DIY po naszemu: historia jednej ściany.

2
1714
wyświetleń

Czas na drugą odsłonę mini-cyklu „DIY po naszemu”. Dzisiaj na warsztat wjeżdża… ściana. Ta sama, której użyłem jako motywacji do działania w tym wpisie. Sam pomysł należał do Wolnej (a jakże!), a jego celem było nadanie nieco charakteru naszemu mieszkaniu, które wykańczałem w 2015 roku. Początkowo nieco protestowałem, przeczuwając spory nakład pracy, ale w końcu przyznałem Jej rację i – jak się okazało – była to bardzo dobra decyzja.

Rozpoczęliśmy od rozpoznania rynku i wyboru odpowiedniej „cegły”. Już kilka lat temu to był popularny temat, więc firm, wzorów i kolorów było mnóstwo – teraz pewnie wybór jest jeszcze większy. Postanowiliśmy, że nie będziemy szli w „prawdziwą” cegłę pochodzącą z rozbiórek budynków, a zamiast tego kupiliśmy gliniane cegiełki, które miały całkiem sporo zalet: akceptowalną cenę, fajną fakturę, lekkość (ważne przy ścianach z G-K), łatwość przycinania i możliwość klejenia tą samą zaprawą, której używam do glazury. Ilość materiału oszacowaliśmy na podstawie zaleceń producenta, z uwzględnieniem kilkuprocentowej nadwyżki. Dobraliśmy do tego wiadro fugi oraz specjalny pistolet do jej aplikacji, a w czasie oczekiwania na przesyłkę przygotowaliśmy ścianę.

Zdawaliśmy sobie sprawę, że cegła do cegły, a wyjdzie… dodatkowe 200-300 kg, które obciążą ścianę. A ta bidula, składająca się ze zwykłego stelaża i przykręconych do niego płyt G-K, nie była na to przygotowana. Zdecydowaliśmy więc o wzmocnieniu jej kolejną warstwą płyt, co kosztowało nas około 100 zł. Przy okazji, dodatkowa warstwa pozwoliła lepiej wygłuszyć salon od pokoju dziecięcego, co również było naszym celem. Nawiasem mówiąc, zastosowane przez nas zielone (=droższe, z racji większej odporności na wodę) płyty nie mają tu sensu – niestety, kiedy mieliśmy odpowiednie auto do ich przewożenia, w pobliskim markecie nie było innych. A ponieważ czas to najcenniejsze aktywo, postanowiliśmy przymknąć na to oko i nieco przepłacić.

Następnie na całość przyszedł grunt, którego celem było zwiększenie przyczepności podłoża. Mamy kolejne 20 zł i parę minut machania pędzlem.

Kiedy już wszystko było gotowe, w ruch poszła długa poziomica i ołówek, z pomocą których podzieliliśmy ścianę na kilkanaście równych rzędów, które bardzo ułatwiły późniejsze kładzenie cegieł. Chodziło też o to, żeby niepotrzebnie nie ciąć wzdłuż pierwszego/ostatniego rzędu cegiełek, co mogłoby się później rzucać w oczy.

Klejenie zaczęliśmy od góry, idąc po kolei rzędami. Jako zaprawy użyłem tego samego kleju, który wybieram zazwyczaj do gresu/ceramiki: Ceresit CM-16. Od 3 lat cegła trzyma się wzorowo i nie ma mowy o jakimkolwiek odpadaniu elementów. Gęstość zaprawy była duża (chodziło o brak efektu osuwania cegiełek w trakcie wiązania kleju), a jej ilość na każdą cegiełkę była minimalna. Mogę się nieco mylić, ale na całą ścianę nie poszło więcej, niż jeden worek (22,5 kg) kleju.

Ściana o powierzchni 4,5 na 2,6 m (prawie 12m2) przyjęła ponad 500 cegieł, a ich klejenie zajęło około 20 godzin. Dużo, ale trzeba wziąć pod uwagę, że robiłem to po raz pierwszy w życiu. Myślę, że doświadczona osoba zmieściłaby się w połowie tego czasu. Być może w niedalekiej przyszłości powtórzymy tą pracę – wtedy na pewno będziemy dokładnie pilnowali czasu i zobaczymy, o ile szybsza będzie kolejna realizacja.

Ostatnim etapem naszego projektu było fugowanie. Samą fugę (również kupioną od producenta cegieł) określiłbym jako bardzo gęstą, niejednolitą i… szczerze mówiąc, wcale nie zdziwiłbym się, gdyby jej głównym składnikiem był gruby piach. Efekt końcowy jest więcej niż dobry, natomiast aplikacja tego materiału wymagała specjalnego pistoletu, który niestety co chwilę się zapychał (z racji dużej gęstości zaprawy). To zadanie musiało być wykonanie niezwykle dokładnie, ponieważ starcie do czysta nadmiaru fugi, która wchodziła na cegły było dość trudne, a ślady i tak zostawały.

Koniec końców, ściana wygląda bardzo ciekawie, naturalnie i w doskonały sposób spełnia swoją funkcję, czyli cieszy oko i nadaje charakter wnętrzu. Stworzenie takiego dzieła nie jest wyjątkowo trudne, chociaż zabiera nieco czasu. Nie podejmuję się takich zleceń profesjonalnie, ale gdybym miał się pokusić o wycenę czegoś takiego (dotyczy ściany o powierzchni ~12m2):

~ 1500 zł na materiały (płyty G-K na ścianę, cegła, fuga, pistolet, transport). Koszt samej cegły to około 50-100 zł/m2.

~ 25-35 roboczogodzin (od przygotowania ściany do zakończenia wszystkich prac), które na rynku warte są prawdopodobnie około 900 zł (zakładając 30 zł/h… w końcu to praca dla klienta premium ;), więc nie zdziwiłbym się nawet wyższą stawką).

Czy taki efekt jest wart poniesionych kosztów? Na to pytanie każdy musi sam sobie odpowiedzieć. Ja tylko przypomnę, że czasami warto robić rzeczy, które się nie opłacają (nie zawsze oczywiście :)). Alternatywą byłoby pomalowanie tej powierzchni, którego koszt (wraz z robocizną) prawdopodobnie zamknąłby się w 100 zł, oczywiście gdybyśmy malowali całe mieszkanie, a nie tylko jedną ścianę.

Uprzedzając pytania, utrzymanie takiej ściany nie przysparza absolutnie żadnych problemów. Nie ma mowy o kurzeniu się cegiełek (nie ścieraliśmy z nich kurzu ani razu w ciągu 3 lat, chociaż nie ręczę za taki sam efekt przy innego rodzaju materiale), ściana jest więc w pełni bezobsługowa 🙂 Oczywiście, czasami trzeba o niej porozmawiać z gośćmi, bo niekiedy budzi zainteresowanie. Nie ma też mowy o jakimkolwiek odpadaniu ani luzowaniu się cegieł, mimo że dzieciaki czasami przy nich szaleją w najlepsze, absolutnie nie uważając na to, co (lub kto :)) akurat na ścianę wleci.

Jeśli podobają Ci się nasze pomysły, ich realizacje styl, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zaprosić Cię do odwiedzenia naszej Pracowni Dobrych Wnętrz 🙂 W kolejnym wpisie przedstawię historię stolika kawowego zrobionego z… a, co tam, niech to pozostanie tajemnicą jeszcze przez całe 2 dni 😀

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj swoje imię