodemu tacie 🙂

      • stock 3 lipca 2013 at 7:25 pm #

        Spokojnie, konieczność karmienia mlekiem sztucznym to ciągle bardziej wyjątek niż reguła. Mimo wszystko od 4-5 miesiąca zaleca się wprowadzanie innych pokarmów, kaszek itp., które też kosztują.

        Co do wydatków, nasze były sporo wyższe, ale to zanim przestawiłem się na jedyną słuszną drogę 😉 Obyliśmy się bez przewijaka, a z rzeczy, których nie wymieniłeś, dodałbym termometr elektroniczny (jeśli jeszcze nie macie). Po 9 miesiącach poddaliśmy się i taki zakupiliśmy, mierzenie temperatury dziecku tradycyjnym termometrem to mordęga.

        Mata edukacyjna moim zdaniem nie jest warta swojej ceny, ale my naszą dostaliśmy w prezencie.

        Zastanowiłbym się tylko nad niskokosztowym materacem. My wyszliśmy z założenia, że skoro sami kupiliśmy sobie jak najlepszy (i to były zdecydowanie dobrze wydane pieniądze), głupio by było oszczędzać na tym dla dziecka.

        • wolny
          wolny 3 lipca 2013 at 9:25 pm #

          Wydawało mi się, że wybrany materac jest w miarę przyzwoity – chociaż jego rodzaj wybierała żona, i teraz nawet nie napiszę Ci, co tam jest w środku. Szczerze mówiąc też uważam, że jest to najważniejsza rzecz w całym łóżku – pamiętam, że sami wybraliśmy łóżko za około 400 zł, ale na materac wydaliśmy 3 razy więcej – i od kilku lat super się sprawdza.

          Termometru elektronicznego (chyba) nie mamy – tu znowu przyłapałeś mnie na czymś, czego nie wiem 🙂 Czy jednak takie elektroniczne termometry nie mają bardzo dużego błędu pomiaru, sięgającego nawet kilku dziesiątych stopnia?

          Już druga osoba pisze o braku przewijaka – do tej pory byłem święcie przekonany, że to praktycznie obowiązkowy sprzęt w każdym domu, w którym pojawia się maluszek, a tu widzę, że niekonieczne!
          pozdrawiam.

          • Edyta 6 lipca 2013 at 10:27 am #

            Termometr elektryczny, taki podobny wyglądem do tradycyjnego ma dokładne pomiary (mierzymy około 5 min), termometr, którym mierzy się temperaturę na skroni przez kilka sekund dają bardzo złe pomiary. Cena wysoka, bo od 90zł.
            Gdy byłam z małym w szpitalu to nawet używane przez personel termometry wyglądające jak pistolet( nie wiem jak fachowo się nazywają) , bezdotykowe też dawały błędne pomiary. Młody miał gorączkę 38,9 a za 3 minuty 37, 2, więc różnica spora.
            Naprawdę odradzam.
            Reszta podobnie jak u Was. Pożyczone ciuszki, używany wózek, łóżeczko. Sporo rzeczy było zbędnym wydatkiem np kosmetyki, gdy okazało się, że Młody ma AZP i tylko emolienty i to te z najwyższej półki. Cóż przez pół roku myliśmy się w niemowlęcych kosmetykach.
            Przydatny aspirator lub frida, u nas sprawdził się podgrzewacz do butelek też używany za 20 zł, szczególnie w nocy. Jednak jeśli żona będzie karmić piersią(czego życzę) to produkt zbędny.

  2. Bkacz 3 lipca 2013 at 7:11 pm #

    Jeżeli chodzi o wielorazowe pieluch to sprawa wyglądała tak. Żona niestety ciężko zniosła poród , a niestety jest zdana w ciągu dnia tylko na siebie. Więc pranie jak i suszenie, o czym nikt nie wspomina trwa bardzo długo . A trzeba brać poprawkę na to, że dziecko to nie automat i potrafi załatwić się nawet trzy razy pod rząd ( Siusiu + kupka + kupka + kupka . Przedział czasowy ok 20 minut) a przewinąć trzeba. Do tego nasz syn przegrzewał się w otulaczu. (Nie wiemy dlaczego ). W pewnym momencie zawsze może zabraknąć pieluch i zmuszeni jesteśmy kupić kolejne, dodatkowo syn/córka nie zrobi modelowej kupki za każdym razem i potrafi nieźle zabrudzić wszystko. A czyszczenie otulacza o 3 rano nie należy do przyjemnych czynności, jak i higienicznych. W teorii jest to naprawdę fajna sprawa, ale w praktyce moim oczywiście zdaniem już niekoniecznie. Jeżeli chodzi o finanse to okazuje się że akurat w naszym przypadku wyszło tyle ile byśmy wydali na pieluchy jednorazowe. a nawet mniej gdyż wybór jak i ceny są naprawdę różne i da radę kupić tanie a dobre jednorazówki. Niestety ekologicznie patrzą jednorazówka to tragedia, co nas bardzo boli ale nie daliśmy rady.

    • wolny
      wolny 3 lipca 2013 at 9:30 pm #

      dzięki za szczery opis! Jedyne, co na pierwszy rzut oka mi ‚nie pasuje’ to stwierdzenie, że finansowo pieluszki jednorazowe wyszły Wam lepiej – przepraszam, że po raz kolejny, ale możesz rozwinąć? 🙂 Już nawet pomijając to, że wielorazówki mogą służyć kolejnym dzieciom, to nawet dla jednego powinny być znacznie tańsze niż pampersy. Wydaje mi się, że na razie – jako ojciec miesięcznego bobasa – możesz jeszcze nie do końca widzieć wszystkie wydatki związane z jednorazówkami. Chociaż mogę się mylić – przyznaję, że zaskoczyłeś mnie Twoim stwierdzeniem, stąd moja ciekawość.

  3. Zuza 3 lipca 2013 at 7:54 pm #

    Wczytałam się w artykuł ze szczególną uwagą gdyż sama jestem dość świeżo upieczoną mamą. Synek ma 4 miesiące.
    Powaliły mnie na kolana koszty opieki medycznej w ciąży. Jednakże absolutnie nic im nie zarzucam, gdyby mnie było stać też na pewno bym na to nie żałowała. Chodziłam na nfz i nie narzekam na opiekę, ALE paradoksalnie badanie które wykryło pewne nieprawidłowości było nieobowiązkowe i płatne.
    Przewijaka nie posiadam 🙂 i tak długo nie posłuży, bo dziecko nie jest chętne żeby na nim uleżeć w spokoju. Rogala także u mnie brak.
    Kosmetyki dla dziecka przypuszczam, że nie wszystkie zakupione okażą się niezbędne, bo koszt ich ogromny! Chyba że są dla skóry z problemami. Staniki w tej cenie ja kupuję trzy 🙂
    Podsumowując – można jeszcze taniej 🙂
    p.s. znajoma na wyprawkę wydała 8 000 zł!

    • wolny
      wolny 3 lipca 2013 at 9:05 pm #

      Po konsultacji z żoną okazało się, że staniki były 2 w tej cenie – już poprawiam w tekście i dziękuję za zwrócenie na to uwagi.
      Co do opieki medycznej… cóż – zdaję sobie sprawę, że podeszliśmy do tego ‚na bogato’, ale mieliśmy pewność, że zapewniliśmy najlepszą możliwą opiekę żony i małej za W MIARĘ sensowne pieniądze. Osobiście żałuję tylko badań prenatalnych (koszt bodajże 250 zł) – drugi raz bym się na to nie zdecydował. Myślę, że rozrzut kosztów medycznych w ciąży jest olbrzymi – od 200-300 złotych za podstawowe badania + bezpłatny ginekolog na NFZ, do kilku(nastu) tysięcy złotych – same prywatne wizyty co 3 tygodnie w ciąży zsumowałyby się do ponad 2000 zł – do tego kosztowne badania itp. I wierz mi – 8.000 zł to nie sufit – znam przypadek z rodziny, gdzie przyszła mama zdecydowała się na prywatny szpital na poród i tylko za tą ‚przyjemność’ zapłaciła więcej… a co z pobieraniem i przechowywaniem krwi pępowinowej, co kosztuje podobne (jeśli nie większe) pieniądze…
      Szczerze mówiąc spodziewałem się lekkiego zaskoczenia kosztami opieki medycznej (nawet o tym pisałem we wcześniejszym wpisie o dzieciach – zapraszam, jeśli nie czytałaś). I wiem, że ten koszt można było nieco zoptymalizować. Ale cóż – napisałem jak było nie tuszując naszej rozrzutności w tej kwestii.
      I bardzo, ale to bardzo się cieszę, że sama napisałaś, że można jeszcze taniej (a równie dobrze!) przygotować się do przyjścia na świat maluszka.
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz.

  4. Robert 3 lipca 2013 at 9:27 pm #

    Witaj,
    1) nie musicie prać bielizny dziecięcej w innych proszkach. To jest marketingowa ściema. Od samego przyjścia dzieci na świat prałem odzież dziecięcą razem z tą dla dorosłych i dzieciaki nigdy nie miały żadnych problemów ze skórą
    2) termometr wcale nie musi być elektroniczny. Wystarczy mierzyć zwykłym termometrem przez „odb..ę”. Krótko i dokładnie. Trzeba odjąć około 1,5 st. C z odczytu
    3) ze szczepieniami ostrożnie – nic na siłę. Najlepiej przeciągać tzw. kalendarz szczepień (to chyba tylko obowiązuje w krajach byłego Układu Warszawskiego), jak się tylko da. My unikamy szczepień, dzieci są absolutnie zdrowe
    4) do fotelika powinien być dołączony atest (na wszelki wypadek, odpukać).
    Pozdrowionka dla całej rodziny.

    • wolny
      wolny 3 lipca 2013 at 9:32 pm #

      no no – ciekawe tezy – może ktoś z czytelników bardziej obeznany z tematem macierzyństwa się do nich odniesie – ja czuję się zbyt ‚krótki’ żeby się wypowiadać 🙂
      Również Cię pozdrawiam!

    • stock 3 lipca 2013 at 9:51 pm #

      Co do mierzenia temperatury – to oczywiste, że jak dziecko śpi, to można mu zmierzyć dowolnym sposobem. Gorzej jak nie śpi, a zmierzyć trzeba – powodzenia z wpychaniem w wiadome miejsca 🙂

      O szczepieniach powiem tylko tyle – tzw. dowód anegdotyczny nie ma znaczenia poznawczego.

      O proszkach się nie wypowiem, ale byłbym ostrożny ze stawianiem kategorycznych tez. Alergicznych dzieci jest jednak całkiem sporo i ich liczba rośnie.

  5. Nika 3 lipca 2013 at 9:44 pm #

    Jako „duża” już mama nie bede wnikac w szczegoly. Gratuluje wam slicznej Maji, a w tym zolciutkim beciku czy kocyku skojarzyla mi sie oczywiscie z Pszczolka Maja z bajek.
    Buziaki i cieszcie sie kazdym momentem, bo od tej pory nic juz nigdy nie bedzie jak kiedys. Jestescie rodzina, a nie para i to wlasnie zmienia wszystko.
    Pozdrawiam ciebie i twe panie 🙂
    Nika

    • wolny
      wolny 3 lipca 2013 at 9:58 pm #

      Kurcze – aż czuć MOC tych życzeń! Bardzo, bardzo dziękujemy!
      PS Stylizacja na pszczółkę Maję niezamierzona – akurat takim becikiem zostaliśmy obdarowani 🙂

  6. Kasia 3 lipca 2013 at 10:14 pm #

    Hej. Co do termometru elektronicznego to nam bardzo się przydał do roku czasu, a teraz mierzymy przez pupkę zwykły termometrem, wiec jeszcze raz dla takiego maluszka bym wydala kasę na elektroniczny termometr.
    Co do pieluszek wielorazowych to przy malutki dziecku najlepiej sie tak do 5-6 miesiąca sprawdzają otulacze i dużo tetry, gdyż takie maleństwo trzeba bardzo często przewijać. Tetra do prania a otulacz jeżeli nie zabrudzony kupka można nakładać przez cal dzień. A potem jak dziecko jest większe to polecam kieszonki, są praktyczniejsze. Ja też jestem zdana na siebie, bo mieszkam z dala od rodziny, mąż w pracy i daje radę z pieluchami a jestem po cesarce i komplikacjach z nią związanych.
    co do pieluszek to najbardziej uniwersalne są one size, lecz przy takim maleństwie jest sporo jest przecieków miedzy nóżkami, do uzyskania tak 5-6 kg przez dziecko, potem już łatwiej dopasować pieluszkę 🙂
    Co do kosztorysu to brakuje mi szczepię, niestety one sporo pieniążków pochłaniają… co 6 tygodni średni 150 zł na szczepienie + pneumokkoki 280 (4 dawki) + rotawirusy i meningokoki.Wiec sumka się pokaźna uzbiera.
    Natomiast co do ubranek dla dzieci to pełno jest ogłoszeń sprzedaży całych wyprawek ciuszkowych za max 200 zł, gdzie normalnie wydało by się z 3 razy więcej.

    Pozdrawiam

    Kasia

    • wolny
      wolny 3 lipca 2013 at 10:38 pm #

      Taki termometr elektroniczny chyba też można wpisać na listę prezentową, prawda? Jeśli jeszcze go nie mamy, być może tak zrobimy 🙂
      Piszesz, że na początek najlepsze są otulacze + tetra – zupełnie bez tych wszystkich wkładów i innych ‚wielorazowych patentów’? Jeśli tak, też przetestujemy takie rozwiązanie – mamy kilka pieluszek dla najmniejszych dzieci, niektóre firmy również stawiają na mniejsze rozmiary i na pewno będziemy chcieli je porządnie sprawdzić. Prawdę mówiąc byłbym zaskoczony gdyby tak prosty patent (tetra + otulacz zmieniany raz na kilka razy) się dobrze sprawdził – ale kto wie! Na pewno nie ja, który jeszcze nawet nie widział momentu przewijania swojego dziecka… ale już niedługo i moje ręce też zostaną umorusane w kupie 🙂
      Szczepienia na pewno uwzględnimy przy kolejnym zestawieniu – jeszcze nie wiem, kiedy ono będzie. Podejść do szczepionek też jest kilka i sami nie zdecydowaliśmy jeszcze które wybrać. Fakt jest taki, że jeśli by się uprzeć, nie wydasz na szczepionki nic (poprawcie mnie jeśli się mylę, ale jest komplet zupełnie darmowych). Zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce i czy przeważy rozsądek czy emocje każące oszczędzać dziecku każdego wkłucia, a więc płacić za szczepionki 🙂
      Również Cię pozdrawiam.

      • Edyta 8 lipca 2013 at 3:02 pm #

        My wybraliśmy te darmowe, tzn większość po 3 wkłucia. Na szczęście Młody jest tak odporny, że tylko przy jednym płakał. Byłam pewna, że te w wieku 18 miesięcy będzie jednym wielkim krzykiem, a Młody nawet się nie skrzywił. Fakt, że pielęgniarkę mamy z polecenia i ma genialne podejście do dzieci, jednak sama stwierdziła, że pierwszy raz przy 3 wkłuciach w udo dziecko nawet nie jęknęło(a jest pigułą naście lat).
        Szczepionki cały czas są kwestią sporną i chyba szybko się to nie zmieni. Rodzice zazwyczaj intuicyjnie wybierają, które rozwiązania są w ich przypadku najlepsze. np. jeśli dziecko nie będzie chodzić do przedszkola to z niektórych można zrezygnować.

        • wolny
          wolny 8 lipca 2013 at 6:01 pm #

          Bardzo fajna wypowiedź – chyba pierwsza od mamy w podobnym tonie. Do tej pory przeważały argumenty o oszczędzaniu dziecku bólu za wszelką cenę. Miło wiedzieć, że ktoś widzi tą sprawę podobnie do mnie – być może dzięki temu nie ‚zmięknę’ na szczepieniach i będziemy się trzymali darmowej opcji.

          • Martii 24 sierpnia 2015 at 9:04 pm #

            Hmm, a to muszą kłuć 3 jednego dnia? Jako farmaceuta widzę jaki milutki biznes sobie firmy zrobiły. Nie dziwne, że państwo tak ściga. Polecam przestudiować wykresy, które udostępnia WHO. Ja tam nie widzę skuteczności szczepień skoro przy tym samym poziomie wyszczepienia, ilość zachorowań jest ogromnie różna z roku na rok.

  7. Marta 3 lipca 2013 at 10:26 pm #

    gratulacje raz jeszcze!

    kosmetyki: noworodek ich – w zasadzie – nie potrzebuje. woda, dobrej jakości olej, na pępek: awaryjnie – octanisept, mąka ziemniaczana. dobrej jakości mydło (np. marsylskie, albo syryjskie, z Aleppo), od czasu do czasu, może być to samo którego wy używacie.

    pogadaj z mądrą położną, której myślenie nie jest sformatowane przez producentów całych linii kosmetyków dla maluchów. poczytaj w wolnej chwili o SLS, olejach mineralnych, PEG, innych substancjach dodawanych do kosmetyków. albo zajrzyj tu: http://chusty.info/forum/showthread.php/83920-minimum-kosmetyczne-dla-noworodka?highlight=kosmetyczne
    dziewczyny mądrze piszą.

    leżaczek-bujaczek: bdb inwestycja:-)

    łóżeczko – jeśli żona chce karmić piersią na żądanie, może się okazać, że się w ogóle nie przyda:-)

    w kwestii rozszerzania diety: obecne zalecenia Ministerstwa Zdrowia są takie, żeby dziecko karmić do ukończenia 6 m-ca życia wyłącznie piersią. słoiczkowe lobby oczywiście nie daje za wygraną i usilnie próbuje obniżyć – w świadomości rodziców-klientów – tę granicę do 5 m-ca, a nawet 4 m-ca. ale warto się zawiesić na wytycznych państwowej instytucji, a nie producentów.

    • wolny
      wolny 3 lipca 2013 at 10:54 pm #

      Całość tematu kosmetyków ogarniała żona, ale wierzę, że zrobiła to rozsądnie – na naszej liście widzę m.in. octanisept, sterimar, krem p-słoneczny, krem ochronny, olejek migdałowy, olej lniany, oliwkę, linomag, maltan i niewiele więcej. Koszt sumaryczny (240 zł) uzupełnia gaza jałowa i niejałowa, herbata bocianek, witamina K i D, waciki do pupy – wszystko niestety sumuje się do dość konkretnej kwoty, ale wydaje mi się, że większość kosmetyków starczy na dłużej.
      Łóżeczko akurat z konieczności stoi metr od naszego łóżka, więc mam nadzieję, że jednak Maja nie będzie cały czas spała z nami – zresztą chyba nie jest to wskazane zarówno ze względu na dziecko, jak i rodziców, prawda? Jeśli chodzi o dietę, to na razie cieszymy się, że od 2 dni nie trzeba Mai dokarmiać sztucznym mlekiem, więc co będzie za pół roku – ciężko powiedzieć, ale chcielibyśmy Ją przez ten czas karmić naturalnie. A zanim spróbujemy jakiekolwiek słoiczki, na pewno będziemy starali się zastąpić je swoimi własnymi wyrobami i jeśli Maja będzie to tolerowała (mam tu na myśli głównie alergie, uczulenia), to słoiczkom powiemy zdecydowane NIE! 🙂
      Pozdrawiam i dziękuję za gratulacje!

      • Lorka 8 lipca 2013 at 12:04 pm #

        z kosmetyków dla dzieci polecałabym jedynie tormentiol( na odparzenia) i olej kokosowy bio, do smarowania dziecka.. nic wiecej maluch nie potrzebuje..
        wszystkie te płyny szamponiki, oliwki to ściema..
        do mycia ciepla woda z odrobiną oleju kokosowego wystarczy..
        tak wlasnie oporządzałam córe( skóra delikatnie atopowa)

        koszt oleju 250 ml sloik 21 zł , tormentiol jakies grosze w aptece

        • wolny
          wolny 8 lipca 2013 at 2:39 pm #

          Nie wypowiem się, na ile to podejście jest odpowiednie (na pewno jest minimalistyczne, co się chwali!). Ale dziękuję za kolejny komentarz mówiący ‚MOŻNA TANIEJ’ – sam nie pretenduję do miana ojca ‚najtańszego’ dziecka w Polsce i nie twierdzę, że nasze wybory są najlepsze i najtańsze. Chcę tylko przekazać, że dziecko to nie studnia bez dna, a Wy – udowadniając, że w wielu obszarach i tak przepłaciliśmy, jeszcze mi w tym pomagacie 🙂
          pozdrawiam!

          • Domi 10 czerwca 2014 at 11:02 am #

            Dokładnie. Kosmetykom specjlanym dl adzieci tez powiedzialam nie, ale dopiero niedawno (mam 10 miesiecznego synka)-tzn uzywałam z Erisa płynu do kapilei, ale juz zadnych innych mazidel rzekomo koniecznych po myciu nie stosowałam. Teraz do wody w wanience dodaje troche mydla,a pod pieluszke i jak skóra miejscami wysuszona, smaruje go olejem kokosowym tłoczonym na zimno i jest OK. Co do rozszerzania diety to pediatra mnie namawial na zupki od 4 miesiaca, ale poczekalam do 5, a karmie piersia. Gdyby nie to ze musialam po pół roku wrócic do pracy to rozszerzalabym diete i pozniej. Dzuiecko mialo niezlego stresa gdy przyszlo mu isc do zlobka i jesc co innego niz moje mleok. Strzszne to bylo i czulam sie jak wyrodna matka. Od paru dni zamaist sloczkow (bo z ekologicznych upraw wiec lepsze-tak myslalam, ale nie jestem juz do konca tego pewna) sama gotuje i zanosze do zlobka. Powodzenia na drodze rodzicielstwa i brawo za cala postawe i blog-nie dajmy sie zwariowac1:)

            • wolny
              wolny 10 czerwca 2014 at 9:03 pm #

              Dzięki za wszystkie komentarze i serdecznie pozdrawiam!

        • Jacek 9 września 2014 at 9:15 pm #

          Odnośnie Tormentiolu – to jest podobno szkodliwy. Dużo informacji jest w internecie. Wystarczy poszukać. Wpisz w google szkodliwy Tromentiol.

  8. Piotr 3 lipca 2013 at 11:45 pm #

    Gratuluję kosztów jak do tej pory. Jest naprawdę dobrze. To pisze tata dwójki. Właśnie najważniejsze jest nie ulegać emocjom i z nikim się nie porównywać. Już wiecie, że nie wszystko musi być nowe a na niektórych rzeczach nie można oszczędzać.

    Termometrów mam kilka i każdy ma swoje wady. Najdroższy taki do mierzenia z odległości kilku cm jest najdokładniejszy pod warunkiem, że dziecko się nie rusza. Mierzy w sekundę i to w wielu wypadkach jest bardzo pomocne. Niestety kosztował ok. 180 zł. Drugi ma funkcję do ucha i do czoła. Pomiar trwa kilka sekund, ale często jest to najlepszy wybór, żeby przytrzymać dziecko i spróbować zmierzyć w uchu (koszt. ok 50 zł). Ktoś pisał o pomiarze w pupie i odejmowaniu 1,5 stopnia. Dla mnie taki pomiar jest zupełnie nierealny o względach chigienicznych nie wspominając. Poza tym 1,5 stopnia w jedną lub w drugą stronę to w przypadku dziecka bardzo duża różnica. Termometr ma być dokładny o koniec.

    Teraz najważniejsze – szczepienia. Pamiętajcie, że przy porodzie wszystko dzieje się szybko i nie da się tego ogarnąć. Coś tam się podpisuje i nawet nie wiadomo, co. To że szczepienia są obowiązkowe nie znaczy, że musimy się im poddawać bez refleksji. Dziecko do szczepienia musi być ABSOLUTNIE zdrowe wbrew temu co twierdzą producenci i niestety często lekarze. Nijak to się ma do szczepienia tuż po urodzeniu szczepionką na grypę. Skąd wiadomo czy dziecko jest zdrowe czy nie. Jakie ma badania robione po urodzeniu? Przy przyjmowaniu do szpitala możecie złożyć oświadczenie, żeby nie szczepić i potem np. po 3 miesiącach na spokojnie to zrobicie. Tak samo z całym kalendarzem szczepień obowiązkowych – dziecko powinno być naprawdę w dobrej formie przed szczepieniem. Im późnej będzie zaszczepione, tym lepiej zniesie to szczepienie.

    • wolny
      wolny 4 lipca 2013 at 7:48 am #

      Bardzo, bardzo fajnie podsumowałeś moje podejście: „(…) nie wszystko musi być nowe a na niektórych rzeczach nie można oszczędzać.”. Nawet o tym nie myśleliśmy, ale rzeczywiście zdrowie i dobrą opiekę postawiliśmy na pierwszym miejscu, a wszystko, co materialne ma być po prostu funkcjonalne i niekoniecznie nowe.
      Mnie też nie bardzo przekonuje mierzenie orientacyjnej temperatury i odejmowanie 1,5 stopnia. A termometr już wpisany na listę prezentową 🙂
      Pozdrawiam serdecznie.

  9. Konrad 4 lipca 2013 at 11:10 am #

    Cześć,
    To ja z punktu widzenia ojca 2 dzieciaków 4 i 2 lata, z perspektywy czasu mogę odnieść do Twoich słów. Po pierwsze zgadzam się nie wszystko nowe, część tzw, wyprawki można dostać, część kupić itd. Ale im później tym drożej i poniżej napiszę co Cię czeka. Ale za nim o tym to napiszę że na pewno nie oszczędzałbym na bezpieczeństwie. Znajomi stracili dziecko po kupnie używanego fotelika. Na zewnątrz wyglądał jak nowy, kiedy oni mieli wypadek okazało się że fotelik jest już po przejściach i element konstrukcyjny nie zadziałał tak jak powinien. Na tym nie oszczędzam, zawsze kupuję nowe i czytam mnóstwo testów zanim wybiorę ten najbezpieczniejszy.
    Badania prenatalne, nie pominąłbym ich w żadnym przypadku, mimo tego że to znaczny wydatek w całości badań jakie muszą być wykonane w trakcie ciąży.
    I wracając do przyszłych kosztów o całej ich masie jeszcze nie masz pojęcia 🙂 A życie czasem weryfikuje i zmusza do mniej racjonalnych decyzji czy kupna droższej rzeczy bo jest potrzebna tu i teraz. My przykładowo nie kupiliśmy wcześniej laktatora a okazało się że pierworodny miał problemy z jedzeniem z cyca bo był wcześniakiem. Efekt kupno w sklepie (jednym z niewielu otwartych w niedzielę w cenie 100 zł wyższej niż na allegro i szybkie dowożenie do szpitala). Pieluchy, kremiki, ubranka a po tych kilku miesiącach mleko modyfikowane to największe pozycje w budżecie. Potem dochodzą buty. Kiedy dziecko zaczyna chodzić musisz zadbać o to aby prawidłowo zaczęło stawiać stopę. A stopa dziecka rośnie naprawdę szybko. Czasem masz szczęście jeśli przechodzi w 1 sandałach całe wakacje. I pomnóż to razy dwa przy dwójce dzieci , to nawet przy butach bez fanaberii musisz wysupłać 300 zł z kiesy. Żłobek, przedszkole w sumie ok 500 zł miesięcznie, do tego dolicz 100-300 zł miesięcznie na lekarstwa kiedy zaczną korzystać z opieki Państwa. Przez pierwsze 3 lata było ok miałem nadzieję że dzieci są odporne, przedszkole zweryfikowało moją wiedzę na ten temat, i większości rodziców, były dni kiedy z dwudziesto kilkoosobowej grupy w przedszkolu było 7-9 dzieci.
    Odnośnie pieluch, nie ma żadnej różnicy miedzy pieluchami dada z biedronki a pampersem, za wyjątkiem ceny. Od waszego samozaparcia zależy jak wcześnie dziecko zacznie sikać do nocnika. Syn zaczął w wieku 2 lata , córkę udało się nam nauczyć w wieku 19 miesięcy ale zajęło to 5 razy więcej czasu. Niemniej jednak oszczędność znaczna. Pieluchy jednorazowe są wygodne, ale jeśli zsumujesz czas konieczny na pranie i prasowanie tetrowych, energię elektryczną to czy te kilkadziesiąt groszy za pieluchę to dużo ? Zobaczysz o ile wzrosną Twoje rachunki za prąd i wodę 🙂 Niby nie wiele ale w skali roku czy 10 lat to będzie gruba kasa 🙂 Kończąc bo mógłbym pisać cały dzień powodzenia w oszczędzaniu 🙂

    • stock 4 lipca 2013 at 12:33 pm #

      Co do jakości pieluch to naprawdę byłbym ostrożny z takimi tezami. Na ogół jest różnica między tanimi dyskontowymi a pampersami. Z drugiej strony, to nie musi być kwestia ceny, np. drogie Huggies naszym przypadku okazały się beznadziejne. Trzeba wypróbować, a im dziecko starsze, tym łatwiej o eksperymenty. Teraz w domu mamy akurat paczkę dada i pampersów z przeceny 🙂

      W temacie sikania do nocnika – moja teściowa swoją czwórkę dzieci uczyła robić do nocnika zaraz po tym, gdy nauczyły się siedzieć. A więc można sporo wcześniej niż po19 miesiącu, choć podobno nie zaleca się z tym przesadzać. Z drugiej strony lekarze sami zalecali moim znajomym przyuczenie ich rocznej córki do nocnika z powodu częstych infekcji układu moczowego.

      • Pani Strzelec 5 lipca 2013 at 11:06 pm #

        Jako kobieta mogę napisać, że różnica między podpaskami z biedronki a ‚markowymi’ zdecydowanie istnieje. Dlatego podejrzewam, że w przypadku pampersów jest podobnie.
        Skoro tydzień w złej jakości podpaskach ciężko jest przeżyć bez problemów ze skórą, to nie oszczędzałabym na pampersach, które dziecko nosi 365 dni w roku.

  10. Robert 4 lipca 2013 at 1:54 pm #

    Witam,

    po przeczytaniu tych wszystkich komentarzy do Twojego artykułu nasunął mi się jeden wniosek. Mianowicie taki, że oprócz leczenia się z konsumpcjonizmu, ludzie powinni leczyć się z pacjentyzmu. Wszak pacjent to: (łac. Homo patiens) – specjalny gatunek człowieka, który dzięki indoktrynacji propagandy medycznej stał się bezwolnym nabywcą leków i usług medycznych. Pojawił się na początku XXI wieku jako zabezpieczenie przed niedoborem pacjentów grożącym bankructwem farmaceutyczno-medycznego kartelu, więc hodowla tego gatunku stała się priorytetem współczesnej medycyny (źródło: bioslone.pl)
    Cechy rozpoznawcze gatunku, a także ich system myślenia(?) polega na algorytmach wpojonych im przez propagandę:

    1. Specjalistą od zdrowia jest lekarz, i tylko on jest władny zająć się zdrowiem pacjenta – postawić diagnozę i zastosować magiczne pigułki.
    2. Jeśli lekarz nie zdiagnozował choroby, to jej nie ma.
    3. Jeśli coś nie zostało udowodnione przez amerykańskich naukowców, to po prostu nie istnieje.
    4. Każda wiadomość jest prawdziwa, jeśli jest napisana po angielsku.
    5. Organizm ludzki jest największym bublem natury, a więc zdrowie pacjenta jest uzależnione od kaprysu zarazków z jednej strony oraz skuteczności medycyny z drugiej – atrybutem pacjenta jest bierność (źródło: bioslone.pl)

    Cóż, większość „kosztów dziecka” jest generowana na bazie strachu propagowanej przez zmowę farmaceutyczno-medyczną. Jeśli ktoś szczepi dziecko na wszystko co tylko się da, to sobie powinien poszukać jakiegoś szczepienia na głowę. Branża farmaceutyczna dobrze wie co robi. Mechanizm jest prosty. Człowiek boi się wtedy, gdy nie posiada o czymś wiedzy. A że 99 % społeczeństwa to wychowani od dzieciństwa „wzorowi pacjenci”, to wiedzy o zdrowiu nie mają (za to mają o chorobach) i można nimi manipulować jak tylko się da.
    Tylko od nas zależy, czy tę wiedzę posiądziemy i zaoszczędzimy sobie czasu i pieniędzy, a dziecku – co najważniejsze – zdrowia.

    Ja jestem ojcem dwójki dzieci – 8,5 lat i 4,5 l. Ze starszym dzieckiem byliśmy ostatni raz u lekarza, gdy miało 1,5 roku. Z młodszym – tylko raz. Przy starszym dziecku byłem na tyle głupi, że zaszczepiłem je na pneumokoki. Dałem się wkręcić w psychozę strachu. Tak jak wczoraj napisałem – nie szczepimy dzieci już od kilku lat na nic. Na szczęście wyleczyłem się z pacjentyzmu, co dzisiaj bardzo procentuje (np. nasze dzieci jeszcze nigdy nie zażywały antybiotyków i są absolutnie zdrowe).
    Najlepszą inwestycją był czas poświęcony na poszerzanie wiedzy o zdrowiu, a najlepszym zakupem były bańki bezogniowe.

    I to przynosi później wymierne efekty w postaci radości ze zdrowia, czasu z dzieckiem (nie w szpitalu) i pieniędzy na bardziej przyjemne cele, niż lekarstwa.

    • wolny
      wolny 4 lipca 2013 at 5:13 pm #

      Częściowo muszę się z Tobą zgodzić – zwłaszcza, jeśli chodzi o psychozę strachu, którą pielęgnujemy i o której lubimy rozmawiać, tylko dolewając oliwy do ognia. Bo czym innym jest na przykład ostatnio tak mocno promowane pobieranie i przechowywanie za grube pieniądze krwi pępowinowej?
      Tu jednak kończy się bezwarunkowa zgoda. Bo tak – moje dziecko od 2 dnia życia jedzie na antybiotykach (jutro na szczęście koniec). Owszem – decyzję podjęli lekarze, ale sam nie jestem w stanie stwierdzić, czy było to racjonalne, czy nie. Widziałem śpiące cały dzień (i praktycznie nie budzące się nawet na karmienie) dziecko, które nie miało siły ssać piersi matki i którego zachowanie było diametralnie różne od tego z dnia wcześniej, kiedy wszystko było ok. I tu pierwsze pytanie do Ciebie: co byś zrobił w takiej sytuacji? Zbuntował się i dał decydować naturze i doborowi naturalnemu i szacował szanse przeżycia tej małej istoty na podstawie wyczytanych w Internecie informacji?
      Podobnie jest ze szczepieniami – sam również nie chciałbym szczepić na wszystko co możliwe, bo szczepionka to również ryzyko i obstawianie przegranej w zakładach bukmacherskich, w których gram o kontakt swojego dziecka z chorobą i jego reakcję na tą chorobę. Tylko tu również brakuje mi wiedzy i wydaje mi się, że prawda jest gdzieś pośrodku – bo z jednej strony jest wielkie lobby i przemysł czerpiący z tego olbrzymie zyski, a także wzmagające poczucie strachu opowieści o tym, co się przydarzyło niezaszczepionym dzieciom znajomych… wierzę też w potęgę i siłę organizmu (na razie głównie dorosłego), który powinien sobie poradzić z intruzami. ALE… skoro jest kalendarz szczepień przyjęty we wszystkich cywilizowanych państwach, są statystyki z przeszłości, które mówią o dziesiątkujących populację chorobach, z którymi poradziliśmy sobie dopiero wprowadzając masowe akcje szczepień i – niestety – czekając dziesięciolecia na efekty, to coś jednak jest na rzeczy. Według mnie decyzje o szczepieniach to czysta matematyka – rachunek prawdopodobieństwa, w którym niestety nie mamy wszystkich danych, a co za tym idzie, nie możemy podjąć obiektywnej decyzji.
      Gdzie jest rozsądny kompromis, gdzie jest prawda… nie wiem i również będę prawdopodobnie bazował na zaleceniach i własnym rozsądku w oparciu o niekompletne i cząstkowe dane…
      Ja z kolei nie do końca rozumiem jeszcze podejście rodziców o maksymalnym oszczędzeniu bólu i płaczu dzieci – mam tu na myśli automatyczne wybieranie szczepionek 6w1 czy 7w1, za które płaci się naprawdę słono. Być może sam inaczej na to spojrzę jak przyjdzie do szczepienia, ale na razie uważam, że skoro jest komplet bezpłatnych szczepień, to należy z niego skorzystać i nie płacić tysięcy złotych za chwilę oszczędzonego bólu czy płaczu, których to dziecko i tak doświadczy wielokrotnie w swoim życiu.
      pozdrawiam.

      • Robert 4 lipca 2013 at 9:11 pm #

        Witaj ponownie,
        czytając Twoje wypowiedzi, widzę w Tobie naprawdę mądrego Faceta. Dlatego tak chętnie czytam Twój blog.
        Co do antybiotyków, które muszą być aplikowane Maji, to jak najbardziej rozumiem. Nie ma co się zastanawiać, jeżeli mają ratować zdrowie i życie. Po to one są.

        Natomiast zażywanie antybiotyków przy kaszelku, katarze, gorączce itp jest nieporozumieniem. A już skrajną głupotą jest aplikowanie sobie antybiotyków z zapasów, które zostały po poprzedniej zimie. Ale my, Polacy, tak już mamy…

        Co do szczepień, to wciąż studiuję ten temat. Z kalendarzem ochronnym nie jest tak, jak sądzisz. Paradoksalnie, w wielu krajach Europy Zachodniej istnieje dobrowolność szczepień. W większości krajów postkomunistycznych są one obowiązkowe. Z wiadomych powodów – w państwach najbiedniejszych lobby farmaceutyczno-medyczne jest najsilniejsze.
        Polecam Ci książkę Iana Sinclaira „Szczepienia. Niebezpieczne ukrywane fakty”. Znajdziesz w internecie. Poza wiedzą o szczepieniach można poznać wiele przydatnych i praktycznych kwestii dotyczących profilaktyki zdrowia.

        Pozdrawiam serdecznie. Życzę wszystkiego co najlepsze dla całej Twojej rodziny.

        • stock 5 lipca 2013 at 10:56 am #

          Jeśli chodzi o antybiotyki, pełna zgoda, że są nadużywane przy mniej poważnych dolegliwościach. Fajny tekst o „pacjentyźmie”, rzeczywiście widzę dookoła to bezkrytyczne wpatrzenie w lekarzy.

          Natomiast co do szczepień, moim zdaniem się mylisz lub nadmiernie upraszczasz. Nawet, jeśli na Zachodzie są kraje, gdzie szczepienia są dobrowolne, to duży ich pakiet (na ogół większy niż w Polsce) jest bezpłatny. Więc jeśli w tym zakresie lobbing działa, to bardziej na rządzących niż na rodziców.

          Poza tym nie ośmieliłbym się twierdzić, że w Polsce jest dużo szczepień, bo biedny kraj łatwiej się poddaje lobbingowi. To raczej trochę zaszłość poprzedniej epoki, bo co jak co, ale ówczesne władze dość poważnie traktowały profilaktykę chorób zakaźnych, z ktorymi problem u nas był początkowo większy, niż na Zachodzie.

          Ale to w końcu nie jest blog o szczepieniach, więc proponuję tematu nie rozwijać za mocno 🙂

        • alicja 25 lipca 2013 at 8:07 pm #

          Co do szczepien – w Japonii dzieci dostaja pierwsze szczepienia w wieku 3-6 miesiecy, i to zalezy od rodzicow, niektorzy daja szczepic dopiero po roku. Szczepien jest znacznie mniej, niz u nas.
          Podobnie jest w Szwecji.
          U naszych niemieckich sasiadow niektorzy rodzice tez nie szczepia, lub ograniczaja sie do minimum.

          W PL najwiekszym bledem rodzicow, jest zgoda na szczepienie w pierwszej dobie zycia.
          W ten sposob niszczy sie organizm dziecka, zbyt duza ingerencja w krwiobieg, zbyt malo wiedzy na temat jego stanu, a ewentualne wady tzw. wrodzone moga byc wynikiem reakcji poszczepiennej – i tu plus za spryt koncernow – w taki sposob latwo uniknac odpowiedzialnosci.

      • Martii 24 sierpnia 2015 at 9:22 pm #

        Z tym zniknięciem chorób i wprowadzeniem szczepień to trochę ściema. Najlepszy efekt przyniosły systemy sanitarne, dostęp do czystej wody, itd. Pamiętajcie, że dziecko nawet nie karmione piersią, dostaje z łożyska immunoglobuliny dające taką odporność jaką ma matka na około 3 miesiące. Porody w szpitalach robią swoje. Tam jest flora bakteryjna całkowicie nieznana matce, a więc również dziecko traci ochronę mimo, że ssie mleko.

  11. Sekurinega 5 lipca 2013 at 9:38 am #

    Z zainteresowaniem przeczytałam Twoje podsumowanie przygotowań do powitania dziecka na tym najlepszym ze światów. Swoją Maję rodziłam 15 lat temu i obywałam się bez żalu i niewygody bez wielu rzeczy, które obecnie uważa się za niezbędne.
    To, co opisałeś jest całkiem rozsądne i adekwatne do warunków, więc nie będę odradzać czy doradzać jakichś przedmiotów. Chociaż nie… Jedno powiem, bo trochę zazdroszczę, że teraz to jest, a kiedyś nie było znane – chusty do noszenia dziecka. Dziecię nosiłam w nosidełkach, przednim do 7 m-ca życia, potem na plecach; wózek był za duży, niewygodny i używałam go tylko na spacerki do parku.
    Gratuluję Ci Córki 🙂

    • wolny
      wolny 5 lipca 2013 at 10:34 am #

      O chuście nawet nie napisałem w artykule – będę musiał to nadrobić i być może zrobię to dedykując chustom cały wpis. Bo dzięki naszym znajomym (tym samym od wózka, fotelika i masy innych rzeczy) mamy również chustę i na pewno będę się starał jak najszybciej opanować jej obsługę 🙂

      Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam!

  12. Aniya 5 lipca 2013 at 9:56 am #

    Z dużą radością i skupieniem przeczytałam wpis młodego taty 🙂 mogę coś dodać jako matka „starego” już dziecka.
    1. Przez lata opieki nad dzieckiem przydawały mi się dwa termometry, mało dokładny, ale na czoło- kiedy coś mi się nie podobało i chciałam się tylko zorientować i zacząć działać i kiedy stan był poważny -używałam wtedy term. rtęciowego, tylko takie były 😉 Przyjaciółka z Holandii, miała juz elektroniczne i lekarz zawsze pytał z jakiej firmy jest termometr (chyba chodziło o dokładność pomiaru i dobrze jest jednak więcej poczytać o tym)
    2. Antybiotyki, uważam, że w naszym kraju jest z tym jakiś horror, zapisuje się kiedy trzeba i kiedy nie trzeba. Młody rodzic w panice często zgadza się i liczy, że lekarz wie co robi. Kiedy córka miała 3 lata od września do grudnia była faszerowana co kilka tygodni nowym antybiotykiem, uważałam że to jest jakieś chore. Znalazłam dobrego lekarza (starej daty) który zapisał leki homeopatyczne, zalecił obkładanie czosnkiem, smarowanie kamforą i nieśmiertelne mleko z czosnkiem do picia leczenie trwało dłużej, ale dziecko chorobę samo pokonało i przestała aż do okresu dojrzewania zaziębiać się. Po drugie w społeczeństwie panuje tez pogląd, że jak lekarz nie przepisuje antybiotyku, to nie leczy i oni to robią też z powodu presji i oczekiwań samych pacjentów.
    3. Szczepienia- trochę mnie przeraża wizja aplikowania małemu dziecku naraz (6-7 jak przeczytałam wyżej zarazek różnych chorób). Jestem za szczepieniami, ale nie hurtowymi, powoli żeby organizm mógł się przyzwyczaić i przyswoić obcą sobie substancję i oczywiście nie wszystkie są konieczne to już propaganda firm farmac. Uważam że jest to bardzo ważny temat i warto czytać zagraniczne strony, oni już przeszli ten etap.
    4. Korzystanie z pieluch – hmm w „dawnych czasach” dzieci korzystały z pieluch tetrowych do roku, bo matki miały dość prania 😉 I większość dzieci w tym okresie korzystała dosyć sprawnie z nocnika. Ale teraz mamy nowe czasy. Prałam wszystkie ciuszki dziecka do 3 miesiąca życia w płatkach mydlanych albo tarłam szare mydło.
    5. Ostatnio gdzieś przeczytałam wypowiedź ortopedy, na temat szkodliwości leżenia dzieci zwiniętych w kabłąk ( w nosidełkach, ale tez wózki takie produkują) a nie na prostych powierzchniach, może warto coś o tym poczytać, czy to faktycznie jest zdrowe czy tylko modne i teraz wszyscy tak robią?
    6. I życzę cudownych i nieprawdopodobnych emocji na tej fantastycznej drodze jakim jest wychowywanie dziecka. Wiele cudów przed Wami :)))

    • wolny
      wolny 5 lipca 2013 at 10:39 am #

      Dziękuję za komentarz – sam również jestem za jak najbardziej naturalnym leczeniem (i prewencją!) i w związku z tym już znaleźliśmy lekarza rodzinnego (chyba to się jakoś inaczej nazywa w przypadku małego dziecka 🙂 ), który stawia właśnie na naturalne sposoby leczenia – zobaczymy jak ten system się sprawdzi. Ciekawi mnie to, co piszesz o pieluchach kilkanaście lat temu – a w zasadzie wniosek, który podałaś: czy rzeczywiście jest tak, że w związku z ‚przesiadką’ na pampersy nasze dzieci się ‚uwsteczniły’ i znacznie później zaczęły korzystać z nocnika? Jeśli tak, to na chłopski rozum jest to kolejna – być może spora – wada pieluch jednorazowych.
      Pozdrawiam Cię serdecznie i za chwilę jadę po dziewczyny do szpitala – w końcu będziemy wszyscy razem!

    • Domi 10 czerwca 2014 at 11:28 am #

      Co do punktu 5-no właśnie, jak widzę te nowomodne wózki za grube tysiące, w których dziecko zwinięte w pałąk jest to nie wiem czy mam sie śmiac z rodziców ze dali się omamić modzie czy płakać nad tym małym dzieckiem, któremu raczej nie jest wygodnie. Ja mam 6-7 letni wózek głęboki (a raczej miałam) od koleżanki , w tradycyjnym stylu, na resortach i był najlepszy pod słońcem, dziecku było wygodnie, bo i szeroki i długi i płaski ten wózek. Co do chusty to bardzo chcialam używac i kupiłam ale poległam, opanowanie tych 5 metrów materiału mnie przeroslo:( ale wiem ,że inni sobie radzą wiec może to kwestai samozaparcia. Ja używałam nosidełka Tuli (dostałam) i bardzo sobie chwale choc raczej na krótkie wypady, dziecku na pewno na dluzsza mete nie jest w czyms takim wygodnie.Pozdrawiam

  13. stock 5 lipca 2013 at 10:46 am #

    To jest jednocześnie zaleta i wada. Przy pieluchach tetrowych dziecko po zrobieniu siusiu czuło, że ma mokro i wiedziało, że to nie jest przyjemne. W pieluchach jednorazowych wymyślono to tak, że wszystko się pięknie wchłania i dziecko nie ma dyskomfortu (zaleta), ale i też przez to nie widzi potrzeby przesiadania się na nocnik (wada). Koniec końców nie zapisywałbym tego tak jednoznacznie po stronie minusów 😉

  14. Sylwia 5 lipca 2013 at 2:42 pm #

    Ja chcę parę słó o wielo, na początek…

    Aby z powodzeniem stosować pieluszki wielorazowe, trzeba chcieć, a nie się zmuszać. Trzeba sobie powiedzieć, że to jest zdrowsze dla mojego dziecka, niż nafaszerowane chemią jednorazówki.
    Czyli używam, bo lubię, bo jest zdrowe dla mojego dziecka, a że kupy trzeba czasami zdrapywać… nie trzeba na to w ten sposób patrzeć, trzeba znaleźć pozytywy, a nie negatywy.
    Ja miałam synka , który miał rok i dwa miesiące i noworodka i obaj na wielorazówkach, a do tego pracowałam dużo i dałam radę i dziećmi się zająć i pieluchy wyprać, powiesić, suche poskładać…

    Że pieluchowanie wielo jest dogie – bzdura – kto każe kupować drogie pieluchy? Otulacze i tetra, ew. super chłonne wkłady i to wystarczy. A jak PUL nie służy, to wełna – jeszcze taniej – kupujesz wełne i dajesz babci do wydziergania kilka otulaczy, gaci.
    Jak pisałam, trzeba znaleźć dobre strony, a nie patrzeć na te niepachnące .

    Tetra – nie ma nic bardziej niezawodnego na biegunki – szybko się wszystko wchłania, jednorazówka nie wciągała, wszystko wypływało bokami, górą, dołem…Ja uwielbiam tetrę.

    Odpieluchowanie – nieprawda, że dzieci, które czują mokro szybciej się odpieluchowują. Mój starszy synek dalej sika w nocy. W dzień podczas drzemki potrafi się zsikać. Tak naprawdę w wieku grubo ponad 2,5 roku przestał nosić pieluchę w dzień.
    Młodszy od szpitala w wielo i nie żadna sucha pupa, bo był bardzo wrażliwy na sztuczności, teraz lekko ponad 2 latka i ani myśli o odpieluchowaniu.
    Więc wszystko zależy od dziecka.
    Dla przykładu sasiadek córki na jednorazówkach i odpieluchowały się w wieku 1,5 roku…

    Pranie – mój młodszy synek alergicznie reagował na wszelkie zmiany proszku, jak coś wrzuciłam z naszymi ubraniami, od razu miał skórę podrażnioną. Także tylko płatki mydlane, albo biały jeleń.
    A w ogóle zapach ubranek pranych w dzieciowych proszkach… nie ma nic piękniejszego niż zapach wykąpanego dzidziusia w świeżutkim ubranku…

    Termometry – choroby synków zmusiły mnie do kupienia termometru przykładanego do czoła, wkładanego do ucha. nie wyobrażam sobie teraz zycia bez niego, bo bez problemu śpiącym chłopcom mogę mierzyć temp.
    Może nie jest dokładny, ale przy 41 st gorączki , gdy mierzyłam co 15 min, widziałam, czy temp. spada, czy rośnie. Wybudzenie synka i mierzenie mu pod pachą… oj nie…

    Żłobek i przedszkole… – od września na leki i lekarzy wydaliśmy mnóstwo pieniędzy, ale na zdrowiu nie będę oszczędzać.

    mam nadzieję, że już przywieziesz dziewczyny do domu

    pozdrawiam

    • wolny
      wolny 6 lipca 2013 at 7:58 am #

      Ale komentarz 🙂 Serdecznie dziękuję za wszystkie rady zarówno tutaj, jak i przesłane prywatnie 🙂
      Też uważam, że do wielorazówek nie ma sensu podchodzić na siłę – trzeba być przekonanym o ich przewagach i być pozytywnie nastawionym – inaczej to byłaby droga przez mękę. Ciekawe, że sama – jako producentka pieluszek – próbujesz obalić mit o drogich pieluszkach wielorazowych. Sami będziemy mogli się w tym temacie wypowiedzieć po dłuższym czasie – kiedy zobaczymy, czy pieluchy za 20-kilka złotych sprawdzają się tak samo jak te za ponad 70. A już całkiem mnie ‚rozwaliłaś’ samodzielnym szyciem otulaczy – czy to naprawdę takie proste? Domyślam się, że potrzebna jest maszyna do szycia i umiejętności na co najmniej średnim poziomie? Czy są jakieś strony/fora internetowe, na których nieco bardziej doświadczeni dzielą się sposobami i technikami szycia otulaczy?
      Pozdrawiam.

  15. Sylwia 6 lipca 2013 at 1:19 pm #

    moje umiejętności szyciowe były zerowe, gdy 3 lata temu postanowiłam poszyć pieluszki swojemu synkowi 🙂 zresztą wiele mam tak zaczyna, studiując internet, szukając wykrojów, tworząc własne, szyją dla swoich dzieci, a niektóre później i dla innych.
    a jak Twoja żona potrafi robić na drutach, babcia, prababcia, ciocia, wójek, to wełnę można kupić niedrogo i wydziergać różnego rodzaju majty, otulacze.

    Ja nikomu na siłę nie wciskam drogich pieluszek, zawsze doradzam otulacze i tetrę, a później, jeśli rodzina może sobie pozwolić na coś droższego, to i inne opcje.

    Pozdrawiam

    • wolny
      wolny 9 lipca 2013 at 9:39 am #

      I znowu sobie robisz pod górkę jako producent pieluszek 🙂 Ale to bardzo pozytywne – masz w ofercie dużo więcej, ale mimo wszystko pokazujesz, że można taniej i nie trzeba bazować na 20 kieszonkach, z których każda kosztuje po 50 i więcej złotych, a wystarczy znacznie mniej tańszych otulaczy + wkłady, które wymieniasz w razie potrzeby, pozostawiając otulacz dopóki jest suchy. Sprawdzimy to na pewno! 🙂

  16. GTPartner 7 lipca 2013 at 10:20 pm #

    Kiedyś widziałem piękne porównanie: dziecko w Indiach kosztuje tyle, ile nowe radio. Dziecko w Niemczech kosztuje tyle, ile nowy Mercedes. My jesteśmy gdzieś po drodze, choć pewnie na samą wyprawkę nie jedna osoba wydała tyle, ile kosztuje Fiat Panda w podstawowej opcji.

    • wolny
      wolny 8 lipca 2013 at 10:14 am #

      No właśnie – dojechać do szczęśliwego (dla siebie i dziecka) celu można w mercedesie, a można też w dużym fiacie. Wszystko jest kwestią wyboru priorytetów. Nic dziwnego, że zbyt wysokie wymagania skutkują dużymi kosztami, a te – stwierdzeniem ‚nie stać mnie’.

    • Domi 10 czerwca 2014 at 11:33 am #

      Zależy o jakiej grupie społecznej w Indiach mówimy:) Bo akurat mieszkałam w Indiach i miałam kontakt z klasa średnia i wyższa i zapewniam że koszty byłyby najnowszego Mercedesa. Ale wiemy o co chodzi:) i cos w tym jest:)

  17. Agula 15 lipca 2013 at 3:27 pm #

    Zakup odpowiedniego mieszkania może się okazać największym kosztem jeżeli chodzi o dziecko, reszta to pikuś.

    • wolny
      wolny 15 lipca 2013 at 5:25 pm #

      Wytoczyłaś ciężkie działa… ale spróbuję odpowiedzieć. Sami mieszkamy w 50 m2 – we dwójkę było aż nadto, w trójkę jest w sam raz, chociaż zdaję sobie sprawę, że do czasu (ze względu na to, że mamy pokój z aneksem, którego nie da się oddzielić – idealnie dla pary, ale już dużo słabsze dla większej rodziny). Przygotowując się na przyjście na świat pierworodnej, zrobiliśmy naprawdę generalny remont (nieco o tym tutaj) i upchnęliśmy w mieszkaniu 2 nowe szafy (klik1, klik2). Dlatego uważam, że ważne jest dobre przygotowanie mieszkania i ‚odgracenie’ go. Jeśli (a raczej: kiedy) będziemy zmieniali mieszkanie, to w praktyce można to ująć jako dokupienie jednego pokoju, a to na to z kolei można patrzeć jak na swojego rodzaju inwestycję. Oczywiście – trzeba najpierw mieć na to pieniądze, przez długi czas trzeba płacić większe rachunki w związku z większym metrażem, ale na koniec pozostaje mieszkanie, które jest więcej warte. Nie twierdzę, że zapewnienie dodatkowej przestrzeni życiowej dla potomstwa to czysty zysk, ale nie można też na to patrzeć jednoznacznie jako koszt kupienia większego mieszkania, który w całości należy zakwalifikować do ‚wydatków na dziecko’.
      Pozdrawiam i dziękuję za Twój pierwszy komentarz.

  18. młoda mama 7 grudnia 2013 at 6:46 pm #

    Cały wpis mocno przesadzony, u mnie w rodzinie przed moją córką było sporo dzieci, ale nie znaczy to, że zostaliśmy zasypani ciuszkami, wózkami, łóżeczkami itp ludzie teraz nie mają gdzie trzymać swoich rzeczy i raczej wyzbywają się wszystkiego na bieżąco. Gratuluję, że wam się udało otrzymać wiele rzeczy w podarunkach, ale to nie jest regułą i nie zakładaj od razu, że każdy otrzyma 2/3 niezbędnych rzeczy. Ja kiedy nie muszę nie wydaję pieniędzy na zbędne rzeczy – kupiłam używany wózek, fotelik, bujaczek., używane ciuszki itp. ale kupiłam nie dostałam a i tak uważam, że na dziecko wydaje się więcej niż 200 zł na miesiąc. A jeśli chodzi o opiekę zdrowotną to w moim rozrachunku 0 zł (wszystkie wizyty w ramach NFZ), wydałam tylko pieniądze na witaminy, kwas foliowy itp. pozostałe wszystkie badania w ramach ubezpieczenia.
    Ale kiedy urodzi się dziecko nagle okazuje się, że nie wszystko jest finansowane w ramach umowy NFZ, ostatnio wydaliśmy np. 10 000 zł na terapię nie finansowaną przez fundusz. Nie mówię już, że czasem pediatria zaleca natychmiastową konsultację np. okulistyczną, a do końca roku brak terminów, więc też trzeba prywatnie…
    I moim zdaniem nie można liczyć, że córeczkę ubiorę w ciuszki, które przyniosą goście… bo dostanie może jedne śpioszki i co wtedy?

  19. Emilia 9 stycznia 2014 at 11:11 pm #

    Ja się zgadzam z tym postem i mam podobne doświadczenia, więc potwierdzam, że da się skompletować wyprawkę bez rujnowania domowego budżetu, jednak rzeczywiście dużo ułatwia w tym posiadanie rodziny/znajomych ze starszymi dziećmi. W zasadzie również nie wydaliśmy dużo więcej na wyprawkę, niż przedstawia ten post, sporo rzeczy dostaliśmy po innych dzieciach (przewijak, fotelik, bujaczek) albo w prezencie od rodziny – akurat były święta, więc niektórzy kupili dokładnie to, co było nam potrzebne (rożek, ręczniczek, kocyk, termometr), część kupiliśmy rzeczy używanych (np. wózek za ok 700 zł – kupiliśmy nowe koła/stelaż + używaną gondolkę; potem zamierzam sprzedać i zainwestować w jakąś spacerówkę). Starałam się nie kupować dużo, a i tak mam wrażenie, że mam wszystkiego mnóstwo i dałoby radę obejść się bez niektórych z tych rzeczy i z jeszcze mniejszą ilością gadgetów (np. mam kilka kocyków, bo najpierw kupiłam, a potem podostawaliśmy w prezencie, ale to akurat się przyda na dłużej).
    U nas doszły koszty związane z ubrankami, trochę dostaliśmy, ale nie tak wiele, część dokupiłam, ale głównie używanych w dobrym stanie i dobrej jakości i parę nowych rzeczy i stosunkowo niewielkim kosztem chyba mam zaopatrzone dziecko na co najmniej pół roku. Polecam też różne wymiany ubranek dziecięcych, w większych miastach są organizowane (np. w Warszawie parę razy w roku) – można pozbyć się tego, z tego dziecko wyrosło, a zdobyć coś, co akurat będzie nam potrzebne.

    Co do kosmetyków to polecam świetny blog z analizą składów kosmetyków dla dzieci, z których wynika, żę nie zawsze to, co polecane (również przez lekarzy) i droższe = lepsze: http://www.srokao.pl
    Np. dobre i niedrogie są kosmetyki Babydream z Rossmana albo Hipp – trochę droższe, ale też nie jakiś majątek.

    Minimalistyczna wyprawka kosmetyczna (ale to same kosmetyki, bez dodatkowych gadgetów typu gaziki itd):
    – delikatny żel do mycia ciała
    – krem pod pieluszkę
    – krem z cynkiem albo maść na odparzenia, których nie usunie mąka ziemniaczana (i to w najmniejszym opakowaniu, a w razie czego można dokupić)
    – krem na wiatr/mróz i na słońce (w sezonie).
    Źródło: http://www.srokao.pl/2013/02/kosmetyczna-wyprawka.html
    Ja zakupiłam w zasadzie tylko te rzeczy + oleje naturalne (ale ich używam sama do skóry + niektórych w celach kuchennych)

    I uwaga do jednego z postów wyżej:
    Tormentiolu nie polecam – bo zawiera szkodliwy czteroboran sodu. Ale jego dobrym odpowiednikiem jest maść Tormentalum – w aptece bez recepty za jakieś 5-6 zł. Na mnieszy problem maść Linomag (ok 7-8 zł). Niektórzy polecają też maść Alantan. A przy drobnych zaczerwienieniach wystarczeć może mąka ziemniaczana – zamiast zasypki i pudru, a w przeciwieństwie do nich jest naturalna, bezzapachowa i nie podrażnia jeszcze bardziej.

    Zamiast oliwki do masowania i nawilżania skóry (podobno kąpiel z oliwką powinna być raz w tygodniu tylko) – olejki naturalne (słodkie migdały, kokosowy itd – ja używam ich też do swojej skóry, czasem do celów spożywczych, wiec to zakup nie tylko dla dziecka).

    A z płynów do prania to na razie piorę w Bobini płyn – ma przyjazny skład, mało intensywny zapach (co dla mnie jest plusem), a 10 zł za litr jest dobrą ceną, chociaż nie wiem, jak będzie sobie radził przy spieraniu plam, bo na razie była tylko przepierka wszystkich ubranek (też większość używanych mam).

    Pozdrawiam 🙂

    • wolny
      wolny 9 stycznia 2014 at 11:22 pm #

      Wow – dzięki za tak szczegółową analizę 🙂 Super, że zechciałaś się podzielić takimi detalami! Pozdrawiam serdecznie i zachęcam do dalszej lektury bloga.

      • Emilia 10 stycznia 2014 at 6:50 pm #

        Aż mi było głupio, że się tak rozpisałam, jak zobaczyłam długość postu 🙂 Ale obecnie właśnie jestem tuż przed porodem i kończymy kompletować wyprawkę i trochę tym żyję 🙂 Właściwie już mamy wszystko, co potrzeba (Co prawda dobiegają nas ciągle życzliwe głosy rodziny i znajomych, że powinniśmy jeszcze dokupić to i tamto, że przyda się jeszcze coś tam, ale powiedziałam temu stop, bo wtedy to naprawdę robi się studnia bez dnia);)).
        Jeszcze chcę zgłębić tylko temat pieluszek wielorazowych, wieć na pewno poczytam bloga, bo w tej kwestii widzę wiele przydatnych informacji.
        Pozdrawiam!

        • wolny
          wolny 10 stycznia 2014 at 9:44 pm #

          Daj spokój – super, że się tak rozpisałaś! Od razu widać energię i radość oczekiwania na dziecko 🙂 Czym prędzej nadrób zaległości „pieluchowe”, bo jeśli rzeczywiście interesuje Cię temat pieluchowania wielorazowego, to teraz – tuż przed porodem – jest ostatni dzwonek!

  20. ola 10 stycznia 2014 at 10:39 am #

    Witajcie! Ja mamą jeszcze nie jestem, ale wraz z mężem bardzo intensywnie myślimy o powiększeniu rodziny 🙂 Bardzo dużo czytamy i rozmawiamy o tym co nas czeka, co się zmieni i w ogóle jak to będzie. Jednak czytając m.in. o kosztach związanych z dzieckiem zauważyłam, że wszędzie mogę dowiedzieć się tylko o kosztach wyprawki lub ewentualnie o kosztach związanych w pierwszych miesiącach życia dziecka. A co dalej? W świetle naszych nowych przepisów, młoda mama na odpłatnym (choć wiadomo, że niższym niż wynagrodzenie) urlopie macierzyńskim może przebywać do roku. I znów moje pytanie co dalej? Co z dzieckiem? Mama musi wrócić do pracy, a co z maluszkiem? O ile są zdrowi, aktywni i niepracujący dziadkowie to świetnie, a jeśli ich nie ma? Takiego maluszka oddać do żłobka?
    Bardzo chciałabym poznać Wasze opinie na ten temat lub rozwiązania jakie Wy zastosowaliście oraz jak to wygląda w praktyce, zarówno emocjonalnie jak i finansowo.

    • wolny
      wolny 10 stycznia 2014 at 10:51 am #

      Maja ma na razie 6 miesięcy – mamy jeszcze trochę czasu na decyzję co dalej. Dziadków na miejscu brak, więc ta opcja nie wchodzi w grę. W kolejnych podsumowaniach będziemy informowali o naszych decyzjach i ich skutkach (finansowych i nie tylko). Na razie mogę napisać, że koszty na przestrzeni ostatniego półrocza są więcej niż przyjazne dla portfela 🙂 Pamiętaj też, że do rocznego urlopu macierzyńskiego należy dodać zaległy, niewykorzystany urlop, a więc w większości przypadków przynajmniej dodatkowe 26 dni lub więcej.

    • Domi 10 czerwca 2014 at 11:56 am #

      Jełśi moęsz to zostań na cały rok przy dziecku. Ja niestety byłam zmuszona przez pracodawce do powrotu po pół roku (i mamiona wizja awansu, który nie nastąpił). Synek jest w żlobku, prywatnym, bo do panstwowego jeszce nas nie przyjeli. Finansowo oczywiscie wychodzi sporo, ale najgorsze byly 2 oierwsze tygodnie w złobku, Synek nie płakał, ale wymiotował wszystko co dostal do jedzenia. W nocy przyssany do mnie. Makabra. Powtórze więc-jełsi możesz, to zostań jak najdłużej z dzieckiem. Ja jako samotna matka i z babcia synka która wciaż pracuje, niestety nie mogłam inaczej jak tylko wrócic do pracy. Pozdrawiam

  21. Kosmatek 16 stycznia 2014 at 10:52 pm #

    Wolny, jesteś w 90% jakimś moim alter ego z drobnymi różnicami 🙂

    W porównaniu z Tobą więcej przepuszczam na transport/dość nowy samochód, ale o tym pisałem w komentarzu pod artykułem o rowerze (kryzys wieku średniego i te rzeczy).

    A tu mnie sprowadził wpis o bilansie wydatków. I w pełni się zgadzam, jak pojawią się dzieci, to wydatki stają się paradoksalnie niższe!
    A to dlatego, że nie ma kiedy i nie ma siły wydawać! Mniej się człowiek ubiera, mniej podróżuje, więcej obejrzy i przeczyta bajek, nie ma ochoty na kino, ma natomiast chęć … dorobić parę złotych oraz się WYSPAĆ!

    Ale uważaj: do czasu!

    Mam dwóch synów, na początku wydatki na drugie dziecko niewiele wpłynęły na ogólny poziom wydatków
    Problem zaczyna się jak są starsze i idą do szkoły, wtedy wydatki się podwajają! Zajęcia dodatkowe razy dwa, obiady w szkole razy dwa, prezenty – każdy chce mieć to samo – razy dwa, wyprawka razy dwa.

    A przede wszystkim (może nie dotyczy to dziewczynek?) chyba wykładniczo 😉 wzrosły mi wydatki na jedzenie.
    Raz, że chłopy dużo jedzą.
    Dwa, że taki nie ruszy ci niestety świni ekologicznej, którą mam pomrożoną hurtowo w zamrażarce, tylko chude kurczaki, serki, kaszki i cały ten przetworzony syfiasty nabiał. Kompotu nie tknie, chce soki itd itd.
    Dużo idzie na materiały do szkoły (niestety nauczyciele mają w d… zaplanowanie na początku roku potrzebnych rzeczy i zapowiadają co potrzeba z tygodnia na tydzień)….

    • wolny
      wolny 17 stycznia 2014 at 12:02 am #

      Jesteś kolejną osobą, która mnie przed tym ostrzega. Zapewniam, że rozumiem te argumenty i zaakceptuję większe wydatki w przyszłości, chociaż podejrzewam, że nie będą one tak rozdmuchane jak w przeciętnej rodzinie. A że będą spore – przyjmuję to do wiadomości, natomiast kompletnie się nimi nie przejmuję, i to wcale nie w związku z naszą – wyjątkowo dobrą – sytuację finansową. Na co dzień udowadniam, że dzięki stosowaniu metod, które opisuję na blogu, można tak mocno obniżyć comiesięczne obciążenia, że perspektywa wydawania kilkuset złotych miesięcznie więcej kilka lat po przyjściu na świat pierwszego dziecka nie jest niczym strasznym. Powiem więcej: te kilka lat wystarczą do zbudowania porządnej poduszki finansowej i wyrobienia w sobie nawyków, które pozwolą nadal budować kapitał na przyszłość, i to nawet kiedy większe wydatki staną się faktem.

      • Kosmatek 17 stycznia 2014 at 8:52 am #

        Wolny, zmieniłeś temat 🙂 – oczywiście że wszystko to prawda co napisałeś :), ale to kopalnia połączonych wątków…(bo i taki temat tego świetnego bloga).

        . Wydatków na dzieci nie poczułem, bo właśnie jak piszesz, miałem solidną poduchę.

        – – – tu będzie nie o dzieciach, o dzieciach napiszę w następnym komentarzu – – –

        Ja źródeł swojej poduchy finansowej upatruję:

        – ogólnie w życiu o „1-2 stany” niżej niż byłoby cię stać
        (są tacy co nazywają to dziadowaniem, ale … dziwią się skąd miałem forsę na nowy samochód w „kryzysowym” 2011),

        a w szczegółach

        – w dobrej kolejności decyzji życiowych: najpierw praca, oszczędzanie i pieniądze, poducha, mieszkanie za własne pieniądze, potem dzieci i inne rozrywki (podróże itp.), a nie… odwrotnie

        – w totalnym unikaniu kredytów, tu się nie zgadzamy – nie ma dla mnie czegoś takiego jak „dobry kredyt” na wiele lat (to za duże ryzyko),
        inwestować (czy to domy, czy akcje, wszystko jedno) powinno się tylko za swoje nawet kosztem utraty dźwigni i okazji;

        – w mądrych decyzjach mieszkaniowych: mieszkanie kupione bez kredytu w ostatniej chwili przed boomem, 2003, nadające się do totalnego remontu, ale pozwalające od razu „jakoś” mieszkać – teraz też czuję, że 2013 i teraz to ostatnie chwile by kupić tanio mieszkanie, choć aż takiego boomu jak w 2006-7 chyba nie będzie;

        – w łapaniu okazji (zlecenia eksperckie poza etatem)

        – dzieci …. dla czytelności, komentarz niżej

        • Kosmatek 17 stycznia 2014 at 9:17 am #

          A więc – dzieci:

          Uważam, że unikać należy dużych wydatków na dzieci:

          – tak zorganizować swoją pracę, by nie zatrudniać opiekunek i żłobków
          (nam udało się wynegocjować po 0.6-0.75 etatu dla każdego, a na jeden dzień w tygodniu dojeżdżała babcia, wiem, to luksus),

          – nie wydawać na bzdury,
          np. szkoła rodzenia i porody rodzinne, markowe ciuchy z atestami itd. (wiem że niektórzy się z tym nie zgodzą i oburzą),
          np. kursy lepienia z gliny itp., kiedy można to porobić z dzieckiem samemu (trudniej byłoby np. nauczyć sztuk walki ..)

          – kupować rzeczy używane
          (bujaki, wózki, całe paki są np. na allegro ciuchów, z których jeśli tylko 1/2 się nadaje to i tak wychodzi parokrotnie taniej niż w sklepie, a które dzieci i tak pewnie zedrą)
          (dla starszych: rowery, znów ciuchy…)

          – wiele rzeczy zrobić samemu lub dostosować (np. używać stolika z kółkami jako przewijaka, przerobić 2 łóżeczka na kojec itd.)

          – planować wydatki na jedzenie i tworzyć pewne nawyki – chodzić np. na zakupy raz w tygodniu;

          – no i wychowywać, wychowywać, wychowywać, to najtrudniejsze, mi się udało tak wychować, by nie chciały ogólnie rzeczy drogich, a niezdrowych i niepotrzebnych:
          fastfoodów, konsol i gier komp., zabawek w postaci zbędnych, głupawych plastików (jest tego pełno), pseudoatrakcji na wyjazdach turystycznych itd.;

          – niestety, poniosłem porażkę z komórkami, mają, choć są w wieku wczesnoszkolnym …, ale to wina 😉 babci i ich edukacji ekonomicznej – mają własne subkonta, więc sobie uzbierali, wrrr…
          – – – –
          A tak ogólnie – to zasada, by nie dać się ogłupić przez ciocie, ekspertów z gazet i telepudła oraz modę i … własne poczucie „co wypada”, a co nie wypada dziecku kupować.
          – – –
          A tak w ogóle, wolny, powaliłeś mnie tym blogiem: po 12 latach przerwy dziś wstawiam zakwas i wracam do pieczenia chleba!

          • wolny
            wolny 17 stycznia 2014 at 9:48 am #

            Redukcja etatu do 0,6-0,75 to rzeczywiście luksus, na który… być może i my sobie pozwolimy, kiedy staniemy przed pytaniem „co po macierzyńskim”. Pewnie w nieco innej konfiguracji. Nowe ubrania dla Mai? Tylko jako prezenty 🙂 Jestem ciekawy, jakimi metodami kierowałeś się wychowując dzieci – coś konkretnego, (pseudo)naukowego, czy raczej postawiłeś na czas z nimi spędzony i dawanie dobrego przykładu samym sobą każdego dnia?

            Co do chleba – super! Bardzo się cieszę z każdej pozytywnej zmiany, do której lekko popchnę któregoś z Was 🙂

            • Kosmatek 17 stycznia 2014 at 11:10 am #

              To drugie, przede wszystkim (czasem – niestety, bo błędów wychowawczych, jak np. chore zamiłowanie dzieci do elektroniki, bajek na jutubie, czy tv, nie dało się uniknąć) …
              Wychowawczo mam wyrzuty sumienia że trochę za dużo, szczególnie pierwszy syn, siedząc ze mną nudził się i bez zabawy turlał z nudów pod nogami, gdy w tym czasie musiałem dłubać coś na laptopie..
              Był to więc, może nie każdego dnia, ale raczej zły przykład siedzącego w ekranie ojca. Uważam, że za mało dałem dzieciom okazji do zabawy z innymi dziećmi. Nie da się każdego dnia dawać dobrego przykładu, niestety…


              Ale przede wszystkim, się powtórzę, trzeba nie dać się ogłupić przez normy i zwyczaje i innych ludzi (tu wiedza psychologiczna nie jest mi obca i chętnie ją wykorzystuję). Np. urodziny w domu, zamiast kinderparty. Np. w plecaku na wycieczce prawdziwy sok, banany, bułki, paluszki i jabłka, zamiast mocno przetworzonych sztucznych słodyczy i wypieków, napojów gazowanych i pseudożywności z budek; itd itp.

              Doszło do tego, że pizza czyjaś nie smakuje dzieciom tak, jak upieczona przez mamę (ostatnio dzieci wprowadziły mnie w mieszankę zażenowania i …dumy, gdy okazyjnie po latach poszliśmy do naprawdę dobrej włoskiej restauracji)…
              Przede mną np. dwie imprezy komunijne – będą zorganizowane w domu, mimo 60 mkw., żadnych strojów balowych, sal wynajętych i innych takich modnych fajerwerków itp.

              Z tymi kawałkami etatu nie było tak prosto, napisałem w uproszczeniu. Był czas, że np. ja miałem pracę na akord/dzieła, mogłem więc robić ją w domu, wtedy żona cały etat. Potem odwrotnie, potem te kawałki etatu, jak trzeba było to na chwilę cały itd. Ale w zaokrągleniu to jakoś tak wyszło jak napisałem, był też czas pośrodku takich pokawałkowanych etatów i pomocy babci.
              Czasem da się tak ustawić pracę, by pracować np. jednego dnia 12h, a drugiego 4, wykorzystać soboty i niedziele, takie kombinacje też stosowaliśmy.

              A pytanie o chleb zaraz zadam pod wątkiem, w którym o tym pisałeś, niech go znajdę :)…

        • wolny
          wolny 17 stycznia 2014 at 9:43 am #

          Amen 🙂 „życie o 1-2 stany niżej niż byłoby Cię stać” to złota zasada, którą ja również kieruję się na co dzień i która przynosi nadspodziewanie dobre rezultaty!

  22. Kasia 25 czerwca 2014 at 4:16 pm #

    Zbieram się właśnie do napisania posta w identycznym temacie i przeglądam co piszą inni blogerzy. Kwota, jaką wydaliście na dziecko, jest mistrzowsko mała. My wydaliśmy duuuuużo więcej, chociaż też gospodarujemy pieniędzmi rozsądnie i np kupujemy dużo używanych rzeczy.
    Muszę jednak przyznać, że los Wam trochę sprzyjał: ubranka od znajomych to jest coś! Mama chyba musi być drobną i szczupłą kobietą, na dodatek chyba niezbyt wiele przytyła w ciąży, jeżeli taka przeróbka jeansów wystarczyła. Niestety jeżeli ma się większy tyłek, a w ciąży tyle się ponad 20 kg, to zorganizowanie ubrań jest koniecznością. Szczególnie jeżeli jest zima i kurtka męża już się nie dopina na brzuchu… Albo jeżeli trzeba iść na ślub kogoś bliskiego:) Nie wspomnę już o cenach staników do karmienia dla dziewczyn z rozmiarem powyżej F!
    Z rzeczy, które kupiliście, a u nas nie były używane, wymieniłabym prześcieradło i podkłady na przewijak, butelki, smoczki, proszek do prania (używaliśmy płatków mydlanych pół na pół z sodą oczyszczoną). Mieliśmy też mniej kosmetyków dla dziecka. Pozdrawiam!

  23. Justyna 9 lipca 2014 at 2:16 pm #

    Dzidziusia co prawda jeszcze nie mam ale planuję… Wydawało mi się, że jestem zwolenniczką pieluch wielorazowych.. do momentu, aż jedna z Pań w komentarzu wskazała na różnicę w podpaskach tych z biedronki do innych droższych. Zaczęłam się zastanawiać nad komfortem dziecka… żadna kobieta nie chciałaby wrócić do czasów kiedy to watę owijało się ligniną zamiast podpasek,natomiast chcemy żeby nasze dzieci wróciły do pieluch wielorazowych… ot takie pytanie pojawiło się w mojej głowie 😉

    Mam jeszcze jedno pytanie odnośnie pieluszek wielorazowych, czy są teraz używane takie majteczki z ceraty jak 30lat temu?Będąc dzieckiem pamiętam jak ubierałam pieluszki lalce.. najpierw szła tetra, później bawełniany otulacz a na to majteczki na zatrzaski wykonane z ceraty. Nie wiem jak sprawdzało się takie rozwiązanie. Słyszeliście coś o starych metodach? Czy np. otulacz jest nieprzemakalny z jednej strony?

    Poza tym chciałam dodać, że blog jest super!!

  24. Iza 3 września 2014 at 11:55 am #

    A mi brakuje na Twojej liście kosztów wynajęcia położnej. Wiem, że to brzmi na wydatek luksusowy (zachcianka), ale czy tak ważny moment w życiu jak narodziny dziecka powinien być zależny od dobrego humoru położnej w szpitalu? Moi bracia, którzy mają po 2 dzieci przy pierwszych pociechach nie płacili za położną, przy 2 ciąży (po doświadczeniach z 1) obaj bez mrugnięcia okiem „wyskoczyli z kasy”.

    Poza tym zgadzam się z wypowiedzią Kasi z dn. 25 czerwca – kupno 2 staników za 40 zł przy dużym biuście jest niemożliwe, to samo z ubraniami ciążowymi jeśli ma się pracę biurową (po domu owszem, mogę chodzić w koszulkach Męża, ale do pracy już niekoniecznie). Z rzeczy dla mamy moje wątpliwości budzi też kwota 120 zł na witaminy dla Mamy – ciąża twojej Żona musiała naprawdę przebiegać bezproblemowo, bo jakieś dodatkowe żelazo na receptę czy inne takie (np. krem na rozstępy) nie dałyby takiej kwoty.

    Co nie zmienia faktu, że fajnie Wam się udało tą wyprawkę skompletować, za naprawdę niewielkie pieniądze:)

  25. Gosia 23 września 2014 at 10:14 pm #

    Ja jestem przerażona tym wyliczaniem co do grosza… Dziadostwo! Staniki za 40zł? No błagam…. Dobrze dopasowany, ladny biustonosz kosztuje około 100zł za sztukę. No chyba, że mowa o bawełnianych pokrowcach na wymiona…

    • wolny
      wolny 24 września 2014 at 8:12 am #

      Przykro mi najmocniej, że nie spełniamy Twoich wyobrażeń… Na przyszłość polecam bardziej wartościową dla Ciebie lekturę – chyba że lubisz tracić czas i obrażać innych…

      • Gosia 24 września 2014 at 8:16 am #

        Absolutnie nie chce nikogo obrazac. Jednak talie wyliczanie co do zlotowki i sprowadzanie kobiety do roli inkubatora ktory mozna okryc byle czym jest dla mnie niepojete. A miejsce na komentarz jest zdaje sie wlasnie po to by swoja opinie wyrazić. Chyba ze oczekujecie samych pochlebstw…

        • wolny
          wolny 24 września 2014 at 9:49 am #

          Absolutnie nie – ale dość jednoznaczne te Twoje wnioski. Chyba nie dostrzegasz do końca celu takich wpisów i nie doceniasz tego, że młodzi ludzie często najpierw liczą, a dopiero później starają się o dziecko. Dlatego staram się być maksymalnie transparentny, bo – jak pokazały kolejne wpisy, komentarze i maile, taka wiedza jest przydatna i potrafi uspokoić niezdecydowaną parę, która tak naprawdę nie powinna się niczego obawiać.
          Nie będę dyskutował o cenach staników, bo nie miałem w tym zakupie udziału, ale znam żonę na tyle, że jeśli takie wybrała i używa, to tragedii nie ma, a Twoje oburzenie raczej wynika z przyzwyczajenia do… markowych? ubrań, gdzie często płacimy za markę, a nie za jakość, którą krytykujesz tylko na podstawie ceny.

          • Olga 16 marca 2015 at 8:35 pm #

            Nie będę się wypowiadać odnośnie liczenia co do złotówki, bo sama tak robię 😉 ale skomentuję Twój wpis odnośnie stanika. Otóż, nie sprowadzałabym opinii Gosi do jej uwielbienia markowymi ciuchami. Stanik to bardzo ważna część garderoby, zwłaszcza w trakcie ciąży i karmienia. Jeśli ktoś kupuje nowy stanik za 20 zł za sztukę i twierdzi, że „tragedii nie ma”, to powinien się na nią szykować w przyszłości, nawet jeśli jest posiadaczem małego biustu – dobry stanik podtrzymuje biust i odciąża kręgosłup, a nie tylko zakrywa sutki 😉 a taki dobry stanik kosztuje, nawet używany.
            Ja sama jestem w 8. miesiącu. Z 65H (brytyjskie 32FF – to wcale nie jest duży biust, zwłaszcza przy moim 1,82 m wzrostu!) przeszłam już w 3. miesiącu na 34FF, później na 34GG, a teraz mam 36G. I nie, nie dlatego, że się roztyłam – przybyło mi raptem 6 kg. Przy każdej zmianie rozmiaru kupuję tylko 2 staniki, używane. Jeszcze nie inwestuję w karmniki, bo nie wiem, ile mnie do tego czasu „przybędzie”, ale na dzisiaj wydałam na same staniki 356,47 zł. No cóż, ważniejsze jest dla mnie zdrowie i wygoda, niż każda złotówka zaoszczędzona na smutnym bawełniaku, w którym cycki opierają się o brzuch i bolą od swojego ciężaru.
            Jeśli chodzi zaś o całe Twoje wyliczenie: gratuluję, że mieliście tyle szczęścia, ale nie wszyscy tak mają. Moje dziecko będzie pierwszym dzieckiem w naszej rodzinie od momentu moich narodzin. Nie dostaniemy więc absolutnie nic po innych dzieciach. Nie mogę też, z racji swojego wzrostu, liczyć na używane ciążowe ciuchy, bo jakbym czekała aż na allegro albo w ciuchlandzie pojawią się np. spodnie lub kurtka,w której nie wyglądam jakbym pożyczyła ją od młodszej siostry, to… bym sobie poczekała.
            Mam wrażenie, że przesłanie Twojego wpisu jest takie: rozmnażajcie się, to nie jest takie drogie, przecież zawsze możecie liczyć na pomoc innych. Ja tam wolę liczyć tylko na siebie i mojego partnera. Wszak, powiedzmy sobie szczerze: żeby ktoś kupił np. używany wózek, to ktoś inny najpierw ten wózek musi kupić w sklepie. A co, jeśli nie ma nikogo takiego w odpowiednim czasie, z odpowiednią ceną, z przedmiotem w odpowiednio dobrym stanie? Tak więc, można się przeliczyć licząc, że jakoś to będzie.

            • Dori 13 marca 2016 at 1:28 am #

              No właśnie, ja też kiedyś myślałam że chociaż część rzeczy dostanę ale w międzyczasie przeprowadziliśmy się za granicę. W każdym poradniku czytam o tym, że na pewno coś dostanę ale nie mogę tu na nic liczyć.

              Nie mamy tu znajomych, a znajomi z Polski nie pałają entuzjazmem do wysyłania paczek. Ceny rzeczy dla dzieci są dużo wyższe, więc wyszukuję dobrych cen w sklepach internetowych, chociaż dochodzą do tego koszty przesyłki.

              Używane rzeczy dla dziecka warto obejrzeć przed zakupem a nie czuję się na tyle dobrze żeby jeździć i potem przywozić je komunikacją miejską .

              Wózek wybrałam sobie w Polskim sklepie internetowym, przy czym przesyłka wynosi 1/10 ceny wózka ale za to mam cały zestaw do wózka (tutaj nie ma szans na znalezienie zestawu 3 w 1. Spacerówka, gondola, fotelik sprzedawane są co do zasady oddzielnie i ciężko to dopasować, chyba że wybiera się droższe firmy).

              Borykam się z takim podstawowym problemem jak kupienie dobrych białych pieluch tetrowych. Jedyne jakie znalazłam są szorstkie i cienkie, w końcu kupię pewnie 2 * droższe pieluszki muślinowe, jedyne porządne jakie tu znalazłam. Zamierzam używać ich jako wkładów do pieluch wielorazowych więc trochę mi szkoda, ale te zwykłe białe są do niczego. Nie ma też wyboru kocyków dla dzieci. W jedynym sklepie z artykułami dla dzieci (a w mieście jest dużo innych sklepów) są do wyboru 2 cieniutkie kocyki – różowy i niebieski.

              Wydaje mi się, że Polacy bardziej dbają o rzeczy dla dzieci, może dlatego że my byliśmy wychowywani w szarym PRLu w którym kocyk był rarytasem. Tutaj królują szarości i modne jest postarzanie rzeczy.

              Właśnie do mnie dotarło, że tutaj po prostu jest mały wybór ładnych rzeczy dla dzieci – są drogie i szare, chociaż pewnie dobrej jakości. Wózki występują w kolorze czarnym, szarym i czerwonym. Wszystkie inne są kilkukrotnie droższe. A otulacze do pieluch wielorazowych są po prostu białe.. bo po co się męczyć z jakimiś wzorami.

              Ubranka kupiłam używane na allegro, powinny mi starczyć na pierwsze pół roku.

              Ogólnie najlepiej by było kupować wszystko po trochu przez całą ciążę ale nie mieliśmy długo stałego mieszkania i były pilniejsze rzeczy do kupienia, np. lodówka i kuchenka. Teraz marzę o pralce i zastanawiam się jak starczy na kupienie wózka i stu drobiazgów typu termometr, laktator itp.

              Podsumowując: nigdy nie wiadomo jak ułoży się życie, w Polsce mieliśmy dużo bardziej stabilną sytuację i wtedy podjęliśmy decyzję żeby zacząć starać się o dziecko, jesteśmy już w takim wieku, że odkładanie tej decyzji na później nie ma sensu.

  26. Gosia 24 września 2014 at 9:55 am #

    Ahhh Wolny… Co Ty tam o mnie wiesz 🙂 Markowe ciuchy dla samej metki? Oj nie, nie z takich jestem 🙂 Wiem, co to wyprawka dla dziecka, wiem jakie to wydatki i wiem jak różna jest jakość produktów, które trzeba kupić. A te staniki o których mowa za 40zł nie są dobre, ani ładne, ani sprawiające, że kobieta w takim pięknym ale trudnym czasie czuje się nadal kobieco. Wasz wybór, skoro obydwojgu to pasuje. Mnie to bardzo dziwi w dalszym ciągu i dziwić nie przestanie. Bo uważam, że liczyć można i trzeba, wydatki racjonalizować jak najbardziej, ale nie popadać w skrajność! Co do wyprawki i liczenia kosztów- u nas 3/4 rzeczy to używane sprzęty i ciuszki. Nowe tylko to czego nie udało nam się znaleźć w sensownym stanie i cenie.

  27. Daria 24 marca 2015 at 8:48 am #

    1800 zł za wyprawkę bez prezentów? niet 😉 oto jak plasowały się koszty wyprawki drugiego dziecka. planowaliśmy drugie jednocześnie oddając wszystko po starszaku
    wózek- 90 zł. stan 7,5/10 kupiony z drugiej ręki, taki jak chciałam. nowy tej firmy 1000zł
    łóżeczko- 50 zł. używane w stanie idealnym
    materacyk nowy 60zł
    pościel używana po starszaku (dostał dorosłą pościel więc wpiszę to jako koszt wyprawki) kołdra, poduszka i pościel około 100 zł
    ubranka- 70zł kupowałam same używane, nauczona doświadczeniem, nowe córa dostała w prezencie ale były za duże 😉
    fotelik samochodowy- 50zł z potrzebnymi atestami i całą resztą używany po 2 dzieci
    kocyk- 30 zł (ot moje widzimisię. jak dowiedziałam się, że to będzie córa to kupiłam najbardziej różowy kocyk jaki znalazłam. starszak jest chłopcem ;))
    pieluszki ok 110 zł. kupiliśmy 2 paczki new born do szpitala, reszta to 2 i 3 z rossmana, jedyne, które się sprawdzały przy synu
    chusteczki nawilżane 10 zł (chociaż te zawsze są w domu. kupujemy 3paki w biedronce)
    akcesoria do pielęgnacji bez „chemii” 30zł(dzieci używają jednego płynu do mycia)
    butelki lovi. 25zł (dwie sztuki mała i duża)
    pieluszki tetrowe 10 zł
    przewijak 15zł używany jak nowy (chwała olx)
    awaryjnie kupione mleko modyfikowane 25zł
    ochraniacz na szczebelki był diy ok 25 zł bo ten, który kupiliśmy za niebagatelną sumkę dla syn był do niczego

    chyba o niczym nie zapomniałam. koszt całkowity: 650
    wydatków mama nie liczę, ponieważ sumy te nie sięgały rzędu 100 zł. drobne rzeczy też często z drugiej ręki. jedyny prezent w wyprawce to zapas witamina i kwasu foliowego dla mnie na 9 mc 😉

    wszystko co kupowaliśmy używane dokładnie oglądaliśmy i sprawdzaliśmy. nie kupowaliśmy na szybko. do urodzenia dziecka przygotowywaliśmy się systematycznie odkąd potwierdziliśmy, że będzie drugi mały szkrab. Nie jesteśmy skąpi i nie oszczędzamy na dzieciach, jednak do tematu wyprawki dla drugiego dziecka podeszliśmy rozsądniej niż przy pierwszym maluchu.

    pozdrawiam was serdecznie 🙂

  28. Aleksandra 12 sierpnia 2015 at 12:31 am #

    Witaj , właśnie szukałam odpowiedzi na pytanie „kosztorys dziecka” , „ile kosztuje dziecko” i wyświetlił mi się Twój blog . Zdziwiona faktem , że :
    1. bloga prowadzi mężczyzna , a nie jak zazwyczaj kobieta
    2. piszesz szczerze , wprost..bez owijania w bawełnę itp
    bardzo mi się to podoba . Szukałam takich wiadomości ponieważ mój przyszły mąż twierdzi , że nie stać nas na dziecko.. tak..to jest problem nr. jeden wśród przyszłych małżeństw itp.
    Przestudiuję Twoje wpisy i co nie co pokażę p.mężowi , może zmieni zdanie.. ale w sumie znając Jego to pewnie stwierdzi.. no tak..piszą/pisze o kosztorysie , a ciekawie ile zarabia , bo przecież nie każdy zarabia kilka tys. na miesiąc.. a oprócz potrzeb dziecka dochodzi jeszcze opłata za mieszkanie itd. Hm… Jego nie jest tak łatwo przekonać.. hehh
    Pozdrawiam !

    • wolny
      wolny 12 sierpnia 2015 at 4:17 pm #

      Dzięki za komentarz, fajnie że próbujesz. Trzymam kciuki, żebyście szli w tym samym kierunku i doszli do kompromisu. Najważniejsze jest nastawienie – przecież tu nie ma żadnego znaczenia, ile zarabiam – po prostu pokazuję, że nie trzeba wydawać na dzieci majątku. Mamy już dwójkę (aktualnie 2 lata + 4 m-ce) i nadal jest naprawdę przyjaźnie, jeśli chodzi o koszty. Pozdrawiam serdecznie!

  29. oLCIA 7 kwietnia 2016 at 2:33 pm #

    Fajnie, że macie takie pozytywne podejście do tematu, jesli można coś rozwiązać bezpieniężnie, to to warto. Jest też jednak druga strona medalu- jeżeli Twoja ukochana kobieta nie ma po ciąży potwornych rozstępów i oklapłego biustu, albo ma ale jej to zupełnie nie przeszkadza, to jest w jakichś 10% ciężarnych. Pozostałe przy niestosowaniu preparatów na rozstępy i noszeniu źle dopasowanych staników nie mogą później patrzeć na siebie w lustro a odbija się to również na relacji w związku. Są droższe i tańsze preparaty, ale zakładając nawet że skóra jest w b.dobrej kondycji i wystarczy 1opakowanie/tydz, preparat jest takiej sobie jakości i kosztuje 17zł to wychodzi min. 500zł. Dodatkowo mało kobiet ma szczęście w którym wystarczą witaminy za 12-13zł miesięcznie…nie widziałam w aptekach zestawu który kosztował mniej niż 20zł a jego skład i przyswajalność była co najmniej mierna, więc liczyłabym 30zł/msc = 270zł. Na pocieche powiem, ze z ubrankami warto pytac nie tylko rodzine ale tez np. wywiesic ogloszenie w pracy/na uczelni- napewno ktos chetnie sie pozbedzie 😉 POZDROWIENIA DLA TWOICH KOBIETEK

  30. Ilonek 19 września 2016 at 4:00 pm #

    Witam wszystkich i Pana Wolnego z żoną:) Trochę zamierzam tu napisać. Na bloga trafiłam niedawno: problem z pieluszkowym zapaleniem skóry u dwumiesięcznej córeczki i odkrycie działania pieluszek wielorazowych(w prezencie dostałam otulacz i dwa wkłady).
    Temat finansów osobistych jest mi bliski. Od dawna prowadzę budżet domowy i oszczędzamy z mężem. Dawniej bym zaczęła czytać bloga ze względu na te właśnie tematy. Blog Michała z Jak oszczędzać pieniądze znam. Niestety jest tam mało wpisów dotyczących dzieci.
    Tutaj kwestie początkowe aspektu posiadania dzieci są w sumie dość obszernie opisane.
    Wiadomo każdy ma inne zdanie i doświadczenia. Z mężem długo staraliśmy się o dziecko i w między czasie mąż opuścił dwie firmy z powodu bankructwa i niewypłacalności (bankructwo już na horyzoncie). Różnie w życiu bywa, jak widać. Ja zajmuje się naszym życiem finansowym: śląski dobry zwyczaj:) Nie szalejemy za bardzo, nie bierzemy kredytów na zachcianki: kredyt na samochód i inwestycja w działalność gospodarczą. W naszej sytuacji uratowało nas oszczędzanie. Niestety, wiem jak to wygląda w polskich realiach, że ludzie faktycznie żyją od pierwszego do pierwszego, bez żadnej poduszki finansowej.

    na dziecko oczywiście też miałam odłożone( przez 5 lat było trochę na to czasu…)
    Co do kosztów w ciąży, to słusznie się dziewczyny oburzyły na cene staników- przy małym biuście jest to możliwe, ale jeśli ma się wiekszy rozmiar niestety trzeba zainwestować.
    Uważam, że szkoła rodzenia dla niektórych jest potrzebna i to nawet bardzo. Jeśli komuś bardzo zależy, a nie chce wydawać dodatkowych pieniędzy proponuje dwie opcje: szkoły rodzenia przyszpitalne przeważnie są darmowe i można już poznać położną, która może być przy porodzie. Opcja druga: edukacja przedporodowa w ramach NFZtu. Nie jest to bardzo popularne- niestety. Przeważnie jest prowadzone w dużych grupach, po prostu tak jak szkoła rodzenia i nic to nie kosztuje. Mogą to być spotkania indywidualne- kwestia dogadania się z daną położną. Jak się załapać: zapytać w swojej poradni K lub w przychodni(muszą tam mieć położną środowiskową). Trochę kontaktów do prowadzących takie zajęcia położnych jest tutaj: http://www.poprostupolozna.pl/polozne.html
    Tak, jestem położną:) i też działałam w tym temacie(przed ciążą).

Trackbacks/Pingbacks

  1. Ile obecnie kosztuje ciąża i poród? Lista moich wydatków | Kasa na obcasach - 21 lipca 2014

    […] Po dodatkowe źródło informacji zachęcam również do lektury wpisów o kosztach ciąży na blogach Autorów Blaszanego Kogucika oraz Wolnego. […]

Dodaj komentarz