Edukacja finansowa

Od pierwszych lat życia do osiągnięcia pełnoletności (a niekiedy jeszcze dłużej) jesteśmy solidnie przygotowywani do stawienia czoła temu wymagającemu światu jako dorośli. Zarówno szkoła, jak i rodzicie przygotowują nas, przekazując najważniejsze informacje ze wszystkich dziedzin wiedzy… czy aby na pewno? Czy przypadkiem pewien bardzo ważny obszar nie jest pominięty, czego skutkiem jest później swoisty analfabetyzm finansowy, który widać na każdym kroku? Czy nie jest tak, że ważniejsza jest znajomość dopływów południowoamerykańskich rzek niż to, jak działa procent składany, czy karty kredytowe? Dzisiaj o tym, dlaczego dawno nie aktualizowane programy nauczania nie przystają do obecnej sytuacji ekonomicznej, a także o katastrofalnych skutkach takiego stanu rzeczy.

Wszystkie lata nauki przygotowują nas do dwóch rzeczy: najpierw uczy się nas, jak przyswajać informacje i karmi młody umysł tonami ogólnych informacji, które wiedzieć po prostu „wypada”. Kolejny etap przygotowuje nas do wykonywania przyszłego zawodu – nie chcę analizować czy robi to odpowiednio czy nie, ale przynajmniej takie są założenia i w jakimś stopniu się to sprawdza. Zasadniczy problem jest jeden – szkoły próbują nauczyć Cię, jak zdobywać pieniądze – to przecież jest zasadniczy cel podjęcia pracy. Ale nikt już nie uczy, jak je wydawać – albo wręcz: jak one działają. Zaryzykuję twierdzenie, że wiedza o finansach osobistych to najważniejszy obszar wiedzy, której nikt nie przekazuje! Ani rodzina, ani szkoła – a jeśli już próbują to robić, to jest na to na tyle mało czasu i wiedza jest tak mało przydatna w praktyce, że skutek jest żaden. A powinno być tak:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

„A kto mi powie, co to jest kredyt?” – tylko czemu rodzice nie podnoszą rąk? 🙂

Całą cywilizację trawi choroba analfabetyzmu finansowego: miliony ludzi, zarabiających od pensji ledwo pozwalających na egzystencję do prawdziwych krezusów, mających jeden wspólny mianownik: brak wiedzy, jak działa pieniądz. Skutek jest taki, że rodzina zarabiająca rocznie 50.000 zł może być w identycznej sytuacji finansowej co rodzina z kilkukrotnie wyższymi dochodami. Inflacja stylu życia skutecznie wyrównuje poziom ogólnego zadowolenia z życia i zostawia po sobie długi. Obie rodziny najprawdopodobniej nie wiedzą, co to jest RRSO, procent składany, czym różni się akcja od obligacji, albo czemu kredyty są tak chętnie udzielane przez banki, a tak ciężko je później spłacić. Dopiero co AppFunds wskazywał, czego statystyczy Amerykanin (oraz młody Polak) również nie wie. Brak tej wiedzy można łatwo wytłumaczyć: nie ma odpowiednich wzorców (antywzorców jest aż nadto), a nauczyciele i rodzice nie przekazali dzieciom informacji niezbędnych do radzenia sobie w dorosłym świecie. Najgorsze jest jednak to, że w ludziach nie ma poczucia tej niewiedzy. Mimo, że nie wiedzą, jak się obchodzić z pieniądzem i balansują na granicy bankructwa (zresztą całkowicie nieświadomie, co jest jeszcze bardziej przerażające), to nie widzą w tym żadnego problemu. Nie ma w nich chęci do naprawy swojej sytuacji, wolą ponarzekać i przyjąć, że tak już musi być, że w takim kraju żyjemy i trzeba taką sytuację zaakceptować. Czasami w wyniku przebłysku osobliwego geniuszu odwiedzą doradcę finansowego – jak to lubią się tytułować sprzedawcy produktów bankowych. Skutek jest zazwyczaj marny, i taki delikwent – zachęcony złotoustym pseudo-doradcą w szykownym garniturze- wychodzi z banku z bardzo ciekawymi produktami. A jego uśmiech (przecież zrobił interes życia!) wynika niestety z nieświadomości i tego, że jedynym fragmentem umowy, który przeczytał, było zdanie „podpis klienta”. Bo po co czytać – przecież ten agresywny fundusz przeze ostatnie 427 dni (tak tak – bardzo ciekawie dobierają modelowe wykresy) zarobił 43%, więc będzie dalej jechał w górę, a tego kredytu konsumpcyjnego grzech było nie brać – przecież jest oprocentowany na 0%…

oprocentowanie

Niedawne zestawienie kredytów – i perełka z oprocentowaniem 0% …

Ponarzekałem nieco na doradców, chociaż wypadałoby teraz ich przeprosić, bo wcale nie uważam, że oni są wszystkiemu winni. Co mają biedacy zrobić, skoro mają plan do wykonania, a owieczki same podchodzą do strzyżenia. To klient, który o nic nie pyta, nie zapoznaje się z umową, wreszcie nie rozumie co podpisuje jest sam sobie winny. A może to jego rodzice i szkoła ponoszą odpowiedzialność za wcześniejszy brak edukacji finansowej? I tak doszliśmy do punktu wyjścia. Zamiast złorzeczyć na to, w jakim świecie przyszło nam żyć, zastanówmy się co możemy zmienić – i w ogóle po co mielibyśmy to robić.

– jak to po co – przecież staczamy się po równi pochyłej – i to zarówno jeśli chodzi o ekonomię w ogólności, jak i sytuację finansową Polskich rodzin. Robimy to na własne życzenie, będąc karmionymi reklamą i światopoglądem kreowanym przez wielkie korporacje, mówiące nam jak żyć. Godząc się na ich „warunki” możemy być pewni, że strach o jutro i wieczny „przyjaciel kredyt” będzie z nami już zawsze. Czy naprawdę tego chcesz?

niezależność finansowa! Czy nie do tego dążymy – nieważne, czy mając konkretny plan czy podświadomie, czasami tylko zapominając się na chwilę i pozwalając umysłowi zanieść się do własnej, osobistej krainy wolności. Bez wiedzy o finansach osobistych nasze szansę topnieją niemal do zera.

wiedza i informacja to potęga. Żyjemy w społeczeństwie informacyjnym, i przewagę możemy osiągnąć tylko odnajdując się w gąszczu ofert, promocji i produktów finansowych. Jeśli nie chcesz iść przez życie z opaską na oczach, musisz umieć rozróżnić prawdę od fałszu – również w aspekcie finansowym.

obowiązek! Jako rodzice, mamy obowiązek przekazania naszym pociechom przynajmniej podstawowych informacji o świecie finansów osobistych. Skutki zaniedbań tych obowiązków widać wszędzie, a poważniejsze konsekwencje poczujemy wszyscy – i to wcale nie w tak odległej przyszłości.

jest coś magicznego w finansach osobistych. Już po kilku miesiącach zgłębiania tych interesujących tematów długi zaczynają topnieć, a na koniec miesiąca zaczyna pojawiać się jakaś rezerwa na koncie, której wcześniej nie było. Sama świadomość, jak działają mechanizmy typu kredyt, inflacja czy opóźniona gratyfikacja sprawia, że podejmujesz decyzje w kierunku uzdrowienia swoich finansów osobistych.

financial-health

koniec z narzekaniem! Mając wiedzę o tym, dlaczego płacisz właśnie tyle za kredyt, nagle zamiast wiecznie narzekać na nieuczciwe banki, które Cię doją – zaczynasz wstydzić się podjętych przez siebie decyzji. Bo skoro kredyt 0% był obudowany masą dodatkowych opłat, a te promocyjne 9% w skali roku tak naprawdę kosztowały Cię dwa razy tyle, to coś musi być na rzeczy.

podpisywanie dokumentów ze zrozumieniem. Wszelkie umowy, które były dla Ciebie tylko drobnym druczkiem, pod którym do tej pory podpisywałeś się z pewnością, że przecież nikt nie ma zamiaru Cię oszukać, nagle zaczynają mieć sens. Dołączasz do mniejszości, która czyta umowy przed podpisaniem, i jeszcze mniejszej grupy, czytającej te umowy ze zrozumieniem. Mając solidne podstawy i nadal nie rozumiejąc tego, co czytasz, możesz podejrzewać, że coś jest nie tak z samą umową – takie ostrzeżenie może Cię uchronić przed kosztowną pomyłką.

Skoro już wiesz, jak ważna jest edukacja finansowa, pomyślmy wspólnie, jak ją zdobyć. Przede wszystkim, musisz CHCIEĆ tą wiedzę pozyskać – bez poczucia, że jest to ważne i przydatne poddasz się szybko ze stwierdzeniem „to zbyt trudne”. Gdzie się zatem zwrócić, jeśli pałasz chęcią poznania fascynujących zagadnień finansowych? Skoro do tej pory rodzicie nie przekazali Ci potrzebnej wiedzy, jest duże prawdopodobieństwo, że sami jej nie posiadają. Gdyby było inaczej, prawdopodobnie byłbyś od dziecka stopniowo edukowany. Szkoła ? Dramat – nie słyszałem do tej pory o sensownym programie edukacji w zakresie finansów osobistych. Nie polecałbym też na początek żadnej konkretnej literatury – jest spore ryzyko, że sięgniesz po zbyt suchą i akademicką, lub zbyt zaawansowaną pozycję, która również zniechęci Cię do tematu *. Co w takim razie zostaje? Sam polecałbym… blogi 🙂 Choćby te, do których linki widzicie po prawej stronie (w sekcji CZYTAM). Artykuły prasowe – szczególnie te na dużych portalach Internetowych są często pisane chaotycznie i zamiast w ciekawy sposób przekazywać wiedzę, szukają sensacji i jak największej liczby kliknięć.

Nic jednak nie przekaże Wam odpowiedniej wiedzy tak dobrze, jak własne doświadczenie. A w tym pomoże oczywiście… tak tak – budżet domowy! Nie ma to jak na własnej skórze poczuć ciężar comiesięcznych rat i na koniec podliczyć, ile telewizor kupiony na promocji naprawdę kosztował. I w drugą stronę: przy odrobinie zawziętości doświadczysz prawdziwej magii procentu składanego! Niestety nadal nauka na własnych błędach jest często jedyną metodą walki o porządek w finansach osobistych. Samo dostrzeżenie tych błędów to już połowa sukcesu – przecież drugi raz tego samego nie popełnisz!

Jeśli jesteś rodzicem, gorąco namawiam do przekazywania wiedzy finansowej swojemu potomstwu – jest to możliwe (i wskazane!) już od wczesnych lat życia dziecka. Dobrym startem będzie blog edukacjafinansowadlarodzicow.pl – zachęcam do zajrzenia i obiecuję, że nie możecie sprawić swojemu dziecku lepszego prezentu niż ucząc je finansów osobistych w praktyce. Nawet, jeśli Ci za to nie podziękuje, to sami zobaczycie, o ile ich życie będzie kiedyś prostsze od rówieśników, a na ich twarzach o wiele częściej będzie gościł uśmiech i spokój.

Poduszka-finansowa_1

A co dalej? Myślę, że każdy już znajdzie swoją drogę – ważne, żeby wyczuć co Cię interesuje, w jakim kierunku chciałbyś iść. Sam będziesz wiedział, jak dobrać te zainteresowania do aktualnej sytuacji życiowej i finansowej. Jeśli masz kredyty konsumpcyjne, dobrze najpierw je spłacić zanim zainteresujesz się forexem czy giełdą. A może zobaczysz duże pole manewru w obszarze oszczędzania i ograniczania swojej konsumpcji – przecież ryzykowne inwestycje absolutnie nie muszą być Twoim priorytetem. Mając dobrą bazę i pewne obycie na kilku wartościowych blogach świat finansów stanie przed Tobą otworem – wystarczy wybrać interesujący Cię temat, a na pewno z łatwością pożeglujesz dalej po oceanie finansów osobistych, omijając sztormy i nawałnice.

* ew. Robert Kiyosaki „Bogaty Ojciec, Biedny Ojciec” – i to absolutnie nie z powodu jakości materiału, ale raczej dla solidnego kopa i pozytywnego przekazu (chcieć to móc!), jaki ta książka niesie.  Jeśli macie propozycje jakichś przystępnych książek dla początkujących, piszcie!

[Edytowany 31.05.2013] Przed chwilą natknąłem się na fragment wywiadu ze Zbigniewem Sosnowskim, prezesem polskiej firmy Kross produkującej rowery. I po raz kolejny widzę dowód na to, że miłość do rowerów ma bardzo wiele wspólnego z minimalizmem, rozsądkiem i – jak się okazuje – zdrowym podejściem do edukacji finansowej potomstwa! Zresztą sami spójrzcie:

Prawie 10 lat temu w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” powiedział pan, że jego marzeniem jest kupno porsche. Już wtedy był pan bardzo zamożny. Zrobił pan to w końcu?

– Byłem bliski w ubiegłym roku. Poszedłem do salonu. Wybrałem model za ponad pół miliona złotych. Ale po rozmowie z synami zrezygnowałem.

Dlaczego?

– To taka granica konsumpcji, której nie chciałem przekroczyć. Młodym ludziom, którzy przejmą biznesy, potrzebna jest nie tylko rada i rozmowa, ale także wzór do naśladowania. Trzeba przyhamować i powiedzieć sobie: OK, mogę kupić ten samochód, stać mnie, ale za te pół miliona ile rzeczy można kupić do firmy! Kupić działkę, zbudować coś nowego.

28 komentarzy do “Edukacja finansowa”

  1. D. 31 maja 2013 at 1:59 pm #

    Kolejny swietny wpis.
    Myslę że wszystkie książki Kiyosakiego sa warte polecenia, choć sam poza wymienioną pozycją czytałem tylko „przepowiednie bogatego ojca”. Z tym czytaniem należy tylko uważac by nie zastąpiło ono czynnego działania.

    Dobrym pomysłem jest też obejrzeć filmy takie jak „Zaitgaist – pieniądz rządzi swiatem” czy „Amerykański sen” (ten w wersji animowanej). Choć nie można zdobyć dzięki nim praktycznej wiedzy finansowej typu ‚w co inwestować’ to świetnie uświadamiają one jak działają instytucje finansowe, przede wszystkim banki.

    Na pierwszym miejscu w edukacji finansowej postawił bym jednak nie materiały współczesne – lecz te pochodzące sprzed dziesiatek a nawet setek lat. Jakby nie wyglądały współczesne systemy finansowe, stanowią one bardziej skąplikowana wersję swoich poprzedników. Ciekawie wiedzę o życiu, ale także i o finansach prezentuje H.D Thoreau w książce Walden. Czyta się dośc ciężko, ale lektura naprawde wspaniała.

    W kwestii edukacji finansowej w szkołach nie jest az tak tragicznie – w pierwszej klasie liceum jest 1 godzina przedmiotu „przedsiębiorczość” (w kolejnych latach 0 ) w którym omawia się np. akcje i obligacje. Bardziej przeraza postawa uczniów, przekonanych że ta wiedza na nic im się nie przyda. Wiec podejście do przedmiotu to Zakuć Zdać Zapomnieć…

    • wolny
      wolny 31 maja 2013 at 2:39 pm #

      Dzięki za obszerny komentarz i propozycje lektur – zwłaszcza że są zarówno dla raczkujących, jak i pływających w świecie finansów. Co do edukacji w szkole, to mimo wszystko uważam, że ten przedmiot traktuje się jako dodatek a nie podstawę. Ciekawi mnie, kto prowadzi te zajęcia (i jak jest do tego przygotowany), oraz czy ta wiedza jest w jakiś sposób sprawdzana.

  2. Piotr 31 maja 2013 at 2:06 pm #

    Ja swoją przygodę z wiedzą na temat finansów zaczynałem od:
    „Najbogatszy człowiek w Babilonie” – George Samuel Clason. Kiedyś była dostępna za darmo ze ZloteMysli.pl, ale widzę, że zniknęła. Można ją jeszcze znaleźć przez wujka google na przykład na chomikuj.pl. Krótka to książeczka (ta z wydawnictwa zlotemysli ma dokładnie 37 stron), ale przedstawione są w niej ogólne zasady posługiwania się pieniędzmi. Nic nadzwyczajnego, żadnej magii, ale pozwoliła mi nieco inaczej myśleć o pieniądzach.
    Potem był właśnie Kiyosaki i jego „Bogaty ojciec, biedny ojciec”. Chociaż po tym jak się dowiedziałem, że to fikcja literacka trochę inaczej na tą książkę patrze, ale pamiętam, że zaraz jak ją przeczytałem byłem nieźle zmotywowany.
    Ostatnio przeczytałem „Bogaty albo biedny, po prostu różni mentalnie” T Harv Eker. Może nie traktująca dokładnie o tym jak trzeba się obchodzić z pieniędzmi, ale mogę powiedzieć, że na pewno dużo wniosła do tematu jak działa pieniądz, jakie mamy myślenie na temat pieniądza, dlaczego bogaci są bogaci, a biedni po prostu biedni.

    • wolny
      wolny 31 maja 2013 at 2:41 pm #

      I tu dotknąłeś ważnej sprawy – mentalnego podejścia do swojej sytuacji. Dwoje ludzi w podobnej sytuacji materialnej może mieć diametralnie różne opinie o swoim statusie. Ale jestem pewien, że bardziej pozytywne (i prawdziwe!) będzie miał ten, dla którego wiedza o finansach nie będzie czarną magią. pozdrawiam!

  3. Edyta 31 maja 2013 at 2:54 pm #

    Kolejny bardzo trafny wpis. W szkołach uczą nas wielu mniej lub bardziej przydatnych rzeczy, a zapomniano o tak ważnym elemencie jakim są finanse i wiedza na ten temat. Gdyby już w szkołach podstawowych uczono jak należy obchodzić się z pieniędzmi, bylibyśmy wszyscy dużo bardziej przygotowani do dorosłego życia, które zawsze jest związane z zarządzaniem finansami.

    • wolny
      wolny 31 maja 2013 at 4:10 pm #

      dzięki za komentarz. Myślę, że nie mniej ważne od istnienia tych przefmiotów jest podejście do ich nauczania – zarówno dzieci, nauczycieli, a także rodziców. Dopóki przedmioty dotykające finansów będą traktowane po macoszemu, to niewiele się zmieni.

  4. Charlotte 31 maja 2013 at 8:09 pm #

    Szkoła ma pomagać w wychowaniu,ale to rodziców rola ukształtować (oby świadomego) konsumenta. Zwróciłabym szczególną uwagę na naukę poszanowania pieniądza. Dlatego,że dzieci w tych czasach mają wszystko, dziesiątki zabawek, na komunie obiad w restauracji najlepszej w mieście, laptopy,tablety i inne cuda. Przez takie rozpieszczanie dziecko otrzymuje błędny komunikat:wszystko mi się należy, wystarczy że ładnie poproszę. A w życiu nic nie przychodzi łatwo,trzeba nieźle się napracować aby coś otrzymać. Oczywiście pieniądz sam w sobie ma niewielką wartość,to nie funt,który ma pokrycie w złocie. Ale siła nabywcza może być różna,można wykorzystać na coś wartego swojej ceny a można wydać bez zastanowienia i poszanowania pracy.

    • wolny
      wolny 1 czerwca 2013 at 10:17 am #

      Masz rację, tylko skoro nawet rodzice dawno zdążyli wsiąknąć w system, to również nie stanowią ani przykładu, ani nie mają zbyt wiele pozytywnego do przekazania. Zmiany chyba musiałyby wyjść od nich samych, tylko – jak pisałem w poście – oni nie zauważają swoich błędów.

  5. Wild Dog 31 maja 2013 at 10:35 pm #

    Pierwsze słyszę że szkoły uczą jak zdobywać pieniądze.
    Szkoły uczą jak pracować dla bosa. Program nauczania na całym świecie jest tak pomyślany żeby człowiek znalazł pracę i przez całe swoje życie był niewolnikiem.
    Nie widzę możliwości zmiany systemu nauczania. Jest to niemożliwe. Skąd brać nauczycieli? Przecież wszyscy wyszliśmy z tego chorego systemu.

    • wolny
      wolny 1 czerwca 2013 at 10:28 am #

      Powiedzmy, że to skrót myślowy, który działa w zrównoważonej gospodarce: masz kwalifikacje = jesteś wysoko wyceniony przez rynek = pracodawca również musi to docenić i godnie płacić. W niektórych branżach to nie fikcja – sam się czuję wysoko doceniany jeśli chodzi o stosunek kompetencji do zarobków. Ale skoro większość młodych ludzi wybiera prostą ścieżkę edukacji lub kierunki, w których rynek jest już nasycony, to jest jak jest. Nie demonizowałbym szkół – zwłaszcza wyższych – muszą one działać jak firmy i skoro mają masę chętnych na ‚nierynkowe’ kierunki, to reagują na te oczekiwania.

      • Wild Dog 4 czerwca 2013 at 5:41 am #

        Wolny, nie rozumiesz jednego. Rodzimy się z takimi a nie innymi zdolnościami intelektualnymi. Dlatego ok. 5% młodzieży nadaje się do studiowania na medycynie, informatyce, projektowaniu rakiet kosmicznych itp.
        W życiu nie można sobie wybrać kierunku jaki chcemy, bo każdy z nas ma ograniczenia. Jesteśmy baranami, tutaj nie ma co dyskutować, 95% ludzi to barany, jak większość ludzi, musimy pracować w fabryce. Kształcenie barana to strata czasu.
        W obecnych czasach ludzie mają ambicje, dlatego chcą się uczyć, żeby rodzice byli dumni. Ludzie idą na kierunki jak marketing, hotelarstwo, zarządzanie przedsiębiorstw itp. Później dziwią się że nie mogą znaleźć pracy.
        Jak mają mieć pracę, jeśli ich dyplom znaczy tyle co po wojnie ukończenie szkoły średniej. Mamy takich ludzi miliony w Polsce. Uczelnie ich produkują masowo, bo jest na to pomoc z Unii.
        Wydaje mi się że dyplom w marketingu jest najlepszy. Przecież można otworzyć działalność przez internet. Budujemy kilka blogów i stron internetowych. Nasza inwestycja to czas i 500 zł. rocznie. Jest tylko problem, czy wiedza wyniesiona ze studiów jest wystarczająca żeby samodzielnie robić marketing w internecie? Dlatego tak popularne są kursy. Ludzie płacą za kursy, żeby uzupełnić wiedzę.

        • wolny
          wolny 4 czerwca 2013 at 7:20 am #

          Nie wiem czy prowokujesz specjalnie, ale mimo wszystko odpiszę. Istnieje wystarczająco dużo dowodów na to, że znacznie ważniejsza od predyspocyzji wrodzonych jest praca nad młodym człowiekiem i czas włożony w jego kształtowanie. Czy nie jest prawdą, że mając podstawowe umiejętności i wkładając 10000 godzin ciężkiej pracy w prawie że dowolną dziedzinę, dołączysz do czołówki?
          Widzę jeszcze jedną nieścisłość w tym co piszesz: jeśli rzeczywiście tak uważasz, to albo uważasz się za barana, albo za lepszego niż 95% społeczeństwa. Obie opcje niezbyt dobrze o Tobie świadczą.

          • Wild Dog 4 czerwca 2013 at 6:39 pm #

            Tego nie wiem. Chyba raczej jestem baranem, i tego się nie wstydzę. Moim problemem jest że czasami mam do zrobienia robotę. Czyli, budowa strony internetowej, napisanie artykułu, robienie pozycjonowania itp. Okazuje się że nie mogę znaleźć odpowiednich ludzi. Nie chodzi nawet o pieniądze. Zawsze widzę że nie jest to, czego oczekuję od specjalisty.
            Nie należę do tego przeklętego 5% mądrych ludzi.
            Takie wkuwanie nie pracuje. Co z tego że ktoś może wyuczyć się na pamięć i zda egzaminy? Mamy takich wielu.
            Dlatego zawsze ludzie pytają o dobrego lekarza. Bo chociaż na uczelnie medyczne idą najlepsi, to i tak trudno jest znaleźć dobrego lekarza, bo niewielu ludzi ma prawdziwą wiedzę i zamiłowanie. Dlatego, moim zdaniem nie powinno się o tym mówić, bo ludzie tego się wstydzą. Każdy rodzi się inny, jeden będzie gruby, drugi szczupły, jeszcze jeden silny, ale ktoś tam z wyższym IQ niż pozostali. Mnie tylko nie spodobało się, kiedy napisałeś że każdy powinien lepiej wybierać kierunki. Wiem że to niemożliwe, bo jesteśmy ludźmi i mamy ograniczenia. Przecież chciał bym być informatykiem i zarabiać 20 tyś. PLN na miesiąc, ale nie mam takiej głowy, dlatego informatykiem nie jestem. Ale nawet informatycy, wielu z nich nie ma pracy, a innym Microsoft płaci za edukację i oferuje astronomiczne wypłaty. Bo informatyk nie jest równy informatykowi, jeden jest mądry a drugi głupi, dlatego Microsoft cały czas poszukuje zdolnych ludzi.

            • wolny
              wolny 5 czerwca 2013 at 9:48 am #

              Teraz nieco lepiej rozumiem Twój punkt widzenia. Jeśli mogę coś podpowiedzieć, to zastanów się, czy szukając ludzi nie „mierzysz zbyt wysoko”. Z informatykami jest jak z lekarzami-jest mnóstwo specjalizacji. jeśli szukasz prawdziwego eksperta do takich zadań jak napisałeś, to trochę tak jakbyś z przeziębieniem umawiał się na wizytę do chirurga naczyniowego. Próbowałeś korzystać z portali typu http://www.zlecenia.przez.net i tym podobne?

  6. Elzbieta 2 czerwca 2013 at 12:23 am #

    Wspaniale pioro, dobra analiza, ale…. Zyjemy w systemie, w ktorym ten, kto ma wiedze ma mozliwosci.

    Wiekszosc spoleczenstwa przechodzi przez ten sam program w szkole, oglada te sama telewizje, chodzi do tego samego kina i czyta identyczne wiadomosci, aczkolwiek w roznej prasie. Wynik: masa analfabetow w wielu dziedzinach, nie tylko finansowych, ale za to przekonanych, ze wiedza wszystko, albowiem obejrzeli wiele i zaslyszeli jeszcze wiecej.

    Czy wprowadzenie edukacji finansowej w szkolach, zmieniloby postepowania mas? Watpie. Po pierwsze wiekszosc zalicza szkole, aby ja odwalic i jezeli cos bedzie obowiazkowe, nie bedzie przyswojone. A oprocz tego np. godzina zajec tygodniowo z „finansow osobistych” mialaby sie nijak do natloku reklam, szumu medialnego i tradycyjnego stereotypu domowego („od pierwszego do pierwszego”, „przeciez wszyscy tak robia” i „jakos tam bedzie”).

    Jezeli kogos temat finansowy zainteresuje, znajdzie droge, znajdzie zrodla, znajdzie wiedze. Jezeli nie, zasili szeregi wypranomozgowcow glosno powtarzajacych kolorowe haselka i siegajace po nastepny kredyt.

    A komu oprocz zainteresowanego zalezaloby na samodzielnym i samowystarczalnym obywatelu? Mamy dylemat. Z jednej strony Panstwu nie, bo taki czlowiek kupuje tylko, to co potrzebuje, a nie to co aktualnie modne, a wiec ma niekorzystny wplyw na obroty rynku i krecaca sie ekonomie, z ktorej to Panstwo czerpie podatki. Z drugie natomiast strony Panstwu zalezy na tym, aby na starosc delikwent ten byl jak najbardziej samodzielny i tutaj dostarczono mu takie instrumenty jak IKE i IKZE, aby sam zadbal o siebie.

    Zauwazcie, ze w popularnych serialach zainteresowania mlodych osob oszczedzaniem pieniedzy i zdobywaniem ich, na ich miare, np. 11 – letni Mateusz z „M jak Milosc”, przedstawiane sa jako rodzaj zboczenia wartego wysmiania, czy nagany. Zreszta seriale sa znakomitym odbiciem sytuacji w Polsce, albowiem ich scenariusze, pisane sa przez mlode i bardzo asertywne pokolenie, gdzie problemy, nad ktorymi probujemy sie tu zastanawiac, sa kompletnie ignorowane.

    • wolny
      wolny 2 czerwca 2013 at 7:28 pm #

      Niestety muszę przyznać, że Twoje kontrargumenty są dobre… a piszę niestety, bo nie dajesz społeczeństwu większych szans na zmianę. Ja też stoję zbyt twardo na ziemi żeby wierzyć, że dodatkowe godziny lekcyjne rozwiążą wszelkie problemy. Ale nie o to walczę – według mnie odpowiedni program nauczania, kompetentni ludzie, mądra kampania medialna i może również jakieś spotkania z rodzicami mają szansę odnieść JAKIŚ skutek. Nawet kilka procent młodych osób, którym takie lekcje nieco poszerzą horyzont, tkną do choćby drobnej zmiany, albo zaświtają nawet po 10 latach na zasadzie ‚coś tam mówili – wtedy nie słuchałem, ale może warto odświeżyć wiadomości’ to już dużo. Dla mnie wygraną jest każdy czytelnik, który zainspirowany moimi wpisami zacznie dojeżdżać do pracy rowerem zamiast samochodem (a wiem że jest ktoś taki!) czy rozpocznie prowadzenie budżetu domowego. A na drobne sukcesy, które w kolejnych latach będą owocowały i rozszerzały swój krąg działania jak najbardziej są szanse!

      Pozdrawiam i przepraszam, że nie odniosę się do polskich seriali bo z „M jak Miłość” kojarzę tylko niefortunny wypadek Hanki 🙂 Z innymi serialami też niestety nie jest u mnie lepiej – ale dzięki temu daję radę wygospodarować nieco czasu na wpisy do bloga i odpowiadanie na Wasze komentarze 🙂

      • stock 3 czerwca 2013 at 8:01 am #

        Hej,
        do tego przyznałem się ja, ale nie ma aż tak dobrze 🙂 Zacząłem jeździć rowerem do pracy, ale nie porzuciłem samochodu, lecz komunikację miejską. I faktycznie inspiracją był blog Mr. Money Mustache i Twój. Swoją drogą, okazuje się, że w Warszawie można żyć nie korzystając w ogóle z samochodu i z transportu publicznego. Ja tak robię już od prawie miesiąca, ale to temat na oddzielny wpis.

        Jeśli chodzi o edukację finansową, widzę masę błędów popełnianych przez rodziców już od małego. Ja wychowałem się w rodzinie, która nigdy nie znała słowa kredyt i takie podejście zamierzam wpoić swojemu maluchowi (w odniesieniu do typowej konsumpcji, oczywiście).

        • wolny
          wolny 3 czerwca 2013 at 8:15 am #

          Dzięki za „ujawnienie się” – zmiana nawet z komunikacji publicznej jest też pozytywna – zarówno dla Twojego portfela, jak i zdrowia. Jeśli masz ochotę na podzielenie się doświadczeniami z radzenia sobie z komunikacją w Warszawie bez samochodu i transportu publicznego, może miałbyś ochotę na wpis gościnny na blogu lub chociaż jego część-akurat przygotowuję kolejny post w temacie transportu. Sam nie mieszkając w Warszawie nie mogę się niestety wypowiedzieć. pozdrawiam.

  7. Aniya 6 czerwca 2013 at 10:15 am #

    Lektura tego blogu jak i kilku o podobnej tematyce spowodowała, że:
    1. zaczęłam prowadzić budżet domowy,
    2.przeniosłam go na google, aby mieć lepszy dostęp :)))
    3. zaczęłam zbierać wszystkie paragony, które przy mojej roztrzepanej naturze jest nieprawdopodobnym sukcesem,
    4.założyłam lokatę bankową,
    5.odkładam co miesiąc niewielką kwotę
    6. Jeżdżę komunikacją miejską i dałam ogłoszenie na wspólny dojazd – i mam jeden !!! odzew :)))
    Przymierzam się do zmiany prognoz z energii, przeniesienie konta do innego banku i wniosku o zmianę opłat naliczanych przez bank z tytułu mojego kredytu.
    Dzięki Tobie i Twojej ładnie opisanej wiedzy zawartej na tym blogu (jeszcze czytam blog Michała) dowiedziałam się niesamowitych rzeczy o finansach :x, nauczyłam się sporo o sobie, ale najlepsze oprócz zdobytej wiedzy jest to, że doskonale się bawię przy tym.

    • wolny
      wolny 6 czerwca 2013 at 10:30 am #

      Wow – wielkie dzięki za ten komentarz – właśnie na takie informacje czekam najbardziej i to one motywują mnie do kolejnych wpisów. A najpiękniejsze jest to, że wprowadzane zmiany odbierasz tak pozytywnie. Pozdrawiam i oby tak dalej!

  8. Aniya 6 czerwca 2013 at 10:47 am #

    Cieszę się, że Ci się podobało 🙂 i może podzielę się własnym doświadczeniem z edukacji finansowej mojej latorośli: sama zafascynowana wejściem do Unii, wymyśliłam, że moje dziecko na realizację swoich marzeń (typu glany!!) będzie odkładała swoje otrzymane z różnych źródeł pieniądze, ale żeby dała radę uskładać to miała odłożyć tylko swoją małą biedną część czyli 30% ( ona była jak Polska :D) a ja (niby ta bogata Unia 😉 dokładałam pozostałą dotacje. Po latach mam wrażenie, że po tych wszystkich ważnych zakupach nie został ślad, jedno co zostało, że nauczyła się odkładać pieniądze, że już wie, że jest w stanie sama zaoszczędzić i że na ważne rzeczy warto poczekać, myślę ze to całkiem sporo 🙂

  9. Stanislaw 20 listopada 2013 at 6:53 pm #

    Niestety masz rację w tym,że brak nam wszystkim edukacji finansowej wyniesionej ze szkoły. Mniej lub więcej, ale każda ilość wiedzy dotyczącej pieniędzy wyniesiona ze szkoły jest dla mnie lepsza niż jej brak. Sam swoje nietrafne decyzje finansowe wynikające z braku wiedzy oceniam na kilkadziesiąt tysięcy złotych w ostatnich kilkunastu latach. Niestety musiałem i nadal uczę się na własnych błędach bo…. nikt inny mnie tego nie nauczył.

  10. Tomasz 31 stycznia 2014 at 3:59 pm #

    Świetna książka na początek: „Bogaty czy biedny, po prostu różni mentalnie” Harva Ekera

  11. PrywatnaEmerytura.pl 20 marca 2014 at 12:33 pm #

    Bardzo dobry wpis, również uważam, że finansowa edukacja dzieci jest obowiązkowa. Co prawda w szkole średniej spotkamy się z takim przedmiotem jak „Podstawy Przedsiębiorczości” na którym poznajemy sposoby inwestowania, oszczędzania, a także filary emerytur, ale taki przedmiot powinien być już w gimnazjum, czy nawet w podstawówce. Oprócz szkoły to przede wszystkim rodzice powinni wpajać dziecku wiedzę z zakresu finansów.

    • wolny
      wolny 20 marca 2014 at 10:27 pm #

      Oczekiwania wobec szkoły są racjonalne, ale niestety tylko w teorii. Niestety.

  12. Fabiano 18 sierpnia 2015 at 2:33 pm #

    hmm..sam juz nie wiem czy to dobry pomysl, aby dzieci od malego mialy wpajane taka wiedze do glowy? chociaz ja od malego bylem wlasnie rozpieszczany i w pozniejszym zyciu pojawily sie problemy finansowe..z drugiej strony szybko im zaradzilem, a raczej zaradzila im kancelaria pyffel & partners.. i wydaje mi sie ze tak to wlasnie powinno byc..masz problemy idz do doradcy finansowego..od tego sa eksperci, tak samo jak np.lekarz czy fryzjer.

    • Robert 9 czerwca 2016 at 7:04 am #

      Naprawdę płacą Ci za tak nieudolnie wykonywaną pracę, reklamowy bocie? Przeczytałeś chociaż ten wpis? 🙂
      Wiem, wiem – komentarz ma rok ale poprawił mi humor…

Dodaj komentarz